Gepardy na krawędzi zagłady

Trudno wyobrazić sobie afrykańskie sawanny bez gepardów, najszybszych ssaków świata, mogących biec z prędkością przekraczającą 110 km/h. Jednak najbliższe dekady mogą być ostatnimi, kiedy będziemy mogli podziwiać te drapieżniki w naturalnym środowisku. Ich liczba w ciągu ostatniego stulecia zmniejszyła się drastycznie: od około 100 000 osobników w 1900 roku, do 15 000 w 1975 i – według najnowszego raportu Zoological Society of London – jedynie 7100 obecnie. Co więcej, redagujący ten dokument naukowcy prognozują kolejny spadek – o ponad 50% w ciągu najbliższych 15 lat.

Ilustracja 1. Gepard na sawannie. Fot. Rhett Butler/Mongabay.com

Przyczyna tego stanu nie jest zaskakująca: rosnąca presja ze strony ludzi. Gepardy padają ofiarą polowań i kłusownictwa, są także zabijane w odwecie za domniemane ataki na bydło. Myśliwskie trofea trafiają głównie do Europy, a nielegalnie pozyskane skóry przemycane są na północ Afryki, gdzie wyrabia się z nich m.in. tradycyjne obuwie „markoob”. Młode gepardy odławiane są ze swojego środowiska, aby zaspokoić popyt bogaczy na egzotyczne „zwierzęta domowe”. Kocięta trafiają głównie na południe Afryki, a także na Bliski Wschód, gdzie ich cena dochodzi do 10 tys. dolarów. Na każdego malucha, który przeżyje taką podróż, przypada 5 martwych. Skala procederu jest niebagatelna: Patricia Tricorache z namibijskiego Cheetah Conservation Fund, udokumentowała w latach 2005-2016 250 przypadków nielegalnego handlu.

Ilustracja 2. Gepard-maskotka w Dubaju. Pinterest

Kłusownicy, lwy i choroby

Utrata naturalnych siedlisk i ich fragmentacja oraz spadek liczby zwierzyny, na którą mogą polować gepardy, to kolejne poważne zagrożenia dla tych ssaków. Potrzebują one bardzo dużych terytoriów łowieckich (nawet do 1400 km2), co powoduje, że trudno je zatrzymać na obszarach chronionych. Sarah Durant z Zoological Society of London, główny autor raportu na temat gepardów, stwierdziła wraz ze współpracownikami, że 2/3 ich populacji żyje poza tymi strefami, a Laurie Marker z Cheetah Conservation Fund uważa, że może być to nawet 90%. Zresztą tereny rezerwatów nie są najbezpieczniejszym miejscem dla gepardów, ze względu na duże nagromadzenie innych drapieżników. Lwy, lamparty i hieny, oprócz konkurowania o pożywienie z gepardami, zabijają napotkane kocięta, przez co na obszarach chronionych śmiertelność młodych osobników może dochodzić do 90%. Także ludzie wpływają na zmniejszanie bazy pokarmowej gepardów, intensywnie polując na antylopy, gazele, impale i guźce.

Ilustracja 3. Umierające w niewoli kocię geparda. Fot. J. Sheffer, T. Kennedy

Co więcej, wraz z rosnącą populacją ludzi sytuacja tych drapieżników będzie coraz trudniejsza. Już teraz zajmują one tylko 9% swojego historycznego zasięgu, zamieszkując głównie Angolę, Namibię, Zimbabwe, Botswanę, RPA i Mozambik. Przetrwania gatunku nie ułatwi także na pewno jego bardzo małe zróżnicowanie genetyczne. Masowe wymieranie sprzed 12 000 lat, w wyniku którego wyginęło około 75% gatunków dużych ssaków, mocno zredukowało także populację gepardów. Rezultatem przejścia tego „wąskiego gardła” jest m.in. kiepska jakość spermy tych drapieżników oraz ich podatność na choroby.

Liczebność poszczególnych podgatunków afrykańskich jest różna, najbardziej zagrożony jest saharyjski (prowadzący nietypowy dla gepardów, nocny tryb życia), którego populacja szacowana jest na 200-250 osobników. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja geparda azjatyckiego. Mimo że uniknął on „wąskiego gardła”, to został wytrzebiony na prawie całym obszarze swojego historycznego występowania. Obecnie niewielka grupa – około 50-80 osobników żyje w Iranie, chroniona przez uzbrojonych strażników, którzy ryzykują życie w starciach z kłusownikami (w roku 2016 zginęło ich 3, od 1956 r. – 119).

Ilustracja 4. Obecny i historyczny obszar występowania gepardów – mapa: Cheetah Conservation Fund

Nadzieja na przetrwanie

Gepard azjatycki wpisany jest do Czerwonej Księdze IUCN jako zagrożony („endangered”). Wszystko wskazuje na to, że – zgodnie zresztą z postulatami naukowców – podobny status zyska jego afrykański kuzyn, obecnie figurujący w zestawieniu jako narażony („vulnerable”). Niestety sam wpis na liście nie pomoże ocalić tych pięknych zwierząt. Jedyną nadzieją na odmianę ich losu są zmiany w prawie i w zachowaniu ludzi. O tym, że jest to chociaż częściowo możliwe przekonuje przykład Namibii, „Światowej Stolicy Gepardów”, w której żyje około połowy południowoafrykańskiej populacji (2500-3000 osobników).

W 1996 roku rząd wprowadził we współpracy z organizacjami pozarządowymi ustawę, cedującą odpowiedzialność za ochronę przyrody na lokalne społeczności. Mają one wyłączne prawo do zarządzania dzikimi zwierzętami na swoich terenach i mogą czerpać zyski z kempingów, ze sprzedaży koncesji turystycznych oraz myśliwskich, a także pozyskiwać mięso np. antylop. Do 2013 roku na terenie Namibii powstało 79 tego typu instytucji ochronnych, a także 32 lasy wspólnotowe, w sumie obejmując w zarząd ponad 163 000 km². O skuteczności takiego podejścia do ochrony przyrody świadczy nie tylko utrzymująca się stabilna liczba gepardów, ale także rosnąca populacja słoni i nosorożców. Lokalne społeczności czerpią zaś zyski z dbania o przyrodę: w 2015 roku było to niemal 8 mln dolarów przychodu. Dzięki tym pieniądzom mieszkańcy mogą nie tylko się utrzymać, ale także poprawić infrastrukturę czy inwestować w edukację. Przykład Namibii pokazuje, że możliwa jest nowa ekonomia, oparta nie na eksploatacji, ale poszanowaniu naturalnych zasobów. Być może upowszechnienie tego podejścia w innych afrykańskich państwach pozwoliłoby na zachowanie unikalnej fauny kontynentu, dzięki czemu także przyszłe pokolenia mogłyby cieszyć się pięknem słoni, żyraf i gepardów.

Film: „Jak kłusownicy zostali opiekunami” - o metodzie ochrony dzikiej przyrody w Namibii: (16 min., dostępna transkrypcja polska) http://www.ted.com/talks/john_kasaona_from_poachers_to_caretakers

Film: O ochronie przyrody w Namibii (6 min.)

Anna Sierpińska

Komentarze

09.03.2017 8:33 Pilaster

"Kocięta trafiają głównie na południe Afryki, a także na Bliski Wschód, gdzie ich cena dochodzi do 10 tys. dolarów. Na każdego malucha, który przeżyje taką podróż, przypada 5 martwych."

Kreacjoniści naprawdę uważają, że mając z każdego kociaka 10 tys $ sprzedawcy godzą się na marnowanie ponad 80% tak drogiego towaru...

"Mają one wyłączne prawo do zarządzania dzikimi zwierzętami na swoich terenach i mogą czerpać zyski z kempingów, ze sprzedaży koncesji turystycznych oraz myśliwskich, a także pozyskiwać mięso np. antylop. "

No proszę. Czyli w Namibii dokonano, kulawej, bo kulawej, ale jednak ...PRYWATYZACJI dzikiej zwierzyny. I jaki był tego rezultat?

"O skuteczności takiego podejścia do ochrony przyrody świadczy nie tylko utrzymująca się stabilna liczba gepardów, ale także rosnąca populacja słoni i nosorożców."

No, no.. I kreacjoniści sami z siebie to napisali....

A może, zmyleni sloganem o "lokalnych społecznościach" nie zauważyli że stało się tak własnie wskutek PRYWATYZACJI?

09.03.2017 9:54 papa ohara

@Pilaster, a Ty czego jesteś kreacjonistą? Zastanawiałeś się nad tym kiedykolwiek?

09.03.2017 11:23 Ans

@Pilaster
Nie wiem czy to bardziej smutne czy żałosne, jak niewielkie (żadne?) pojecie masz o funkcjonowaniu przyrody, o roślinach, zwierzętach, ich potrzebach itp.
Polecam Ci kupić w Afryce 10 kociąt geparda i spróbować utrzymać przy życiu chociaż 1. Powodzenia.

Swoją drogą nie wiem czemu Cię tak dziwi, że "sprywatyzowano" zasoby naturalne na PRYWATNYCH ziemiach. To chyba powinno być logiczne? A nie jak w Polsce, myśliwy może zabić na moim terenie sarny, zające i co tam jest jeszcze, bo zwierzęta są "państwowe". Albo państwo może mnie wysiedlić, bo pod moim terenem są złoża węgla. Da mi liche odszkodowanie albo figę z makiem, a samo wszystko zabierze.

Żałość ogarnia jak się czyta Twoje wpisy.

09.03.2017 11:30 Pilaster

"czemu Cię tak dziwi, że "sprywatyzowano" zasoby naturalne na PRYWATNYCH ziemiach."

Nie to dziwi, ale to, że kreacjoniści napisali o tym i to w tonie pozytywnym.

Bo do tej pory zawsze byli wrogami prywatnej własności w ogólności, a wrogami prywatnej własności zasobów przyrodniczych w szczególności autorytatywnie deklarując, że

"nie jest to najlepsza metoda chronienia nawet kawałka gruntu."

09.03.2017 17:00 Carlinfan

Należy trzymać kciuki, że za nim ludzkość wybije ostatni zagrożony gatunek to sama zniknie z powierzchni Ziemi...

09.03.2017 18:36 Ans

@Pilaster
W Namibii dokładnie mówiąc to było uwłaszczenie. Nie było "otwartej" prywatyzacji, gdzie zaproszono by kogokolwiek do składania ofert. Myślę, że istnieje subtelna, ale jednak istotna różnica.

10.03.2017 9:18 Pilaster

"W Namibii dokładnie mówiąc to było uwłaszczenie. Nie było "otwartej" prywatyzacji,"

Dlatego pilaster napisał o "kulawej prywatyzacji" Niemniej nawet kulawa (czy wręcz "złodziejska") prywatyzacja jest lepsza niż żadna.

Zasób który do tej pory był "niczyj' ma teraz lepszego, czy gorszego, ale właściciela.

10.03.2017 13:40 Carlinfan

@PILASTER
Watażkę namaszczonego na przywódcę (firmy czy kraju) przez kolonialistów zza oceanów. Na ich zlecenie kolonialistów, watażka udostępnia innym kapitalistom wypady na safari... Tak właśnie wygląda ten wasz kapitalizm. Patologia.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto