O tym, jak zawodowy denialista odkrył kłamstwa i zdecydował się walczyć dla nauki.

Taka zmiana może wydawać się niemożliwa, ale Taylor – były dyrektor zespołu ds. energii i środowiska w American Legislative Exchange Council (ALEC) i były wiceprezes w Cato Institute, organizacjach specjalizujących się w negowaniu zagrożenia antropogeniczną zmianą klimatu – sam przeszedł taką transformację.

Sharon Lerner: Co sobie pomyślałeś, gdy po raz pierwszy usłyszałeś o zmianie klimatu w latach 90?

Jerry Taylor: Od roku 1991 do 2000 byłem niezłym żołnierzem na tej wojnie. Byłem całkowicie przekonany do argumentów „sceptyków” dotyczących klimatologii i wygórowanych kosztów, które trzeba by ponieść, by zaradzić temu rzekomemu problemowi. Pisałem wtedy za pieniądze artykuły, w których przedstawiałem argumenty denialistów.

SL: Co stało się punktem zwrotnym?

JT: Początek miał miejsce po roku 2000. Byłem jednym z klimatycznych „sceptyków” biorących udział w telewizyjnej potyczce, w której udział brał też Joe Romm. Na wizji powiedziałem, że zeznający przed Senatem w 1988 roku klimatolog James Hansen przewidywał ogromne ocieplenie. Tymczasem minęła ponad dekada i patrząc na rekordy temperaturowe, możemy uznać, że była to nietrafiona prognoza. Po programie, gdy byliśmy w garderobie i usuwano nam makijaż, Joe powiedział do mnie: „Czy chociaż raz przeczytałeś zeznanie, o którym przed chwilą mówiłeś?”. Odpowiedziałem, że tak, jakiś czas temu. „Mam dla ciebie wyzwanie – wróć do tego dokumentu i sprawdź go 2 razy”. Joe powiedział, że niektóre z prognoz Hansena są bezbłędne. Po powrocie do biura przeczytałem więc kolejny raz zeznania Hansena. Joe miał rację. Porozmawiałem więc z klimatycznymi „sceptykami”, którzy przygotowali dla mnie ten argument na debatę i okazało się, że z pełną świadomością wprowadzili mnie i opinię publiczną w błąd.

SL: I to tyle? To zmieniło twoje zdanie na temat zmiany klimatu?

JT: To był bardziej stopniowy proces. Zacząłem wnikliwie zagłębiać się w temat, a im więcej nad tym pracowałem, tym więcej znajdowałem podobnych historii. Albo wyjaśnienia przedstawiane przez „sceptyków” były krętackie, albo zbyt uproszczone, albo wprowadzające w błąd, albo po prostu nie trzymały się kupy. W rezultacie podjąłem próbę wyplątania się z narracji naukowych, w których tkwiłem i powrotu do zagadnień ekonomicznych. Bo można akceptować istnienie zmian klimatycznych i wciąż jednak znajdować argumenty przeciw działaniom na rzecz ochrony klimatu ze względu na ogromne koszty robienia czegoś takiego.

SL: I te ekonomiczne rozważania w końcu też legły w gruzach?

JT: Pierwsze pękniecie pojawiło się po przeczytaniu artykułu mojego przyjaciela Jonathana Adlerza. Jon napisał w nim, że nawet jeśli „sceptycy” mieliby rację w przypadku globalnego ocieplenia, to nie są to argumenty przeciwko podjęciu działań na rzecz klimatu. Tylko dlatego, że koszty i zyski z tego mniej więcej będą równe, pisał, nie oznacza, że akurat ci przegrywający z powodu zmian klimatu mają się z tym pogodzić, żeby Exxon i Koch Industries mogli zarobić mnóstwo kasy.

Ostateczny cios, który skruszył moje stanowisko, pochodził od kolegi Boba Littermana, kierownika działu zarządzania ryzykiem w Goldman Sachs. Bob powiedział: „Ryzyka klimatyczne niczym się nie różnią od finansowych, z którymi mam do czynienia w Goldman. Nie wiemy, co się wydarzy w danym roku na rynku. Mamy rozrzut możliwych wyników. Musisz uwzględnić cały ich wachlarz przy podejmowaniu decyzji”. Gdy opuścił moje biuro pomyślałem, że z tego co robiłem zostało tylko gruzowisko.

SL: Jak się poczułeś, myśląc o tym, co robiłeś przez wszystkie te lata?

JT: Wielu rzeczy żałowałem i żałuję, że nie podchodziłem bardziej skrupulatnie do argumentów, które przekazywałem dalej; przedstawiłem także mojego brata Jamesa Taylora, ludziom z Heartland Institute. Duży wzrost udziału Heartland na rynku klimatycznych denialistów miał miejsce za czasów zarządu mojego brata. Tego bardzo żałuję.

SL: A on wciąż jest klimatycznym denialistą? Jak to jest? Rozmawiacie na temat zmiany klimatu w Święto Dziękczynienia?

JT: Zgadzamy się, że się nie zgadzamy i nie rozmawiamy o tym. I nie spędzamy ze sobą zbyt dużo Świąt Dziękczynienia.

SL: Byłeś bardzo blisko republikańskiego centrum przemyśleń i działań w sprawie energetyki. Czy możesz powiedzieć, co na pewno nie zadziała przy próbie przekonania konserwatywnego „sceptyka”, że antropogeniczna zmiana klimatu ma miejsce i że to ważna sprawa?

JT: Jeśli będziesz mówić o potrzebie zmian cywilizacyjnych i zaangażowaniu się w coś, co będzie funkcjonalnym odpowiednikiem III Wojny Światowej, to zapomnij. Większość konserwatystów to tylko rozdrażnia. Ewentualnie powiedzą, że jesteś skorumpowany, pożytecznym idiotą albo ignorantem. Nie ma szansy przekonać kogokolwiek do czegokolwiek. Jakie są szanse, że powiedzą, że masz rację? Wszystko co osiągniesz w ten sposób, to umocnisz rozmówcę w jego opiniach.

SL: Co więc działa?

JT: W naszym biznesie należy rozmawiać z elitami Republikanów i konserwatystów o wiedzy naukowej bez emocji, spokojnie, rozsądnie i ostrożnie. To może działać, bo wielu z tych ludzi nie ma pojęcia, że większość rzeczy, które przepychają to czyste nonsensy albo totalne mydlenie oczu.

Zmiany klimatu to także sprawa dla konserwatystów. Nie nazwiemy przecież konserwatystami ludzi stawiających wszystkie swoje żetony na jedną liczbę w ruletce. To nie jest zachowanie konserwatywne – to pieprzone wariactwo. To niebezpieczne, ryzykowne. Czy konserwatyści myślą w ten sposób o polityce zagranicznej? Wiemy, że nawet jeśli Korea Północna ma broń nuklearną, to najprawdopodobniej jej nie użyje. Ale nie działamy tak, jakby to był pewnik. Zabezpieczamy się. Tak samo jest ze zmianą klimatu. Nie wiemy dokładnie, co się wydarzy. Biorąc to pod uwagę – czy nie powinniśmy się zabezpieczyć na wszelki wypadek?

SL: Często słyszę o politykach republikańskich, którzy nie wierzą we własne zaprzeczenia wiedzy klimatologicznej. Znasz wielu ludzi, którzy są w tym obozie?

JT: Rozmawiałem poufnie z wieloma z nich. W Izbie Reprezentantów jest ich około 40-50 i 10-12 w Senacie. Szukają sposobu na wyrwanie się z denialistycznej klatki, w której umieściła ich Tea Party. Ale nie wiedzą, jak powinno dokładnie wyglądać takie działanie i kiedy pojawi się polityczne okno do wyjścia z pułapki.

SL: Jak myślisz, kiedy ci Republikanie ujawnią swój niepokój związany ze zmianami klimatu?

JT: Ściana denializmu w Partii Republikańskiej z daleka wygląda na przerażający monolit, ale ona pęka. I te zmiany mogą nastąpić szybko. Ludzie zapomnieli, że ledwo 10 lat temu ta partia miała program klimatyczny napisany przez Sheldona Whitehouse'a. A w trakcie wyborów Carlos Curbelo, Ryan Costello i Rob Portman startowali jako klimatycznie „umiarkowani” i nie zapłacili za to żadnej politycznej ceny.

SL: Jest jeszcze prezydent, uważający zmiany klimatyczne za chińskie oszustwo. Jak zmienić jego zdanie?

JT: Donald Trump nie jest przywiązany do swoich poglądów na temat klimatu, co oznacza, że może łatwo je zmieniać. Decydujące jest to, kto ma dostęp do jego ucha.

Tłumaczenie: Anna Sierpińska na podstawie wywiadu Sharon Lerner dla Intercept

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto