Wzrost gospodarczy czy rozwój społeczny? – w kierunku zmiany paradygmatu rozwoju

Wzrost gospodarczy, w rozumieniu wzrostu PKB, jest obecnie postrzegany jako kluczowy dla rozwoju i postępu. Jednocześnie podnosi się coraz więcej argumentów wskazujących na negatywne konsekwencje wzrostu gospodarczego, jak np. postępujące zmiany klimatu, wyczerpywanie się surowców nieodnawialnych, utrata bioróżnorodności, ale też nierówności społeczne czy niestabilność gospodarcza. W niniejszym wpisie chciałbym zaprezentować szereg opinii na temat konsekwencji wzrostu gospodarczego dla społeczeństwa, jak i na temat tego, czy życie społeczne bez tego rodzaju wzrostu jest możliwe i pożądane.

Struktura wpisu jest następująca: w następnym rozdziale przedstawię opinie na temat możliwości pogodzenia wzrostu gospodarczego z ograniczeniami środowiska naturalnego Ziemi. W trzecim rozdziale przedstawię teorie które wyjaśniają wzrostową tendencję obecnej gospodarki i możliwości jej funkcjonowania bez ciągłego wzrostu. W czwartym podejmę gruntowną krytykę obecnie dominującej koncepcji zrównoważonego rozwoju i zaproponuję jej modyfikację. W piątym przedstawię różne koncepcje zmiany panującego paradygmatu rozwoju, a w ostatnim postaram się przedstawić praktyczne rekomendacje dotyczące tego rodzaju zmiany. Wpis kończy krótkie podsumowanie i wykorzystana literatura.

2. Wzrost gospodarczy a limity środowiskowe

Dwie główne teorie na temat możliwości pogodzenia wzrostu gospodarczego z możliwościami środowiska to treadmill of production, który zakłada, że jest to niewykonalne oraz koncepcja decouplingu, która przewiduję, że możliwe jest „rozprzężenie” wzrostu gospodarczego i eksploatacji środowiska ponad miarę.

Oceny koncepcji decouplingu dokonał brytyjski ekonomista ekologiczny Tim Jackson w swojej książce „Prosperity withour growth. Economics for a finite plantet”. Wyróżnił on do tego celu względny i bezwzględny decoupling. Pierwszy dotyczy sytuacji w której pomimo wzrostu gospodarcz8ego degradacja środowiska czy zużycie surowców na jednostkę PKB zmniejsza się. Decoupling bezwzględny natomiast to stan w którym wraz ze wzrostem gospodarczym degradacja środowiska i zużycie surowców spadają w wartościach absolutnych. Decoupling względny udało się już osiągnąć w wielu obszarach, np. intensywność energetyczna światowej gospodarki spadła od 1970 r. (tego rodzaju przytoczenia z Jacksona należy odnosić do daty wydania jego książki, a więc 2009 r.) o 33%, a w takich krajach jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania nawet o 40% od 1980 r. Również względna emisyjność światowej gospodarki zmniejszyła się z 1 kg dwutlenku węgla na dolara amerykańskiego w 1980 r. do 770 gram w 2006 r. (Jackson 2009:69).

Sytuacja wygląda kompletnie inaczej w przypadku decouplingu bezwzględnego. Światowe emisje dwutlenku węgla zwiększyły się od 1980 r. o 80%, a licząc od 1990 r. o 40%, wzrastając średnio 3% w skali roku. Było tak, ponieważ pomimo mniejszej emisyjności na 1% PKB, jego wzrost wyprzedzał wzrost efektywności emisyjnej i prowadził do coraz większych emisji rocznych w wartościach absolutnych. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w przypadku wielu metali. Nie tylko nie osiągnięto w tej kwestii decouplingu bezwzględnego, ale pomimo wcześniejszych tendencji, również brak jest oznak decouplingu względnego.

Brak absolutnego decouplingu, a jedynie względnego ma o tyle ważne konsekwencje, że nie prowadzi wprost to do zmniejszenia rocznej intensywności naszej degradacji środowiska i wykorzystywania surowców, ani tym bardziej do ich zaprzestania. Prowadzić może najwyżej do zatrzymania tendencji wzrostu intensywności rocznego obciążenia, chociaż i to jest obecnie raczej rzadko spotykane oraz jest wątpliwe, np. w świetle paradoksu Jevonsa, który sugeruje, że wzrost efektywności wykorzystania surowców może prowadzić do zwiększenia skali ich eksploatacji (Popkiewicz 2015: 247-248). Sam mechanizm względnego decouplingu można zobrazować na przykładzie relacji między wzrostem gospodarczym, a emisjami gazów cieplarnianych.

Po pierwsze warto zauważyć, że sam wzrost gospodarczy ma charakter wykładniczy, oznacza to, że bezwzględna wartość rocznego wzrostu z roku na rok jest coraz większa. W przeciwieństwie więc do wzrostu liniowego, gospodarka o stałym rocznym wzroście PKB na poziomie np. 3% rozwija się coraz szybciej, gdyż 3% co roku oznacza coraz większą wartość PKB (wyliczaną z coraz większej, ubiegłorocznej podstawy). Samo tempo tego wzrostu może się również zmieniać, w tym rosnąć.

Po drugie, wzrost emisji dwutlenku węgla również rośnie wykładniczo, w ostatnich latach przeciętnie właśnie o 3%. Jeżeli założymy najbardziej korzystny wariant względnego decouplingu, tzn. że zmniejszanie emisyjności gospodarki będzie równe stopie jej wzrostu, nie oznacza to, że zredukujemy nasze emisje, a jedynie, że ich roczna stopa będzie stała. Oznacza to, że poziom emisji magazynowanych w środowisku będzie rosnąć liniowo (czyli rok w rok np. 46 miliardów ton ekwiwalentu dwutlenku węgla), a nie wykładniczo, czyli co roku coraz więcej, np. 46 miliardów, 48 miliardów, 52 miliardy ton i tak dalej).

Wzrost liniowy nie zmienia jednak faktu, że stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze nadal bardzo szybko w takim przypadku rośnie, co prowadzi do wzrostu globalnej temperatury. By zmniejszać emisje, szybkość zmniejszania emisyjności gospodarki powinna być większa, niż wzrost gospodarczy, wtedy dopiero względny decoupling mógłby się przerodzić w decoupling bezwzględnych. W praktyce jednak wzrost gospodarczy w ostatnich latach postępował szybciej, aniżeli zmniejszanie emisyjności gospodarki, prowadziło to w konsekwencji nie tylko do liniowego, a do wykładniczego wzrostu emisji, czyli roczne emisje z roku na rok były coraz większe. Wzrost efektywności doprowadził jedynie do tego, że roczny wzrost emisji dwutlenku węgla następował wolniej, niż roczny wzrost PKB, chociaż i tak miał wykładniczy charakter, jak ten drugi.

Powracając do Jacksona, starał się on ocenić, czy jesteśmy w stanie zagwarantować większy wzrost efektywności emisyjnej i surowcowej aniżeli wzrost PKB, czy jednak niezbędne będzie zrezygnowanie ze wzrostu PKB, czy nawet jego obniżenie. Wymodelował on, jakie zmniejszenie emisyjności gospodarki będzie niezbędne, aby osiągnąć stabilizacje stężenia dwutlenku węgla w atmosferze na poziomie 450 ppm, przy założeniu, że do 2050 r. liczba ludności wzrośnie do 9 miliardów, a dochód będzie rosnąć w skali 1,4% rocznie (jak od 1990 r., w wartościach realnych). Zmniejszanie emisyjności w takim wypadku powinno przyspieszyć z 0,7% (w takim tempie spadała od 1990 r.) do 7%, a poziom wytworzonych emisji na jednostkę gospodarczą zmniejszyć się 21 razy.

Będzie to ponad 25 razy przy założeniu wzrostu liczby ludności do 11 miliardów. Jeżeli natomiast założymy wzrost gospodarczy na poziomie 3,6% rocznie, który pozwoliłby wszystkim ludziom osiągnąć bogactwo równe temu przeciętnemu w Unii Europejskiej, a liczba ludności podniosłaby się do 9 miliardów, to gospodarka musiałaby urosnąć 6 razy, a intensywność emisyjna musiałaby się zmniejszać o 9% rocznie i w 2050 r. być średnio 55 razy mniejsza niż dziś.

Dodając natomiast do poprzedniego scenariusza wzrost krajów bogatszych i przyjmując dodatkowo globalny wzrost na poziomie 2% rocznie, to gospodarka byłaby prawie 15 razy większa niż dziś, a intensywność emisyjna musiałaby spadać o 11% rocznie i wynieść w 2050 r. 130 razy mniej niż dziś. Wzrost gospodarczy na tym samym poziomie do 2100 r. doprowadzi do wzrostu gospodarki 40 krotnego w porównaniu z wielkością dzisiejszą. Wtedy gospodarka będzie musiała być już całkowicie zdekarbonizowana, a w pewnych scenariuszach nasze emisje powinny być ujemne.

Powyższe scenariusze wskazują, że bardzo trudno byłoby osiągnąć szybką i całkowitą redukcję gazów cieplarnianych w warunkach ciągłego wzrostu gospodarczego, nie wspominając o zaprzestaniu eksploatowania metali, w przypadku których niezauważalny jest nawet względny decoupling. Również inne badania wykazują utrudnienia, jakie wzrost gospodarczy stanowi dla redukcji emisji gazów cieplarnianych (Rosa et al. 2015: 38-43).

3. Pomyślność bez wzrostu – czyli alternatywne modele ekonomiczne

Biorąc pod uwagę, jak ciężko jest pogodzić ciągły wzrost gospodarczy z przeciwdziałaniem zmianom klimatu i innym globalnym problemom warto zainteresować się modelem rozwoju, który zapewniłby dobrobyt społeczeństwu, a nie wymagał ciągłego wzrostu materialnej produkcji i zużycia surowców. Problem polega jednak na tym, że stabilność naszej gospodarki prawdopodobnie jest z jej natury uzależniona od wzrostu gospodarczego. Wyjaśnia to teoria ekonomiczna zaproponowana przez szwajcarskiego ekonomistę Hansa Christoph’a Binswanger’a w jego książce „Spirala wzrostu” (2011).

Argumentuję on, że tradycyjna, neoklasyczna teoria równowagi rynkowej Leona Walrasa, zakładająca, że wymiana dóbr pomiędzy samodzielnymi podmiotami prowadzi do punktu równowagi i stanu stabilności gospodarki nie wyjaśnia adekwatnie sposobu w jaki funkcjonuję współczesna gospodarka rynkowa. Teoria Walrasa zakłada bowiem, że do stabilności gospodarczej nie jest potrzebny wzrost gospodarczy, natomiast Binswanger twierdzi, że w rzeczywistości jest odwrotnie – współczesna gospodarka ma charakter coraz bardziej powiększającej się spirali i może być stabilna jedynie w przypadku wzrostu gospodarczego. Obliczył on nawet jego minimalną stopę, mianowicie 1,8%. Oznacza to, że w przypadku, gdy globalna gospodarka nie osiągnie wzrostu na przynajmniej tym poziomie, wpadnie ona w pogłębiającą się recesję. Nie istnieje żaden „stały” stan pośredni – gospodarka albo rośnie, albo popada w recesję.

Wyjaśnia on swoją teorię w następujący sposób. W czasach przedkapitalistycznych, kiedy funkcjonowały samodzielne podmioty które wymieniały się jedynie nadwyżkami produktów sytuacja faktycznie mogła być wyjaśniona teorią Walrasa. Co roku suma wymienionych ze sobą produktów mogła być taka sama, a gospodarka bez wzrostu gospodarczego mogła pozostawać stabilna. Nie było również wewnętrznego nacisku na wzrost gospodarczy. Sytuacja zaczęła zmieniać się radykalnie z początkiem dynamicznego rozwoju gospodarki pieniężnej opartej na rozwijającym się sektorze bankowym i z pojawieniem się przedsiębiorstw kapitałowych, szczególnie w postaci spółek akcyjnych.

Szczególnie ważną rolę odegrało tutaj pojawienie się systemu bankowej kreacji pieniądza. Powstające przedsiębiorstwa kapitalistyczne były bowiem nowymi i sztucznymi tworami. By mogły rozpocząć działalność musiały posiadać jakiś początkowy wkład kapitału pieniężnego, czyli tzw. czynnika promocji. By go uzyskać, zaczęły brać oprocentowane kredyty od banków, zaciągając tym samym dług. Jednocześnie banki wymagały, by przedsiębiorstwa wykazywały się jakimiś wkładami własnymi, a rozwiązanie tego problemu przyjęło postać spółki akcyjnej, której wkład własny przyjął postać środków pieniężnych ze sprzedanych akcji. Krótko mówiąc, powstanie kapitalistycznych przedsiębiorstw opierało się na zaciągnięciu przez nie oprocentowanych długów w postaci kredytów bankowych oraz zagwarantowania dodatkowych zysków akcjonariuszom. By długi te zostały spłacone wraz z odsetkami inwestycje musiały zapewnić dochody wyższe, aniżeli jedynie wysokość pobranego kredytu i dostarczonego pieniądza z akcji. Musiały pokryć jednocześnie kosz tego kredytu i wkładów – czyli odsetki oraz zyski i dywidendy akcjonariuszy.

Binswanger argumentuje dalej, że problem polega jednak na tym, że aby sprzedać w okresie B produkty wyprodukowane w okresie A za cenę wyższą niż pieniądze zainwestowane w samą produkcję w okresie A (a więc, które stały się dochodem gospodarstw domowych, jako dostarczających świadczenia produkcji i za które mogą dopiero zakupić wyprodukowane produkty), gospodarstwa domowe muszą dysponować większymi środkami finansowymi, aniżeli tylko te, które zarobiły w okresie A przez dostarczanie środków produkcji do produkcji towarów. Aby więc w okresie B sprzedać produkty, należy również w okresie B wziąć jeszcze większą pożyczkę niż w okresie A oraz dokonać jeszcze większej inwestycji, gdyż tylko tak gospodarstwa zdobędą pieniądze, aby zakupić produkty wyprodukowane w okresie A. Jeżeli bowiem gospodarstwa zapłaciłyby za produkty tylko tyle ile zarobiły w okresie A to przedsiębiorstwo miałoby tylko środki na pokrycie kosztów produkcyjnych, ale nie miałoby zysków, które są niezbędne by opłacić procenty oraz zdobyć pieniądze dla akcjonariuszy.

By w dniu B sprzedać produkty wyprodukowane dnia poprzedniego należy więc dokonać kolejnej inwestycji, która przyniesie gospodarstwom domowym pieniądze na produkty. Pożyczka i inwestycja w dniu B prowadzi jednak do tego, że w dniu C na rynek trafią towary, które również należy sprzedać z zyskiem, by opłacić procenty dla banków i zyski dla akcjonariuszy, którzy pożyczyli pieniądze przedsiębiorstwu na tę inwestycję w dniu B. Żeby gospodarstwa domowe miały na to pieniądze należy wziąć jeszcze większą pożyczkę i dokonać jeszcze większej inwestycji niż w dniu B. Konsekwentnie w każdym kolejnym dniu, czyli D, E, F, G należy brać coraz większe pożyczki by dokonywać coraz większych inwestycji, zwiększać produkcję i sprzedaż, by spłacać coraz większe procenty od coraz większych pożyczek w dniach poprzednich.

W ten właśnie sposób funkcjonuję spirala wzrostu obecnej gospodarki. Opiera się ona na ciągłym dostarczaniu pieniędzy przedsiębiorstwom przez banki i innych inwestorów, a przedsiębiorstwa są zmuszone (chociaż w ten sposób tego raczej nie postrzegają) do dokonywania kolejnych inwestycji i osiągania coraz większych zysków. Jeżeli by tego nie robiły, to inwestorzy widząc, że zyski się zmniejszają poniżej minimalnego poziomu który rekompensuje ryzyko, zaczęli by wycofywać kapitał, a bez niego przedsiębiorstwa zaczęłyby upadać. Byłoby tak, bo same przedsiębiorstwa powstały za pożyczony kapitał, który miał przynieść zysk (Binswanger 2011: 237-246, 289-300).

Tim Jackson wskazuję na jeszcze jedną ważną przyczynę, aczkolwiek już bardziej wewnętrzną, wzrostu gospodarczego. Otóż postępująca mechanizacja pracy, która prowadzi do zwiększania jej wydajności, sprawia, że coraz mniej pracowników potrzebnych jest do określonej pracy. W tym wypadku naturalnym wyjściem wydaje się zwiększanie produkcji, aby zapewnić odpowiedni poziom zatrudnienia. Bez niego, gospodarstwa domowe nie będą otrzymywać wynagrodzeń, a więc będzie zmniejszał się popyt na produkty, a w konsekwencji zyski i dochody przedsiębiorstw, co będzie prowadzić do jeszcze większego bezrobocia, mniejszej rentowności i coraz głębszej recesji gospodarczej. Odpowiedzią również i na to zagrożenia okazał się wzrost gospodarczy, który nie jest w dzisiejszej gospodarce opcjonalny, a niezbędny do jej stabilnego funkcjonowania.

Tim Jackson rozważa jednak, czy możliwe jest takie funkcjonowanie gospodarki, która potrafiłaby zachować stabilność bez wzrostu gospodarczego, który wobec rosnących problemów, jak zmiany klimatyczne czy wyczerpywanie się surowców i tak w końcu musi się załamać.

W swojej pracy koncentruję się on na problemie zapewnienia zatrudnienia (Jackson 2009: 128-141). Wskazuję, że wzrost gospodarczy niekoniecznie jest do tego niezbędny. Po pierwsze można promować zatrudnienie w mniej produktywnych sektorach gospodarki, gdzie mechanizacja pracy generalnie nie następuje lub następuje wolniej. Będzie prowadzić to do tego, że wzrastanie wydajności pracy i redukcje etatów w mechanizowanych sektorach będą stawały się słabszymi czynnikami wymuszającymi wzrost gospodarczy. Jednocześnie można rozważyć takie rozwiązania, jak skrócenie tygodnia pracy, czy wprowadzenie dochodu gwarantowanego. W takim przypadku zatrudnienie nie będzie niezbędne do dysponowania pieniędzmi na zakup produktów, a nawet w sytuacji braku wzrostu gospodarczego, nie będzie on prowadził do bezrobocia.

Jackson porusza także kwestię tego, jak funkcjonujący system finansowy zachęca i wymusza wzrost gospodarczy, a więc to o czym pisał Binswanger w spirali wzrostu. Wymienia on tego rodzaju rozwiązania, jak zwiększenie publicznej kontroli nad podażą pieniądza w postaci np. podwyższenia rezerwy obowiązkowej w bankach, w skrajnym przypadku nawet do 100%. Będzie to prowadzić do mniejszej możliwości udzielania kredytów przez banki, a więc zmniejszy się możliwość nieograniczonej kreacji pieniądza i nacisk systemu finansowego na wzrost gospodarczy. Jednocześnie powinno to doprowadzić do większej stabilność całego systemu, gdyż banki będą zawsze posiadać środki na wypłatę depozytów. Można jednocześnie dokonać reformy sektora finansowego, by bardziej nastawić go na długoterminowe, promujące zrównoważony rozwój inwestycje, zamiast krótkoterminowych, często spekulacyjnych operacji Niezbędna byłaby także kontrola nad długiem, w tym długiem gospodarstw domowych i promowanie dokonywania przez nie większych oszczędności.

Generalnie proponuję on trzy główne ścieżki dokonywanych zmian. Po pierwsze nałożenie na działalność gospodarczą obowiązku respektowania limitów wytrzymałości środowiska naturalnego. Może on przybrać postać wprowadzania systemów handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych i wykorzystywania surowców, a także określania wiążących celów redukcyjnych. Ważne może być również zreformowanie systemu fiskalnego, w tym podatkowego, w stronę promowania zrównoważonego korzystania ze środowiska, ale też wspierania zrównoważonej transformacji w rozwijających się krajach, by pozwolić na bezemisyjny i zrównoważony rozwój. Warto zauważyć, że wiele z tych rzeczy jest obecnie bardziej lub mniej skutecznie realizowanych.

Po drugie, niezbędna jest transformacja modelu gospodarczego z nastawionego na ciągły wzrost gospodarczy na taki, który nie wymaga wzrostu gospodarczego, a skoncentrowany jest na bezpośrednim zaspokajaniu ludzkich potrzeb. Będzie to wymagać nowych badań nad tego rodzaju nowym modelem gospodarczym. Jeżeli chodzi o podejmowane działania to mogą przyjąć postać podejmowania długoterminowych i korzystnych społecznie inwestycji, jak np. zwiększanie efektywności energetycznej budynków, rozwój odnawialnych źródeł energii, rozwój zrównoważonego, publicznego transportu czy rozwijanie miejsc publicznych w miastach.

Kolejnym elementem byłaby reforma systemu finansowego w stronę większej kontroli nad kreacją pieniądza i długu, jak również zachęcanie do długoterminowych i strategicznych inwestycji, jakie opisano wyżej. Reformy te powinny jednocześnie przystosować ten sektor do zapewnienia stabilności gospodarczej w przypadku braku wzrostu gospodarczego lub zmniejszania się gospodarki. Również do zachowania stabilności gospodarki w takich wypadkach prowadzić może rozwój sektora niematerialnych usług, który zapewniłby wiele miejsc pracy, jak też skracanie samego czasu pracy.

Trzecim elementem jest promowanie nowego paradygmatu rozwoju i zmiana społecznej jego logiki. Z jednej strony polegać to może na zapewnieniu utrzymania w gospodarce bez wzrostu w postaci redukcji czasu pracy, podziale pracy, czy wprowadzeniu dochodu gwarantowanego. Takimi działaniami może być też zmniejszanie nierówności społecznych poprzez wprowadzanie bardziej progresywnego systemu podatkowe, płacy minimalnej i maksymalnej, a także zadbaniu o wysokiej jakości usługi publiczne. Z drugiej strony działania powinny zmierzać do promocji nowego sposobu obliczania rozwoju, aniżeli jedynie przez wzrost PKB, do promowania rozwoju kapitału społecznego i osłabiania kultury konsumpcjonistycznej (Jackson 2009: 122-142, 171-185).

4. Zmiana paradygmatu zrównoważonego rozwoju – w stronę jednolitej koncepcji

Obserwując powolne tempo i trudności w rozwiązywaniu problemów środowiskowych zarówno w Polsce, ale również w Unii Europejskiej i na świecie, można wysunąć hipotezę, że jednym z tego powodów są wbudowane sprzeczności w dominujący paradygmat zrównoważonego rozwoju, w ramach którego problemy środowiskowe staramy się rozwiązywać. Ich przyczyną może być np. to, że sama koncepcja powstała jako swego rodzaju kompromis pomiędzy grupami optującymi za rozwojem gospodarczym, a tymi promującymi ochronę środowiska (Giddens 2010: 70-74).

Sprzeczności te mogą wypływać zarówno z tego powodu, że słowo „rozwój” w obecnym paradygmacie często rozumie się jako wzrost gospodarczy, niezależnie czy nazwiemy go „zielonym’ czy „zrównoważonym”. Drugim powodem sprzeczności może być to, że paradygmat ten stara się „równoważyć” kwestie środowiskowe, społeczne i ekonomiczne, a trzecim, że kwestiom ekonomicznym w ogóle przyznano rangę samodzielnego elementu w koncepcji zrównoważonego rozwoju.

Pierwszy powód sprzeczności został wyjaśniony w poprzednich rozdziałach niniejszego wpisu. Dotychczasowe doświadczenia sugerują, że wzrost gospodarczy najczęściej wiąże się z rosnącym obciążeniem i degradacją środowiska naturalnego, aniżeli z jego poprawą, jak sugerowałaby tzw. krzywa Kuznetsa. Pozytywne skutki działań inspirowanych koncepcją zrównoważonego rozwoju, zmierzające np. w kierunku zwiększania efektywności surowcowej czy emisyjnej były eliminowane jeszcze szybszym wzrostem gospodarczym, który prowadził do zwiększania eksploatacji surowców i emisji gazów cieplarnianych.

O ile część pozytywnych działań, jak znaczne zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych za sprawą rozwijania odnawialnych źródeł energii i efektywności energetycznej łatwiej połączyć ze wzrostem gospodarczym, o tyle szybkie i całkowite wyeliminowanie emisji lub zaprzestanie eksploatacji nieodnawialnych zasobów metali jest już raczej niezwykle trudne do połączenia ze wzrostem. By rozwiązać tę sprzeczność, powinniśmy wyeliminować wzrost gospodarczy jako niezbędny element rozwoju i zastąpić go celami bezpośrednimi, jak godne warunki życia, zapewnienie zdrowia czy rozrywki. W tym jednak wypadku niezbędna byłaby reforma systemu finansowego, która pozwoliłaby zachować stabilność gospodarce która nie zawsze rośnie, ale również pozostaje na tym samym poziomie lub nawet maleje.

Drugą sprzecznością jest przedstawienie kwestii środowiskowych i społecznych jako tych, które należy ze sobą równoważyć. Sprawia to wrażenie, jakby kwestie środowiskowe stały w sprzeczności z kwestiami społecznymi. Moim zdaniem jest to bardzo nietrafna i nieproduktywna diagnoza. Należy raczej przyjąć, że kwestie środowiskowe są fundamentalnymi i należącymi do najważniejszych kwestii społecznych. Trudno bowiem przyjąć, że zachowanie stabilnego klimatu na planecie nie jest kwestią społeczną, jeżeli dzięki niemu społeczeństwo może stabilnie funkcjonować. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że zmiany klimatu mogą doprowadzić do katastrof w wyniku których miasta będą zalewane, infrastruktura niszczona, produkcja żywności zmniejszana, a tysiące czy miliony ludzi będą tracić zdrowie i życie, to fundamentalne, społeczne znaczenie zmian klimatu staje się oczywiste. Jest on kwestią podstawową dla całego szeregu interesów społecznych, od zachowania godnego bytu, po zachowanie zdrowia i życia. Kwestia np. godnego bytu ludzi nie stoi w sprzeczności z polityką klimatyczną, to polityka klimatyczna jest niezbędnym warunkiem zachowania godnego bytu ludzi.

Nie wspomniałem powyżej o kwestiach ekonomicznych, otóż ich wyodrębnienie jest moim zdaniem trzecią sprzecznością obecnego paradygmatu zrównoważonego rozwoju. Otóż czym w istocie są kwestie ekonomiczne, czyż nie są one kwestiami społecznymi? Jeżeli tak, można zapytać, dlaczego zostały wyodrębnione obok kwestii społecznych, a do tego w relacji równoważenia z nimi? Moim zdaniem można rozważyć hipotezę, że kwestie ekonomiczne faktycznie reprezentują tutaj coś odmiennego od kwestii społecznych, w rozumieniu interesów ogólnospołecznych – są one bowiem interesami, ale niestety często małych i bogatych grup, które w znacznym stopniu sprawują władzę. Wynika to moim zdaniem z tego, że kwestie ekonomiczne, np. wzrost gospodarczy, zapewnienie odpowiedniego poziomu zatrudnienia, konsumpcji czy osiąganie zysku powinny być rozumiane jedynie w wymiarze środków do zapewnienia celów społecznych, a nie jako cele same w sobie. Biorąc pod uwagę ogromne i ewidentne we współczesnej gospodarce kapitalistycznej nierówności dochodowe, realizacja wymienionych wyżej kwestii ekonomicznych zapewnia wymierne korzyści przede wszystkim osobom dysponującym majątkiem. Zdecydowana większość ludzi raczej myśli przede wszystkim o osiągnięciu takich celów jak godne życie dla siebie i rodziny, osiągnięcie wykształcenia, czy zdrowia, a nie o osiągnięciu zysków.

Problem polega na tym, że interesów ekonomicznych nie wymieniono w koncepcji zrównoważonego rozwoju jako jedynie środków do osiągnięcia ogólnospołecznych interesów, takich jak te wymienione w zdaniu poprzednim, ale jako cele same w sobie, czyli cele osób, które bezpośrednio dążą do osiągnięcia zysków, a nie do zaspokojenia podstawowych, społecznych potrzeb. W konsekwencji, uważam, że kwestie ekonomiczne nie powinny być wymienione na równi z kwestiami społecznymi, a w relacji podporządkowania, są one jedynie narzędziem do zaspokajania potrzeb społecznych, a nie celami samymi w sobie.

Podsumowując rozważania na tę chwilę, koncepcja zrównoważonego rozwoju nie powinna mieć charakteru trójelementowego, a jednolity. Należy rozumieć ją raczej tak, że zrównoważony rozwój zapewnia zaspokajania potrzeb ogólnospołecznych, dla których zaspokojenia, ochrona środowiska jest fundamentalnym warunkiem. Stabilne środowisko jest fundamentalną społeczną potrzebą. Kwestie ekonomiczne nie powinny być natomiast traktowane jako coś odrębnego, a jedynie jako środki do zaspokajania ogólnospołecznych potrzeb, traktowanie ich jako celów samych w sobie w istocie może prowadzić do ochrony interesów wąskich i najbogatszych grup społecznych, które niestety często mogą pozostawać w sprzeczności z interesami ogólnospołecznymi.

5. Trzy podejścia do zrównoważonej transformacji

Przekładając powyższe rozważania na bardziej praktyczne rekomendacje, uważam, że powinniśmy stopniowo zmieniać trójelementowy paradygmat zrównoważonego rozwoju na paradygmat jednolity, w którym rozwój ma bezpośrednio dążyć do zaspokajania interesów ogólnospołecznych, których integralną i fundamentalną częścią jest ochrona środowiska naturalnego człowieka. Interesy ekonomiczne nie są tutaj celami samymi w sobie, a jedynie środkami do osiągania ogólnospołecznych celów. Powyższy paradygmat pozwala zrezygnować ze wzrostu gospodarczego jako czegoś niezbędnego, umożliwić to może np. wspominana reforma systemu finansowego i zapewnienie zatrudnienia lub gwarantowanego dochodu dla wszystkich.

Problemem może być jednak wdrażanie w życie tego rodzaju rekomendacji. Biorąc pod uwagę, że wzrost gospodarczy w istniejącym paradygmacie jest traktowany jako pewnik i jako nierozerwalnie związany z rozwojem i pomyślnością, jego krytyka może być traktowana jako wręcz krytyka dążenia ludzi do pomyślności i godnego życia. W pewnym sensie przy rozważaniu tego problemu możemy wykorzystać badania przeprowadzone przez Frank’a W. Geels’a, Andy’ego McMeekin’a, Jospehine Mylan i Dale’a Southerton’a (2015). Dokonując przeglądu literatury w obszarze badawczym dotyczącym zrównoważonej konsumpcji i produkcji wyodrębnili w niej trzy różne stanowiska: reformistyczne, rewolucyjne i rekonfiguracyjne.

Pierwsze stanowisko w znacznej części może odpowiadać opisanemu przeze mnie, dominującemu, trójelementowemu paradygmatowi zrównoważonego rozwoju. Jego odzwierciedleniem jest wiele oficjalnych, rządowych i międzynarodowych dokumentów strategicznych. Generalnie pozostaje ono w neoklasycznym, ekonomicznym paradygmacie i nie zakłada, że zawodności rynku, prowadzące do zniszczeń środowiskowych wymagają znacznych interwencji. Reprezentanci tego stanowiska ograniczają się głównie do postawienia na nowe rozwiązania technologiczne, rozwijanie nowych rynków produktów i do „zrównoważonego” lub „zielonego wzrostu”. Ponadto, często wspominają o technikach informacyjnych, jak oznakowanie ekologicznych produktów, które ma zachęcić konsumentów do odpowiedzialnych wyborów. Stanowisko to nie wspomina jednak raczej często o potrzebie fundamentalnych zmian w obecnym paradygmacie rozwoju, a w szczególności nie poddaje gruntownej krytyce wzrostu gospodarczego. Z tych względów nie wydaje się ono w stanie sprostać zmasowanej ilości globalnych problemów przed jakimi stoi obecnie ludzkość (Geels et al. 2015: 3-4).

Stanowisko drugie zostało przez autorów nazwane „rewolucyjnym”. Przeprowadza ono fundamentalną krytykę obecnego ustroju społecznego, w tym obecnej formy kapitalizmu, który ma tendencję do wzrostu, nad-konsumpcji i kultury nastawionej na zysk oraz wzrost gospodarczy. Zakłada ono, że należy przeprowadzić głębokie zmiany społeczne, zmienić logikę rozwoju, zrezygnować ze wzrostu gospodarczego na rzecz zapewnienie ludziom rzeczywistego szczęścia i pomyślności. Wśród konkretniejszych postulatów znajdziemy tutaj na przykład nacisk na lokalne gospodarowanie i produkcję żywności, postawienie na trzeci sektor oraz zmianę w kulturowych wartościach.

Autorzy zauważają jednak, że stanowisko to jest marginalizowane w publicznym dyskursie i w rezultacie w pewnym sensie ugruntowuje zachowawczą politykę. Ponadto oferuję zbyt abstrakcyjne, makro-społeczne wyjaśnienia, nie skupiając się na szczegółach codziennego życia. Krytykowany jest również nacisk na lokalne inicjatywy, które dotychczas w ograniczonym stopniu pokazały, jak mogą przynieść wystarczające efekty społeczne. Pewne moralizatorstwo tego stanowiska może prowadzić też do elitaryzmu, a pomimo fundamentalnej krytyki współczesności i utopijnych wizji zrównoważenia przedstawia mało konkretów, jeżeli chodzi o praktyczne drogi realizacji.

Na końcu autorzy przedstawiają trzecie stanowisko, nazwane przez nich rekonfiguracyjnym i niosące w ich opinii największy potencjał. Nie skupia się ono na abstrakcyjnym poziomie społecznych struktur, ani na zachowaniu poszczególnych jednostek, ale raczej przyjmuje perspektywę pośrednią, analizując, jak poszczególne systemy i praktyki społeczne, złożone z wielu elementów, razem konstruują codzienne życie. Zamiast odgórnych i rewolucyjnych zmian, czy ograniczaniu się do działań rynkowych i informacyjnych postuluje stopniowe, ale potencjalnie zdecydowane zmiany w społecznych systemach i praktykach. Nie traktuje przy tym państwa jako najbardziej potężnego, czy najlepiej poinformowanego podmiotu, ale raczej jednego z wielu społecznych aktorów, który współkształtuje społeczną rzeczywistość. Warto zauważyć, że podejście to, skupiając się na bardziej konkretnych zmianach w poszczególnych sferach życia, nie wyklucza z góry eliminacji systemu kapitalistycznego, czy wzrostu gospodarczego (ale z drugiej strony również nie traktuje ich, jako niezbędnych warunków). Wydaje się, że dobrym uzupełnieniem stanowiska rekonfiguracyjnego może być nurt tzw. ekonomii zrównoważonego rozwoju, która również bardziej koncentruję się na zrównoważonych reformach gospodarczych tu i teraz, mających dostosować gospodarkę do limitów ekologicznych, nie przesądzając z góry istnienia lub nie wzrostu gospodarczego w przyszłości (Rogall 2010: 156-170).

6. Rekomendacje praktyczne: wdrażanie jednolitej koncepcji zrównoważonego rozwoju za pomocą rekonfiguracyjnego podejścia z perspektywą strategiczną

Można uznać, że stanowisko rekonfiguracyjne jako środek do implementacji jednolitej koncepcji zrównoważonego rozwoju przedstawia największy potencjał. Moim zdaniem nie należy jednak rezygnować z bardziej holistycznych, być może mogących być zakwalifikowanych przez Geels’a i innych jako rewolucyjne perspektyw, jak np. zaprezentowana przez Tim’a Jacksona. Mogą być one przydatne o tyle, że oferują nam potencjalne perspektywy tego, do czego możemy dążyć, co może pomagać nam w koordynowaniu i nadawania kierunku zmianom. Ponadto, w przypadku gdy zmiany w poszczególnych systemach lub praktykach społecznych mogłyby doprowadzić do zatrzymania wzrostu gospodarczego lub nawet zmniejszenia się gospodarki, warto już zawczasu posiadać pewną perspektywę tego, jak w takich sytuacjach gospodarka może funkcjonować (podjęcie tego rodzaju badań proponuję właśnie Jackson).

W tej sytuacji, zarówno koncepcje makroekonomiczne Jacksona, jak również proponowane przez niego, główne kierunki działań, mogą być świetnym, bardziej strategicznym uzupełnieniem do wykorzystywanej koncepcji rekonfiguracyjnej. Jednocześnie perspektywy holistyczne powinny być traktowane jedynie jako punkt odniesienia, być elastyczne i otwarte na zmiany w obliczu rezultatów poszczególnych, cząstkowych zmian. Nie byłoby odpowiedzialne traktować je jako prosty plan, który należy odgórnie i bez przemyślenia wdrażać. Historia już dostarczyła nam bowiem wystarczającej ilości tragicznych przykładów, że odgórne zarządzanie społeczeństwem może prowadzić do katastrofy. Proces ten powinien być więc stopniowy, otwarty na zmiany, a także partycypacyjny. Można tutaj zaczerpnąć inspirację z koncepcji cząstkowej inżynierii społecznej Karl’a Poppera.

W praktyce może wyglądać to w ten sposób, że władza rządowa lub samorządowa będzie chciała rozwiązać szereg problemów społecznych eliminując ich przyczyny. Może to być rozwój zrównoważonych źródeł energii, zapewnienie efektywności energetycznej czy czystego powietrza. Realizując jedne problemy społeczne, w tym przypadku społeczne problemy środowiskowe, stara się w maksymalnym stopniu rozwiązywać jednocześnie inne, np. zaoszczędzone pieniądze w wyniku mniejszego zużycia energii można zainwestować w służbę zdrowia, a rozwój OZE połączyć w tworzeniem nowych miejsc pracy. Posługując się jednolitą koncepcją zrównoważonego rozwoju, nie ma potrzeby równoważenia potrzeb społecznych i środowiskowych, bo są one w istocie tym samym, należy jedynie wybrać najpoważniejsze problemy do rozwiązania i rozwiązywać je z długoterminową perspektywą.

Podejście rekonfiguracyjne z perspektywą strategiczną sugeruję skupić się na bardziej konkretnym i stopniowym, acz zdecydowanym działaniu mającym na celu eliminację problemów społecznych. Jednocześnie należy pamiętać, że rząd lub samorząd jest tylko jednym z wielu podmiotów kształtujących rzeczywistość, a konsekwencje działań z zasady nie są pewne, a więc należy je przeprowadzać stopniowo i ostrożnie. Zawsze jednak z tyłu głowy należy mieć szerszy paradygmat zrównoważonego rozwoju, w tym potencjalny cel do jakiego dążymy, a więc ograniczenie społecznych problemów środowiskowych i innych, bez konieczności zapewnienia wzrostu gospodarczego.

Tego rodzaju podejście powinno być bardziej proste do politycznej implementacji, aniżeli stanowisko czysto „rewolucyjne”. Moim zdaniem należy jednak stopniowo zmieniać retorykę i przekonywać obywateli do nowego paradygmatu rozwoju, w którym wzrost gospodarczy, nowe miejsca pracy i zwiększanie produkcji niekoniecznie są niezbędne by zapewnić ogólnospołeczny dobrobyt. Dodatkowo, jak argumentuje Anthony Giddens (2010: 81) w kontekście polityki klimatycznej, należy przyjąć przede wszystkim nastawienie pozytywne, a więc zaprezentować społeczeństwu konstruktywną wizję, która podkreśla wiele pozytywnych konsekwencji związanych z polityką klimatyczną i zrównoważonym rozwojem.

7. Podsumowanie

Wiele wskazuje na to, że utożsamianie wzrostu gospodarczego z rozwojem społecznym staje się coraz mniej trafne. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że trudno jest połączyć ciągły wzrost PKB z rozwiązaniem wielu problemów społecznych, w tym środowiskowych. W obliczu tego, należy rozważyć zmianę paradygmatu rozwoju z nastawionego na wzrost gospodarczy na skupiony raczej na bezpośrednim zaspokajaniu ludzkich potrzeb.

Teorie ekonomiczne wskazują jednak, że współczesna gospodarka nie może być stabilna bez wzrostu gospodarczego, należy więc przeprowadzić reformy w zakresie sektora finansowego i rynku pracy, by osłabić dwa ważne czynniki wymuszające wzrost gospodarczy, tzn.: konieczność spłaty zadłużenia powstającego przy bankowej kreacji pieniądza oraz konieczność zapewnienia zatrudnienia w obliczu mechanizacji i wzrastającej wydajności pracy.

Zmiana paradygmatu może polegać na zmianie dominującej koncepcji zrównoważonego rozwoju, z takiej, która zakłada wzrost gospodarczy i równoważenie interesów środowiskowych, społecznych i ekonomicznych na taką, która dąży do zaspokojenie ogólnospołecznych potrzeb, których kwestie gospodarcze są integralną częścią. W nowej, jednolitej koncepcji zrównoważonego rozwoju wzrost gospodarczy nie jest traktowany jako coś niezbędnego, a kwestie ekonomiczne stanowią jedynie środki do zaspokajania celów społecznych.

Wprowadzanie w życie nowego paradygmatu może opierać się na tzw. koncepcji rekonfiguracyjnej, która z jednej strony nie zaleca rewolucyjnych, odgórnych zmian, a z drugiej nie ogranicza się do działań powierzchownych. Przewiduje ona bowiem stopniowe i przemyślane, ale potencjalnie zdecydowane zmiany w dotychczasowych systemach społecznych i społecznych praktykach. Jednocześnie warto przy tym zachować strategiczną wizję przyszłości do jakiej dążymy, ale powinna być ona traktowana jedynie jako elastyczny i otwarty na zmiany punkt odniesienia, a nie sztywny, plan który należy wdrażać za wszelką cenę. Z tymi działaniami mogą równolegle iść próby promowania nowego paradygmatu rozwoju na arenie lokalnej, krajowej i międzynarodowej.

Andrzej Strzałkowski, Obieg zamknięty

Komentarze

14.12.2017 14:54 CZORNYJ

Jaki nowy paradygmat ? Normalna gospodarka centralnie planowana / ekonomia wojenna . Zapewnienie biologicznego przetrwania obywateli i funkcjonowania struktur państwowych w warunkach stałej czy nawet malejącej bazy surowcowej . Po co owijać w bawełnę i bajać .

14.12.2017 15:24 PIT

Poczytajcie co napisał ostatnio Billy Meier w najnowszym biuletynie.
Włosy dęba na głowie stają. No, no zapowiada się niezła jazda bez trzymanki.
Pewnie za niedługo pojawi się tłumaczenie na angielski.
Auszüge aus dem 691. offiziellen Kontaktgespräch vom 20. Oktober 2017

http://www.figu.org/ch/files/downloads/zeitzeichen/figu_zeitzeichen_83_n.pdf

15.12.2017 12:44 adaś

"Historia już dostarczyła nam bowiem wystarczającej ilości tragicznych przykładów, że odgórne zarządzanie społeczeństwem może prowadzić do katastrofy."
Myślę, że historia dostarczyła także sporo przykładów że brak odgórnego zarządzania społeczeństwem prowadzi do katastrofy.
Wiele dobrych działań odgórnych ( np. konieczność segregacji odpadów czy zakaz palenia śmieciami ) przyjmowanych jest ze zrozumieniem przez świadomych obywateli. Nieswiadomi zagrożeń uważają je za głupie i nawet bojkotują.
Jedyna rada to budowanie społeczeństwa obywatelskiego i ogólny wzrost świadomości ludzi.
Niestety nie jestem tu optymistą i przewiduję że przyśpieszony kurs swiadomości zagrożeń może spowodować jakaś katastrofa- oby najpierw finansowa a nie środowiskowa.

P.S. Artykuł mi się podoba. Cieszę się ,że wielu ludzi zauważa problem i pisze na ten temat prace naukowe.
Zdaję sobie sprawę, że podążanie drogą wzrostu PKB nie jest możliwe a zmiany myślenia zachodzą zbyt wolno i pewnie jednak wydaży się coś złego. Dlatego nie czuję sie komfortowo. Oczekiwanie w niepewności bywa trudne.

15.12.2017 22:06 Godlike

Adaś - A co jest dobrego w segregacji śmieci? Są za to negatywy, takie jak wyższe koszty wywozu śmieci.

17.12.2017 13:10 Ludomir

Praktycznie wszystkie teorie ekonomii opierają się na dwóch jawnie fałszywych hipotezach:
- jedynym celem kapitału jest zysk
- konsument jest racjonalny.
Nie innej nauki, której fundamentalne założenia są jawnie fałszywe, a która mimo to byłaby postrzegana jako nauka.
Właściciele kapitału mają swoje poglądy, upodobania, fobie i idee, które maja wpływ na ich decyzje kapitałowe a konsumenci swoje rynkowe decyzje podejmują zgodnie wysterowanymi przez marketing emocjami. To jest przyczyna, dla której tego typu rozważania są bezpłodne i do póki do właścicieli kapitału nie dotrze informacja, że życie bez żywej planety jest bez sensu, nic się nie zmieni. Trochę skłamałem, bo jak każdy chciałbym mieć promień nadziei bo raczej już jest za późno.

17.12.2017 15:18 Ludomir

@Adaś
Śmieci są złem i nic nie zmieni ich w dobro a w szczególności segregacja. Jedynym dobrym rozwiązaniem jest nieprodukowanie śmieci. Niestety oznaczałoby to załamanie gospodarcze, jako że większość przemysłu została przestawiona na produkcję śmieci w wyniku sukcesów inżynierii ograniczania czasu życia produktów.
Najlepszym dowodem na błędność drogi segregacji śmieci jest polska technologia firmy Bioelektra, dla której nieposegregowane śmieci są źródłem wielu cennych surowców i po ich pozyskaniu, w odróżnieniu od kopalni, nie pozostaje żaden odpad. Główną barierą dla tej technologii jest segregacja śmieci i związane z nią inwestycje.

17.12.2017 22:58 observer

@Adaś
"Jedyna rada to budowanie społeczeństwa obywatelskiego i ogólny wzrost świadomości ludzi. "


Zwykle piszę komentarze, jak się z czymś nie zgadzam. Ale dzisiaj napiszę, dlatego, że się zgadzam.

Uważam, że niezbędnym elementem wszelkich odgórnych regulacji jest odpowiednia świadomość i zgoda na nie tych, którzy tym regulacjom podlegają. Obecne regulacje, które mają za zadanie wspieranie partyjnego establishmentu obsadzającego wszystkie znacjonalizowane spółki (w tym cały sektor energetyczny i węglowy) zapewniając przez odpowiednie regulacje całkowity monopol na rynku będzie budził sprzeciw ludzi a także w dłuższej perspektywie utopi naszą gospodarkę (droga energia oparta na węglu będzie ogromnym balastem, którego nasza gospodarka nie będzie w stanie dalej ciągnąć, przegrywając w ten sposób konkurencję z firmami zagranicznymi).

18.12.2017 15:10 adaś

Segregacja śmieci sprawia że obierki od warzyw lądują na moim kompostowniku i nie muszą jechać na wysypisko. Za to kiedyś urzyźnią mój ogródek. Szkło trafi do pobliskiej huty szkła a makulatura, mam nadzieje że do papierni.
Nieprodukować smieci bo są złem?
Przecież ludzie odkąd mieli jakąkolwiek kulturę materialną produkowali śmieci, tyle że biodegradowalne. Choć nie wszystkie bo gliniane potłuczone naczynia odkopujemy po tysiacach lat.

24.12.2017 17:29 Ludomir

@Adaś
I to jest istota problemu. Natura nie zna kategorii śmieci. Od zawsze to co umierało było pożywieniem dla kolejnych organizmów, lub odkładało się w glebie czy na dnie zbiorników wodnych wiążąc węgiel atmosferyczny.
Dzięki temu mógł powstać intelekt duma i zguba ludzkości. Odpowiedzią na problem śmieci jest gospodarka cyklu zamkniętego. Jak w przypadku o którym piszesz warzywa obierki kompost warzywa

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto