George Monbiot: żegnaj hodowlo przemysłowa – i krzyżyk na drogę

Jak przyszłe pokolenia będą postrzegać potworności naszego wieku, patrząc wstecz? Myślimy o niewolnictwie, podporządkowaniu kobiet, torturach, zbrodniach inkwizycji, imperialnych podbojach, ludobójstwach, wojnach światowych czy faszyzmie, i zadajemy sobie pytanie: jak ludzie mogli nie zdawać sobie sprawy z tego, jak przerażających rzeczy się dopuszczali? Jakie szaleństwo naszych czasów będzie brzydzić naszych potomków? – pyta w swym artykule w The Guardian George Monbiot.

Rys. 1. Powiedzieć, że wypasanie zwierząt ma nie niską efektywność liczoną w kaloriach z hektara, to mocne niedopowiedzenie. To niewyobrażalne wręcz marnotrawstwo.

Istnieje wiele możliwości do wyboru. Ale jedną z nich, jak pisze Monbiot, jest trzymanie zwierząt w niewoli na wielką skalę. Chociaż nazywamy siebie miłośnikami zwierząt, dbając dobrze o nasze psy i koty, jednocześnie brutalnie obchodzimy się z miliardami zwierząt. Istot, które są tak samo zdolne odczuwać cierpienie, jak my, czy nasi domowi pupile. Hipokryzja jest tak olbrzymia, że przyszłe pokolenia będą się dziwić, jak mogliśmy tego nie widzieć.

Przemiany w wynikające z rozwoju technologii często stawały się katalizatorem przemian w etyce. Zmiana w naszym podejściu nadejdzie wraz z pojawieniem się sztucznie hodowanego mięsa. To już nie science-fiction. We wrześniu tego roku podpisany został wart 300 mln dolarów chińsko-izraelski kontrakt na zakup sztucznego, wyhodowanego w laboratorium mięsa. Może to oznaczać początek końca tradycyjnego chowu zwierząt gospodarskich. Jednak zanim cierpienia zwierząt się skończą, minie jeszcze wiele lat.

Rozwiązaniem – jak mówią nam sławni kucharze i autorzy książek kucharskich – jest hodowanie zwierząt na świeżym powietrzu – jeść wieprzowinę czy jagnięcinę z wolnego wybiegu, a nie ze zwierząt trzymanych w klatkach. Niestety, choć ten zabieg pozwala skończyć z potwornym okrucieństwem, prowadzi jednak do zniszczenia na globalną skalę. Niemal wszystkie formy chowu zwierząt oznaczają szkody dla środowiska, jednak, żadna tak, jak wypas zwierząt na zewnątrz. Dlaczego? Powodem jest nieefektywność tradycyjnej formy hodowli.  Powiedzieć, że wypasanie zwierząt ma nie niską efektywność liczoną w kaloriach z hektara, to mocne niedopowiedzenie. To niewyobrażalne wręcz marnotrawstwo. Do wypasu zwierząt wykorzystuje się mniej więcej dwa razy tyle powierzchni co na uprawy – jednak zwierzęta żywiące się całkowicie na pastwiskach dają zaledwie jeden z 81 gramów białka, jakie średnio spożywa jedna osoba.

W czasopiśmie Science of the Total Environment możemy zapoznać się z raportem pokazującym, że chów zwierząt i związana z nim produkcja mięsa to największy czynnik powodujący utratę naturalnych ekosystemów. Można powiedzieć, że wypas zwierząt hodowlanych to w pełni zautomatyzowany system ekologicznej destrukcji: wystarczy tylko wypuścić je na pastwisko, a one już zrobią resztą, usuwając sadzonki drzew i upraszczając złożone ekosystemy. Ich właściciele wspomogą proces, zabijając duże drapieżniki.

W Wielkiej Brytanii owce stały się białą plagą niszczącą naturalne siedliska zwierząt.

Rys. 2 Słodkie, nieprawdaż? Owce w Wielkiej Brytanii mają mikroskopijny udział w wyżywieniu, a wymagają do wypasu ogromnych powierzchni.

Dlaczego? Owce dają statystycznemu Brytyjczykowi zaledwie około 1% potrzebnych kalorii, a do wypasu potrzebują aż 4 mln ha terenów pastwisk. To mniej więcej tyle samo, ile wynosi powierzchnia terenów uprawnych, lub ponad dwukrotnie więcej niż zajmują tereny zabudowane (1,7 mln ha). Bogata mozaika gęstych lasów i innych obszarów naturalnych, które kiedyś pokrywały brytyjskie wzgórza, została usunięta, a bioróżnorodność ograniczona do kilku odpornych i radzących sobie z ekspansją cywilizacji gatunków. Szkody poniesione z tytułu wypasu są niewspółmierne do ilości wyprodukowanego mięsa.

Zastąpienie w naszej diecie mięsa soją (z której zresztą obecnie produkuje się paszę dla zwierząt), spektakularnie zmniejszyłoby potrzebną do produkcji żywności powierzchnię (poprawiając przy okazji stan zdrowia, bo zmniejsza ona m.in. poziom cholesterolu, który podnosi wieprzowina, nie mówiąc już o steku z grilla): o 70% w przypadku drobiu, 89% w przypadku wieprzowiny i aż o 97% w przypadku wołowiny. Jedno z badań pokazuje, że gdybyśmy wszyscy przeszli na weganizm, to obecnie wykorzystywane w rolnictwie 15 mln ha brytyjskiej ziemi można byłoby zwrócić naturze. Alternatywnie, Wielka Brytania mogłaby wyżywić dzięki wtedy aż 200 mln ludzi. Koniec hodowli zwierząt na mięso byłby zbawieniem dla przyrody na całym świecie, dla wszystkich naturalnych siedlisk i cudów natury.

Oczywiście ci którzy zajmują się hodowlą i czerpią z niej zyski, odrzucają takie fakty, stosując pomysłowy argument. Jak twierdzą, wypasanie zwierząt daje możliwość wychwytywania węgla z atmosfery i akumulowania go w glebie, w ten sposób spowalniając, a nawet odwracając efekt globalnego ocieplenia. W obejrzanej przez 4 mln ludzi prezentacji TED Allan Savory twierdzi, że jego „holistyczny” wypas zwierząt może pochłonąć tak dużą ilość dwutlenku węgla, że jego stężenie powróci do wartości sprzed epoki przemysłowej. Niestety, pytany o szczegóły nie jest w stanie uzasadnić tych twierdzeń.

Podobne stwierdzenia rzuca Graham Harvey, zajmujący się rolnictwem redaktor z BBC Radio 4 serial The Archers. Harvey jest przekonany, że „amerykańskie prerie są zdolne do pochłonięcia całego CO2, który trafił do atmosfery od czasów Rewolucji Przemysłowej” i wzmacniany przez zrzeszającą ponad 60 tys. rolników Campaign to Protect Rural England oraz inne organizacje farmerów z całego świata głośno promuje swoje poglądy.

Niedawno opublikowany przez Food Climate Research Network raport pt. Grazed and Confused szuka odpowiedzi na pytanie: czy prowadzenie wypasu zwierząt hodowlanych na pastwiskach może spowodować redukcję netto gazów cieplarnianych? Autorzy raportu przez dwa lata badali ten problem i powołując się na 300 źródeł dali jednoznaczną odpowiedź: Nie.

To prawda, jak stwierdzili, że niektóre systemy wypasu zwierząt są lepsze od innych. W pewnych okolicznościach rośliny rosnące na pastwiskach gromadzą węgiel pod ziemią poprzez rozbudowę systemu korzeniowego i układanie ściółki liściowej. Ale twierdzenia takich osób jak Savory i Harvey są „niebezpiecznie mylące”. Dowody potwierdzające dodatkowe możliwości składowania CO2 przez systemy korzeniowe, jak sugerują zagorzali obrońcy hodowli zwierząt (promowane pod chwytliwymi nazwami jako wypasanie „holistyczne”, „regeneracyjne” czy „adaptacyjne”), są słabe i sprzeczne, i że jeśli w ogóle są jakieś efekty wychwytu CO2, to są one niewielkie.

Tak naprawdę hodowla zwierząt w nieunikniony sposób przyczynia się do emisji CO2. Najlepsze co możemy zrobić, to zmniejszyć o 20 do 60% emisje antropogenicznych gazów cieplarnianych emitowanych przez zwierzęta gospodarskie. I nawet to może być nadmiernie optymistycznym oszacowaniem: niedawny artykuł opublikowany w czasopiśmie Carbon Balance and Management sugeruje, że ilość metanu (silnego gazu cieplarnianego) emitowanego przez gospodarstwa rolne została zaniżona. W każdym przypadku magazynowanie węgla w glebach pastwisk nie jest w stanie zrekompensować własnego wpływu hodowli zwierząt na klimat, o emisjach gazów cieplarnianych przez cywilizację przemysłową nawet nie wspominając. „Chciałbym zobaczyć zamieszczone przez zespół TED ostrzeżenia przed filmem Savory’ego, zanim ten wprowadzą więcej ludzi w błąd”, powiedział George Monbiot.

W ostatecznym rozrachunku stajemy w obliczu niewygodnego faktu: hodowla zwierząt na wielką skalę jest równie niemożliwa do pogodzenia z trwałą przyszłości człowieka i innych gatunków, jak wydobywanie i spalanie węgla.

Te rozległe obszary pastwisk, z których otrzymujemy tak niewiele tak wysokim kosztem środowiskowym, lepiej byłoby wykorzystać do masowej odbudowy naturalnych ekosystemów. Rezygnacja z wypasu zwierząt i w ogóle z produkcji mięsa nie tylko przyczyni się do odwrócenia katastrofalnej w skutkach utraty siedlisk, różnorodności i bogactwa przyrody – powracające w miejsce pastwisk lasy, bagna czy sawanny pochłoną znacznie więcej węgla niż najbardziej wyszukane formy wypasu zwierząt.

Zakończenie hodowli zwierząt może być dla wielu trudne do przełknięcia. Ale jesteśmy odpornym i zdolnym do adaptacji gatunkiem. Doświadczyliśmy szereg zaskakujących zmian: przyjęliśmy na przykład osiadły tryb życia, rolnictwo, urbanizację czy przemysł.

Teraz nadszedł czas na nową rewolucję, niemal równie głęboką co poprzednie przemiany – przejście na dietę roślinną. Można przyjąć, że – w zależności od tego, jak bardzo wiernej kopii mięsa oczekujemy (dla mnie na przykład Quorn jest w zasadzie nieodróżnialny w smaku od drobiu lub mielonego) – już dostępna lub tuż za rogiem. Przełom etyczny już następuje: w kraju pieczonej wołowiny, jakim jest Wielka Brytania, żyje pół miliona wegan, a ich liczba w ciągu 10 lat wzrosła aż o 360%. Nadszedł czas, aby porzucić wymówki, fałszywe uzasadnienia i uspokojenia. Nadszedł czas, by dokonać moralnego wyboru.

Hubert Bułgajewski na podst. Goodbye – and good riddance – to livestock farming

Komentarze

02.11.2017 10:44 mol

@Hubert jesteś weganem ?
Wyeliminowanie spożycia mięsa czy produktów od zwierzęcych rodzi problem suplementacji witaminy B12. Ja w październiku znacznie ograniczyła spożycie mięsa a rzecz diety wegetariańskiej. Jak narazie jest super m.in przez to, że czuję się lekko.

02.11.2017 16:48 Rafał

To jest jakiś absurd. Ja rozumiem że zaproponujecie wegetarianizm, nawet sam byłbym za, ale widzę że idziecie na całość proponując weganizm.
Czyli co, jajecznicy nie zrobię?
A przepraszam a jak będę chciał sobie hodować parę kurek na jaja to przyjdzie czerezwyczajna komisja ekologów i kurki weźmie?
Nie przesadzajcie, proszę.
Zaproponujcie wegetarianizm. Tylko co zrobić z tymi którzy ubogacają teraz Europę, czy oni też przejdą na kiełki?

02.11.2017 18:26 Marcin Popkiewicz

@Rafał
Wieczny wzrost, z rosnącym zużyciem zasobów i emisją zanieczyszczeń na skończonej planecie nie jest możliwy. Kiedyś (i nie jest to raczej jakaś bardzo odległa przyszłość) się skończy, zasadniczo przez włączanie się niekorzystnych dla naszej gospodarki sprzężeń zwrotnych, które będą stanowić obciążenie dla wzrostu i go zahamują (a pewnie i doprowadzą do mniej lub bardziej poważnego i gwałtownego skurczenia się gospodarki), takich jak zmiana klimatu czy coraz trudniejszy dostęp do zasobów.
To będzie bardzo nieprzyjemne. Jedyną sensowną alternatywą jest podjęcie przez nas działań w celu znaczącego zmniejszenia naszej presji na zasoby i środowisko. Jeśli (z różnych względów) tego nie zrobimy, zrobi to za nas seria kryzysów. A im dalej idziemy drogą wzrostu gospodarki i populacji, tym trudniejsze i bardziej bolesne będą pozostałe opcje.
Koszt środowiskowy jedzenia mięsa jest bardzo wysoki, szukajmy rozwiązań jego redukcji. Autor artykułu szuka rozwiązań, choć też przyznaje, że "zakończenie hodowli zwierząt może być dla wielu trudne do przełknięcia."

02.11.2017 18:38 CZORNYJ

@RAFAŁ jawna reklama soi , a ta pochodzi w większości z korporacyjnych upraw gmo podlewanych hektolitrami roundupu .
Albo "mięso" hodowane w kadziach przedstawiane jako "moralna" alternatywa .
Oczywiście tej technologii nie będą przodować drobni rolnicy :D

Masz jeść syntetyczną paszę , wywołane tym choroby leczyć garściami korporacyjnych leków i umrzeć zaraz po okresie przydatności produkcyjnej żeby nie obciążać systemu .

Jeszcze trochę uprawa swoich warzyw i hodowla kur będzie przejawem buntu .

02.11.2017 20:30 adaś

@Rafał
To JEST artykuł z The Guardian, Hubert uznał, że jest ciekawy i zamieścił na tej stronie.
To NIE JEST deklaracja programowa portalu "ziemianarozdrożu"
Więc po raz kolejny pytam, kogo masz na myśli pisząc:
"zaproponujecie, idziecie na całość, nie przesadzajcie"

02.11.2017 20:39 adaś

W mojej miejscowości mieszka pani która jest właścicielką kilku ferm kurczaków. I ta pani NIE JE kurczaków ze swoich ferm- wiem to na pewno.
Gdyby każdy w mojej miejscowości zamiast kosić trawnik i pakować skoszoną trawę do worków które gmina wywozi na wysypisko zużył ją inaczej... Może karmił jednego króliczka albo trzy kury. Wtedy jadłby zdrowiej, na karmione hormonami kurczaki byłby mniejszy popyt a i środowisko miałoby się lepiej.

02.11.2017 20:59 Kloszard

Wywożenie liści i związne z tym sterylne trawniki z tujami uważam za bardzo brzydkie. Sam mam trocszkę hektarów i w zasadzie nie koszę trawy. Większość jest porośnięta przez rodizme gatunki drzew i trawa po prostu nie rośnie pod nimi. Tam gdzie jest trochę otwartego terenu poszedłem w mieszankę roslin łąkowych od Łukasz Łuczaja. Kosa do ręki raz w roku - efekt, piekna łąka kwietna. Bez pestycydów, bez nawożenia, bez ciągłęgo kompulsywnego koszenia, śmiesznie tanio.

03.11.2017 11:23 Hubert

@ mol
Na śniadanie jem rogale i wafle

03.11.2017 14:02 Rafał

@MARCIN POPKIEWICZ
Ja to wszystko rozumiem, to co piszesz jest logiczne i wynika z podstawowych praw termodynamiki.
Ale może trochę wolniej, wegetarianizm jest dobry, chociaż sam nim nie jestem mógłbym się jakoś dostosować, mięsa i tak jem mało.
Ale bez jajek które są prawdziwą kopalnią witamin i mikroelementów sobie nie poradzę.
Już wegetarianizm jest dietą "trudną" dla organizmu w dłuższej perspektywie, trzeba wiedzieć co i jak żeby dostarczyć komplet białek, witamin, mikroelementów.
Natomiast weganizm to już hardcor i na razie to zabawka dla bogaczy, sklepy ekologiczne i tym podobne farmazony.
Może się mylę. Jeśli tak to proszę o podanie TANIEGO!!!!!!! jadłospisu wegańskiego który w dłuższej perspektywie nie spowoduje spustoszeń w organizmie i który jest w stanie dostarczyć np. 2500 kcal/dobę.(czasami trzeba fizycznie popracować) Jak będzie dobry to sam spróbuję bo mam już dość żarcia z supermarketów.

03.11.2017 20:08 WJ

Mnie się wydaje, że biznes "hodowla sztucznego mięsa" ludzie uczynią (jak wszystko) dochodowym, aż do zatracenia szczytnej idei, która mogła być jego inspiracją.
To trochę jak z weganizmem. Czy większe są koszty środowiskowe związane są ze zjedzeniem jajka od własnej kury, czy ze spożywaniem wyłącznie pokarmów roślinnych, jednak najczęściej z odległych terenów, a nawet kontynentów?
Zgadzam się, że nadszedł czas na "nową rewolucję", tylko, że dostrzegam jej konieczność w zmianie świadomości dotyczącej każdej sfery życia- nie tylko jedzenia, lecz konsumpcji szeroko rozumianej, której podlega wszystko z czego korzystamy.
Smucą mnie te czasy, w których to co było niegdyś dostępne każdej żywej istocie, bez względu na gatunek( myślę i o ludziach) i jej miejsce w hierarchii czyli czyste powietrze, woda i prosty pokarm, uczyniliśmy ekskluzywnym towarem, dostępnym wkrótce tylko uprzywilejowanym. I marnie to pocieszenie, że i oni niebawem to stracą...
No to przysmęciłam...

Potrzeba tu Ludzi z wiarą w Ludzi.
Czy są wśród nas tacy? Z radością poczytam, a nawet pogadam :)

03.11.2017 20:10 WJ

@RAFAŁ
Dopiero teraz przeczytałam Twój komentarz.
No proszę pewna zbieżność treści :)))
A to niespodzianka :)

04.11.2017 7:49 Rafał

@WJ
Dlaczego się dziwisz? Artykuł porusza ważną kwestie i nie ma w nim słowa "Kaczyński", "PiS". Oraz nie wyczuwam diabelskiej siarki neomarksizmu. Chyba że mi się węch stępił?

04.11.2017 9:38 PIT

Oczekiwać ograniczenia konsumpcji przy rosnącej globalnej populacji to jak oczekiwać na wygraną w totolotka.

Powodzenia życzę :-)

04.11.2017 11:27 Devak

@Rafał
ten swąd siarki dochodzi tak samo od neoliberałów

04.11.2017 22:03 mol

"Ale bez jajek które są prawdziwą kopalnią witamin i mikroelementów sobie nie poradzę.
Już wegetarianizm jest dietą "trudną" dla organizmu w dłuższej perspektywie, trzeba wiedzieć co i jak żeby dostarczyć komplet białek, witamin, mikroelementów."
Rafał zależy, którą wersję wegetarianizmu wybierzemy. Ja wybrałem tą gdzie nie spożywa się mięsa a produkty od zwierzęce i ryby już tak. Problemu z białkiem ani witaminami nie powinienem mieć.

05.11.2017 7:43 Piotr

@Rafał
Dziękuję za zaangażowanie w dyskusji i zainteresowanie tematem.
Przykładowa rozpiska dziennej diety za 3zł: 200g fasoli - 80groszy (4zł za kg), 300g kaszy jęczmiennej - 45gr, prąd żeby ugotować w szybkowarze 18gr, 3,7 litra wody z kranu - 2gr, 30 gram siemienia lnianego - 11gr, 30 gram łuskanych ziaren słonecznika - 15gr, 300g marchewki - 45gr, 400g kapusty - 40gr, 2 razy w tygodniu tabletka B12 - 6gr dziennie, 2g korzenia kurkumy - 10 gr. W sumie 2zł 72gr. Innego dnia można zaszaleć i zamiast marchewki i kapusty kupić brokuł, zamiast fasoli ugotować inne strączki (soczewicę, ciecierzycę, groch, soję), zamiast kaszy jęczmiennej wziąć inną kaszę lub płatki (np. owsiane). Suche ziarna kupuję w hurtowych ilościach stąd wychodzi tanio za gram. W sezonie polecam jagody i od czasu do czasu pieczarki, żeby wzbogacić dietę o nowe mikroelementy.
Nawet jakbyś codziennie jadł tę samą rozpiskę to wyjdzie na zdrowie, bo zawiera zalecane dawki aminokwasów, tłuszczy (w tym ω-3, ω-6), minerałów (sód, potas, wapń, fosfor, magnez, żelazo, cynk, mangan, miedź, jodyna, chrom, molibden, selen) i witamin (A, D, E, Cholina, C, B1, B2, B3, B5, B6, B7, B12, K i kwas foliowy).
Dla odmiany dwa ugotowane jajka (45g) mają 336 mg cholesterolu, a maksymalna dzienna dawka to 200 mg.
Żeby mieć niedobór białka musiałbyś jeść sam cukier. W szpitalach nie ma kolejek ludzi z niedoborem białka, za to szpitale często odwiedzają pacjenci z wysokim cholesterolem i chorobami układu krążenia. Do asymilacji azotu ze związków nieorganicznych zdolne są rośliny, niektóre bakterie oraz grzyby. Zwierzęta i ludzie muszą dostarczać w diecie NH4 z roślin lub zwierząt, które jadły rośliny (lub jadły zwierzęta, które jadły zwierzęta, które jadły rośliny).
Więcej o przystosowaniach biologicznych obejrzysz w 7 minutowym filmiku: https://youtu.be/IxHMTh-xOrI (na końcu jest link do diety roślinnej za 3zł dziennie).
Masz dobry pomysł, żeby zacząć od wegetarianizmu. Stopniowe eliminowanie produktów odzwierzęcych pozwala organizmowi się dostosować i wykształcić kultury bakterii potrzebne do fermentacji błonnika.

06.11.2017 2:23 gupol(szukam w OZE)

ten artykuł zasługuje na tytuł satyry miesiąca;)
po pierwsze, mamy tytuł: "ŻEGNAJ HODOWLO PRZEMYSŁOWA – I KRZYŻYK NA DROGĘ"

a tymczasem ten artykuł nie mówi nic o zamkniętych hodowlach przemysłowych gdzie zwierzęta karmione są zbożami i soją tylko o... pastwiskowej hodowli przeżuwaczy, która np w USA czy EU dostarcza mniej niż 2% ogólnej produkcji mięsa. śmiech na sali.

@"Do wypasu zwierząt wykorzystuje się mniej więcej dwa razy tyle powierzchni co na uprawy – jednak zwierzęta żywiące się całkowicie na pastwiskach dają zaledwie jeden z 81 gramów białka, jakie średnio spożywa jedna osoba."

to prawda, tyle że nie wszystkie tereny nadają się na uprawy i nie można ich wykorzystać inaczej niż tylko do wypasu zwierząt. np tylko w naszym kraju jest parę milionów ha w górach oraz na nizinach w obniżeniach terenu gdzie ciągle utrzymuje sie wysoki poziom wody gruntowej i żadne uprawy oprócz trawy się tam nie udadzą. nie mówiąc że ciężki sprzęt tam nie wjedzie. przecież wszędzie stawów rybnych nie zrobimy a trawa jest po prostu niezniszczalna. wytrzymuje susze, wielotygodniowe zalanie wodą, upały i mrozy, deptanie, no i błyskawicznie odrasta po skoszeniu. do tego nic oprócz drzew nie jest w stanie jej zagłuszyć, praktycznie żadna choroba jej nie bierze i żaden szkodnik nie chce jej żreć.(w przeciwieństwie do roślin uprawnych). więc jej utrzymanie prawie nic nie kosztuje.

@"że chów zwierząt i związana z nim produkcja mięsa to największy czynnik powodujący utratę naturalnych ekosystemów. Można powiedzieć, że wypas zwierząt hodowlanych to w pełni zautomatyzowany system ekologicznej destrukcji..."

to już jest manipulacja. dlaczego autor nie dopisał że chodzi o niszczenie naturalnych ekosystemów pod uprawę soi, kukurydzy i palmy olejowej żeby pozyskać paszę dla przemysłowo hodowanych świń i kurczaków?

no i ciekawe jak 200 mln ludzi w UK miałoby się utrzymać na mniej niż 5 mln ha ziemi uprawnej? to daje jakieś 2 ary na osobę i tylko 1 zbiory w roku.czyli znacznie, znacznie mniej niż w bangladeszu i zapewne podobny musiałby być poziom życia tych osób.

można by się tak czepiać jeszcze długo ale do rzeczy:

hodowla zwierząt zjadających to czego my nie możemy ( słoma, łęty, resztki po przetworzeniu warzyw i owoców) to najefektywniejsze podejście do kwesti produkcji mięsa.
rezygnacja z hodowli zwierzat to mżonka dalece bardziej niedorzeczna niż dobrowolna rezygnacja z paliw kopalnych. to się nigdy nie stanie ale można to zmodyfikować. lepiej zjeść kawałek wołowiny, baraniny czy "koźlęciny" hodowanej na roślinnych odpadkach raz w tygodniu niż codziennie opychać się drobiem i wieprzowiną która powstała z soi albo kukurydzy GMO rosnących na miejscu lasów tropikalnych.

całkowite przejście na wegetarianizm... brzmi wspaniale. jak utopia. skoro wg badań tylko 20% hindusów to wegetarianie. i to zapewne ta najbiedniejsza cześć populacji której nie stać na mięso. sory ale jeśli nawet hindusi nie dają rady to jak mieć pretensje do reszty świata?
a co do ograniczenia hodowli zwierząt to przykład Masajów dobrze go ilustruje - wzrost populacji zmusza ich do rezygnacji z hodowli bydła i zajęcia się rolnictwem. wszystko ma swoje limity i trzeba się do nich dostosować. nas też to czeka. tyle że nie w postaci zakazu jedzenia mięsa tylko jego ograniczenia. znając życie, po prostu mięso znowu będzie tylko dla bogatych.

06.11.2017 13:36 Kloszard

@GUPOL
Wszystko fajnie tylko, że w krajach Ameryki Południowej i Środkowej główną przyczyną niszczenia lasów tropikalnych i innych zbiorowisk jak cerrado lub chaco są właśnie pastwiska dla bydła. Wystarczy podać kraje takie jak Brazylia, Paragwaj i Nikaragua. Soja głównie w Brazylii w stanach Para i Mato Grosso - ale i tak zajmuje mniejszą powierzchnie niż pastwiska. Palma olejowa głównie dotyczy Azji Płd-Wsch, a Ameryce Południowej nadal odgrywa niewielką rolę w wylesianiu. Co ciekawe tradycyjny wypas bydła w regionach zalewowych Pantanalu czy wenezuelskim Llanos nie wpływa negatywnie na tamtejszy ekosystem.

06.11.2017 13:38 Kloszard

Tak więc wołowina, soja i olej palmowy globalnie w największym stopniu przyczyniają się do destrukcji ekosystemów tropikalnych.

06.11.2017 14:49 CZORNYJ

Tylko z tym cholesterolem też ciągle kombinują , raz tyle , za rok badania że jednak tyle , dobry , zły itd . Według mnie jajka z wolnego wybiegu czy masło są dobre , a towot sprzedawany pod nazwą margaryny i oleje tłoczone na gorąco złe . Z obserwacji większość ludzi mających problemy z miażdżyca używa dużych ilości tego świństwa . Bo "zdrowe" i w procesie produkcji wcale nie powstają tłuszcze trans i toksyczne estry .
No i z kolei w drugą stronę za mało dobrego cholesterolu to problemy z przyswajaniem witamin , układem odpornościowym i większe ryzyko raka .

@GUPOL z tego co wiem o permakulturze od pewnego momentu do zamknięcia obiegu pierwiastków w gospodarstwie zwierzęta są potrzebne . Po prostu nie ma co robić z niejadalnymi dla człowieka i kiepsko kompostującymi się resztkami .

06.11.2017 20:57 Piotr

@czornyj organizm człowieka sam wytwarza cholesterol, kiedy go potrzebuje. Nie musimy go dostarczać go w diecie. Lepiej unikać produktów z dużą ilością cholesterolu, bo łatwo można przekroczyć maksymalną dzienną dawkę.

06.11.2017 22:56 CZORNYJ

@PIOTR nie do końca , produkuje tylko pewną część . Do 75 % w przypadku nie wykonywania ciężkiej pracy czy sportu . Np wyczynowi sportowcy zjadają nawet i kilkadziesiąt jaj dziennie a cholesterol mają w normie bo go spalają na regeneracje tkanek .
Swoją drogą też ciąża i laktacja :)

08.11.2017 1:00 gupol(szukam w OZE)

@kloszard
"Wszystko fajnie tylko, że w krajach Ameryki Południowej i Środkowej główną przyczyną niszczenia lasów (...) są właśnie pastwiska dla bydła."

dobrze ale zrozum że to jest tylko pierwszy a nie ostateczny czy docelowy etap zajmowania nowych terenów.
weźmy np brazylię - w ciągu ostatnich 25 lat wykarczowano tam jakieś 40 mln ha lasu a mimo to całkowita powierzchnia pastwisk w tym czasie właściwie się nie zmieniła. po prostu na każdy 1 ha nowego pastwiska powstającego na miejscu lasu, przypada 1 ha nowego gruntu ornego powstałego na miejscu starego pastwiska.

ale ok, załóżmy że przeżuwacze są wszystkiemu winne i wprowadzamy całkowity zakaz ich hodowli na całym świecie.
czy wtedy niszczenie lasów i innych zbiorowisk się skończy a dawne pastwiska wrócą do natury?
nic podobnego. ceny mięsa skoczą do takich poziomów że na miejscu niedawnych pastwisk powstaną pola soi, kukurydzy i innych zbóż a między nimi ogromne fermy przemysłowe dla świń i drobiu.

@"Co ciekawe tradycyjny wypas bydła w regionach zalewowych Pantanalu czy wenezuelskim Llanos nie wpływa negatywnie na tamtejszy ekosystem."

no popatrz, aż nie chce mi się w to wierzyć. myślałem że to degraduje te tereny tak jak wypas na stepach i sawannach. a wiesz co sie stanie gdy z tych terenów zniknie bydło? oczywiście zostaną osuszone i pójdą pod uprawę. nie będzie ich wogóle.

i podobnie jest z cerrado bo nie wiem czy wiesz ale cerrado do rodzaj południowoamerykańskiej sawanny gdzie dominują tereny trawiaste. są to zatem naturalne pastwiska, podobnie jak stepy czy prerie. i albo będą tam się pasły przeżuwacze albo będą tam orały pługi. proste.

z drugiej strony sam fakt że tak ogromne obszary ziemi są wykorzystywane w tak nieefektywny sposób jak wypas zwierząt świadczy o tym że mamy na tej planecie jeszcze ogromne rezerwy ziemi uprawnej które można wykorzystać do produkcji żywności.
cóż, sory ale póki nasz gatunek przeżywa swój ewolucyjny sukces, gatunki stojące mu na drodze będą przeżywały swoją ewolucyjną klęskę.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto