Największa bariera dla samochodów na prąd? Inercja przemysłu motoryzacyjnego

To nie infrastruktura, ale samochodowi potentaci są główną barierą dla rozwoju elektromobilności w Europie. Taką wydawałoby się przewrotną tezę stawia brukselski think-tank T&E (Transport&Environment). Wybór „elektryków” czy ładowanych hybryd jest niewielki, a nakłady na reklamę i marketing, z drobnymi wyjątkami, marginalne – argumentuje T&E.

Konstatacje najnowszego, wrześniowego raportu T&E można streścić następująco: wielcy producenci nie dość, że powszechnie „przestrzelili” stawiane sobie kilka lat temu cele produkcji pojazdów elektrycznych (EV), to na dokładkę tylko ułamek ich potencjału produkcyjnego i handlowego skupia się na elektromobilności. A u niektórych widać wręcz regres. Czyli to, co ciekawie wygląda w deklaracjach, wyraźnie ustępuje konserwatywnemu „business as usual”.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w tegorocznym raporcie z cyklu „Global EV Outlook” odnotowuje, że w 2016 r. liczba samochodów elektrycznych na całym świecie przekroczyła 2 miliony. Tylko przez ubiegły rok sprzedano ich 750 tys. Jednak pomijając specyficzny przypadek Norwegii (29 proc. nowych aut to EV), jedynie w Holandii odsetek kupionych nowych EV przekroczył 5 proc. wszystkich nowych samochodów. IEA ocenia też, że mimo niewielkiego udziału „elektryków” w rynku, infrastruktura nie nadąża za ich pojawianiem się, bo ujmując sprawę globalnie, na jeden publiczny punkt ładowania przypada sześć aut na prąd. Stąd wniosek, że większość jest ładowanych z domowych instalacji, co w zasadzie jest prowizorką. Agencja zsumowała też obietnice producentów, szacując, że w 2025 r. elektrycznych samochodów powinno być na świecie między 40 a 70 milionów. Przy czym ta górna liczba współgra ze słynnym już klimatycznym scenariuszem „2 stopni” (2DS).

Jednak E&T wskazuje zjawiska, przez które obietnice producentów mogą okazać się najwyżej obiecankami, przynajmniej w Europie. Na pierwszym miejscu jest wybór. W 2016 r. w UE w sprzedaży było 417 modeli z silnikami spalinowymi (niektóre mają wersje hybrydowe, także PHEV ( plug-in hybrid eletric vehicle czyli hybrydy które można ładować dzięki czemu mogą przejechać wyłącznie na elektrycznym napędzie do kilkudziesięciu km) ), a jedynie 20 całkowicie na prąd (BEV). W tym roku w salonach nie przybył żaden nowy model EV, a ich liczba osiągnie 100 dopiero gdzieś między 2020 a 2021 r. Oprócz niewielkiego wyboru, drugim hamulcem, według E&T, jest czas oczekiwania. Diesla czy „benzyniaka” można mieć od ręki, na wybranego „elektryka” trzeba czekać niekiedy tygodniami.

Mało tego, koncernom wyraźnie nie zależy na tym segmencie, bo wydatki na reklamę i marketing modeli EV czy chociaż hybryd, nie prezentują się okazale. Wyjątkiem jest Mitsubishi, który 22 proc. nakładów przeznaczyło na promocję hybrydowego SUV-a. BMW na reklamy PHEV wydało tylko 10 proc., a na BEV – 2 proc. swoich funduszy. U Toyoty dwie trzecie budżetów reklamowych poszło na „zwykłe” hybrydy, a na PHEV – nic. Spośród innych znaczących producentów więcej niż 5 proc. na reklamę EV i PHEV przeznaczyło tylko Renault. Wychodzi na to, że o istnieniu wielu modeli konsument w ogóle się nie dowie, jeśli sam nie zapyta. W dodatku ci, którzy już się reklamują, robią to głównie w Norwegii. BMW wydało tam jedną czwartą budżetu promocji swoich BEV, a Renault – prawie 40 proc. Zamiast kreować nowe rynki, koncerny raczej walczą o te już istniejące – ocenia E&T.

Poziom sprzedaży także odstaje od planów samych producentów. Renault planowało kiedyś, że już w 2013 r. sprzedawać się będzie 50 tys. modelu Zoe rocznie, a tymczasem 50-cio tysięczną sztukę sprzedano dopiero w 2016 r. Osiem lat temu Nissan przewidywał, że do 2016 r. sprzeda półtora miliona EV, a tymczasem – i to do spółki z Renault – sprzedano jedynie pół miliona. W przypadku innych producentów jest podobnie. Raport zwraca też uwagę na ewidentne kroki w tył. Produkcję Audi R8 e-tron skończono po sprzedaniu niecałych 100 sztuk. Daimler przed dwoma miesiącami przerwał produkcję elektrycznego Mercedesa klasy B, co oznacza, że nie ma już w ofercie żadnego BEV. Chociaż z drugiej strony koncern zapowiedział poważne inwestycje w produkcję baterii i silników elektrycznych.

Czytaj dalej w Wysokie napięcie

Komentarze

04.10.2017 14:02 Meteor

Podstawową barierą stawianą przez producentów jest astronomiczna cena takiej błyskotki.
Baterie nie kosztują tyle, ile nakładają na nie marży producenci, przez co EV są absurdalnie drogie. Marża wynosi 200 - 300 %, dlatego EV są ekologicznym bajerem do łupienia bogatszych, takim samym jak np. pompa ciepła.
Zresztą państwa mające się za proekologiczne powinny natychmiast zakazać produkcji i sprzedaży jakichkolwiek nowych aut.... Samochodów spalinowych jest wystarczająco dużo i również. Niemcy czy Francuzi mogą jeździć 10-15 letnimi.

04.10.2017 14:29 Jacek

Dokładnie. Można z powodzeniem zaprzestać już produkcji aut z silnikami spalinowymi bo to co jest w tej chwili na rynku, z powodzenie wystarczy na kolejne 20 lat. Zakazać i kropka. Natychmiast ludzie będą zmuszeni do dzielenia się autami, jazdy w kilka osób, korzystania z komunikacji i ogólnie rozsądnego działania względem przemieszczania się po globie.
Obecnym producentom samochodów wcale nie jest na rękę odchodzenie od paliw, bo tam wciąż są pieniądze i tak długo jak równie dużych a nawet większych zysków, nie będzie z produkcji aut elektrycznych, tak długo nie będą szli w ich produkcję pełną parą.

04.10.2017 14:48 Mariusz

Zakazywanie w ogóle produkcji aut to chyba za ostro powiedziane. Jakbyście z takim apelem wystąpili w TV to denialiści by to tylko wykorzystali jako kolejny argument przeciw "ekoterrorystom".
Ja uważam, że można wprowadzić obostrzenia w rodzaju :
- od 2020 auta kosztujące (w handlu detalicznym) 400tys i więcej muszą być elektryczne
- od 2025 .... od 300tys muszą być elektryczne
i tak dalej i tak dalej. To by było do ogarnięcia dla koncernów samochodowych. Jak kogoś stac na wywalenie 400tys za samochód to niech kupuje elektryka. Jak ktoś ma ochotę wytwarzać auta za takie pieniądze to niech robi elektryki. To by też rozwiązało dużo problemów i zdjęłoby z menedżerów odpowiedzialność i dylematy związane z tym czy jak uruchomią produkcję modelu elektrycznego to czy ona sie sprzeda (bo jak nie to oni odpowiedzą za to głową). I wymusiło uruchomienie produkcji masowej co rozwiązuje problem wysokich cen tych pojazdów

04.10.2017 16:55 PIT

Tak szybko spalinowe auta nie odejdą, po za tym zapominacie o jednym z każdego sprzedanego litra paliwa państwo dostaje w podatkach połowę.
Plus podatki od firm obsługujących owe samochody i sprzedające części.

To duże lub nawet bardzo duże pieniądze. Tak więc ręka, rękę myje i nikomu nie zależy tak bardzo na tych elektrycznych samochodach, które mając mniej elementów powinny psuć się rzadziej.

04.10.2017 18:24 Czornyj

Tylko z czego wyprodukować prąd dla tych szlifierek ?
I jego dystrybucja kiedy już teraz sieci przesyłowe w wielu krajach robią bokami , brakuje na remonty a co dopiero modernizacje żeby ich zwiększone obciążenie nie rozłożyło .
Problem nie czy samochód na ropę , etanol czy prąd tylko w jeździe 100 metrów w te i we wte po bułki .
Ale tego nikt głośno nie powie bo ważne są $$$ .
Już widzę niezawodność i trwałość elektryków jak tylko przekroczą 30 % rynku .
Producenci dawno to przećwiczyli na spaliniakach .

Jakiś zysk tylko dla mieszczuchów , mniejszy smog bez konieczności jeżdżenia komunikacją miejską z "plebsem" , o to tu tylko chodzi .
Gorzej jak w zamian nawdychają się od świeczek przy notorycznym 20 stopniu zasilania i oparów ołowiu z stacji regeneracji akumulatorów trakcyjnych "Cytryn i Gumiak" .
Bo nastoletnie elektryki na hi endowych bateriach 10 x cena pojazdu to u nas raczej jeździć nie będą .

05.10.2017 7:22 Jacek

Wszystkie problemy da się rozwiązać tak długo jak u nich będzie zgadzać się kasa. Bez tego to niestety nie ruszymy. Nie mniej jednak jeśli sami się za to nie zabiorą, to będą do tego zmuszeni, po prostu niedobory materiałowe do danych technologii zaciągną "za mordę" w tą stronę w jaką trzeba. Tak szczerze to czuję, że nasza ludzka cywilizacja nie da sobie rady, bo im nas więcej tym jesteśmy głupsi. A rozwiązania są proste - zmienić się, diametralnie i wreszcie przestać patrzeć tylko na wygodę oraz luksus jako wyznacznik szczęścia. Niestety, chociaż stoimy przed wielką, epokową, epicką wręcz szansą na zmianę, to jednak jej nie podołamy, bo ten gatunek jest jakiś zepsuty u swoich podstaw. Być może to jest powód, dla którego nas tu porzucono w odmętach kosmosu, jako nieudany eksperyment genetyczny, bo już wiedzieli co z tego wyniknie.

05.10.2017 8:37 Devak

@PIT
Jakiś podatek na pewno się da wprowadzić i do elektryków. Ja tam wierzę w inwencję twórczą urzędów skarbowych... ;)

p.s. Żeby wynalazcy mieli taką wyobraźnie jak urzędnicy, to już dawno mielibyśmy pojazdy którymi przeciętny Kowalski latałby na Marsa...

05.10.2017 10:21 Mariusz

Opodatkowanie samochodów jest akurat dobrym pomysłem. Są koszmarnie drogie i bez podatków. Zwłaszcza w kraju z nędzną siłą nabywczą pieniądza jak Polska. Dlaczego? Wystarczy sobie wyobrazić co by się stało gdyby tylko milion obywateli postanowił sobie zakupić IMPORTOWANE auto za pół miliona! Z naszego systemu płatniczego wyciekłoby 500 miliardów złotych lub 130mld$. To 25% całego pkb, co mniej więcej oznacza że w kraju musiałoby zbankrutowac 25% firm lub większośc zaczęłaby cienko funkcjonować

05.10.2017 10:39 PIT

@MARIUSZ

To nam nie grozi, nie ma miliona obywateli z takimi pieniędzmi.

"Najwyższy, 32-proc. PIT płacą wszyscy, którzy zarabiają więcej niż 85 528 zł rocznie. Takich osób jest w Polsce ponad 660 tys. Na ich tle grupa 19,5 tys. milionerów nie wydaje się zbyt liczna. "

http://www.fakt.pl/pieniadze/biznes/milionerzy-w-polsce-ilu-mamy-milionerow-kto-jest-najbogatszym-polakiem/s82jrx0

A oszczędności nie posiada 57% Polaków.
http://www.sii.org.pl/10288/aktualnosci/felietony/57-polakow-nie-posiada-zadnych-oszczednosci.html

Auto za 0,5 mln ? Mało kogo byłoby na to stać.
Na elektryczne w cenie 150 000 zł mało kogo stać.

Benzynowe używki jeszcze długo, długo będą królować na polskich drogach.

05.10.2017 11:20 ludomir

Polityka może ograniczyć użytkowanie samochodów spalinowych i próbuje to czynić, ale nie ograniczając praw bogatych do decydowania jakimi zabawkami chcą podróżować. Nie ma nic bardziej wykurzającego dla posiadacza Bentleya jak zajęte przez 15 letnie rzęchy miejsca parkingowe. Drastyczne podniesienie opłat parkingowych dobrze służy środowisku. Rozsądna polityka eliminująca biedotę z ruchy samochodowego sprzyja także jakości życia ludzi bogatych, którzy dziś muszą dzielić przestrzeń miast z biedotą. Oczekuję także dalszych drastycznych podwyżek mandatów i ograniczenia punktów karnych. Natomiast Bogu można dziękować, że populizm to jednak nie socjalizm i nie będzie prób wiązania wysokości mandatu z PIT’em jak to ma miejsce w socjalistycznej Szwajcarii.

05.10.2017 11:24 logic

No tak bo kazdy musi zapierdzielać samochodem elektryki to nie zadne rozwiazanie problemu tylko zmiana jego formy.

05.10.2017 11:46 Mariusz

PIT
Zapomniałeś że można kupować na kredyt :-)

05.10.2017 11:51 PIT

@MARIUSZ

To pewnie dlatego, że ja kredytu nie uznaję ze względów bezpieczeństwa.
Takie zboczenie mam :-) i zawsze za gotówkę kupuję.

05.10.2017 12:16 Czornyj

@ PIT PIERWSZY RAZ coś mądrego !

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto