Black Friday – nasza konsumpcja niszczy planetę

Każdy chce mieć wszystko, każdy chce robić zakupy, a każdy kraj chce mieć wzrost gospodarczy i perspektywę dalszego rozwoju. Obietnica wzrostu gospodarczego mówi, że biedni będą mogli żyć jak bogaci, a bogaci jak rosyjscy oligarchowie czy arabscy szejkowie. To teoretycznie możliwe, ale tylko teoretycznie. Bo podkręcić gospodarkę, dać większe płace, dokonać wielu innych zabiegów, by żyło się lepiej, wydaje się przynajmniej teoretycznie możliwe. Ale świat, który kreujemy, napotyka problem – zdarzamy się z ograniczeniami. Możliwości planety są ograniczone, bo nie jest ona z gumy, a i ta kiedyś może pęknąć. Mamy więc perspektywę katastrofy klimatycznej, degradację siedlisk zwierząt i roślin, zanieczyszczone plastikiem oceany, owadzi holocaust. Wszystko to jest wynikiem rosnącej konsumpcji.

Rys. 1 Tłumy ludzi na zakupach przed Świętami, kiedy są promocje. Pytanie: Co by się stało gdyby oni wszyscy trafili „szóstkę” na loterii? Flickr

Ale wzrost musi trwać – wszędzie o tym się mówi, taki jest cel polityczny i ekonomiczny. A my musimy stać się częścią tego wzrostu. W imię autonomii i możliwości wyboru, marketing wykorzystuje najnowsze odkrycia z dziedziny neurologii, aby przekonać nasze umysły do robienia zakupów, by złamać nasze bariery – barierę etyki, czy religii, bo skromność i umiarkowanie nie są w obecnym systemie w cenie. Ci którzy starają się stawić opór, walcząc z konsumeryzmem, muszą zostać uciszeni. Ich głos zagłuszany jest przez media przepełnione zmyślnymi reklamami.

Każde kolejne pokolenie przyjmuje nowe normy w konsumpcji. Jeszcze 30 lat temu kupowanie wody w plastikowych butelkach byłoby uznane za niedorzeczne, a dziś to norma – nie pijemy wody z kranu, mimo że możemy sobie zapewnić czystą bieżącą wodę, nawet bez konieczności przegotowania. Dziś na całym świecie w minutę zużywa się milion butelek, a przemysł tworzyw sztucznych rysuje przed sobą świetliste perspektywy, szacując, że do 2021 roku zużycie to wzrośnie o 20%. Ten popyt na jednorazowe butelki obejmuje kolejne setki milionów ludzi w azjatyckich państwach, jak Chiny czy Indonezja.

Tak po prawdzie, to każdy piątek jest Czarnym Piątkiem, a każde święto jest świętem zniszczenia. Obracamy się w świecie miliona gadżetów. Wśród saun śnieżnych – specjalnych pokoi generujących zimowe środowisko (deska ratunkowa przed skutkami globalnego ocieplenia, na razie dostępne dla mieszkańców Dubaju, ale kto wie…). Wśród Marugoto Tamachan – domowych urządzeń służących do podgrzewania/schładzania (inaczej niż w mikrofalówce) np…. arbuzów, albo innych owoców, napojów, etc. A nawet… specjalnych smartfonów dla psów, byś miał z nim zawsze kontakt i wiedział, co się dzieje z Twoim pupilem. Umilając, a co ważne ułatwiając sobie życie, możesz zrobić sobie naleśnika w PancaKeBot - drukarce naleśników 3D, tak jak lubisz: możesz zjeść Mona Lisę lub Tadż Mahal. Możesz napełnić sobie lodówkę na cały tydzień, trzy razy większą niż tę, którą ma rodzinka Kiepskich z Wrocławia. Ostatecznym dziełem takiego życia jest zanieczyszczona planeta, o czym typowy konsument zwykle nie myśli, bo wszystko i tak ląduje gdzieś poza zasięgiem jego wzroku, czy to na wysypisku, czy w oceanie. W ten sposób nasze perspektywy przetrwania nie wyglądają dobrze… Stoimy nad brzegiem przepaści. No, ale świat musi iść do przodu, prawda?

Dodatkową obietnicą jest to, że poprzez „zielony konsumpcjonizm” możemy pogodzić nieustanny wzrost z planetarnym przetrwaniem. Jednak seria prac badawczych pokazuje, że nie ma większych różnic w odcisku środowiskowym między tymi, którzy starają się dbać o środowisko, a tymi, którzy nic pod tym kątem nie robią. W obu przypadkach emisje CO2 niewiele się różnią. W niedawnym artykule zamieszczonym w Environment and Behaviour możemy dowiedzieć się, że ci, którzy identyfikują siebie jako świadomi konsumenci, zużywają nawet więcej energii i przyczyniają się do większego spalania paliw kopalnych niż ci, którzy tego nie robią.

Dlaczego tak jest? Ponieważ świadomość ekologiczna najmocniej jest kierowana na grunt środowiska zamożnych ludzi. Tymczasem na stan naszej planety wpływa nie tyle nasze nastawienie, co nasze dochody, przekładające się na nasz poziom konsumpcji. Odcisk węglowy i środowiskowy u ludzi, którzy na niewiele mogą sobie pozwolić, jest to prostu mniejszy. Im jesteśmy zamożniejsi, tym większa jest nasza presja na środowisko, niezależnie od intencji. Z badań wiemy, że ci, którzy uważają się za konsumentów świadomych ekologicznie, koncentrują się głównie na zachowaniach mających niewielki wpływ na poprawę środowiska planety.

Wybieramy tylko to, co jest dla nas wygodne i najprostsze, i potem szukamy sobie usprawiedliwienia. Decydujemy się na segregowanie śmieci, unikamy korzystania z foliowych torebek, może nawet założymy system własnego uzdatniania wody i jej ogrzewania przy pomocy paneli słonecznych. Ale za to lecimy na wakacje dwa razy w roku na Ibizę imprezować. Kupujemy samochód z silnikiem hybrydowym, mówiąc, że jesteśmy „eko”. A potem wozimy się nim od Tatr po Bałtyk. Oszczędzamy na jednym, by mieć inne, więc bilans jest niezmienny, ale i tak wrośnie wraz ze wzrostem ilości pieniędzy w portfelu. Dlatego ekolodzy przekonują, że trzeba robić więcej. Segregacja śmieci to za mało. Nie znaczy to, że mamy spocząć na laurach. Sam człowiek nic nie zmieni, ale to też jest błędne założenie. Zrezygnujesz z palenia śmieciami, bo Cię na to stać, ale reszta dzielnicy będzie dalej to robić. Potrzebna jest więc zmiana w systemie i rozwiązania, które sprawią, że nikt nie będzie miał powodu wrzucać do pieca śmieci. Model gospodarki i normy społeczne też muszą ulec zmianie, bo czy na pewno jest Ci potrzebny dodatkowy gadżet do domu, którego za jakiś czas (coraz krótszy) się pozbędziesz?

Przeprowadzone przez Oxfam badania pokazują, że najbogatszy 1% ludzi (dochód roczny gospodarstwa domowego wynoszący ponad 300 tys. zł), przyczyniają się do emisji CO2 do atmosfery 175 razy bardziej niż najbiedniejsze 10% populacji. Mieszkańcy Bangladeszu nie latają co weekend do galerii handlowej po nowe ciuchy. Jak w takim świecie, gdzie wszyscy chcieliby żyć po amerykańsku można uniknąć katastrofy, która obróci życie w nicość?

Rys. 2 Stopień rozdzielenia wzrostu gospodarczego, zużycia energii i produkcji. Źródło PLOS ONE

Odpowiedź, która przewija się w ostatnich latach, to oddzielenie wzrostu gospodarczego od ilościowej produkcji i zużycia zasobów, w tym energii. Jak ma się to do rzeczywistości? Ta teoria nie jest nowością. W czasopiśmie PLOS ONE czytamy, że choć w niektórych krajach nastąpiło względne oddzielenie, to tak naprawdę żadne państwo w ciągu ostatnich 50 lat nie zmniejszyło zużycia zasobów i energii w liczbach bezwzględnych. Choć ilość zasobów i energii zużywanych na jednostkę PKB maleje, to w związku ze wzrostem gospodarczym i tak potrzebujemy ich coraz więcej.

W dłuższej perspektywie nie da się całkowicie oddzielić zużycia zasobów i energii od produkcji ze względu na fizyczne ograniczenia wydajności. Nawet gdyby wprowadzić cudowne rozwiązania w produkcji energii i efektywności, ale pozwolić wszystkim mieszkańcom na przysłowiowe życie ‘po amerykańsku’, to i tak emisje CO2 jeśli, nawet spadną, to nieznacznie. Nic z niczego nie wyprodukujemy. Zawsze będzie potrzebna energia do produkcji energii i zasoby.

Światowe tempo wzrostu gospodarczego o 3% rocznie, oznacza podwojenie co 24 lata. To właśnie dlatego mamy do czynienia z coraz większymi kryzysami środowiskowymi. Ale plan światowej gospodarki i polityki jest właśnie taki, by globalna epoka wzrostu trwała zawsze. W dążeniu do obrony świata przed klimatyczną i ekologiczną katastrofą, możemy obwiniać korporacje i rządy oraz ogólną głupotę ludzkości. Ale prawda jest taka, że wszystko to są symptomy prawdziwego problemu: próby wiecznego wzrostu na nierosnącej planecie.

Obrońcy tego systemu argumentują, że wzrost ma znaczenie dla spadku ubóstwa. Ale dane z World Economic Review pokazują, że 60% najuboższych ludzi na świecie utrzymuje jedynie 5% dodatkowego dochodu wynikającego ze wzrostu PKB. Do zmniejszenia ubóstwa o jeden dolar potrzebny jest wzrost o 111 dolarów. Przy obecnych trendach każdy biedny otrzyma dochody większe o 5 dolarów dopiero za 200 lat. Do tego czasu średni roczny dochód na jednego mieszkańca rocznie wynosił by 1 mln dolarów, zaś gospodarka światowa byłaby 175 razy większa niż obecnie. To nie jest sensowna recepta na wyeliminowanie ubóstwa. To plan

Gdy słyszysz, że coś ma sens ekonomiczny, jest całkiem możliwe, że okaże się to przeciwieństwem zdrowego rozsądku. Ci rozsądni ludzie, dbający o gospodarkę, którzy zarządzają finansami, bankami centralnymi, którzy uważają nieograniczony wzrost konsumpcji za normalny i konieczny, są szaleńcami – dewastują w ten sposób cud, jakim jest żywy świat i niszczą dobrobyt przyszłych pokoleń, bo chcą podtrzymać trendy gospodarcze, które mają coraz mniej wspólnego z naszym dobrostanem.

Zielony konsumeryzm czy odseparowanie wzrostu gospodarczego od zużycia energii i zasobów Ziemi to iluzja, mająca usprawiedliwiać system gospodarczy prowadzący nas ku katastrofie. Trwały wzrost gospodarczy to oksymoron, bo doprowadzi do katastrofy. Obecny system, oparty na prywatnym luksusie i publicznej biedzie, zaszkodzi nam wszystkim.

Potrzebny jest nam inny system, zakorzeniony nie w ekonomicznych abstrakcjach, lecz w realiach fizycznych planety. Musimy zbudować świat, w którym wzrost jest niepotrzebny, świat prywatnej wystarczalności i publicznego luksusu. I musimy to zrobić, zanim zmusi nas do tego katastrofa.

Hubert Bułgajewski na podst. Too right it's Black Friday: our relentless consumption is trashing the planet

Komentarze

25.11.2017 14:32 Rafał

Bardzo znamienny jest tu wykres oddzielenia dla Niemiec.
To typowy przykład gospodarki pasożytniczej korzystającej z pracy innych narodów i obciążających ich wszelkimi negatywnymi kosztami wytwarzania realnych, fizycznych dóbr.

Na obcym terenie ich kapitał wytwarza dobra, na swoim zaś bawi się złodziejskim pomnażaniem pustych pieniędzy przez różne tzw. "operacje finansowe". Ta druga działalność nie wymaga ciężkiej pracy jak i dużych nakładów energii stąd też i obciążenie dla środowiska niskie.

25.11.2017 17:00 Mariusz

Oczywiście rozwiązaniem nie jest zmniejszenie, czy brak wzrostu konsumpcji a oddzielenie konsumpcji od ilościowego zużycia zasobów, w tym energii. Konsumpcja nie jest w każdym przypadku zła. W przyrodzie wszystko konsumuje i ... jest konsumowane. Zła jest taka konsumpcja, która jest realizowana z jednoczesnym niszczeniem przyrody a nie każda konsumpcja
Chodzi po prostu o produkowanie supertrwałych i energoszczędnych przedmiotów.
Opieraja sie temu koncerny i to one sa głównymi winowajcami. Np kupiłem ze 2 lata temu strzyżarkę Philipsa. Bateria jest w niej tak badziewna że wytrzymała łącznie z 40 cykli ładowania. Gdzieś chyba jest specjalna fabryka kiepskich baterii produkująca dla głównych koncernów. Oni musieli się nieźle postarać żeby zrobic takiego gniota, bo łatwe to chyba nie było. Oczywiście baterii nie da sie wymienic bo wszystko jest sklejone. Nożyk w tej strzyżarce też padł i nie da się go wymienić. Trzeba kupic nową strzyżarkę. Starą wyrzucić na śmieci

Jakby za takie produkty szefowie Philipsa i innych koncernów trafiali do łagra gdzieś na Syberii z dożywotnimi wyrokami za niszczenie środowiska to w 0.13 sekundy oddzielenie konsumpcji od ilościowego zużycia zasobów stałoby sie możliwe.

25.11.2017 17:07 Mariusz

Rozmawiałem tez wczoraj z technikiem, który mi instalował solary. Ma znajomego pracującego przy sprzedaży świetlówek min LED. Podobno w branży handlarzy oświetleniem był spory strach związany z tym, że miały one wytrzymywać straszelnie dużo godzin bez awarii. Okazuje się że ten badziew psuje się tak samo często jak stare żarówki Edisona. Chłopaki w branży oświetleniowej zarabiaja teraz lepiej bo LEdy są droższe i ciągle jest na nie popyt. Mi w oświetleniu wokół domu padły juz 3 ledy. W domu jeden

25.11.2017 17:57 Ludomir

@Mariusz
Dali radę z nylonem dadzą z LED

25.11.2017 18:21 Rafał

@Mariusz
Dziwne że te Ledy ci tak padają. Ja mam całe mieszkanie oledowane i nic nie pada.
Pamiętaj że ledy nie znoszą przegrzewania, to dlatego lepsze otacza się metalem łatwo odprowadzającym ciepło.
O żarówkach Edisona nawet nie wspominaj bo ten wynalazek to raczej służy do nagrzewania pomieszczenia a nie jego oświetlenia.
Jak masz zimne pomieszczenie to sobie możesz odpalić ze trzy 100 watowe edisony i już masz cieplej.

25.11.2017 18:27 Ludomir

Ostatni Nobel z ekonomii powinien rozwiać mgłę, w której się poruszamy rozmawiając o konsumpcji. Korona stworzenia, czyli zwierzę gatunku Homo Sapiens Sapiens w codziennych decyzjach jest tak racjonalny jak pies Pawłowa. Reaguje odruchowo i emocjonalnie. Największe kłamstwo ekonomii, czyli racjonalny konsument nie istniał i nie istnieje. Nie wiedzą o tym ekonomiści natomiast doskonale wiedzą spece od marketingu wielkich koncernów. Kreują nasze potrzeby i zaspakajają je śmieciowymi produktami. W sprawę konsumpcji to nasze rzeczywiste sprawstwo jest niewiele większe niż broilera przy wyborze diety. Żyjemy w ułudzie wolności i wyboru w realu wszystkie nasze decyzje są zmanipulowane przez gigantyczną machinę rynku sterowaną przez kilka klanów właścicieli świata. Nasze osobiste wybory nie mają żadnego znaczenia, bo sterowani jesteśmy jako społeczeństwa i działają tu prawa wielkich liczb i statystyka. Nawet gdyby najbardziej zaangażowani w obronę planety radykalnie ograniczyli swoją konsumpcję popełniając samobójstwo nie miało by to wpływu na obroty supermarketów.

25.11.2017 21:10 Rafał

@LUDOMIR napisał
"Nie wiedzą o tym ekonomiści natomiast doskonale wiedzą spece od marketingu wielkich koncernów"

Tak naprawdę? Ekonomiści o tym nie wiedzą?

Proponuję przeczytać "Pułapki Myślenia" Daniela Kahnemana laureata nagrody Nobla z ekonomii.
Świetna lektura nawiasem mówiąc.

25.11.2017 22:04 CZORNYJ

@RAFAŁ bo są ekonomiści i oficerowie propagandowi którzy ich udają .

Chyba tylko coś takiego mogło by złamać system globalistów ... https://www.youtube.com/watch?v=gHUqNCDwQj4

25.11.2017 22:10 CZORNYJ

Przy okazji problem wzrostu emisji czy utopionych smartfonów też by się rozwiązał . Na dobre kilkaset lat

26.11.2017 9:25 Ludomir

@Czornyj
Jakbyś mi w głowie siedziała

26.11.2017 14:16 observer

@Rafał
"Tak naprawdę? Ekonomiści o tym nie wiedzą?

Proponuję przeczytać "Pułapki Myślenia" Daniela Kahnemana laureata nagrody Nobla z ekonomii."

Czytałeś książkę, a nie wiesz, co w niej jest napisane.

Cytat z książki "Pułapki myślenia" Kahnemana.


"Pewnego dnia na początku lat siedemdziesiątych Amos wręczył mi odbitkę eseju szwajcarskiego ekonomisty nazwiskiem Bruno Frey. Esej omawiał psychologiczne założenia teorii ekonomicznej. Mam przed oczami żywy obraz jego ciemnoczerwonej okładki. Bruno Frey prawie nie kojarzy, że kiedyś coś takiego napisał, jednak ja potrafię do dzisiaj wyrecytować pierwsze zdanie eseju: „W świetle teorii ekonomicznej uczestnik gospodarki jest racjonalny i samolubny, a jego upodobania są trwałe”.


Osłupiałem. Koledzy i koleżanki z wydziału ekonomii pracowali w budynku obok, jednak nie spodziewałem się, jak ogromna różnica dzieli nasze intelektualne światy. Dla psychologa jest czymś oczywistym, że ludzie nie są do końca racjonalni ani całkowicie samolubni, a ich upodobania w żadnym wypadku nie są niezmienne. Robiło to wrażenie, jakby nasze dwie dyscypliny badały dwa różne gatunki istot. Jak to później określił ekonomista behawioralny Richard Thaler – jedni badali ludzi, drudzy „ekonów” (homo economicus)."

Przy okazji wpadłeś w pułapkę myślenia. To, że Kahneman dostał Nobla z ekonomii nie oznacza, że zajmował się ekonomią. Jest psychologiem (i to jest jego główna specjalizacja), który w którymś momencie zaczął prowadzić badania na pograniczu psychologii i ekonomii. Zajmował się ekonomią behawioralną.

https://en.wikipedia.org/wiki/Daniel_Kahneman

"Daniel Kahneman (/ˈkɑːnəmən/; Hebrew: דניאל כהנמן‎‎, born March 5, 1934) is an Israeli-American psychologist notable for his work on the psychology of judgment and decision-making, as well as behavioral economics, for which he was awarded the 2002 Nobel Memorial Prize in Economic Sciences (shared with Vernon L. Smith) which was worth $1 million. His empirical findings challenge the assumption of human rationality prevailing in modern economic theory."

https://en.wikipedia.org/wiki/Daniel_Kahneman#Behavioral_economics

"Behavioral economics

Kahneman and Tversky were both fellows at the Center for Advanced Study in the Behavioral Sciences at Stanford University in the academic year 1977–1978. A young economist named Richard Thaler was a visiting professor at the Stanford branch of the National Bureau of Economic Research during that same year. According to Kahneman, "[Thaler and I] soon became friends, and have ever since had a considerable influence on each other's thinking" (Kahneman, 2003, p. 437). Building on prospect theory and Kahneman and Tversky's body of work, Thaler published "Toward a Positive Theory of Consumer Choice" in 1980, a paper which Kahneman has called "the founding text in behavioral economics" (Kahneman, 2003, p. 438)."



@Rafał
"Świetna lektura nawiasem mówiąc."

Świetna. Twoje komentarze są żywym przykładem błędów w logicznym myśleniu, o których pisze Kahneman. Zwracałem ci zresztą na to wielokrotnie uwagę.

26.11.2017 14:20 observer

@Ludomir
"W sprawę konsumpcji to nasze rzeczywiste sprawstwo jest niewiele większe niż broilera przy wyborze diety."

Nie zgodzę się z tym. Mamy znacznie większy wybór.

Takie twierdzenie jest dobrą wymówką, by nic nie robić. Bo skoro nie mamy wyboru i wszystkim sterują koncerny, to właściwie .... można dać się ponieść wirowi konsumpcji. Przecież i tak nic nie zrobimy.

26.11.2017 18:54 Mariusz

Zgadzam się z Observerem, że mamy wybór. Nie można zdejmować z siebie i nikogo odpowiedzialności.
Kiedy napisałem, że odpowiedzialne za coś są koncerny byłem pod wpływem chwilowego przekonania, że ich zdolności manipulacji są bardzo duże np w kwestii ukrywania różnych właściwości oferowanych produktów naprawde ciężko czasem nie dać się nabrać :-) Ale fakt jest taki, że potem i tak możemy być mądrzejsi. I no napisać potem w necie - UWAGA SZAJS !!! :-))) Mała rzecz a cieszy i coś tam odrobinkę zmienia.

Jestem za wdrożeniem przepisów nakazujących produkcję i sprzedaż tylko bardzo trwałych przedmiotów a przynajmniej takich w których nie ma nieuzasadnionego pogorszenia jakości lub uniemożliwienia naprawy

26.11.2017 19:49 Ludomir

@Obsever
„Nie zgodzę się z tym. Mamy znacznie większy wybór”.
Oczywiście w wymiarze jednostkowym masz rację. Tyle, że moja wypowiedz tyczy skali społecznej.
W sensie osobistej odpowiedzialności ten „większy wybór” jest oczywisty. Dla Chrześcijan jest to wzór Jezusa, w moim osobistym przekonaniu jest to najważniejsze przesłanie w historii lidzkości. Dla wyznawców pieniądza jako źródła wszelkiej wartości kompletnie bez sensu, podobnie jak dla wszelkiej marki miłośników rasy czy kościoła narodowego. Nasze osobiste wybory mają znaczenie dla naszego zbawienia lub poczucia sensu życia. Nasz osobisty przykład może mieć wpływ na ludzi i dlatego jestem zbudowany faktem, że Marcin jest wegetarianinem i cyklistą. Bez tego jego książki byłyby ważnym argumentem społecznym dyskursie tyle, że bez rekomendacji osobistego świadectwa. Wszystko to nie zmienia niestety niczego w mojej wypowiedzi.

26.11.2017 20:03 Mariusz

Ludomir
Przecież ani ja ani ty ani Obserwer nie jesteśmy społeczeństwem. Jesteśmy wszyscy jednostkami :-)

26.11.2017 20:55 Ludomir

@Mariusz
Nie jesteśmy także gospodarką, klimatem, biosferą itp. a wypowiadamy się na ich temat mniej lub bardziej kompetentnie.

26.11.2017 21:20 observer

@Ludomir
"Oczywiście w wymiarze jednostkowym masz rację. Tyle, że moja wypowiedz tyczy skali społecznej."

W skali społecznej jest rzeczywiście gorzej.

Jako społeczeństwo jesteśmy tworem statystycznym. Jednak świadomość jednostki przemnożona przez całe społeczeństwo zmienia statystykę. Ta zmiana statystyki wynika ze świadomości całości społeczeństwa. Dlatego właśnie obecna władza jako jeden z pierwszych zamachów zrobiła na edukację. Zmniejszyła matematykę (co odbije się na logicznym myśleniu kolejnych pokoleń) oraz zwiększyła nacisk na historię (tutaj jest ważne, kto pisze podręczniki). W matematyce trudno się manipuluje, ludzie potrafią potem liczyć, wyciągać logiczne wnioski.

Dyskusja nam trochę odjechała, ale polecam ku rozwadze:

http://www.rp.pl/Komentarze/311199953-Lomanowski-Cyberwojna-matematykow.html
https://archive.fo/rtSvu

"Rosja nie była pierwszym krajem, który użył cyberbroni. Ale obecnie robi to – jak dziś piszemy – na skalę masową. Udało jej się to, gdyż ma wielu potencjalnych cyberwojowników.

Jak się nim zostaje? Cóż, jedyna droga to nauka matematyki. [...]

Gdy w 1991 r. rozpadł się ZSRR, okazało się, że co prawda świetnie nauczano tam teoretycznej matematyki, ale w jej praktycznych zastosowaniach kraj znajdował się daleko za Zachodem. Tyle że mając solidne podstawy teoretyczne, można szybko nadrobić braki. O tym, że to się udało, świadczą kariery emigranta z Rosji Siergieja Grinia, współzałożyciela Google'a, czy Jewgienija Kasperskiego, założyciela i właściciela Kaspersky Lab."

27.11.2017 8:12 Rafał

@Observer napisał:
"Twoje komentarze są żywym przykładem błędów w logicznym myśleniu, o których pisze Kahneman. Zwracałem ci zresztą na to wielokrotnie uwagę"

Dziękuję za zwracanie uwagi.
Twoim obowiązkiem jest edukacja takiego ciemnego kaczystowskiego luda jak my, którzy i tak niedługo wymrą i zostaną sami wykształceni z wielkich ośrodków. Tak więc trochę cierpliwości i nieustawaj w trudnym dziele edukacji prymitywnych nieuświadomionych mas.

27.11.2017 21:09 observer

@Rafał
"Dziękuję za zwracanie uwagi."

Nie ma za co.

@Rafał
"Twoim obowiązkiem jest [...]"

Może przestań wreszcie rozkazywać i mówić, co jest czyim obowiązkiem. Przyjmij do wiadomości, że sam będę decydował o tym, co chcę robić.

@Rafał
"edukacja takiego ciemnego kaczystowskiego luda jak my"

Jak na razie to jesteś Rafale na tym portalu jedynym, który nazwał Ciebie "kaczystowskim" ludem. Nikt tutaj wobec Ciebie nie użył takiego określenia. Sprawdziłem też w wyszukiwarce i wyszło, że jesteś jedynym, który używa określeń "kaczysta", "kaczystowski", itp.


Mógłbyś napisać, co dokładnie rozumiesz poprzez określenie "kaczysta"? Czy jest to zespół Twoich poglądów (jakich)?

@Rafał
"nieustawaj w trudnym dziele edukacji prymitywnych nieuświadomionych mas."

Powinieneś "nie ustawaj" napisać oddzielnie. Spokojnie. Język polski jest trudny, ale jak nie miałeś z nim do tej pory wiele wspólnego, to na początku może wydawać się Tobie skomplikowany, jednak jeszcze się nauczyć.

Co do "prymitywnych, nieuświadomionych mas" (tam powinien być przecinek) to nikt Cię nie określił, jako "prymitywną, nieuświadomioną masę". Natomiast tak, jak każdy człowiek (także i ja) jesteś podatny na błędy poznawcze. To naturalne i nie ma się czym przejmować. Ważniejsze jest, by wyciągać z tego wnioski na przyszłość.

29.11.2017 16:34 logic

@Artykuł

Bla, bla, bla, bla, bla, bla ..........

Wiadomo że to i tak planeta czyli prawa fizyki bedą musiały w koncu rozwiązać te sytuację.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto