Europejskie miasta wygrywają z ruchem samochodowym. A my? My się męczymy.

Oslo uwolniło się od samochodów

Wyobraź sobie miasto, czy stolicę kraju, gdzie nikt nie musi ginąć na drogach. Może to wydawać się niemożliwe, a jednak. W zeszłym roku ani jeden pieszy czy rowerzysta nie zginął na ulicach stolicy Norwegii, Oslo. Jedyną ofiarą w 2019 roku był kierowca, który uderzył w płot. W innych miastach Europy, w tym Polski, sytuacja jest zgoła inna. Średnio od kilku do kilkunastu pieszych i rowerzystów rocznie ginie na terenie każdego z większych polskich miast. Liczby zależą od wielkości miasta, natężenia ruch, bezpieczeństwa ruchu, a co za tym idzie jakości infrastruktury. Do tego należy doliczyć poziom prewencji, warunki pogodowe i okres w roku.

Działanie władz Oslo nie było jednak podyktowane ofiarami wypadków drogowych. To jedynie, aczkolwiek ważny, rezultat wprowadzonych przez Norwegów zasad ruchu drogowego. Celem polegającym na zamknięciu ruchu drogowego dla niektórych części miasta i zlikwidowaniu parkingów w centrum Oslo były kwestie dotyczące ekologii: dążeniem do neutralności klimatycznej i poprawy jakości powietrza. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że skoro Norwegia leży nad szalejącym Atlantykiem, to nawet największy ruch i największe kopciuchy nie wywołają smogu. Nieprawda, bo Oslo leży w wietrznym zaciszu, osłonięte jest górami, dzięki czemu zimowe wichury nie są tam utrapieniem. Oczywiście ludzie nie zostali z niczym, powstały liczne ścieżki rowerowe, a transport zbiorowy uległ znaczącej poprawie. Jak powiedział burmistrz Oslo, kierowcy w tym mieście mają być gośćmi. I to niezbyt mile widzianymi gośćmi.

Europejskie miasta coraz liczniej odwracają się od kierowców

Problemy wypadków i jakości powietrza widzą także władze innych miast w Europie. Na przykład w brytyjskim Birmingham, gdzie władze na poważnie myślą o wprowadzeniu zakazu wjazdu do centrum miasta.

Jak powiedział Waseem Zaffar, członek rady ds. transportu i środowiska w Birmingham:

Im więcej tras pokonujemy pieszo i rowerem, tym bardziej poprawimy jakość powietrza i nasze zdrowie, tym bardziej też zmniejszymy korki. W przypadku dłuższych tras autobusy, tramwaje i pociągi będą podstawą nowego systemu transportu do dowolnego miejsca.

Podobny kurs obierają lub obrały już inne brytyjskie i europejski miasta. Jest w tym gronie także czeska Praga, gdzie aż dwie trzecie mieszkańców korzysta z transportu publicznego. W centrum miasta wyznaczono tzw. niebieską strefę, do której mają wjazd tylko mieszkańcy. Osobom przyjezdnym zaleca się korzystanie z transportu publicznego. W przypadku Pragi jest o tyle ważne, że to piękne, dobrze zachowane miasto, pełne zabytków, które lepiej zwiedza się bez obecności samochodów.

Oczywiście takie działania wywołują emocje i początkowy sprzeciw kierowców. Oslo ten temat przerabiało, były obawy dotyczące choćby ludzi dojeżdżających służbowymi samochodami. Ale się udało. We wspomnianym Birmingham jest podobnie. Są tam obawy odnośnie osób starszych, niedołężnych, które muszą jeździć samochodami, na przykład do szpitala. Władze nad tym pracują i z pewnością znaleziony zostanie złoty środek, jak dopłaty do samochodów elektrycznych, dzięki którym osoby starsze będą mogły wjechać do centrum.

W Polsce? Na odwrót.

Przykładów licznych dobrych praktyk można podawać wiele, każde miasto w Europie inaczej to zrobiło. A my? No cóż, my wciąż jesteśmy w lesie. Pojawiają się nieśmiało znane z innych krajów rozwiązania, ale generalnie w Polsce niewiele się dzieje. W Polsce jest coraz więcej samochodów, a rośnie nie tylko liczba nowych aut, ale też import starych szrotów – jesteśmy liderem w sprowadzaniu aut używanych z zachodu, głównie z Niemiec. W 2018 roku Polacy kupili ponad milion używanych aut, ponad 7% więcej niż w 2017 roku. W 2019 roku sytuacja się powtórzyła, do Polski także trafiło ponad milion pojazdów, i nie jest to wcale przykład naszego bogacenia się, bo średnia wieku pojazdów wynosi 12 lat. Rezultatem jest mocne przyczynianie się samochodów do fatalnego stanu polskiego powietrza. Nie tylko stare piece i palenie niskiej jakości węglem są przyczyną smogu w polskich miastach.

Męczymy się na ulicy

Zmiany są potrzebne, i nie chodzi tu tylko o ekologię czy wypadki. Ruch drogowy w mieście jest po prostu uciążliwy, a czasem wręcz trudny do zniesienia. I nawet nie chodzi tu wcale o hałas, a o czas jaki jest tracony ze względu na natężenie ruchu, zwłaszcza w godzinach szczytu.

Rys. 1. Trasa przejazdu autobusu jadącego z dworca głównego w Poznaniu do Gorzowa Wlkp. Źródło: Google Maps

Wydostanie się lub dostanie się do miasta, zwłaszcza tak dużego jak np. Poznań w niektórych porach dnia jest niemałym wyzwaniem. Jest frustrujące nawet dla pasażera autobusu. Z założenia pokonanie blisko 9 km trasy z dworca głównego w Poznaniu (punkt A na mapie) do jego przedmieść powinno zająć 20 minut. W teorii… Ale to tylko teoria. W praktyce, kiedy autobus wyjedzie o 15:20, to dopiero o 16-tej jest w punkcie B zaznaczonym na mapie – przedmieścia Poznania, gdzie natężenie ruchu spada do poziomu pozwalającego na w miarę bezproblemową jazdę. Połowę czasu potrzeba na wydostanie się z centrum, potem jest już nieco z górki, ale mnogość przejść dla pieszych powoduje, że wciąż trwa to długo. Problemem nie są jednak przejścia dla pieszych potrzebne dla mieszkańców okolicznych osiedli, ale ruch samochodowy. Jego natężenie jest wystarczająco duże w jeździe w zderzak w zderzak, że pokonanie dwóch świateł zielonych (około 400 m trasy) może się nie udać, a w przypadku trzech (około 600 m) nie ma już szans. W rezultacie jazda trwa dłużej niż powinna.

Oczywiście jest to wliczane w rozkład jazdy PKS. Dostanie się do Gorzowa Wielkopolskiego trwa około 30 minut dłużej niż w przypadku jazdy wieczornej – 3 godziny zamiast 2,5 w przypadku pokonywania poznańskich ulic przed godziną 18-tą, kiedy wyjeżdża się z Gorzowa o godzinie 15:40.

Rys. 2 Rondo na tzw. „starej dwójce”, czyli drodze krajowej 92 z Gorzowa do Poznania w pobliżu Tarnowa Podgórnego. Źródło: Google Maps

Pokonanie miasta, i wydostanie się z niego nie oznacza, że to koniec „atrakcji”. Przed nami jest kolejna niespodzianka. To rondo znajdujące się pod Tarnowem Podgórnym, około 10 km od Poznania. Z założenia ronda to skrzyżowania, które mają usprawnić ruch, czyniąc go przede wszystkim bezkolizyjnym. Ale to tylko teoria... Jakieś 2 km przed rondem pojawia się korek. Jadąc pierwszy raz lub po prostu jeżdżąc rzadko myśli się, że to po prostu roboty drogowe, albo wypadek i związany z tym ruch wahadłowy. W końcu opuściliśmy już Poznań i przed nami tylko niewielkie miejscowości, a więc ruch bez żadnych przeszkód, prawda? Niestety nie: na rondzie w godzinach szczytu na rondzie tworzy się 2 kilometrowy korek. Jego przyczyną są tysiące osób wracających samochodami z pracy w okolicznych fabrykach i innych firmach rozlokowanych pod Poznaniem.

W małych miastach też nie jest dobrze

Ale nawet w przypadku małych miast, nawet takich, gdzie mieszka ledwie 15 tys. mieszkańców jak Dębno, niedaleko którego mieszkam, czy Myślibórz, natężenie ruchu jest bardzo duże. Korki się nie tworzą, ale zatory spowalniające ruch już tak.

Te doświadczenia z życia pokazują, że nie tylko kwestie środowiskowe, klimatyczne i bezpieczeństwo stanowią podstawę do wprowadzania zmian w Polsce. Duży ruch na drodze oznacza marnotrawstwo czasu, zwiększa frustrację, stres, obniża poziom naszego samopoczucia, a także prowadzi do agresji na drodze i wypadków.

Hubert Bułgajewski

Komentarze

27.01.2020 14:18 Pilaster

"dopłaty do samochodów elektrycznych, dzięki którym osoby starsze będą mogły wjechać do centrum."

No i trzeba było tak od razu!

Nie ma się co krygować, tylko jawnie wprowadzić zakaz wjazdu samochodami spalinowymi, żeby bogacze w swoich elektrycznych, kilkukrotnie przecież droższych, pojazdach, nie musieli stac w korkach razem z jakąś hołotą. :(

Niech się hołota tłoczy w autobusach i tramwajach, a nie plącze się zamożnym właścicielom elektryków po jezdni. :)

27.01.2020 15:32 Cruithne

Ja bardzo chętnie, kiedy mam coś do załatwienia w centrum miasta, zamiast samochodu korzystam z komunikacji miejskiej. Nie potrzebuję do tego żadnych nakazów i zakazów.
I po raz pierwszy ktoś z tego powodu nazwał mnie hołotą.

27.01.2020 17:18 Felek

Wymaga się ekologii od najsłabszych i najbiedniejszych. Podatki w większości prędzej czy później spadają na głowę ostatecznego konsumenta czyli każdego człowieka z osobna. Szkoda, że w dobie tak palących problemów niektórzy nie są wstaniesię zdobyć się na gest dobra i sprawiedliwości ludzkiej - umożliwiając bycie ekologicznym za niewygórowaną cenę (bo wiadomo, za darmo to tylko w twarz dostać można). W zasadzie głównym problemem okazująsię mał majętni i mał zaradni ludzie, których jest nadmiar, którzy stali się ciężarem ponad miarę ale jakoś póki można na nich zarabiać to ani rządy ani korporacje nie mają problemu z jakimiś tam problemami klimatycznymi czy zanieczyszczeniem powietrza. Firma zawsze może się przenieść na inny kontynent gdzie w danym momencie podatki są niższe i rządy bardziej przychylne inwestorom. A syf pozostawiony w starym miejscu to już nie problem korporacji, ona jest kryształowa i niewinna. Z resztą korporacje akurat są znane z oszustw na wielką skalę. Jeśli coś może pomóc im w utrzymaniu pozycji, większych zyskach czy wybieleniu swojego wizerunku to chętnie zakombinują bez żadnych wyrzutów sumienia. W końcu to podmiot bezosobowy, pozbawiony psychiki, a pracownicy tylko robią to co im kazali bo wiadomo - pieniądze ważna sprawa. W Norwegii raczej pieniędzy nie brakuje więc i rozwiązania systemowe działają zgodnie z oczekiwaniami. W momencie utraty stabilności surowcowej chociażby, zapewne większość skandynawów szybko przeprosi się z drewnem i węglem by zimą choć trochę się ogrzać, a także by gdzieś dojechać bo komunikacji też może zabraknąć. Jeszcze skandynawia ma od biedy dużo hydroelektrowni ale tak jak pozostałe OZE, nie jest to zasilanie na zawołanie. Dobrze, że im się udało ale by zmniejszyć liczbę wypadków trzeba edukować ludzi. To wymaga czasu i ma ograniczony sukces ale jednak działa.

27.01.2020 17:48 Cruithne

@FELEK
"W końcu to podmiot bezosobowy, pozbawiony psychiki"

Nic podobnego: przedstaw sobie jakąś wybraną korporację, potem pstryknij palcami i wyobraź sobie, że w ten sposób spowodowałeś zniknięcie wszystkich pracowników każdego szczebla tej korporacji. I co po niej zostanie? Ja sobie tu wyobrażam taką klasyczną scenkę z komedii albo z kreskówek, że zalega kompletna cisza i słychać tylko cykanie pojedynczego świerszcza ;) Tak jest, bo korporacja to niemal wyłącznie ludzie którzy ją tworzą - ich praca, postępowanie i podejmowane decyzje tworzą efekt, który na wyjściu nazywa się działalnością korporacji. Jeśli korporacja niszczy środowisko - to jest to sytuacja, w której ludzie ludziom zgotowali taki los. Ci na najwyższych stanowiskach mogą najwięcej, ale to nadal tylko ludzie - osobowi i posiadający psychikę.

27.01.2020 17:58 papa ohara

@Pilsater, myślę o tym dokładnie tak samo jak Ty.

27.01.2020 18:22 Melex

A ciekawe czy Norwegia zakaże też wydobycia ropy i gazu u siebie i zakaże sobie eksportu tych surowców na świat?

Bo póki co to mogą sobie siedzieć na tyłku, nigdzie nie wjeżdżać autami a tym bardziej do Oslo i nic nie robić gdyż cały ichni dobrobyt opiera się na tych surowcach.

Skandynawska hipokryzja.

A ile byłoby wypadków gdyby wszyscy w Polsce bujali się rowerami? Ile byłoby połamanych nóg rąk i rozbitych łbów i połamanych kręgosłupów? Nawet boję się pomyśleć! 8-O

27.01.2020 21:04 Felek

@Cruithne

Masz rację. Choć poprzez bezosobowy podmiot pozbawiony psychiki mam na myśli samą korporację jako byt prawny. Spółki powołane zostały by rozdzielić straty na części składowe i wnoszony budżet do spółki ale wiem również, że jak przychodzi co do czego to ta niby pełno osobowa korporacja, złożona jak sam wspominasz z myślących, żyjących ludzi nie pozbawionych psychiki - umywa ręcę od wszystkiego. Robi to podmiot prawny i robi to każdy pracownik takiej korpoacji z osobna, a to już ludzie z krwi i kości a nie koncept sztuczny czyli firma. Często ludzie zatrudnieni tam sami siebie wzajemnie moralizują i podnoszą na duchu, że to tylko praca i ktoś im kazał. Nie ma sensu się przejmować bo to przecież też bezosobowy byt (może ten świerszcz, o którym mówisz) ich do tego zmusił. Tymczasem jest to bujda na resorach, są winni po równo, nie mniej nie więcej ale na pewno nie są niewinni - choć tak im się często wydaje. Na ich szczęście są pieniądze a odpowiednio duże pieniądze niemal zawsze łagodzą przykre odczucia, wyrzuty sumienia, żal czy poczucie bycia niewolnikiem i niszczycielem czyjegoś życia oraz dobrobytu.
A są firmy takie, które to co produkują lub czym usługują - jawnie i mocno szkodzą ludzkiemu zdrowiu i stabilności życia. Nawet jeśli każdy ma wolną wolę i może dokonać wyboru, czy chce zapalić, chce się napić alkoholu, potrzebuje kredytu bądź też nie. Byłby to może dobry argument na obronę takiego postępowania ale niestety, po ich stronie stoją jeszcze media i reklamy, które nakłaniają, perswadują i przekonują ludzi do rzeczy, których tak naprawdę robić nie chcieli. A są również rzeczy, bez których nie można funkcjonować w społeczeństwie - jak chociażby obowiązkowe ubezpieczenia będące produktem podchodzącym pod bandyterkę czy pobieranie myta za przejście przez nie swój most. W zasadzie to wymuszenie, nawet jeśli wszyscy rozumiemy korzyści płynące z systemu ubezpieczeń komunikacyjnych chociażby.

28.01.2020 9:23 Lukasz W

"Oslo uwolniło się od samochodów".
BZDURA. Oslo jest zakorkowane. Wszędzie pełno samochodów. Aby to szybko sprawdzić proponuję wejdzie na google maps, sprawdzi czasy przejazdu po Oslo i zwróci uwagi na czerwone linie - tu się czeka, stoi. Niczym nie różni się od Wrocławia, Krakowa, Poznania.

29.01.2020 3:04 gupol(szukam w OZE)

@pilaster
nie no szok. od kiedy ty taki równościowiec jesteś;). widzę że jednak coś zaczyna do ciebie docierać.
zgadzam się że aby zrobić sprawiedliwą transformację trzeba zacząć od zrobienia z miliarderów milionerów.

29.01.2020 14:06 Pilaster

Gupol:

Nie no szok, bo przecież pilaster wyraźnie napisał, że w pełni popiera takie rozwiązanie, które umożliwi elitom wygodną jazdę i parkowanie samochodem w mieście, bez koniecznosci pospolitowania się w korkach z hołotą. :)

30.01.2020 3:15 gupol(szukam w OZE)

aha to spoko. bo już zacząłem cię podejrzewać o ironię ;). i co niby pilaster jest tą elitą? ciekawe ile pilaster ma milionów dolarów na koncie...
taki ekonomiczno-finansowy geniusz musi być krezusem.

03.02.2020 11:44 Wojtek Sz.

Jak udowodnił przykład Sztokholmu wprowadzenie np. opłat za wjazd do miasta nie było ze szkodą dla żadnej z grup zarabiających, albo też szkody były takie same dla każdej z grup. Ale może tam jest mniej nierówności społecznych?

Skuteczniej polityki transportowej nie bardzo daje się prowadzić, bo nie pozwala na to sytuacja przestrzenna w Polsce. To raz. A dwa. Jak tylko chce się robić skuteczną politykę, to zaraz się odzywają różne "pilastry", że to socjalizm. niestety ot o jest błędne myślenie, bo z punktu widzenia ekonomii nie ma liberalizmu czy socjalizmu, ale są różne narzędzia, do zastosowania w różnych sytuacjach zderzenia popytu z podażą. Tak się akurat składa, że w miastach mamy do czynienia ze znaczną nadwyżką popytu nad podażą, czyli klasyczna sytuacją niedoboru, który jest tym bardziej chroniczny, im bardziej sytuację próbujemy rozwiązać. W takiej sytuacji stosuje się rozwiązania typowe z arsenału ekonomii niedoboru, czyli takie, które kojarzą nam się z socjalistyczną Polską - ale innego wyjścia nie ma. W krajach zachodnich nie ma takie intelektualnego oporu przed ich wdrażaniem, co po części rozumiem.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto