Lasy i ludność tubylcza Brazylii w konfrontacji z polityką i chciwością

Prezydent Brazylii, Michel Temer 23 sierpnia 2017 roku wydał dekret, w wyniku którego 4,5 mln hektarów amazońskiego lasu, czyli powierzchnia porównywalna z Danią lub Szwajcarią, straci status obszaru chronionego. Tereny, znajdujące się dotychczas pod ochroną, obejmują lasy deszczowe na północy kraju, od Amazonki po granice z Gujaną Francuską i Surinamem.

Rys. 1 Zdjęcie satelitarne Amazonii. NASA

Decyzja prezydenta była szokująca, ale nie do końca nieoczekiwana. Szok nie polega na tym, że kolejne połacie lasu za przyzwoleniem politycznym pójdą pod topór. Powodem jest polityka sama w sobie. Prezydent Temer ma poważne problemy, a oskarżany o korupcję pragnie pozyskać politycznych sojuszników. W Brazylii działa ponad 30 partii politycznych, tworzących w parlamencie bancadas, czyli koalicje. Jedną z najsilniejszych koalicji w parlamencie jest bancada ruralista, do której należą potężni właściciele ziemscy (hodowcy bydła i rolnicy zajmujący się uprawą soi), oraz ci, którzy reprezentują górnictwo i inne gałęzie przemysłu wydobywczego.

Od lat członkowie ruralisty głośno krytykują prawo dotyczące ochrony środowiska, chroniące las deszczowy Amazonii. Parki narodowe chronią bioróżnorodność amazońskiej puszczy, a áreas indígenas (rezerwaty indiańskie) rdzennych mieszkańców lasów tropikalnych. Mający swoje interesy członkowie ruralisty chcą pozbyć się przeszkód, stojących im na drodze do czerpania zysków z eksploatacji ziemi. Szczególnie chcą rozwiązać FUNAI – działającą przy ministerstwie Indiańską Służbę Ochronną, a także chcą pozbyć się różnych organizacji pozarządowych, stojących po stronie środowiska i Indian. Temer potrzebuje poparcia politycznego członków stronnictwa ruralista i w tym celu przychylnie podchodzi do ich oczekiwań.

Rys. 2 Amazonia z lotu ptaka. Wikipedia

Temer podjął działania w tym kierunku pod koniec sierpnia, skupiając się na brazylijskim stanie Amapá i regionie rzeki Jarí. Stan Amapá jest postrzegany przez Brazylijczyków jako „leżący na końcu świata”. Nie prowadzą tam żadne drogi, poza jedną wiodącą do Gujany Francuskiej, do tego miejscami nawet nie ubitą. Amapá to głównie las tropikalny z bagnistą deltą Amazonki na południu. Region ten kryje liczne bogactwa, głównie mangan. Już pod koniec lat 40. ubiegłego wieku ICOMI (Indústria e Comércio de Minérios) – przedsiębiorstwo należące do amerykańskiej Bethlehem Steel, rozpoczęło tam wydobycie tego cennego metalu. Amapá stało się prawie że własnością ICOMI. W 1973 roku szukający złóż geolodzy natknęli się na żyjących w głębi lasu na zachodzie stanu Indian. Badacze powiadomili FUNAI, które wysłało zespół mający dowiedzieć się, kim są żyjący w lesie ludzie i nawiązać z nimi kontakt.

Tak właśnie pracownicy FUNAI, zajmujący się ochroną Indian, znaleźli plemię Wayapí, zasiedlające tereny w górze biegu rzeki Jarí i w jej dorzeczu. Było to poniekąd zmartwychwstanie plemienia, które zostało już historycznie odnotowane, lecz w międzyczasie niemal zapomniane. Indianie Wayapí posługują się językiem z rodziny Tupi-Guaraní, są świetnymi ogrodnikami, łowcami i rybakami. Kiedy nawiązano z nimi kontakt, Wayapí do polowań używali łuków i strzał. W ramach zdobycia sympatii Indian, biali przekazali im strzelby do polowania i teraz Wayapí są całkowicie uzależnieni od broni palnej i amunicji. Indianie trudnią się także rybołówstwem. Na zachodzie stanu rybołówstwo rzeczne, ma większe znaczenie niż na wschodzie ze względu na obfitość ryb, występujących w dopływach rzeki Jarí. Wayapí stosują rolnictwo żarowym, polegające na wycince drzew i wypalaniu terenu pod uprawę. Uprawiają gorzki maniok, a także banany, ananasy i inne owoce. Noszą szkarłatne przepaski biodrowe i używają do malowania ciała dwóch rodzajów farb: urucú (arnotto), czerwonej, lepkiej pasty i geniny, czarnego barwnika, który jest starannie nakładany na ciało, gdyż malowanych na ciele wzorów nie można zmyć. Kobiety z plemienia Wayapí warzą z manioku piwo zwane caxiri, a ważnym elementem w kulturze tego plemienia jest popijanie piwa oraz towarzyszące temu wspaniałe tańce.

Pierwsze zetknięcie ze współczesną cywilizacją miało miejsce w czasach, kiedy w Brazylii rządziła junta wojskowa (od 1964 do 1985 roku). Zapoczątkowany został wtedy duży program budowy dróg w Amazonii, która wcześniej była praktycznie niedostępna dla współczesnej cywilizacji. Najbardziej znanym projektem była Transamazônica – droga biegnąca przez środek kraju i przecinająca puszczę amazońską. Wayapí znaleźli się na drodze tych projektów, a dokładnie Northern Perimetral – drogi, która miała ciągnąć się wzdłuż granicy z Gujaną do Wenezueli. Jednak kryzys naftowy z 1973 roku zrujnował brazylijską gospodarkę i projekty drogowe musiały zostać porzucone.

Wcześniej Indianie z Wayapí rzadko kiedy wchodzili w kontakt z obcymi. Niektórzy wędrowali na północ, gdzie natykali się na niewielką, leżącą w pobliżu rzeki Jarí wojskową bazę lotniczą. Indianie, którzy stykali się z „białymi” przynosili do swoich wiosek groźne choroby, takie jak odra czy dyzenteria. Ich ziemie były najeżdżane przez poszukiwaczy złota zarówno z zachodu jak i ze wschodu, podążających rzeką Jarí. Te kontakty zawsze kończyły się dla nie znających zaawansowanej medycyny Indian epidemiami; szczególnie groźne były choroby związane z układem oddechowym. Choroby, które dla „białych” nie były zbyt groźne, dla pozbawionych odporności Indian stawały się śmiertelnie niebezpieczne. Kiedy w 1973 roku FUNAI rozpoczęła swoją działalność, sytuacja Indian była już niepewna.

Wyniki działania FUNAI w kontaktach z rdzennymi ludami Brazylii nie wyglądają zbyt dobrze. Działalność FUNAI jest chronicznie niedofinansowana, występują braki kadrowe, a procedury działalności często są niezbyt skuteczne i kiepsko wypełniane. FUNAI niewątpliwie zasługuje na poważną krytykę. Jednak, podobnie jest w przypadku wielu innych organizacji, pewne pozytywne wyniki są osiągane. Gdyby nie działania FUNAI, to oczywistym jest, że Wayapí przestaliby już istnieć. O ile w 1974 roku przy życiu na tym obszarze było tylko 152 Indian, to obecnie ich już ponad 1000. I chociaż program opieki zdrowotnej dla rdzennych mieszkańców Brazylii nie wygląda szczególnie dobrze, to i tak jest lepszy od tego dostępnego dla biednych mieszkańców faweli – miejskich slumsów.

Opieka zdrowotna dla Indian idzie w parze z kolejnym priorytetem –ochroną ich ziem. W latach 70. i 80. XX wieku poszukiwacze złota kontynuowali eksplorację terenów zamieszkiwanych przez Wayapí. Konfrontacje z tubylcami stawały się gwałtowne i często kończyły się rozlewem krwi. W takim przypadku pilnym zadaniem było wyznaczenie granic obszarów prawnie chronionych, w których Indianie mogli spokojnie żyć. W dużej mierze, dzięki nieustającym i nieugiętym wysiłkom organizacji pozarządowej z S ã o Paulo, rezerwat Indian Wayapi o powierzchni 600 tys. hektarów uzyskał w 1996 roku status obszaru chronionego prawem.

Muita terra, pouco índio, czyli dużo ziemi, niewielu Indian – takie narzekania można usłyszeć na ulicach tamtejszych miast z ust poszukiwaczy złota. Ograniczenia w eksploatacji Amazonii nie wynikają jedynie z ochrony terenów ludności tubylczej. Od wielu lat działające na wszystkich szczeblach organizacje wykazują niezwykłą inicjatywę w tworzeniu chronionych prawem obszarów o różnej postaci: parków narodowych, rezerwatów, obszarów ochrony środowiska czy zrównoważonego rozwoju. W rezultacie powstał duży obszar chroniony ciągnący się od granic z Gujaną na południe, otaczający od zachodu rezerwat Wayapi i Wayana-Apalai, dając tym dwóm rezerwatom dodatkową ochronę.

Ale prezydent Temer zorientował się, że istnieje RENCA, czyli Reserva Nacional de Cobre e Associados. To Narodowa Rezerwa Miedzi, utworzona przez juntę w 1984 roku, oczywiście nie w celach ochrony środowiska, lecz dla zapewnienia ewentualnego dostępu do złóż minerałów. To docelowy obszar, który Temer chce otworzyć na eksploatację. RENCA obejmuje osiem jednostek chronionych i dwa rezerwaty Indian: Wayapí i Wayana-Apalai.

Sędzia federalny Rolando Valcir Spanholo zablokował decyzję Temera, która w rezultacie trafiła do konsultacji w parlamencie. Prawdopodobnie będzie to jednak tylko opóźnienie decyzji.

Dlaczego niszczony jest las tropikalny Amazonii? Dlaczego likwidowana jest ochrona rezerwatów, w których żyją Indianie? Motywem działania jest po prostu oportunistyczna chciwość - Enrichissez-vous. Przywdziewanie prezydenckiego projektu ekonomicznymi pobudkami to jawne kłamstwo. Gdy BBC World Service przedstawiał kwestię RENCA w programie 24 sierpnia, w temacie wypowiedział się „reporter biznesowy z Hong Kongu”. Wypowiadają się z drugiej strony świata o losie Amapá uzasadniał, że „rząd potrzebuje pieniędzy”, że „inicjatywa stworzy nowe miejsca pracy” oraz że „przyniesie dochody z podatków i innych należności”.

Biorąc pod uwagę bezbrzeżną korupcję w brazylijskiej polityce, dokąd trafi lwia część tych pieniędzy? Obywatele nie będą mieli z tego prawie żadnej korzyści. Temer twierdzi, że tylko „jedna trzecia” obszaru RENCA ma zostać otwarta dla górnictwa. To mrzonki, bo taka decyzja otworzy puszkę Pandory, a zamęt będzie potworny. Gdy zostaną zbudowane drogi, wleją się nimi drwale, kłusownicy, poszukiwacze złota, drobni rolnicy i wielcy właściciele ziemscy. Będzie się szerzyć przemoc i grabieże terenu. A dotychczasowe doświadczenia pokazują, że gdy raz ten proces się zacznie, jego powstrzymanie będzie bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Szkody będą permanentne.

Mówi się też, że w takiej sytuacji miejscowe rezerwaty będą dalej chronione. Niby w jaki sposób? Najbardziej ponurą odsłoną brazylijskiej ekspansji na tereny wnętrza kraju jest wywłaszczanie rdzennych mieszkańców z ziem, które zajmowali od wieków, często z użyciem przemocy i morderstw. Nawet w tej chwili dochodzi do walk, które toczą się w wielu miejscach o dostęp do ziemi i tego, co ona kryje. Policja i inne powołane do ochrony służby w odległych słabo zaludnionych terenach są bezradne i niezdolne do ochrony pokrzywdzonych. Tak było zresztą zawsze. Być Indianinem w Brazylii oznacza też częste doświadczanie uprzedzeń i rasizmu.

Potrzeba lepszej ochrony, nie gorszej – ochrony ziemi i żyjącej tam rdzennej ludności. Odnoszą z tego korzyści wszyscy. Wszelkie rezerwaty, obszary chronione w kraju, także te zamieszkiwane przez ludność tubylczą są ogromnymi zasobami kraju. Wszyscy mieszkańcy Brazylii zasługują na coś więcej niż to, by te zasoby miały ulec zniszczeniu z powodu chciwości wąskiej grupy.

Hubert Bułgajewski na podst. Land grab in Amazon jungle threatens dispossession, violence and murder

Komentarze

09.10.2017 14:34 CZORNYJ

Gadanie , gadanie . Cwaniacy z organizacji pozarządowych poprawią stan kont .
A Wayapí "znikną" . Albo zostaną zapędzeni do niewolniczej pracy w kopalniach i plantacjach soi GMO .
Ostatnio uratował ich jedynie kryzys .

Od trzech pokoleń używają broni palnej . Podrzucenie im paru skrzynek kałasznikowów wraz z amunicją i min przeciwpancernych nie byłoby wielkim kosztem .
Może nawet by się udało opłacić jakiegoś dziadka z starej FARC żeby pokazał im parę sztuczek .
Prosty sposób by skutecznie ostudzić zapał wszelkiej szumowiny do wyciągania łap po nie swoje .

09.10.2017 21:08 Kloszard

Tutaj na szczęście się wycofał z tego projektu:
https://news.mongabay.com/2017/09/temer-walks-back-plan-to-open-denmark-sized-area-of-amazon-to-mining/

11.10.2017 18:39 Rafał

Nie wierze żadnym organizacją pozarządowym, już nie po tym co wyczyniają w Polsce.
Trzeba to towarzystwo infiltrować przez służby specjalne dla naszego dobra.
Co do biednych ludzi: to już po nich.
Dostarczenie im kałaszy nic nie pomoże bo druga strona będzie miała takie samo uzbrojenie a będzie o wiele rzędów liczniejsza.
Muszą się dostosować.

11.10.2017 22:13 Kloszard

W Brazylii wycięto nielegalnie 700 tysięcy kilometrów Amazonii.Nielegalnie !!!. To tylko pokazuje, że w tym kraju brak jest woli politycznej i że w rządzie jest lobby, któremu na ręke jest niszczenie tak wspaniałego obszaru.
@Rafal
Trudno się dostosować będąc martwym lub bez dachu nad głową, wywłaszczony z kultury i ziemi przodków.

12.10.2017 13:54 CZORNYJ

@RAFAŁ niekoniecznie , co innego "zniknąć" dzikich uzbrojonych w kilka starych strzelb i łuki .
Co innego nieźle uzbrojonych tubylców kiedy strach użyć dopancerzonych buldożerów i ciężarówek .
Potrzeba już poważnych najemników a nie grupki naćpanych nafciarzy . A i tak "chwile" zajmie .
Mnożąc geometrycznie koszty i ryzyko że media doniosą o szwadronach śmierci firmy XYZ .
Co mogłoby ciut popsuć słupki .

Złego człowieka z bronią powstrzyma tylko dobry z bronią . Najpewniej nawet nie będzie musiał użyć .
Bo ten zły poszuka łatwiejszej ofiary .
Te kilkadziesiąt karabinów może odstraszyć od Wayapí przypadkowe grupki degeneratów .
Kupując tym samym czas na przejście do drobnych "cywilizowanych" rolników na których państwo nie będzie mogło patrzeć już tak przez palce .

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto