Świat musi ugrząźć w bagnie. I to dosłownie, bo inaczej zabraknie wody

W niedziele, 2 lutego, przypada Światowy Dzień Mokradeł. Ta data przypomina o rocznicy uchwalenia tzw. konwencji ramsarskiej 2 lutego 1971 roku, czyli Konwencji o Ochronie Obszarów Wodno-Błotnych, do przestrzegania której zobowiązało się 171 krajów świata.

Hasłem obchodów tegorocznego święta bagien, torfowisk i płytkich wód jest: „Wetlands and biodiversity”, a w polskiej wersji „Życie na bagnach”.

Jak powinniśmy chronić bagna, torfowiska i inne mokradła? Co może się stać, gdy znikną zupełnie? Co można zrobić, by powstrzymać zanikanie bagien, i z powrotem nawodnić drastycznie osuszający się krajobraz? Rozmawiamy o tym z ekologiem, wykładowcą i współzałożycielem Centrum Ochrony Mokradeł prof. Wiktorem Kotowskim.

Paulina Januszewska: Z najnowszych badań wynika, że mniej więcej od momentu, gdy zaczął pan pracować naukowo, powierzchnia mokradeł zanikała w tempie 1,6 proc. rocznie. To – zdaniem ekspertów – niepokojąco szybko.

Wiktor Kotowski: Mokradła są dla nas ważne z kilku powodów. Przede wszystkim odpowiadają za ochronę różnorodności biologicznej. Aż 40 proc. wszystkich gatunków żyjących na ziemi jest związana właśnie z tymi terenami. Mowa nie tylko o roślinach i stale przebywających tam zwierzętach, ale też np. „odwiedzających” mokradła ptakach. Obecnie jedna czwarta gatunków zależnych w skali świata od terenów podmokłych jest zagrożona wyginięciem. Poza tym wysychanie bagien, torfowisk i innych „mokrych” obszarów spowoduje, że nie będziemy mieli czystej wody. Ważną rolę w procesie jej oczyszczania odgrywają bowiem żyjące w mokradłach bakterie oraz bagienne rośliny.

I pewnego dnia wody po prostu zabraknie?

Owszem, ponieważ mokradła chronią zasoby wody, a ich niszczenie nasila negatywne skutki ocieplenia klimatu w skali lokalnej i globalnej oraz zaburza naturalny obieg wody w przyrodzie. Obszary podmokłe, przejściowe pomiędzy lądem a wodą, a więc zarówno mokre części lądów, jak i naturalne zbiorniki, podtrzymują lokalne krążenie wody i są naturalnymi formami jej retencji. Funkcjonują jak klimatyzatory: w czasie suszy są jedynymi miejscami posiadającymi wodę i umożliwiającymi jej parowanie, a w efekcie krążenie w lądowych ekosystemach – powrót w postaci deszczu czy rosy. Parowanie sprawia też, że lokalnie robi się chłodniej, ponieważ proces ten pochłania ciepło z otoczenia. Mokradła, zwiększając ilość pary wodnej w atmosferze, zmniejszają też wysychanie innych obszarów – na przykład rolniczych. Jeżeli je osuszamy, pola i łąki wysychają szybciej, zaczyna też brakować wody w rzekach i jeziorach. To obserwujemy już w wielu regionach Polski. Ale jeśli mówimy o roli mokradeł w regulacji klimatu, to poza wodą ważny jest jeszcze węgiel.

Co to znaczy?

Mokradła, a zwłaszcza bagna, w których akumuluje się torf, są ogromnym magazynem węgla. Jeden hektar ekosystemu bagiennego pochłania w ciągu roku od kilkuset kilogramów do nawet dwóch ton węgla. Najnowsze badania pokazują, że torfowiska zakumulowały go znacznie więcej niż cała roślinność lądowa. Ściągając dwutlenek węgla z atmosfery, torfowiska przeciwdziałają więc globalnemu ociepleniu. Niestety masowe osuszanie bagien w celu przekształcenia ich w tereny rolnicze sprawia, że torf zaczyna się rozkładać i zmieniają się one w źródła emisji dwutlenku węgla do atmosfery, negatywnie oddziałując na klimat. Dlatego tak ważne jest, by je z powrotem nawadniać.

No dobrze. Wiemy, że rolnictwo w dużej mierze odpowiada za zniszczenia mokradeł, ale raczej trudno się spodziewać, by rolnicy pozwolili „zalać” swoje działki. Można tu znaleźć jakiś kompromis?

Istnieją dwa kierunki działania. Pierwszy to oddanie tych terenów przyrodzie. Tylko wtedy rolnictwo musiałoby się wycofać. Skutek jest taki, że rolnicy i właściciele gruntów tracą źródło dochodu, a państwo musi zacząć te obszary wykupywać. To są ogromne koszty, na których pokrycie żaden rząd się nie zgodzi. Dlatego jest też drugi pomysł, żeby utrzymać te tereny w sektorze rolniczym – zamienić konwencjonalne rolnictwo oparte na osuszaniu na rolnictwo bagienne, czyli takie, które umożliwiłoby uprawę roślin bagiennych, np. pałki wodnej czy trzciny. Chodzi o to, by przywracać wysoki poziom wody na torfowiskach przy zachowaniu ich funkcji produkcyjnej.

I co potem?

Sprzedawać rośliny producentom biogazu. Albo – co stanowi bardziej innowacyjny pomysł, który w tej chwili wdrażają już firmy w Niemczech, Holandii i Szwajcarii – wykorzystać rośliny do produkcji materiałów budowlanych i ociepleniowych. Rośliny bagienne są bowiem zbudowane z tkanek nieco przypominających gąbkę, które odpowiadają za właściwości wytrzymałościowe i izolacyjne. Tak naprawdę ich wykorzystanie w budownictwie to technika pochodząca z zamierzchłych czasów. Dziś jednak okazuje się rewolucyjna. W momencie, kiedy mamy kłopot z odpadami i chcemy przestawiać się z technologii opartych na paliwach kopalnych na technologie bardziej przyjazne przyrodzie, pałka i trzcina są znakomitym materiałem produkcyjnym. Podobny „renesans” w budownictwie przeżywają teraz konopie, a rośliny bagienne powinny do niego dołączyć.

A co z produkcją żywności? Można wyhodować na tych terenach coś jadalnego dla ludzi?

Niestety nie dotyczy to roślin, które mogłyby rosnąć w naszej strefie klimatycznej. Ale już w strefach przybrzeżnych w innych częściach świata powoli rozwija się uprawa jadalnych wodorostów i małży. Wodorosty można dodawać do żywności przeznaczonej dla ludzi albo wykorzystywać jako paszę dla krów. Badania pokazują, że bydło karmione glonami produkuje mniej metanu, jednego z gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery. Warto przy tym wspomnieć, że z takich upraw płyną podwójne korzyści, bo zbierając wodorosty i małże, można usunąć z przybrzeżnych wód morskich przyswojone przez nie substancje odżywcze, które spłynęły tam rzekami z nawożonych pól uprawnych. W ten sposób zmniejszymy przeżyźnienie wody, zapobiegając zakwitom sinic. Poza tym pozyskując żywność z przybrzeżnych wód morskich, można ograniczyć rolnictwo lądowe i „zrobić miejsce” np. dla mokradeł lądowych.

Przyszłość tych ostatnich jest jednak silnie uzależniona nie tylko od rolników, ale również od decyzji polityków.

Na przykładzie Polski widać to szczególnie, bo rząd ochoczo planuje przedsięwzięcia, które znacząco zmieniają naturalne przepływy wody i przyczyniają się do jej usuwania z krajobrazu. Problem stanowią na przykład kopalnie odkrywkowe. To, co dzieje się w Wielkopolsce – wysychanie jezior, zanikanie Noteci – jest efektem przekształcania krajobrazu i odpompowywania ogromnych ilości wody w kopalniach, które w ten sposób generują olbrzymie leje depresyjne. Wypompowujemy wody gruntowe, przemieszczając je do wód powierzchniowych i bardzo przyspieszamy ich odpływ do morza. Mokradła, czyli naturalne tereny, gdzie woda byłaby retencjonowana i wracałaby następnie do obiegu, są w tym procesie całkowicie pomijane. To samo dzieje się w przypadku kopalni torfu. Nie dość, że osuszamy torfowiska i eksploatując torf, zwiększamy emisję gazów cieplarnianych (wykorzystany w ogrodnictwie torf się szybko rozłoży), to jeszcze generujemy odpływ wody z tych terenów.

Jakby tego było mało, polski rząd zamierza otworzyć kolejną kopalnię. Tym razem chce wydobywać węgiel kamienny w okolicach Poleskiego Parku Narodowego, gdzie znajdują się jedne z największych i najlepiej zachowanych torfowisk w kraju. Wiemy, co się wydarzy, gdy ten projekt zostanie zrealizowany. Ucierpi tamtejszy krajobraz i przyroda. Stracimy kolejne zasoby wody. To oczywiście wciąż nie koniec, bo politycy mają w planach jeszcze regulację rzek i karkołomny, nieprzystający do potrzeb współczesności pomysł budowy dróg wodnych, czyli przekształcenia naszych wielkich rzek – Odry, Wisły i części Bugu – w kanały. To wygeneruje ogromne i szkodliwe zmiany hydrologiczne w dużej części kraju, a także jest całkowicie sprzeczne z zapewnieniami rządu i Wód Polskich o konieczności renaturyzacji i zwiększania retencji wody.

A w międzyczasie jeszcze słyszymy, że trzeba odstrzelić bobry.

Nie ma w Polsce zwierzęcia bardziej pożytecznego dla odbudowy naturalnego krajobrazu niż bóbr, ponieważ znacząco przyczynia się on do zwiększenia retencji wody, czyli naprawy bezmyślnych melioracji, które wykonywaliśmy w przeszłości. Jak się do tego ma zgoda regionalnej dyrekcji ochrony środowiska w Warszawie na odstrzał? Trudno jest stwierdzić jednoznacznie. Z jednej strony – zgoda na odstrzał 1,5 tys. bobrów, choć brzmi groźnie, prawdopodobnie nie wpłynie znacząco na to, że ich będzie mniej, bo populacja jest znacznie liczniejsza i jest w ekspansji. W taki sposób nie załatwi się żadnego problemu, o ile ten rzeczywiście istnieje. A tu mam wątpliwości.

Dlaczego?

Rolnicy narzekają na straty, ale środowisko i społeczeństwo zyskuje na tym, że np. ich łąki są zalane. Zamiast eliminować stamtąd bobry, powinniśmy dać rolnikowi dotację za to, że umożliwia naturalną retencję wody na swoim terenie.

W decyzji o odstrzale niepokoi mnie jednak najbardziej niezwykle szkodliwy sygnał wysyłany obywatelom przez państwową instytucję. Utrwala ona bowiem przekonanie, że z przyrodą trzeba walczyć, a do zwierząt – strzelać. Jeśli urząd, który powinien zajmować ochroną środowiska, zezwala na eliminację bardzo pożytecznego gatunku, to trudno się potem dziwić, że ludzie właśnie tak zaczynają rozumieć relację człowieka z przyrodą. Mam jednak nadzieję, że to nie pójdzie dalej, a bobry się nie poddadzą. Ich powrót pokazuje zresztą ogromną odporność przyrody na zadawane jej rany. Jako ludzie zrobiliśmy ogromną szkodę w obiegu wody i retencji, osuszając mokradła i regulując większość małych rzek. Bobry reperują to, co zniszczyliśmy – dają początek samonaprawianiu się rzeki, czego bardzo dziś potrzebujemy i do czego sami również musimy intensywnie dążyć, zalewając osuszone tereny i przetamowując rowy melioracyjne.

Czy jest szansa, żebyśmy przestali niszczyć mokradła i zaczęli wykorzystywać ich potencjał?

Myślę, że tak. Konieczność zmiany powoli dociera zarówno do decydentów, jak i do społeczeństwa – w tym rolników. Na razie deklaracje nie mają odzwierciedlenia w działaniach w dużej skali, bo potrzebujemy zmiany instrumentów prawnych i administracyjnych. Ale nie jest tak, że w urzędach i ministerstwach nie ma ludzi rozumiejących konieczność zmiany paradygmatów, konieczność „pogodzenia się” z przyrodą i wykorzystania jej potencjału. Dziś już bardzo wiele osób przyznaje, że powinniśmy odtwarzać mokradła, by retencjonować wodę. A prawda jest taka, że jest to jeden z najważniejszych elementów zarówno ograniczenia zmian klimatu, jak i adaptacji do nich. Bez nawodnienia osuszonych bagien nie ograniczymy emisji dwutlenku węgla. Jeśli temperatura dalej będzie się podnosić, to tym bardziej będziemy potrzebować mokradeł. Bo przy tym scenariuszu za kilkadziesiąt lat przetrwamy wyłącznie w pobliżu wody.

Paulina Januszewska, Krytyka polityczna

Komentarze

12.02.2020 13:50 Felek

A ja się raduję, gdyż bobry zrobiły u mnie koło stawu, na kanale tamę i woda pieknie się rozlewa po mniejszych rowach, grunt nasiąka. Całkiem jej sporo na ten miesiąc roku, co prawda śniegu nie było ani trochę ale ilość wody jest obiecująca. Codziennie tam zaglądam czy ktoś czasem nie zdecydował się tamy rozebrać ale na szczęście tutaj ludzie wiedzą jak istotna jest woda więc póki co retencja naturalna działa. Bobrów też nie tępią, choć robią one nie małe spustoszenie, nadgryzając wiele drzew.

12.02.2020 16:07 Devak

Ja też lubię bobry, ale przy sąsiadach nie mogę tego głośno powiedzieć, bo by mnie zlinczowali ;)

12.02.2020 23:15 adaś

Niestety ale działalnosć bobrów wcale nie jest taka jednoznaczna. Na rowach i małych rzekach budują tamy i przyczyniaja się do spowolnienia spływu wody.Na średnich i dużych rzekach nie są w stanie wybudować tamy. Za to są w stanie wyciąć większość drzew przez co zmniejsza sie parowanie wody z danego obszaru.
Jeżeli ktoś sądzi że bobry mogą znacząco poprawić sytuacje hydrologiczną naszego kraju to, delikatnie mówiąc, myli się.
Tu są potrzebne różnorakie działania na wielką skalę.
Np rozebranie wałów przeciwpowodziowych na terenach najmniej zaludnionych aby woda mogła sie rozlać szeroko zamiast prędko spłynąć do morza.
Na wielu rowach melioracyjnych trzeba zbudować lub naprawić zastawki aby móc magazynować wodę, ale też w razie potrzeby pozwolić jej odpłynąć.
Niektóre rowy odwadniające trzeba po prostu zasypać. Ok 30% naszego kraju to lasy, w wiekszości państwowe.Tam można to zrobić bez wielkich kosztów a skutek taki że zamiast sosen będzie więcej olch.
Renaturyzacja małych rzek może sie wiazać z koniecznością wykupu gruntów. Ale może też przynieść wymierne korzyści lokalnej społeczności. Teraz mają prosty nieciekawy rów dł 20 km. Można z tego zrobić piękną krętą rzeczkę dł 40 km. Ludzie będą tam chcieli pływać kajakami, łowić ryby, kąpać się. Rozwinie sie agroturystyka. Do tego typu działań nie trzeba nawet wielkich programów.Lokalne władze muszą to rozumieć i chcieć przekonać mieszkańców.

13.02.2020 13:32 Carlinfan

@ADAŚ
Nie ma miejsca dla bobrów, gdy tworzy się cywilizację na wzór wirusa/zarazy, która trawi swojego żywiciela (planetę). Albo zostawimy naturze odpowiednio duże obszary, aby dany ekosystem mógł jakoś funkcjonować bez ingerencji człowieka (zalesianie/karczowanie, odstrzał zwierzyny) albo będzie właśnie taka ciuciubabka - to coś zabetonujemy, tu coś wytniemy, a później będziemy dumać co zrobić z naturą, która buntuje się przeciwko takim zmianom.

14.02.2020 1:05 adaś

@Carlinfan
W naszym kraju gdzie mieszka ponad 37 milionów ludzi nie jest to takie proste żeby zostawić naturze odpowiednio duże obszary bez ingerencji człowieka.
Nawet w parkach narodowych to się nie udaje. Np.w Drawieńskim Parku Narodowym wiele dębów owinięto siatką drucianą. Właśnie po to żeby ich bobry nie zniszczyły.
No niestety ! Jak sie w naturze namieszało to trzeba potem na to odpowiedno elastycznie reagować. Mam wrażenie że u nas to kuleje. Np.karaś pospolity ( jakże myląca nazwa) nie jest chroniony. A znika z naszych wód w zastraszającym tempie wypierany przez karasia srebrzystego. A pod ochroną jest np.różanka. Pospolita i bez znaczenia gospodarczego- nic jej obecnie nie zagraża. Z bobrami podobnie.Wszędzie ich pełno a są pod ochroną i nawet mają specjalny rezerwat nad Pasłęką.
Również wiele roślin bagiennych jest pod ścisłą ochroną. Gdyby jakimś cudem udało sie w Polsce odtworzenie terenów podmokłych to te rośliny zapewne nadal będa pod ochroną, choć przestaną być zagrożone. Niestety, elastyczne reagowanie to nie jest mocna strona naszych urzędników i polityków.

14.02.2020 15:03 Staszek

@Carlifan
Ta '' Cywilizacja '' Bo tak naprawdę jest to barbarzyństwo pod płaszczykiem moralności na pokaz padnie szybciej niż myślisz. Może nawet w tym roku. Na wzór wirusa zarazy.
A koronawirus o to zadba wydaje mi się . Myślę że to nasza cykliczna pandemia .
Zaraza pokroju czarnej śmierci tylko że w XXI wieku. Ukrywają tak długo i tak mocno jak tylko się da prawdziwe rozmiary tej azjatyckiej Cholery. Jak ludzie zaczną padać trupem całymi milionami codziennie to się skończy ta tancbuda. To nie są strachy na lachy. Media ukrywają wieści o tym. Uciszają tych którzy mówią prawdę. Chińska gospodarka stanęła dokumentnie. Teraz to się może zacząć jazda. Kwarantanna nie chodzą do fabryk ani tyle. A chiny to fabryka świata. Jak kraj tego pokroju padnie to mamy na mur beton totalny chaos gospodarczy.

Beznadziejny dylemat

Chiny stoją przed nieuniknionym i beznadziejnym dylematem: ażeby uchronić swoją gospodarkę przed upadkiem, przywódcy muszą wkrótce zakończyć kwarantannę i ogłosić, iż kraj jest „bezpieczny dla podróżnych i biznesmenów z zagranicy”. Lecz od chwili, gdy ponad 5 milionów ludzi opuściło Wuhan, by spotkać się ze swoimi krewnymi i znajomymi podczas przerwy świątecznej, wirus zapewne został rozproszony po całych Chinach – dotarł do miasteczek i odległych wiosek, gdzie nie ma dość zestawów do wykrywania koronawirusa ani placówek medycznych zdolnych do wielokrotnego przetestowania pacjentów celem potwierdzenia diagnozy. (Dwa pierwsze testy mogą dać sprzeczne wyniki.) W rezultacie rząd nie jest w stanie ustalić, ilu mieszkańców poszczególnych prowincji zaraziło się wirusem oraz ilu nosicieli bezobjawowych złapało go od rezydentów Wuhanu. Nie może też wiedzieć, ilu chorych ukrywa się w domach. Brak danych nie oznacza braku ofiar.

Jeżeli nieświadomi swojego stanu nosiciele bezobjawowi roznieśli koronawirusa po całych Chinach, to niezależnie od oficjalnych zapewnień, które usłyszymy w nadchodzących dniach/tygodniach, cudzoziemcy nie będą mogli bezpiecznie przemieszczać się po kraju, a pracownicy nie będą mogli bezpiecznie wrócić do fabryk, sklepów itd. Ale jeśli Chiny wkrótce nie „otworzą swoich podwojów”, znosząc ograniczenia komunikacyjne, ich gospodarka doświadczy katastrofalnych spadków, ponieważ góry zadłużenia i kruche dźwignie finansowe rozsypią się, a zerwanie łańcuchów dostaw zmusi globalne korporacje do znalezienia stałych dostawców zastępczych w innych państwach. Oto beznadziejny dylemat: utrzymanie ogólnokrajowej kwarantanny wystarczająco długo, by przyniosła pożądany efekt, będzie miało fatalne skutki dla gospodarki. Natomiast zakończenie ograniczonej kwarantanny i ogłoszenie kraju bezpiecznym dla gości i osób podróżujących w interesach wprowadzi patogen do zakładów pracy i zarazi nim cudzoziemców, którzy powrócą potem w rodzinne strony jako nosiciele bezobjawowi.

Niech wybierają sobie a w międzyczasie 21 stycznia w USA i jeszcze kilku innych krajach świata odnotowano pierwsze zachorowania. A o tym że wielomilionowe zastępy rodaków Konfucjusza się rozjechały we wszystkie strony świata mówić nie muszę. A i poczciwi obywatele chin zabrali ze sobą [ Niewidzialne Drobne Prezenty] którymi hojnie poobdzielają każdego jak leci. Dosłownie serce stanie z wrażenia.

Fałszywe uznanie Chin za bezpieczne zagrozi każdemu, kto jest na tyle łatwowierny, by zaufać urzędnikom. Z kolei utrata wiarygodności wywoła lawinę, która zniszczy chińską gospodarkę równie niezawodnie, jak trzymiesięczna kwarantanna całego kraju. Kto będzie na tyle głupi, by ponownie zaakceptować wyjaśnienia oficjeli po tym, jak naiwni cudzoziemcy przyjadą do domów z koronawirusem?
[ A W ZAPEWNIENIA KOMUNISTYCZNEGO CHIŃSKIEGO REŻIMU KTÓRY ZA NIC MIAŁ, MA I BĘDZIE MIEĆ LUDZKIE ZDROWIE I ŻYCIE TO CHYBA TYLKO SKOŃCZONY IDIOTA UWIERZY.]

A poza tym sytuacja może być jeszcze bardziej beznadziejna jest wiele rzeczy o których nic nie wiadomo.
Rzeczy które dodane do dzisiejszych [Objawów wielkiego wymierania może Zniszczyć doszczętnie ludzkość.

-Wirus może przeżyć aż 9 dni w powietrzu poza organizmem żywiciela. Jest to absolutny ewenement, ponieważ wirusy poza żywicielem są bardzo nietrwałe i żyją wtedy bardzo krótko, najczęściej kilka minut lub godzin.

-Okres inkubacji, czyli okres, w którym chory nie ma jeszcze objawów, ale może już zarażać innych, wynosi nie maksymalnie 14 dni, jak wcześniej sądzono. Ale w niektórych przypadkach jest to 24 dni, a nawet do maksymalnie 40 dni. Pomyślcie ilu ludzi może wtedy zarazić chora na koronawirusa osoba.? I to jeszcze przy takim RO rzędu do 5,1.

-Dowiedziono, że nawet trzy negatywne testy, które wykluczyły infekcję, nie dowodzą, że dana osoba nie jest zarażona. Z ostatnich informacji wynika, że czasem test wychodzi pozytywny za czwartym lub piątym razem. Amerykańskie centrum kontroli chorób (CDC) jest teraz zdania, że niektóre testy nie działają poprawnie i fałszują wyniki. Czyli można powiedzieć, że nawet gdyby rząd chiński nagle zachciał podawać prawdziwe dane, to i tak jest spory margines błędu.

--Ile jest przypadków zachorowań, które przechodzą z bardzo niewielkimi objawami lub wręcz bez objawów?

- Ile jest prawdy w śmiertelności zarażonych tym patogenem? Uważam że jest ona tak samo wysoka co w przypadku czarnej śmierci. Jak nie wykończy organizmu choroba to powikłania dobiją.

-Ile osób zmarło w domu, chodzi po miastach z wirusem nie mogąc dostać się do lekarza, ile osób zwleka z pójściem po pomoc lub wręcz celowo jej unika?

- Na początku lutego wprowadzono karę śmierci za '' Pomaganie w rozprzestrzenianiu się wirusa''
Jak znam historię komunizmu to najpewniej już setki tysięcy chińczyków mogły zostać ukarane po komunistycznemu czyli kilka gram ołowiu w potylicę z pistoletu. O cudzoziemcach nie wspomnę. Jest to informacja z Mainstremowych mediów. A ile koszmarnych wieści przed nami ukrywają? Bo to że łgają jak najęci mówić nie muszę. [ O zbrodniach komunistycznego ustroju dowiadywano się z reguły z opóźnieniem kilkuletnim.

- Ile wynosi RO wsółczynnik wędrowania tego cholerstwa? Najpierw mówiono o 3,8 teraz o 4,5-4,8
a może być nawet 6,4-7 . Dla porównania grypa hiszpanka przez którą czarna pani z kosą miała 100 milionów ludzi do zarżnięcia miała RO 1,3
A jeszcze wtedy było mniejsze zagęszczenie ludności, mniej podróży zagranicznych i większa odporność, a i jeszcze transport trwał o wiele dłużej. To teraz pomnóżcie to wszystko przez siebie to będzie niezły modyfikator do rozłażenia się tego cholerstwa po świecie. I do kompletu z innymi obowiązkowo.

-Oto jak rozprzestrzeniają się wirusy: zarażony podróżnik, który nie zdradza żadnych symptomów choroby, drapie nos pod maską, sięga do kieszeni po bilet autobusowy i wręcza go kierowcy. Następnie chwyta się poręczy, na której pozostawia cząstki patogenu. Kilkadziesiąt minut później odchyla maskę, bo w łazience dworca autobusowego jest duszno. Nagle kicha. W ciągu kolejnych kilku godzin setki innych podróżnych korzystają z tej samej łazienki. Właśnie dlatego osoby zaznajomione z epidemiami i pandemiami twierdzą, iż próba poddania kontroli procesu rozprzestrzeniania się wyjątkowo zaraźliwego wirusa przypomina próbę kontrolowania wiatru.( A wiatru to chyba nikt nie upilnuje prawda? Normalne ludzkie odruchy których powstrzymywać nikt nie potrafi.

- Chodzą pogłoski z anonimowego źródła że w innych krajach Azji wykryto 4 samoczynnie zmutowane szczepy tej zarazy. Więc wszystkie prace nad szczepionką możecie sobie wsadzić w żyć.Są nic nie warte. ( Jeśli jest to prawda a na 97 % jest biorąc pod uwagę to że mniej zaraźliwa hiszpanka miała 3 odmiany na raz szalejące we wszystkich częściach świata.) Więc nie wiadomo ile jeszcze asów w rękawie ma ta pandemia.

[ Jak by tych nieszczęść było mało to jeszcze prócz drogi kropelkowej, z człowieka na człowieka, pokarmowej jest czwarta opcja. I to tęga bo powietrzna. A powietrza nie unikniemy. Może zmutować i przenieść się na ptaki a te na pewno się podzielą patogenami. Już nie ra historia pokazała że ptaki mogą roznieść śmiertelne choroby.


-Fragment artykułu The Epoch Times z 8 lutego 2020 r.: Dnia 8 lutego 2020 r. podczas konferencji prasowej w Szanghaju przedstawiciele chińskiej służby zdrowia potwierdzili, że 2019-nCoV może rozprzestrzeniać się drogą aerozolową, czyli poprzez wdychanie bardzo małych kropelek z wirusem, które unoszą się w powietrzu przez dłuższy czas. Zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej (SARS), odra i ptasia grypa H5N1 także posiadają taką zdolność. Rząd Wielkiej Brytanii podobnie sklasyfikował koronawirusa jako „chorobę zakaźną wysokiego ryzyka, przenoszoną drogą powietrzną”. Pozostałe dwie główne drogi transmisji wirusa to: wdychanie większych kropelek w bliskiej odległości od osoby zainfekowanej, która kicha lub kaszle; dotykanie najpierw przedmiotów skażonych kroplami przenoszącymi wirusa, a potem ust, nosa lub oczu przed umyciem rąk. Aktualne dane pokazują, że w zależności od środowiska koronawirus może przetrwać na powierzchniach od kilku godzin do pięciu dni, powiedział Jiang Rongmeng, ekspert Narodowej Komisji Zdrowia (NHC). Władze Guangdong odkryły kwas nukleinowy 2019-nCoV na klamce w domu pacjenta. Wiele chińskich miast, w tym epicentrum epidemii Wuhan w prowincji Hubei; Xi’an w Shaanxi; Nanyang, Xuchang i Kaifeng w Henan; Xingtai w Hebei; a także Jiujiang w Guangdong, wysłały na ulice ciężarówki z działkami rozpylającymi środki dezynfekujące, które mają wyeliminować wirusa z przestrzeni publicznej. W Shenzhen i Kunming – wielomilionowych miastach zlokalizowanych w południowych Chinach – w operacji dezynfekowania wykorzystano drony. Zeng Qun, wiceprezes Szanghajskiego Biura Spraw Obywatelskich, poprosił społeczeństwo o odwołanie spotkań towarzyskich, otwieranie okien w celu zapewnienia wentylacji i regularne dezynfekowanie domów. Zeng wskazał klamki, krzesła i sedesy jako rzeczy szczególnie podatne na zanieczyszczenie i zasugerował, by do ich odkażania stosować 75% roztwór etanolu lub chloru. Według NHC objawy infekcji obejmują gorączkę, zmęczenie, suchy kaszel i trudności w oddychaniu, które mogą prowadzić do zapalenia płuc, niewydolności nerek i śmierci. Niektórzy pacjenci zgłaszali nietypowe symptomy, takie jak biegunka, ból głowy, kołatanie serca, ból w klatce piersiowej, zapalenie oka i ból mięśni.

- Brak testów wykrywających chorobę, zarażanie bezobjawowe lub przy objawach łagodnych, przytłoczona służba zdrowia. W epicentrum epidemii początkowo unosi się ‚mgła wojny’ i niezwykle trudno jest we wszystkim się rozeznać. Tak wielu ludzi choruje, że ciężko jest oszacować ich liczbę, przyznał Thomas Frieden, były dyrektor Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom.

-Szpitale w USA są w stanie podwyższonej gotowości. Gdy nastąpi nagły przypływ pacjentów, bo wirus się rozpowszechni, nie będzie wystarczającej liczby izolatek. Żaden szpital nie dysponuje nimi w wystarczającej liczbie, przyznał Mark Jarrett, dyrektor ds. jakości i zastępca dyrektora medycznego systemu opieki szpitalnej Nowego Jorku, na który składa się 800 placówek ambulatoryjnych.

16.02.2020 9:10 PIT

Billy Meier pisał wieloktrotnie o wirusach dekady przed obecnymi wydarzeniami, tak więc żadna to nowość przynajmniej dla mnie. To była tylko kwestia czasu, a przeludnienie dodatkowo sprzyja rozwojowi epidemii.

https://theyflyblog.com/2020/02/10/coronavirus-information-from-contact-251/

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto