Ekobandyci są w Polsce bezkarni!

Jeszcze do niedawna rząd, na czele z urzędnikami Ministerstwa Środowiska, piętnował zjawisko potocznie określane jako ekoterroryzm, takim epitetem określając wszelkie ruchy obywateli sprzeciwiających się dewastacji środowiska. Ekoterroryści bronili Doliny Rospudy, zresztą skutecznie, oraz bezprawnej, jak się później okazało, wycinki Puszczy Białowieskiej.

Niestety, urzędnicy są zbyt zajęci piętnowaniem obrońców przyrody, nie mają czasu zauważyć zjawisk faktycznie skandalicznych i po prostu przestępczych. Wyrwały ich z letargu dopiero liczne (mówi się, że w 2018 roku miało już miejsce ponad 60) pożary składowisk odpadów, które spowodowały, że na wierzch medialnej machiny wypłynął temat mafii śmieciowej, importu śmieci, kto wie może nawet i radioaktywnych.

Dlatego dołączamy się do tej wrzawy medialnej. Pora skończyć ze społecznym i państwowym przyzwoleniem na zatruwanie środowiska. Prócz płonących składowisk o uwagę prokuratorów, policji i sądów dopraszają się systematycznie zatruwane rzeki i rzeczułki.

Przestępstwa przeciwko środowisku od dawna traktowane są w Polsce zbyt lekko. Policja niezbyt chętnie ściga ekobandytów i trucicieli, prokuratorzy piszą łagodne akty oskarżenia, a sądy pobłażliwie traktują śmieciarzy, zatruwaczy i zanieczyszczaczy. Szkoda, bo z takiego traktowania środowiska (i przestępstw przeciwko niemu) płynie do społeczeństwa prosty przekaz: środowisko zniesie wszystko.

Tylko w 2017 roku media donosiły, że rzeczką Nielbą koło Wągrowca płynęła CZERWONA substancja, rzekę Koplą w Koninku zabarwiła pięknie ciecz TURKUSOWA, rzeką Łyną w Lidzbarku Warmińskim ciągle płynie CZARNA maź, na stawach k. Dębnicy pod Ostrowem Wielkopolskim wytworzyła się metrowa piana, a do rzeczki Głównej w Poznaniu ktoś spuszczał coś podobnego do płynu do mycia naczyń.

Działania ratunkowe są w takich sytuacjach rutynowe. Przyjeżdża straż pożarna, stawia zapory ze słomy, rozsypuje tu i tam sorbenty, zbiera oleiste ciecze do zbiorników i po kilku dniach sprawa cichnie. W ramach rutynowych działań pojawia się też policja, a czasem nawet ekspert z WOŚ, WIOŚ czy RDOŚ, który pobiera próbki, zapewniając, że dzięki temu MOŻE uda się ustalić sprawcę. Co prawda sprawcę wszyscy w okolicy znają, bo zwykle w niedalekiej odległości działa zakład przetwórstwa chemicznego, drukarnia, wytwórnia lakierów czy inna chemi-fabryka, ale słowo eksperta od środowiska – rzecz święta!

Niestety, badania zatrutych rzeczek rzadko mają dalszy ciąg. Sprawcy zazwyczaj nie udaje się ustalić. Skąd się wzięła piana, żółta, czerwona lub turkusowa farba w wodzie – też eksperci od środowiska nie wiedzą. Zatem sprawa nie trafia do prokuratury, a tym bardziej do sądu. Sprawcy zatruć rzek, rzeczek i jezior zwykle pozostają bezkarni. Odczekają parę miesięcy, przyczają się i znowu, po cichutku, tym razem w nocy – opróżnią zbiornik do rzeki…

W styczniu 2018 roku siedem ton oleju napędowego wyciekło ze stacji paliw i skaziło wody Jeziora Berzyńskiego w Wolsztynie w Wielkopolsce. Olej kanalizacją deszczową i rowem odwadniającym przedostał się do jeziora. – Z naszych ustaleń wynika, że nie było to świadome czy celowe działanie – powiedział Radiu Poznań burmistrz Wolsztyna, Wojciech Lis. I dodał, że prawdopodobnie była to niezawiniona pomyłka ludzka.

Nie wiem, czy burmistrz jest od ustalania tego, czy działanie było świadome i czy pomyłka była niezawiniona. Wolałabym raczej, żeby to ustaliła prokuratura. Chciałabym, żeby śledczy przyłożyli się do sprawy i ustalili, czy pomyłka była jednak zawiniona i czy ktoś celowo nie spuścił oleju do kanalizacji, bo utylizacja jest droga, a transport też kosztuje.

Parę lat temu ktoś co kilka tygodni zanieczyszczał oleistymi substancjami Wartę w Poznaniu. Spływały one do rzeki kanalizacją deszczową. Za którymś razem udało się namierzyć domniemanego zanieczyszczacza. Znana firma spożywcza zrobiła wiele, żeby się oczyścić z zarzutów. Oferowała np. spuszczanie dziennikarzy na linie do studzienki kanalizacyjnej położonej na terenie ich zakładu, bo w studzience znaleziono wylot rury prowadzącej nie wiadomo skąd. Tym razem sprawa była gruba i trafiła nawet do prokuratury, ale ostatecznie została umorzona, ze względu na wyrządzenie niewielkiej szkody środowisku. Biegły uznał bowiem, że kilkaset litrów oleju to za mało, żeby zaszkodzić tak dużej rzece jak Warta. Społeczeństwo nie dowiedziało się więc, czy to właśnie ich ulubiona, sąsiedzka, firma oszczędzała na ekologii i spuszczała olej kanałami do rzeki.

W październiku 2015 roku toksyczna substancja dostała się do Warty i wytruła wiele ton ryb. – Śmiertelna dawka przekroczona 138-krotnie – donosił TVN24. Stwierdzono, że to transflutryna – środek insektobójczy, stosowany przeciwko muchom i komarom. Urzędom zajmującym się ochroną środowiska prawie dwa lata zajęło badanie okoliczności zdarzenia i dopiero po tym czasie podano – to, co już dawno wszyscy wiedzieli – że sprawcą zatrucia jest firma zajmująca się produkcją… środków insektobójczych!

Czy sprawa trafi do sądu i czy skończy się skazaniem, trudno powiedzieć – zapowiedzi aktu oskarżenia nie ma. Czas mija, sądy działają powoli, jest wiele instancji odwoławczych. Śmiem twierdzić, że nawet gdyby sprawcę skazano, to, korzystając z prawa do odwołania i zaskarżania wyroków, uniknie on kary, bo sprawa zwyczajnie się przedawni.

Sześć milionów złotych za wycięcie bez zezwolenia 321 drzew – taką karę wymierzył w 2004 roku Urząd Miejski w Ostrowie Wielkopolskim parafii ewangelicko-augsburskiej. O! Mocna rzecz! Taka kara rzeczywiście mogłaby odstraszać ewentualnych wycinaczy drzew i innych ekoszkodników. Mogłaby, gdyby była wyegzekwowana. Niestety, i w tym wypadku sprawca skorzystał z przysługujących mu praw do odwołań i zaskarżania wyroków i spokojnie doczekał przedawnienia i umorzenia sprawy po… 10 latach!

Spuszczanie farby lub barwników do rzeki, nielegalna wycinka drzew czy nawet wywiezienie śmieci do lasu to jeszcze nic w porównaniu z prawdziwym procederem przestępczym, który polega na skupowaniu i gromadzeniu odpadów niebezpiecznych w jednym miejscu, np. w wynajętym magazynie. Potem taki magazyn jest zamykany na kłódkę, a właściciel klucza do kłódki ulatnia się po cichu. Kilka lat temu w Pile odkryto na lotnisku hangar wypełniony po dach beczkami z substancjami toksycznymi, później podobny magazyn znaleziono w Komornikach pod Poznaniem, inny – wielkie składowisko beczek – wykryto parę miesięcy temu w starej kopalni odkrywkowej pod Koninem, następny porzucony magazyn beczek z nie-wiadomo-czym jest wielkim problemem dla władz Poznania. Dlaczego wielkim? Bo usunięcie toksycznych beczek ma kosztować MIASTO osiem milionów złotych!

Właściciela firmy, który wynajął magazyn i przywiózł beczki, nie można ustalić, bo się ulotnił i zmylił tropy, nie ma majątku, nie można mu doręczyć korespondencji. Ale gminy, które musiały się pozbyć ze swojego terenu toksycznej bomby ekologicznej, zapłaciły za akcję utylizacji po kilka milionów złotych. Straty w ich budżetach są ogromne!

Czy można się dziwić, że w atmosferze przyzwolenia i lekceważenia wszelkich przepisów spółka Wody Polskie czuje się na tyle bezkarnie, żeby świadomie utopić jaja i pisklęta gatunków chronionych polskim i unijnym prawem? Że pladze pożarów składowisk odpadów towarzyszą zapewnienia inspektorów, że wprawdzie lepiej zamknąć okno i nie wychodzić z domu, ale nic niepokojącego się nie dzieje?

Nad rozpracowaniem gangów wyłudzających miliony z VAT-u pracują policyjne specgrupy w każdej komendzie wojewódzkiej. Do ich mieszkań antyterroryści wchodzą o świcie w pełnym uzbrojeniu i z kajdankami w pogotowiu. Czy takie policyjne specgrupy nie mogłyby się zająć także ściganiem przestępstw przeciwko środowisku? Czy prokuratury mogłyby się wreszcie przyłożyć do napisania mocnego aktu oskarżenia przeciwko trucicielowi rzeki czy jeziora? Może wtedy i sądy miałyby podstawy skazać takiego bandytę na rok albo dwa lata więzienia? Na więcej nie można liczyć, bo przecież wszyscy wiemy, że za zanieczyszczenie jakiejś tam rzeczki nie ponosi się w Polsce kary…

Ewelina Pogryź, REO

Komentarze

05.11.2018 14:33 BIGENERGY

W artykule brakuje tylko zdjęć tych tęczowych rzek (czytaj: ścieków) i zbiorników wodnych (czytaj: szamb). A jeśli już karać, to nie więzieniem na koszt podatnika, tylko ciężką pracą związaną z likwidacją takich właśnie dzikich składowisk albo innych skutków zanieczyszczania środowiska!

05.11.2018 20:05 ŚWIATŁOLUB

Nie wierzę, że rządzący nie wiedzą jak poradzić sobie z zanieczyszczeniami. To musi się zwyczajnie politycznie nie opłacać, a popularność - wiadomo - rzecz święta dla każdej ekipy. Ustanawianie mądrego prawa nikomu się panie (politykom) nie opłaci ...
Wystarczyłoby przecież wprowadzić odpowiedzialność właściciela terenu w formie ponoszenia kosztu oczyszczenia z zanieczyszczeń

05.11.2018 22:50 papa ohara

W tym roku sporo CO2 poszło z parafiny w atmosferę bo pogoda w święto zmarłych i tzw. zaduszki była ku temu doskonała, czyli po prostu było ciepło i nie było wiatru, który gasiłby znicze. Z moich obserwacji spalarność zniczy w tym sezonie była na poziomie ponad 95%.

Pamiętajmy, że 1kg parafiny = 3kg CO2.

Wychodzi więc na to, że święto zmarłych zbliża nas niechcący do naszego uśmiercenia, biorąc pod uwagę zmiany klimatu.

A przecież nie tylko w Polsce płonęły znicze. Już na parę tygodni wcześniej paliły się intensywniej niż zazwyczaj no bo większość uprzątających groby zawsze coś zapaliła skoro już była, a i po święcie podczas sprzątania wypalonych zniczy i zwiędniętych kwiatów tez wypada zapalić znicz, skoro już się nad tym grobem jest.

Żeby była jasność, odwiedziłem jak co roku najbliższe groby swoich bliskich nie używając do tego samochodu i nie zapaliłem ani jednej świecy na ich grobach, bo po prostu wspominałem ich głęboko w pamięci i w sercu kiedy jeszcze żyli...

06.11.2018 0:09 ŚWIATŁOLUB

wzmożony ruch samochodów 1/11 + palenie zniczy i kupowanie zmarłym ściętych czy doniczkowych kwiatów to jakaś polskie, cmentarne szaleństwo. Jeśli kogoś pamiętamy i bardzo chcemy uczcić jego/jej pamięć - powspominajmy zamiast nakręcać niezbyt trafiony handlowy biznes i to jeszcze wszyscy na raz stłoczeni w jeden dzień w roku, w jednym miejscu, w większości przyjeżdżając samochodami. Jeśli trzeba Ci o kimś przypominać ustawowym świętem to czy ten ktoś na prawdę jest ważny? Sądzę, że chęć odwiedzenia czyjegoś grobu nie musi pojawiać się u wszystkich akurat 1/11

06.11.2018 0:15 ŚWIATŁOLUB

podobnie odbieram noworoczne odpalanie petard - z pewnością to jeszcze większe marnotrawstwo i kilka dodatkowych pierwiastków w atmosferze

07.11.2018 15:44 Winicjusz

W takim razie ja proponuję przekonywać i "wprowadzić modę" na kremację. Znacznie mniejsze koszty, i te ekonomiczne, i te środowiskowe. Mniej kamienia użytego do budowy ściany- mauzoleum, o wiele mniej miejsca zajmuje niż tradycyjny cmentarz. Z racji ograniczonej przestrzeni eliminuje się kwestię kwiatów i zniczy - tylko symbolicznie. Drewno zastępuje się metalem lub tworzywem, to chyba mniejszy ślad węglowy.

Oczywiście zakłady kamieniarskie i te produkujące trumny, producenci zniczy oraz hodowcy kwiatów będą poszkodowani, ale taka jest cena transformacji energetycznej i surowcowej. Może niektórzy zdołają się przebranżowić, jeśli nie to c'est la vie... za to zyskają producenci urn.

Jakby się tak zastanowić, to czy sumaryczna emisja CO2 z nekropolii tradycyjnej jest wyższa czy niższa od cmentarza z urnami?

07.11.2018 16:29 Wojtek Sz.

Wielu moich kolegów i w tym ja, wolelibyśmy, aby zamiast grobów sadzono na nas drzewa (może nawet lepiej po skremowaniu). W Polsce każdy ma pomnik po śmierci - to jest dopiero kraj bohaterów.

08.11.2018 12:56 Ktos

redukujcie CO2 tam gdzie emituje się go najwięcej, a nie znikomych emisji się czepiacie.
Proponuję każdemu cmentarnej wojownikówi co 5 minut wstrzymać odech na 30 sekund i tak przez cały rok, ile mniej CO2 do atmosfery wtedy by poszło

Myślałem, ze ten portal skupia poważnych ludzie, którzy myślą i walcza z redukcja dwutlenku węgla, na powaznie

Jednak komentarze wyżej uświadamiają mi, ze jednak kilku ekooszolomow się znajdzie. (BEZ OBRAZY:P)

08.11.2018 15:17 ŚWIATŁOLUB

czyli oszczędzanie pieniędzy też nie ma sensu. Jak mogę coś kupić o 5 gr taniej to mam tego nie robić, bo to przecież tylko 5 groszy jest i nic za to nie kupię. Nie opłaci się

o godz. 8:29 Winicjusz

Równie dobrze możemy nie robić nic. Wiem, że to jest znikomy promil emisji globalnej, ale warto szukać redukcji tam gdzie mamy potencjalnie większy wpływ. Termomodernizacja, efektywniejsze kotły, lepsze paliwo, domowe OZE plus jeszcze coś, w efekcie redukcja emisji jest już zauważalna, choć niewystarczająca. Lepsze takie działania niż bezczynność spowodowana debatowaniem nad zmniejszeniem emisji w skali globalnej. Takie jest moje zdanie.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto