2017. Rok katastrof w USA: żniwo ludzkiej bezmyślności wobec natury

Tornada zimą, czyli o nieaktualności powiedzenia „obchodzi mnie, jak zeszłoroczny śnieg”

Zanim w USA uderzyły trzy potężne huragany, kraj nawiedziły tornada i burze. Dotkliwy okazał się już początek 2017 roku, kiedy seria tornad i burz przeszła od Teksasu po Karolinę Południową. Z kolei zachodnie wybrzeże USA nawiedziły sztormy i ulewy, wywołując powodzie w wysuszonej wcześniej przez długotrwałą suszę Kalifornii. W sumie zginęły 24 osoby, a straty przekroczyły miliard dolarów. Kolejne tygodnie i miesiące przynosiły następne klęski. Kalifornia dalej doświadczała ciężkich opadów deszczu, które przyczyniły się do powstania kolejnych powodzi i osunięć ziemi. Zagrożona była wtedy Zapora Oroville, a groźba nagłego przelania się wody z jeziora o tej samej nazwie zmusiła 188 tys. osób do ewakuacji. Na szczęście czarny scenariusz się nie ziścił i tama przetrwała.

Huragany: straty jakich historia dotąd nie znała

Tornada i powodzie, jakie nawiedziły USA zimą 2017 roku nie miały wpływu na decyzję Donalda Trumpa, który 1 czerwca wypowiedział porozumienie paryskie z 2015 roku. Przypomnijmy, że celem tzw. Paryskiego Porozumienia Klimatycznego jest redukcja emisji dwutlenku węgla i tym samym uniknięcie wzrostu temperatury globalnej o ponad 2oC względem ery preindustrialnej.

Rys.1: Akcja ratunkowa prowadzona przez amerykańską Gwardię Narodową w Taksasie, 28 sierpnia 2017 roku. autor: Zachary West, Wikipedia

Prawie trzy miesiące później nadeszło ostrzeżenie… w postaci huraganu Harvey. Huragan ten był wręcz doskonałą ilustracją błędności przekonań Donalda Trumpa, przekonującego, że odejście od paktu klimatycznego przyniesie Ameryce same zyski: odrodzi się górnictwo, rozwinie się przemysł ciężki, znikną ciążące z powodu ochrony środowiska podatki i ograniczenia w działalności wydobywczej, w wyniku czego wielu ludzi znajdzie nową pracę. Sęk w tym, że swoista odpowiedź klimatu na populizm Trumpa okazała się gwałtowna i dość brutalna: huragan Harvey, który pod koniec sierpnia uderzył w południe Teksasu i jego największe miasto Houston. Straty pod wieloma postaciami przewyższyły to, co pokazał ponad 10 lat temu huragan Katrina. Gubernator Teksasu, Greg Abbott powiedział, że rozmiary zniszczeń i skala zjawiska przewyższyła huragan z 2005 roku. Sama pomoc dla poszkodowanych mieszkańców będzie wymagać 120 mld dolarów. Z kolei ekonomiści z Barclays ocenili, że huragan Harvey może zauważalnie odbić się nawet na amerykańskim PKB na 2017 rok. Do 14 października potwierdzono śmierć 88 osób, gdzie główną przyczyną śmierci były utonięcia z powodu nagłych wezbrań wody.

Rys.2: Floryda nocą, przed i po uderzeniu huraganu Irma. NOAA

Najgłośniejszą na świecie w tym roku w USA katastrofą był huragan Irma. Przetoczyła się ona przez Karaiby, siejąc tam spustoszenia, a następnie uderzyła we Florydę, kierując się wzdłuż jej zachodniego wybrzeża. Najsilniejsze uderzenie przyjął archipelag wysp Florida Keys, gdzie jedna czwarta budynków została całkowicie zniszczona, a 90% zabudowań odniosło mniejsze lub większe uszkodzenia. Huragan zmusił do wprowadzenia stanu wyjątkowego, oraz przymusowej ewakuacji 6,3 mln mieszkańców południowej części Florydy, w tym Miami, a na autostradach wiodących na północ utworzyły się gigantyczne korki. Huragan spowodował uszkodzenia sieci energetycznej, a 4,4 mln gospodarstw domowych w tym firm i przedsiębiorstw zostało pozbawionych dostępu do prądu. Zdjęcie powyżej pokazuje, jak huragan Irma zmienił region Florydy. Śmierć w wyniku uderzenia huraganu Irma poniosło 95 mieszkańców USA.

Tak duży rozmiar zniszczeń jest trudny do precyzyjnego oszacowania. Szacunki mówią, że oba huragany mogły wygenerować łączne straty finansowe w wysokości co najmniej 150 do 200 mld dolarów, według wstępnych szacunków Moody's Analytics. Są to wstępne szacunki, i mogą one ulec zmianie. Według AccuWeather straty te mogą sięgnąć nawet 290 mld dolarów, wszystko też będzie zależało też ilości sum wydanych przez ubezpieczycieli na pokrycie strat. Chuck Watson z Enki Research powiedział, że skutki uderzenia huraganu Irma poważnie odczują lokalne firmy ubezpieczeniowe. Nie tylko dlatego, że sam huragan okazał się kosztowny, ale dlatego, że duże krajowe firmy wycofały się z ubezpieczeń w wyniku działania ekstremalnych zjawisk pogodowych w połowie ubiegłej dekady.

Niedługo później, 20 września, huragan Maria uderzył w będącą częścią USA wyspę Puerto Rico. Mija już prawie miesiąc, a dostępu do elektryczności wciąż nie ma ponad 80% mieszkańców wyspy, a niecałe 2/3 ma dostęp do czystej wody pitnej. Koszty odbudowy po huraganie Maria - o którym być może, w Polsce, nie wszyscy choćby raz słyszeli - są szacowane na ponad 50 mld dolarów (!!!). Odbudowa zniszczonej przez huragany infrastruktury będzie bardzo kosztowna, będzie też wymagać długotrwałej ciężkiej pracy dziesiątek tysięcy ludzi. 

Czy takie scenariusze miał na myśli Donald Trump, mówiąc o korzyściach finansowych i miejscach pracy będących owocami braku polityki ochrony klimatu?

Kalifornia w ogniu

Tornada zimą i rekordowe huragany latem to nie koniec tegorocznej złej passy Stanów Zjednoczonych. Kolejną katastrofą okazały się niszczycielskie pożary. Pożary w USA zdarzają się każdego roku i w sumie są nieodłącznym elementem rzeczywistości zachodniej części kraju. Jednak w tym roku sytuacja stała się naprawdę dramatyczna.

Rys.3: Smugi dymów z pożarów lasów i zarośli w północnej części Kalifornii, 11 października 2017. NASA

Jeszcze zimą i wiosną w Kalifornii było wilgotno i często padał deszcz. Potężna susza, która dręczyła region przez ostatnie lat zniknęła. Ale lato, a szczególnie jego końcówka, przyniosło zmianę. Temperatury wzrosły, a ziemia zaczęła się szybko wysuszać. Choć dane amerykańskiego monitoringu susz nie wskazują, że sytuacja jest zła, to susza w regionie staje się faktem, czego obrazem są potężne pożary.

Pożary wybuchły z 8 na 9 października i bardzo szybko zaczęły się rozprzestrzeniać pod wpływem silnego wiatru. Już 10 października ogień strawił 56 tys. ha lasów i zarośli i zagroził słynnym kalifornijskim winnicom w Dolinie Napa, w północnej części stanu. Z każdą kolejną godziną rosły straty związane z działaniem szybko rozprzestrzeniających się pożarów. Szybko rosła też liczba ofiar, już 11 października w pożodze zginęło 17 osób, ostateczny bilans to 40 zgonów. W wyniku działania ognia najbardziej ucierpiało miasto Santa Rosa, gdzie spaleniu uległo 5700 domów i zakładów pracy, a 100 tys. osób musiało zostać ewakuowanych. Pożar łącznie strawił prawie 90 tys. ha terenu.

Rys.. 4: Zgliszcza po przejściu pożaru w mieście Santa Rosa w północnej Kalifornii. AJ+, Twitter

Co stoi za pożarami w Kalifornii? Nałożyło się na siebie wiele przyczyn. Po długotrwałej suszy zimą przyszły wyższe od normy opady, które sprzyjały rozrostowi roślinności. Opady od maja do lipca były prawie w normie – co w kalifornijskim klimacie oznacza prawie brak opadów. Kiedy następnie późnym latem region Kalifornii nawiedziła seria rekordowych fal upałów (ukłony w stronę ocieplania się klimatu), którym towarzyszył silny wiatr, wierzchnia warstwa gleby wyschła, podobnie jak i sama roślinność. Sucha roślinność, która po bardzo wilgotnej zimie mocno się rozrosła, a następnie została wysuszona na wiór, zapewniła pożarom mnóstwo paliwa. Często występujący silny wiatr pomagał w gwałtownym rozprzestrzeniani się ognia. Stąd praktyczna niemożliwość zapanowania nad żywiołem i tak duża liczba ofiar.

Podobnie jak w przypadku huraganów, raczej nie takie scenariusze miał na myśli Donald Trump, mówiąc o korzyściach finansowych i miejscach pracy będących owocami braku polityki ochrony klimatu...

Hubert Bułgajewski, REO.pl

Komentarze

20.10.2017 16:01 PIT

Niektóre rejony Kalifornii po tym pożarze wyglądają jak po zrzuceniu bomby atomowej.

Wypalone wszystko do gołej ziemi, a ludzie którzy nie zdołali uciec zostali zwęgleni do takiego stopnia że ich kości mieściły się do pudełeczka.

21.10.2017 6:33 Rafał

Uważajcie towarzysze na stonkę ziemniaczaną w przyszłym roku, już teraz trzeba mobilizować aktyw.

21.10.2017 10:33 ludomir

@RAFAŁ
Też uważam, że to nie jakieś wymyślone przez Chińczyków, cyklistów i wegan zmiany klimatyczne są przyczyną klęsk żywiołowych w USA a po prostu gniew Boży za gender, holokaust nienarodzonych, małżeństwa pedałów, ateizm i kryptokomunizm intelektualistów.

21.10.2017 13:40 Galahad

@Ludomir
Trafiłeś w sedno :)

21.10.2017 18:11 Rafał

@Ludomir
Nic mi nie wiadomo o tym aby to był gniew Boży gdyż ON jako taki jest tylko bytem hipotetycznym a nawet gdyby istniał to czy interesowałby GO kryptokomuch na jakiejś śmiesznej i mało istotnej planecie?

Prezentujecie typowo sekciarską mentalność przypisując mi rzeczy o których nie mówiłem.

Po prostu trzeba się z wami zgadzać i już, bo jak nie to ekskomunika.
Powiedzmy sobie szczerze tu chodzi o robienie polityki pod pozorem szlachetnych intencji. Ja obłudę wyczuwam od razu.
Ci konserwatyści z których się tak śmiejecie. Dlaczego nie próbujecie z nimi rozmawiać?
Już odpowiadam: BO MACIE MENTALNOŚĆ TYPOWO SEKCIARSKĄ!!!

21.10.2017 20:12 PIT

To jest dość typowe, najpierw doprowadza się do przeludnienia i niszczy środowisko, a później trzeba umyć rączki i zwalić na "gniew Boży".

No to nie my robimy to "Bóg tak chciał".

Macie szczęście że tzw. "gniew Boży" nie istnieje bo by wam tyłki usmażył za zrzucanie winy na niego.

21.10.2017 22:12 WJ

@RAFAŁ
Zainspirowałeś mnie do zdania- W psychologii istnieje pojęcie projekcji..

22.10.2017 2:35 gupol(szukam w OZE)

a wy znowu patrzycie na kwestię "od d..y strony". klęski żywiołowe były, są i będą. żadna "ochrona klimatu", (że co k$%&@?) nie da żadnych gwarancji poprawy sytuacji.
ale muszę przyznać że podoba mi się tytuł tego artykułu. jeśli autor celowo stworzył tą interpretacyjną wieloznaczność to chylę czoła.
w rzeczy samej, żniwo zbiera ludzka bezmyślność - do klęsk żywiołowych trzeba się przygotować. tą lekcję matka natura daje nam od tysięcy lat ale homo sapiens to chyba niezbyt pojętny uczeń ( btw. trzeba być aroganckim ignorantem żeby tak nazwać własny gatunek) skoro ciągle powtarza te same błędy.

pozostaje mieć nadzieję że skoro natura zmiotła z powierzchni tych krajów całą badziewną infrastrukturę
(którą można skrótowo określić hasłem " byle jak, byle tanio i jakoś to będzie") to budowa następnej będzie bardziej przemyślana, odporna i dostosowana do podobnych zjawisk w przyszłości.

22.10.2017 11:24 ludomir

@GUPOL(SZUKAM W OZE)
Istotnie "żadna "ochrona klimatu", (że co k$%&@?) nie da żadnych gwarancji poprawy sytuacji." Natomiast brak "ochrony klimatu" daje pewnosc jej dramatycznego pogorszenia.

23.10.2017 3:51 gupol(szukam w OZE)

@ludomir
"Natomiast brak "ochrony klimatu" daje pewnosc jej dramatycznego pogorszenia"

z czego wnosisz ową "pewność"? wg mnie jej po prostu nie ma. tak jak nie ma pewności że zmiany klimatu cokolwiek poprawią.
gdyby owa pewność istniała ta strona nie byłaby potrzebna a my zajmowalibyśmy się teraz konkretnymi działaniami na rzecz "ochrony klimatu" zamiast tymi niekończącymi się narzekaniami. narzekaniami nawet nie o to że nikt nic nie robi ale o to że mało kto w to wierzy. już samo to pokazuje na jakim dnie jesteśmy. może główny problem tkwi w głowach ludzi z tego "nurtu". jak napisał @meteor:

"Ta strona trzyma w żelaznym uścisku depresji i bezsilności swoich wyznawców.
Codziennie nowa dawka narkotyku zagrożenia i lęku dla ludzi uzależnionych od trwania w takim sosie.
Zapewne sparaliżowani wyznawcy trwają w niemym oczekiwaniu "już jutro" na koniec Świata, w poczuciu że tylko oni - jako wtajemniczeni autsajderzy wiedzą i widzą więcej niż bezmyślny plebs, zajęty w ich mniemaniu tylko konsumpcjonizmem (zawsze ponad miarę) i hedonizmem..."

i to jest chyba problem nie mniejszy niż zmiany klimatu.

23.10.2017 8:22 PIT

"...w poczuciu że tylko oni - jako wtajemniczeni autsajderzy wiedzą i widzą więcej niż bezmyślny plebs"

A co w ogóle jest za zarzut, że niby co? Że jak ktoś się przykładał do nauki cały czas się uczył coś osiągnął prowadzi własny biznes wypracowany ciężką pracą to ma być na takim poziomie jak reszta.

Tak to w życiu nie działa, dlatego plebs jest plebsem i pewnych rzeczy nie widzi i nie rozumie.

23.10.2017 12:44 ludomir

@GUPOL(SZUKAM W OZE)
Skąd mam pewność? Ponad dwadzieścia lat zajęła mi edukacja. W jej ramach pozyskałem ogólną wiedzę na poziomie maturalnym, następnie chłonąłem informacje o budowie ziemi na Wydziale Geologii UW a potem informację o otaczającej nas materii na Wydziale Chemii UW i na koniec w ramach studiów doktoranckich wiedzę o prawach rządzących przemianami energii czego zwieńczeniem była obrona pracy doktorskiej z termodynamiki. Po zakończeniu formalnej edukacji uczę się nieustannie żyjąc ze sprzedaży produktów intelektu. Zdobyta wiedza i umiejętności pozwalają mi poprawnie wyciągać wnioski z obserwacji własnych a przede wszystkim rozumieć wyniki interesujących mnie prac uczonych. Dlatego nie wierzę a wiem i to od początku lat 80, że weszliśmy w fazę końca Świata w jakim wyewoluowaliśmy jako gatunek.
Tyle dyktuje mi analityczny rozum. Jeśli zaś chodzi o emocje to są one zmienne, od entuzjazmu dla poszukiwania sposobów powstrzymania katastrofy w postaci zmiany sposobu urbanizacji (Murator7/79/89; Polska’96 Habitat a rozwój społeczny) przez depresję wynikająca z braku zrozumienia i sukcesów rynkowych proponowanych rozwiązań po spokój wynikający z głębokiego przekonanie sensowności czynienia dobra i ochrony życia na ziemi bez oglądania się na skuteczność wysiłków.

23.10.2017 13:31 WJ

Życzę Światu więcej LUDOMIR- oPodobnych

23.10.2017 14:45 Felek

Plebs może być plebsem, a elita może być elitą, nic to nie zmieni, dla przyrody są praktycznie tak samo podatni i wrażliwi na jej destrukcyjny wpływ. Bardzo z resztą dobrze, oznacza to jednak, że jakiekolwiek zmiany nastaną dopiero "po" fakcie. Tak jest zawsze, najpierw jest tąpnięcie i upadek, dopiero później się zbieramy na równe nogi. Dopóki elita finansowa nie straci dotkliwie swoich bogactw, dopóty nic nie ulegnie zmianie od obecnego nurtu. Uratować nas może tylko dostrzeżenie potencjalnych zysków w nowych trendach rozwoju bądź też ratowania tego co jeszcze się zostanie.

23.10.2017 20:28 WJ

@GUPOL
Może w istocie znacząca część użytkowników "tej strony" doświadcza ponad przeciętnie w stosunku do całej populacji, uczuć pokrewnych "depresji i bezsilności".
Jednak z moich pojedynczych kontaktów ( które sobie Cenię :)) wynika, że są to Ludzie aktywni, by czynić coś z wiedzą i świadomością, którą przyswoili. Każdy na miarę swoich możliwości.
Poza tym zmienić ( skorygować ) swój sposób życia to już Coś.

24.10.2017 6:42 wsciekly_kot

Dzięki @WJ, podniosłaś mnie na duchu. Bo tylko tyle umiem zrobić, zmienić trochę swoje postępowanie i koszt środowiskowy życia. Obcując z ludźmi na codzień i próbując ich przekonać do myślenia nie tylko o swoim doraźnym "zysku", odbijając się od ściany : alepoco, tracę sens działania.

24.10.2017 13:33 WJ

@WSCIEKLY_KOT

" odbijając się od ściany : alepoco, tracę sens działania."

Znam to uczucie...


"Dzięki @WJ, podniosłaś mnie na duchu."

Podniesienie na duchu wymaga chyba trochę więcej zachodu :) Ale dzięki.

Mnie czasem konieczne jest doświadczenie, że są Inni podobnie wymagający do życia kontaktu z Naturą bardziej niż kolejnych, materialnych gadżetów. Doraźnie pomaga :)

25.10.2017 1:55 gupol(szukam w OZE)

@ludomir
zapewne daleko mi do twojego przebogatego doświadczenia, poziomu wykształcenia i znajomości tematu. z takim bagażem zapewne jesteś skarbnicą wiedzy więc skoro wiesz to powiedz jak będą przebiegać zmiany klimatyczne? jaki będzie średni rozkład temperatur w ciągu roku w poszczególnych krajach?
jak będą się rozkładały opady atmosferyczne?
które obszary ziemi staną się suchsze a które wilgotniejsze?
masz takie dane i trzymasz je w tajemnicy? przecież dzięki nim możesz ocalić miliony istnień.
i powiedz jeszcze dlaczego ludzie nie mogliby istnieć w warunkach zbliżonych do plioceńskich?

25.10.2017 1:57 gupol(szukam w OZE)

@wj
ok, masz rację ale to chyba niestety dużo za mało...

25.10.2017 2:13 gupol(szukam w OZE)

@pit
widzę że nie wiele z tego zrozumiałeś. nie dziwię się;)

@pit
"Tak to w życiu nie działa, dlatego plebs jest plebsem i pewnych rzeczy nie widzi i nie rozumie."

i mówi to człowiek który wierzy w bliskie spotkania 3 czy 4 stopnia z UFO.... no błagam.

jeśli nadal nie rozumiesz o co chodzi to podpowiem Ci że dla owego "plebsu" (czyli tzw normalnych ludzi) jesteś pierwszym kandydatem do przymusowej zmiany odzieży (na kaftan bezpieczeństwa) i wizyty w pokoju bez klamek.

25.10.2017 18:23 PIT

@GUPOL

Zdanie plebsu mnie nie obchodzi w sumie nigdy mnie nie obchodziło, ciemna masa jest zawsze ciemna i są prowadzeni jak baranki na rzeź.

A ja się w stadzie źle czuję i dlatego chadzam swoimi ścieżkami. Ale Ty tego nigdy nie zrozumiesz.

26.10.2017 2:59 gupol(szukam w OZE)

@pit
to że jednak i ty i ja tu jesteśmy chyba świadczy o tym że mamy ze sobą więcej wspólnego niż się z pozoru może wydawać;)
ale to już temat na zupełnie inną dyskusję,

29.10.2017 11:37 ludomir

@GUPOL(SZUKAM W OZE) nomen omen, nie rób z siebie gupszego niż jesteś. Nie pisałem nic o swoich kompetencjach w dziedzinie fizyki atmosfery ani o tym, że mam dar prekognicji. Skąd więc pomysł zadania mi pytań tym zakresie? Może masz kłopot z czytaniem ze zrozumieniem? Nie jestem także biologiem ewolucyjnym, ale na mój rozumek to biosfera adaptuje się do zmiennych warunków abiotycznych ziemi i sama te warunki modyfikuje. Na przykład przez usuwanie z atmosfery węgla i deponowanie go w płaszczu ziemi. Niestety stałe czasowe tych procesów mają wymiar dziesiątków tysięcy i więcej lat a fundowane przez nas zmiany to dziesiątki lat. Dlatego większość gatunków roślin i zwierząt musi wyginąć, bo nie będzie mogła czasu na adaptację do katastrofalnie szybkich zmian zachodzących w składzie atmosfery. I być może człowiek współczesny mógłby zaadoptować się do życia na planecie, której atmosfera miałaby „warunki zbliżone do plioceńskich” ale nie ma w pobliżu takiej planety, byśmy mogli się na nią przenieść. Natomiast nie jest zmiany mechanizm dewolucji i biosfera nie może się cofnąć do stanu sprzed milionów lat do jakiego cofnęliśmy skład atmosfery. Zatem jesteśmy świadkami katastrofy planetarnej, która redukuje w tempie zbliżonym do geologicznych katastrof, bioróżnorodność biosfery. Myśl, że ludzkość może przetrwać zagładę biosfery jest naiwna i bardziej prawdopodobna jest interwencja kosmitów czy wymodlona, przez kościół toruński u Króla Polski, ingerencja boskich zastępów pod dowództwem Archanioła Gabriela.

29.10.2017 11:48 ludomir

wkradły się dwa błędy wię przesyłam skorygowany tekst
@GUPOL(SZUKAM W OZE) nomen omen, nie rób z siebie gupszego niż jesteś. Nie pisałem nic o swoich kompetencjach w dziedzinie fizyki atmosfery ani o tym, że mam dar prekognicji. Skąd więc pomysł zadania mi pytań tym zakresie? Może masz kłopot z czytaniem ze zrozumieniem? Nie jestem także biologiem ewolucyjnym, ale na mój rozumek to biosfera adaptuje się do zmiennych warunków abiotycznych ziemi i sama te warunki modyfikuje. Na przykład przez usuwanie z atmosfery węgla i deponowanie go w płaszczu ziemi. Niestety stałe czasowe tych procesów mają wymiar dziesiątków tysięcy i więcej lat a fundowane przez nas zmiany to dziesiątki lat. Dlatego większość gatunków roślin i zwierząt musi wyginąć, bo nie będzie mogła czasu na adaptację do katastrofalnie szybkich zmian zachodzących w składzie atmosfery. I być może człowiek współczesny mógłby zaadoptować się do życia na planecie, której atmosfera miałaby „warunki zbliżone do plioceńskich” ale nie ma w pobliżu takiej planety, byśmy mogli się na nią przenieść. Natomiast nie jest zmiany mechanizm dewolucji i biosfera nie może się cofnąć do stanu sprzed milionów lat do jakiego cofnęliśmy skład atmosfery. Zatem jesteśmy świadkami katastrofy planetarnej, która redukuje w tempie zbliżonym do geologicznych katastrof, bioróżnorodność biosfery. Myśl, że ludzkość może przetrwać zagładę biosfery jest naiwna i bardziej prawdopodobna jest interwencja kosmitów czy wymodlona, przez kościół toruński u Króla Polski, ingerencja boskich zastępów pod dowództwem Archanioła Gabriela.

31.10.2017 4:03 gupol(szukam w OZE)

@ludomir
to ciekawe co napisałeś ale mogę się zgodzić tylko z tymi fragmentami:
"Nie pisałem nic o swoich kompetencjach w dziedzinie fizyki atmosfery ani o tym, że mam dar prekognicji. Nie jestem także biologiem ewolucyjnym"
to prawda. skoro nie jesteś w tych dziedzinach kompetentny to skąd ta twoja pewność i wiedza co do domniemanej katastrofy?
może po prostu precyzuj zakres swoich wypowiedzi. najpierw wieszczysz katastrofę a potem piszesz że nie znasz przyszłości i oskarżasz mnie o "brak czytania ze zrozumieniem". taki niski wybieg nie przystoi osobie z twoim wykształceniem i doświadczeniem;)

"Dlatego większość gatunków roślin i zwierząt musi wyginąć, bo nie będzie mogła czasu na adaptację do katastrofalnie szybkich zmian zachodzących w składzie atmosfery."

dziwne. przecież nie wiesz jak szybkie będą to zmiany więc skąd wiesz że większość organizmów wyginie?
żeby doprowadzić do tego o czym piszesz, szybkość zmian musiałaby być taka jak po zderzeniu z asteroidą.
zauważ że wg najnowszych badań przejścia od zlodowaceń do interglacjałów i odwrotnie oraz od okresów suchych do pluwialnych zachodziły w ciągu zaledwie kilku lat a mimo niestabilności klimatu większej niż obecnie, do żadnych globalnych a nawet regionalnych wymierań nie dochodziło. zmieniał się tylko zasięg geograficzny gatunków i ich rozmiary (reguła bergmanna).

"nie jest zmiany mechanizm dewolucji i biosfera nie może się cofnąć do stanu sprzed milionów lat do jakiego cofnęliśmy skład atmosfery."

mylisz się. organizmy są plastyczne ewolucyjnie i zmieniają się wraz ze zmianami środowiska. już zwykła zmienność osobnicza w populacji daje takie mozliwości. poczytaj sobie o ziębach darwina.
klimat w historii to się ochładzał to ocieplał wielokrotnie a organizmy sie do niego dostosowywały. żaden mechanizm "dewolucji" nie jest tu potrzebny bo w istocie żadnej dewolucji nie ma. jest tylko nieustanna ewolucja na którą w równym stopniu składa się adaptacja jak i przypadkowe zbiegi okolicznosci. w końcu nie zawsze przeżywają osobniki najlepiej przystosowane.

do tego większosć dziś wystepujących gatunków lub ich krewnych istniała już w pliocenie i dobrze sobie wówczas radziła więc żadne cofanie się nie jest konieczne. wystarczy przemieszczenie geograficzne - organizmy mogą się przemieszczać wraz z przemieszczaniem się stref klimatycznych!

"Zatem jesteśmy świadkami katastrofy planetarnej, która redukuje w tempie zbliżonym do geologicznych katastrof, bioróżnorodność biosfery."

owszem ale to co redukuje bioróżnorodnosć to nie temperatura ani skład atmosfery tylko codzienna ludzka działalność! mechaniczne zajmowanie przestrzeni i zatruwanie toksynami produkowanymi w laboratoriach. przecież produkcji pestycydów i toksycznych odpadów można dość łatwo zakazać. dużo łatwiej niż emisji CO2,

"Myśl, że ludzkość może przetrwać zagładę biosfery"

owszem, człowiek bez biosfery nie przeżyje ale skąd wiesz że do tej zagłady wogóle dojdzie? no to jesteś pewien czy nie? zdecyduj sie wreszcie bo wijesz się i plączesz. twoje proroctwa w tym względzie są równie naiwne i nieprawdopodobne jak ta interwencja kosmitów i boskich zastępów.

31.10.2017 14:33 ludomir

@Gupol
Nie wieszczę katastrofy tylko ją obserwuję. Zmiana składu chemicznego atmosfery jaką obserwujemy w ostatnich kilku dziesiątkach lat nie ma precedensu w historii podobnie jak moim zdaniem zmiany temperatury. Nie uważam, że jedyną przyczyną wymierania gatunków jest wzrost stężenia CO2 ale niewątpliwie jego tempo jest katastrofalne.
Nie śledzę literatury geologicznej, ale mocno wątpię by zlodowacenia następowały w kilka lat. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić mechanizmu, który stałby za tym procesem. Owszem wielkie wybuchy wulkanów mogą w skali jednego czy dwu lat ochłodzić znacznie atmosferę, ale to nie jest przejście między glacjałem a interglacjałem.
Jeśli pisze o zagładzie biosfery to z mojego gatunkowego punktu widzenia dinozaura. Biocenozy kominów termalnych przetrwają i być może za miliny lat jakiś inny gatunek stanie przed dylematem być czy mieć.

01.11.2017 3:05 gupol(szukam w OZE)

widzę że te same pojęcia interpretujemy w całkiem inny sposób a słowo katastrofa ma dla nas całkiem inne znaczenie. to tak jakbyś poluzowaną śrubkę w kole samochodu i nazwał katastrofą. dla mnie to zwykła histeria. owszem może to kiedyś do katastrofy doprowadzić ale wcale nie musi.

@"Zmiana składu chemicznego atmosfery jaką obserwujemy w ostatnich kilku dziesiątkach lat nie ma precedensu w historii"
nieprawda. jest wiele takich precedensów. co najmniej 5 o iście apokaliptycznych rozmiarach i kilka pomniejszych.
poza tym samo odtwarzanie dawnych zmian stęzenia CO2 jest dość trudne i obarczone sporym błedem.
osobiście nie uważam aby sam CO2 stanowił katastrofalne zagrożenie dla złożonego życia na ziemi.

"mocno wątpię by zlodowacenia następowały w kilka lat. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić mechanizmu, który stałby za tym procesem."

masz rację. zapewne chodzi o tzw punkty krytyczne które wyzwalają przejście w jedną lub drugą stronę.
chociaż skok temperatury o 10 st C w kilka lat na grenlandii pod koniec ostatniej epoki lodowcowej to jednak chyba coś znaczy, mimo że topnienie pokrywy lodowej w związku z tym skokiem zapewne trwało setki jesli nie tysiace lat.

http://epic.awi.de/17919/1/Ste2007b.pdf
https://en.wikipedia.org/wiki/Abrupt_climate_change

"Jeśli pisze o zagładzie biosfery..."

dobra weź przestań majaczyć. gdzie ty widzisz tą zagładę biosfery? przecież ona jak na razie ma się całkiem dobrze...

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto