Koniec wzrostu, oraz kryzys złożoności – tendencje, które postanowiliśmy ignorować

Podstawową przyczyną fali populizmu, ważniejszą nawet niż globalizacja, może być ogólnoświatowy zanik wzrostu gospodarczego szczególnie widoczny w krajach Zachodu. Choć minęło prawie dziesięć lat od początku kryzysu w 2007-2008 roku, wzrost gospodarczy pozostaje słaby, a wyczekiwane "odbicie" nie nadeszło. W większości krajów zmiany wprowadzone po "Wielkiej Recesji" (w 2009 roku) nie przyniosły oczekiwanego powrotu do dawnego wzrostu. Bezprecedensowe wielkie pożyczki od banków centralnych ocaliły co prawda sektor finansowy i po dziś dzień utrzymują go przy życiu, ale nie pomogło to wiele rzeczywistej gospodarce. Jedyny poważny czynnik, który utrzymywał wzrost światowej gospodarki przez ostatnie lata – wielki boom budowlany w Chinach napędzany przez państwo i zasilany długiem, prowadzący do nadmiernego wzrostu infrastruktury we wszystkich sektorach – obecnie zwalnia, pogrążając jeszcze bardziej światowy wzrost. 

Brak wzrostu spowodował poważne zaburzenia i problemy w świecie, który jak dotąd był przyzwyczajony do szybkiej ekspansji, gdzie wzrost był uważany za zwyczajną i naturalną kolej rzeczy. Zwłaszcza w krajach Zachodu firmy przyjmują, że ich przychody i zyski powinny rosnąć, konsumenci zakładają, że ich siła nabywcza i standard życia będą się poprawiały, a rządy zakładają, że przychody podatkowe nadal będą przyrastać. Pożyczkodawcy i inwestorzy zakładają, że dłużnicy będą w stanie spłacić swoje długi, a firmy będą dalej wypłacać dywidendy. Wszyscy decydują o swoich wydatkach i inwestycjach na podstawie powszechnego przekonania, że gospodarka będzie rosnąć. Wyborcy zakładają, że rządzący będą w stanie zmaksymalizować wzrost i wykorzystać zwiększone zyski do dalszego podnoszenia wydatków socjalnych. Do pewnego stopnia wzrost gospodarczy stał się częścią zachodniej umowy społecznej i brak wzrostu jest postrzegany jako złamanie przez rząd swojego niepisanego zobowiązania. 

Paradygmat i potrzeba ciągłego wzrostu są wpisane w światowy porządek ekonomiczny, polityczny i społeczny do tego stopnia, że wzrost stał się kluczowym warunkiem dla utrzymania stabilności tego porządku. Długi okres bez wzrostu podkopie ten porządek na wiele wzajemnie wzmacniających się sposobów. Stagnacja zatrzyma podnoszenie się materialnego poziomu życia, zwiększy niestabilność finansową, pogłębi różnice w dochodach i majątku, ponieważ proces akumulacji kapitału (stanowiący istotę kapitalizmu) nie będzie już zachodził w środowisku, gdzie każdy może korzystać z dobrej koniunktury. Coraz trudniej będzie też zachować stabilność budżetu, wzrosną napięcia społeczne i polityczne, nasilą się podziały i spory. Do pewnego stopnia to wszystko już się dzieje.

Pojawia się poczucie, że przywódcy polityczni i gospodarczy na całym świecie stali się zakładnikami sił ekonomicznych i geopolitycznych, nad którymi nie mają kontroli. Większość tych sił ma swoje źródło w zanikaniu wzrostu gospodarczego i powoduje niepowstrzymany rozlew niestabilności politycznej zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się. W tych ostatnich wiedzie to do autorytaryzmu, a w najgorszym wypadku do całkowitego zniszczenia dotychczasowego porządku i powolnego upadku państwa, objawiającego się tym, że dotychczasowe instytucje formalnie nadal istnieją, ale są coraz mniej zdolne do rozwiązywania problemów napotykanych przez złożone społeczeństwo. Taki rozwój wypadków podkopuje powszechną dotychczas wiarę w porządek oparty na wolności – fundament demokracji liberalnej. Widać to po nietolerancji i atakach na wolności osobiste – przekonanie, że każdy ma wolność decydowania o sobie i konsekwentne poszerzanie katalogu akceptowanych swobód były tylko produktami ubocznymi polepszania stanu życia i wiary w lepszą przyszłość; wiary, która obecnie zanika.

Powolny wzrost gospodarczy nie jest po prostu następstwem Wielkiej Recesji, ale częścią poważniejszej choroby, która poprzedziła, a być może również spowodowała kryzys finansowy. W ostatnich latach sporządzono wiele analiz próbujących wyjaśnić globalny brak wzrostu poprzez np. "nadwyżkę długu", czyli teorię, według której za brak wzrostu odpowiada nadmierne zadłużenie największych podmiotów, albo teorię "długoterminowej stagnacji", według której to starzenie się społeczeństwa i rosnące różnice dochodów albo spadające korzyści z nowych technologii (lub wręcz wynikająca z cyfryzacji utrata miejsc pracy) odpowiadają za kurczący się popyt. Pewnie każda z tych teorii ma w sobie część prawdy, a powyższe negatywne zjawiska dokładają się do naszych kłopotów. Ale teorie te skupiają się raczej na symptomach naszego kryzysu, a nie jego korzeniach.

Ekonomiści próbujący wyjaśnić przyczyny spowolnienia, które zaczęło się jeszcze przed kryzysem, skupiają się na ograniczeniach w dostępności i wykorzystaniu kapitału i pracy, ale pomijają znacznie bardziej istotne ograniczenia w dostępie do energii i innych fizycznych surowców potrzebnych gospodarce. Jak mamy okazję się przekonać, zdolność planety do wytwarzania dodatkowego bogactwa ulega szybkiej erozji wskutek coraz wyższych kosztów pozyskania surowców, coraz niższej ich jakości i dostępności. Równocześnie ciągle wzrastają koszty uboczne naszej działalności (takie jak degradacja środowiska i zmiany klimatu) i wzrasta potrzeba uwzględnienia ich w cenie produktów. Te fizyczne ograniczenia narastają i coraz mocniej naciskają na produktywną część gospodarki, utrudniając produkcję i wzrost.

Podstawową przyczyną naszych problemów gospodarczych są zatem ograniczenia ze świata przyrody, a nie złe zarządzanie pracą i kapitałem. Zatem środki zaradcze celujące w przywrócenie wzrostu gospodarczego poprzez zmiany w pracy, kapitale i ich wykorzystaniu mają nikłe szanse powodzenia – i rzeczywiście próby te zawodzą. Zwykle prowadzenie takiej polityki zwiększa tylko presję na producentów – szczególnie na najsłabszą grupę, czyli pracowników – a wzrostu jak nie było, tak nie ma. Podwójna presja na pracowników – wymóg coraz wyższej wydajności za coraz niższą płacę trwa od wielu lat i przyczynia się do popularności ruchów populistycznych w wielu krajach.

W ciągu ostatnich dekad kraje uprzemysłowione obchodziły problem fizycznych ograniczeń poprzez rozszerzanie kapitalizmu na resztę świata, oraz, co istotniejsze, poprzez zastąpienie produkcji dóbr akumulacją długu. Wzrost zasilany długiem, który umożliwił transformację krajów Zachodu do gospodarki opartej na usługach, załamał się w 2008-2009 roku i od tego czasu jest utrzymywany przy życiu jedynie dzięki ogromnym zastrzykom płynności finansowej od głównych banków centralnych, oraz dzięki coraz większym bańkom spekulacyjnym, narastającym zarówno w rozwiniętych, jak i rozwijających się gospodarkach. Jak dotąd zastrzyki i bańki uratowały aktywa finansowe przed wielkim spadkiem cen, ale w sytuacji braku wzrostu z czasem spada zdolność banków centralnych do utrzymywania deflacji pod kontrolą.

Ograniczenia natury fizycznej, szczególnie dotyczące energii, nie tylko utrudniają wzrost gospodarczy, ale też uderzają w innowacyjność, oraz zdolność społeczeństw do utrzymania wysokiego poziomu złożoności. Amerykański antropolog i historyk Joseph Tainter przedstawił społeczeństwo jako organizację służącą rozwiązywaniu problemów ekonomicznych, społecznych i politycznych poprzez budowanie coraz większych i bardziej rozbudowanych struktur organizacyjnych i technicznych. Gdy złożoność społeczeństwa rośnie, trudności, z którymi trzeba sobie radzić stają się coraz poważniejsze, wymagając rosnących inwestycji w dalszą społeczną i ekonomiczną złożoność.

Kluczową zmienną, od której zależy zdolność do rozwoju skomplikowanych struktur organizacyjnych i technicznych jest według Taintera zdolność do pozyskiwania coraz większych ilości energii. Dostępność obfitej, taniej i skoncentrowanej energii była kluczowa dla rozwoju krajów uprzemysłowionych i pozwoliła im osiągnąć ogromną złożoność ekonomiczną, techniczną, polityczną i społeczną. W miarę, jak coraz trudniej nam pozyskać energię i surowce odpowiedniej jakości i w odpowiedniej ilości, samonapędzający się związek pomiędzy energią a złożonością przestaje ciągnąć nas w górę, a zaczyna ściągać nas w dół. Technologie poprawiające efektywność wykorzystania mogą spowolnić ten negatywny proces, ale jak pokazują prowadzone w krajach rozwiniętych badania,z biegiem czasu innowacje kosztują coraz więcej, a przynoszą coraz mniej korzyści, co oznacza, że trzeba coraz więcej inwestować w innowacje, aby móc dalej rozwiązywać problemy poprzez wzrost złożoności.

W końcu jednak osiągamy punkt maksymalnych korzyści, co oznacza, że dalsze zwiększanie zawiłości społecznej i politycznej nie przynosi już korzyści, a zaczyna generować straty i zmniejszać zdolność do radzenia sobie z problemami. Wtedy nie da się już utrzymać dotychczasowego poziomu złożoności i następuje powrót do prostszego systemu.

W społeczeństwach przemysłowych złożoność rośnie ciągle od czasu ich powstania. Przykładem jest rozwój skomplikowanych struktur powstałych w celu zapewniania ludziom opieki medycznej i zasiłków, utworzonych aby scalić społeczeństwo. Z czasem struktury te stają się coraz bardziej rozbudowane i kosztowne, przez co wymagają tak wielkich nakładów, że wiele krajów ma problemy z ich utrzymaniem. Innymi symptomami rosnącej złożoności są coraz dłuższe łańcuchy dostaw, rosnąca zależność krytycznej infrastruktury od działania internetu, oraz różnorodność społeczna i etniczna w wielu krajach Zachodu. Różnorodne, multikulturowe społeczeństwa są zazwyczaj trudniejsze do zarządzania niż społeczeństwa jednolite kulturowo i etnicznie.

Na polu zarządzania złożoność manifestuje się też poprzez tworzenie ponadnarodowych struktur takich jak Unia Europejska. Unia Europejska jest większą strukturą niż państwa narodowe z których powstała i na których się opiera. Z historycznej perspektywy sam fakt, że w ogóle udało się stworzyć i wprawić w ruch tak wielką międzynarodową organizację może być uznany za niesamowite osiągnięcie. Obecnie Unia Europejska staje się coraz trudniejsza w zarządzaniu, a próby naprawienia tego poprzez wzrost złożoności napotykają na brak kluczowych zasobów – w szczególności woli politycznej.

Kryzys polityczny, jaki ogarnia obecnie kraje Zachodu – zwłaszcza w Europie, sugeruje, że być może osiągnęliśmy już opisany przez Taintera pierwszy punkt, po którym standardowa droga pokonywania trudności – inwestowanie w bardziej skomplikowane organizacje i technologie – przynosi coraz mniejsze korzyści. Jeśli tak jest w istocie, to nie powinno nas dziwić, że coraz więcej naszych systemów ekonomicznych, społecznych, technicznych i politycznych wykazuje symptomy osłabienia, a nawet pierwszych stadiów upadku. W miarę, jak nasza zdolność do inwestycji jest podkopywana przez niedobory energii i inne fizyczne ograniczenia, powinniśmy oczekiwać, że coraz częściej będziemy się stykać z objawami presji potencjalnie prowadzącej do systemowych kryzysów i wymuszonego spadku złożoności. Rosnący bunt przeciwko globalizacji, Unii Europejskiej, czy wielokulturowości pokazują, że nasze społeczeństwa już teraz walczą o utrzymanie obecnego poziomu złożoności przeciwko siłom, które próbują narzucić proste rozwiązania (lokalna wymiana dóbr, rządy narodowe, społeczeństwa jednoetniczne).

Te trendy są jednak ukryte przed naszym wzrokiem, ponieważ mamy nawyk patrzenia na problemy w ściśle polityczny sposób, tzn. rozpatrywać je w kategorii wyboru pomiędzy sposobami rządzenia oraz osobowościami liderów, zamiast spojrzeć na dyktowane przez megatrendy okoliczności, w których wybory te są dokonywane. Jeśli coś nie idzie po naszej myśli, obwiniamy strategów politycznych o błędne decyzje lub zaniechania, lub w niektórych przypadkach obwiniamy wyborców za ich zły wybór. Znacznie rzadziej pytamy o samą zasadność istnienia złożonych struktur i instytucji. Stając w obliczu ciągnącego się kryzysu Unii Europejskiej obwiniamy obecne pokolenie europejskich "przywódców" o przeciętność i niezdolność do wzniesienia się na poziom swoich poprzedników – nawet, jeśli to ci poprzednicy są odpowiedzialni za wmurowanie błędnych koncepcji w gmach europejskiego projektu. Próbujemy wyobrazić sobie rozwiązania, które naprawiłyby część kłopotów Unii, ale dla wygody ignorujemy fakt, że prawdopodobnie nie ma już warunków dla pomyślnego wprowadzenia ich w życie. Idąc w tym kierunku prawdopodobnie dokonamy wyborów, które nie przybliżą nas do naszego celu, ale za to sprowadzą nowe problemy, których nie będziemy w stanie rozwiązać, ani nawet na czas zrozumieć, a ich nieprzewidziane konsekwencje pozostaną poza nasza kontrolą.

Coraz więcej jest sygnałów, że mamy właśnie do czynienia z kryzysem złożoności, spowodowanym przez fizyczne ograniczenia i charakteryzującym się coraz mniejszymi korzyściami ze wzrostu społecznej złożoności. Nadchodzi era, w której sytuację kształtują czynniki zewnętrzne, a nie liderzy lub instytucje. Potrzebujemy więc nie nowych wizjonerów, zdolnych do obmyślania i realizowania wielkich planów prowadzących nas dalej ścieżką wzrostu złożoności, ale raczej mądrości w podejmowaniu zbiorowych decyzji odpowiednich dla czasów ery malejących oczekiwań. Nic nie wskazuje, aby miało to wydarzyć się wkrótce, ani nawet, że – ze względu na fetysz wzrostu i powszechne myślenie życzeniowe – jest to w ogóle możliwe. Bardzo prawdopodobne więc, że nasz system ekonomiczny, społeczny, techniczny i polityczny będzie dalej zawodził na licznych polach i dryfował w kierunku zderzenia z Granicami Wzrostu. Droga w tym kierunku będzie dla nas trudna do zrozumienia i zapewne będzie wypełniona męczącymi bzdurami populistycznych demagogów.

Bernard Swoczyna na podst. Brexit, the populist surge and the crisis of complexity

Komentarze

11.12.2016 12:04 zbig001

Próba wymuszenia wzrostu kredytem niedługo może się skończy? Bill Bonner i jego utrzymująca się wyłącznie na prywatnych subskrypcjach, więc dość niezależna agencja Agora, wieszczą kryzys finansowy który ma być kilka razy silniejszy niż niedawny z 2008 roku.

Wszystkie długi komercyjne i federalny w USA przekroczyły razem 58 bln $, a gotówki ma być tylko 250 mld w obiegu, więc tylko co około 220 dolar ma pokrycie w realnych dobrach.
Przypadkowy kryzys zaufania i paniczne wycofywanie aktywów przez dużych graczy rynkowych, ma spowodować taki paraliż systemu że tym razem FED nie będzie mógł szybko uspokoić sytuacji.

Bonner sugeruje że warto mieć w zapasie fizyczne, nie elektroniczne pieniądze, złoto albo prywatne rezerwy żywności.

11.12.2016 15:04 logic

Co w tym dziwnego cywilizacje zawsze upadały. Jak autor napisał, sytem teraz ewoluuje do mniejszego poziomu złozonosci czyli jednoetniczne panstwa narodowe a potem być moze i państwa ulegną rozpadowi na regiony.
Komunistom też sie wydawało że ZSRR to szczytowe osiągniecie cywilizacji, nic bardziej błędnego nie inaczej bedzie z eurokołchozem.

11.12.2016 20:51 Michal P.

@Papa Ohara: kliknęliśmy prawie równocześnie. To też coincidence ;)

11.12.2016 21:31 Michal P.

Mnie zdumiewa zbieżność w czasie, punktu "K" na krzywej wzrostu i całej serii punktów znaczących na wykresach obrazujących zmiany klimatyczne - lata 2008-2009 jawią się tu szczególnie wyrazićście

12.12.2016 7:53 observer

@Logic
"Komunistom też sie wydawało że ZSRR to szczytowe osiągniecie cywilizacji, nic bardziej błędnego nie inaczej bedzie z eurokołchozem."

Widzę, że putinowska retoryka jest cały czas obecna w twoim myśleniu. Jesteś bardzo podatny na wschodni przekaz.

Pamiętaj, że upadek UE oznacza powrót nowego ZSRR. Rosja to dzisiaj rządy komunistów. "Sierp i młot" są tam na porządku dziennym.

12.12.2016 14:03 WSZYSTKOWIEDZĄCY

W tym artykule jest to co obserwuję i analizuję od kilku lat. Czyli złożoność i coraz większe skomplikowanie systemów powoduje coraz większe zapętlanie się i erozję systemów społeczno-politycznych.
Ewidentnie wyczerpują się surowce a to pociąga za sobą żyłowany na gwałt rachityczny wzrost gospodarczy.

12.12.2016 14:16 WJ

Ocena sytuacji jest spójna z moim światopoglądem czyli niemal pewne- jestem realistką....

@LOGIC
Czy Ty dostrzegasz coś pozytywnego w UE ?
Dla mnie to cenna idea. Wymagająca ciągłej korekty, jednak życie i wszelka aktywność ludzka jest procesem , więc to naturalne.

12.12.2016 16:17 logic

@obserwer
Może tak być że putin w pewnym momęcie weźmie wszystko do linii Wisły.
Co byś nie zrobił to może być źle Polska ma poprostu pecha i takie polożenie a nie inne.
Ale póki co ja nie zgadzam sie ani na kalifat europejski ani na putina.
Zreszta za 25 lat i tak trzeba bedzie sie z ruskim dogadać żeby nas obronili przed kalifatem europy.

@WJ
Poczatkowo zaleta bylo to że mozna było tam pracować ale teraz widze to inaczej - gdy by ci co wyjechali czyli 2 mln ludzi skutecznie zrobili przewrót w Polsce UE nie byla by do niczego potrzebna.
Tak ta idea była cenna niestety oni nie chca sie juz reformować ani robic zadnej korekty wiec upadną.

12.12.2016 18:34 observer

@Logic
"Ale póki co ja nie zgadzam sie ani na kalifat europejski ani na putina"

Ty wręcz popierasz kalifat putina. Ochoczo za nim głosujesz podczas każdych wyborów.

To, że tego nie rozumiesz, jest twoim problemem.


"gdy by ci co wyjechali czyli 2 mln ludzi skutecznie zrobili przewrót w Polsce UE nie byla by do niczego potrzebna."

Jak mawiał klasyk - "żeby im plusy dodatnie nie przesłoniły plusów ujemnych na tym zachodzie".

12.12.2016 18:37 Mariusz R.

@LOGIC: "Polska ma poprostu pecha i takie polożenie a nie inne"

To nie pech, to skłóceni, zawistni, zazdrośni, mali ludzi, to Polska właśnie.
A położenie geograficzne było zawsze świetne i okazji w historii by stać się wielkim silnym narodem też wiele. Sami sobie wyhodowaliśmy na wschodzie wielkiego silnego niedźwiedzia (Księstwo Moskiewskie), a kiedy można było wykazać się mądrością polityczną, to daliśmy ciała (brak porozumienia z bojarami oraz oddanie Ukrainy w łapy Moskwy).
Źródłem wielkości od Piastów do Jagiellonów było właśnie szczęśliwe położenie geograficzne na skrzyżowaniu dwóch najważniejszych szlaków handlowych: Szlak Bursztynowy od Bałtyku na południe Europy i Bliski Wschód oraz pomiędzy Rusią a Zachodnią Europą.
To brak jedności w kluczowych momentach decydował o naszych porażkach. Boli, że nie wyciągamy wniosków i nadal nie umiemy się porozumieć.

12.12.2016 19:17 Mariusz

Sam brak wzrostu nie jest jeszcze powodem do złości wyborców. Bo co to jest brak wzrostu? To stan , w którym bogacimy sie w takim samym tempie jak bogaciliśmy się rok czy dwa lata temu. Gdzie tu problem.
W USA doszło do czegos więcej niż braku wzrostu. Tam jest od 20 - 30 lat stopniowe zmniejszanie sie siły nabywczej medianowego wynagrodzenia. Czyli realna recesja klasy średniej. A jakby doliczyć realne sięgające wg niektórych 20 % bezrobocie i spora grupę pracującą w niepełnym wymiarze godzin to mamy niezłą grupę desperatów. Ja mam takie wyczucie że jakby tam nie było food-stamps (bonów zywnościowych) to by tam wybuchła wojna domowa.


Poczytajcie o tym jak jest zafałszowywana inflacja
https://www.peakprosperity.com/blog/99392/burrito-index-consumer-prices-soared-160-2001
Odwoływanie sie do oficjalnych statystyk nigdy nie pozwoli zrozumieć jakie problemy maja zwykli ludzie. I potem jest zdziwienie, że wygrał jakiś "radykał"

12.12.2016 19:41 adaś

Działając wiele lat z rzędu w radzie rodziców zauważyłem że za ok 95 % wzrostu złożoności odpowiada Ministerstwo Edukacji a za najwyżej 5 % odpowiadają rodzice czy nauczyciele. Dziwię się, że w takich warunkach jeszcze znajdują się chętni którzy chcą uczyć cudze dzieci i przy okazji wykonywać sporo solidnej, rzetelnej, absolutnie niepotrzebnej papierkowej roboty.

Do niedawna w mojej miejscowości raz do roku były odbierane tzw gabaryty czyli śmieci nie mieszczące się do kubła (meble, dywany, wózki dziecięce, opony itp.) Wieczorem ludzie wystawiali to przed posesję, inni ludzie chodzili i zabierali to co im się może jeszcze przydać a następnego dnia cała resztę zabierał samochód ciężarowy.
Teraz jest inaczej. Dwa tygodnie wcześniej musiałem telefonicznie poinformować co będę miał do wywiezienia. Pani to zanotowała po czym poinformowała mnie, że deski surfingowej mogą nie odebrać,bo nie ma jej na liście gabarytów. Następnie nadano numer mojemu zleceniu, na wypadek gdybym coś jeszcze chciał dołożyć muszę zadzwonić i podać ten numer.
To właśnie jutro jest ten dzień. Za chwilę idę wystawiać wszystko co podałem. Mam nadzieję, że nie będą się czepiać jeśli zabraknie starej szafy, bo ktoś zabierze ją wcześniej ;)

Mam wrażenie, że za ten wzrost złożoności nie odpowiadają żadne fizyczne ograniczenia ani megatrendy, tylko głupota. Chociaż całkiem możliwe, że głupota też jest mega, albo gigatrendem.

13.12.2016 8:10 observer

@Adaś
"Działając wiele lat z rzędu w radzie rodziców zauważyłem że za ok 95 % wzrostu złożoności odpowiada Ministerstwo Edukacji a za najwyżej 5 % odpowiadają rodzice czy nauczyciele"

Możesz coś na ten temat napisać. Jestem ciekawy szczegółów. Chodzi mi w szczególności o procenty.

"Do niedawna w mojej miejscowości "

Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
To wymyślili ludzie, których ty wraz ze swoimi sąsiadami wybraliście jako lokalne władze.

Głupi ludzie wybierają głupie władze, a potem robią głupie rzeczy.

"Mam wrażenie, że za ten wzrost złożoności nie odpowiadają żadne fizyczne ograniczenia ani megatrendy, tylko głupota. Chociaż całkiem możliwe, że głupota też jest mega, albo gigatrendem."

A może po prostu wzrost złożoności jest możliwy dzięki rozwojowi technologicznemu. Kiedyś podatki liczyłem sam z kalkulatorem, dzisiaj mam specjalny program i nie podejmuję się samodzielnego przeliczania kwot.

13.12.2016 13:24 logic

@obserwer
Oszolomie gdzie u putina masz kalifat.

13.12.2016 13:45 observer

@logic
<<@obserwer
Oszolomie>>

Masz coś do powiedzenia, czy to jedyne, na co cię stać?

Strasznie żałosne są te twoje braki ..... argumentów.

13.12.2016 13:54 WJ

@LOGIC


"Tak ta idea była cenna niestety oni nie chca sie juz reformować ani robic zadnej korekty wiec upadną."

Złożoność procesów decyzyjnych sprawia, że zmiany mogą być przeprowadzane w rozległym czasie. Pewnie w jakimś stopniu administracja unijna oderwała się od lokalnych realiów, ale podobnie wygląda to na poziomie państw.
Nawet zakładając, że silniejsi rozgrywają " pod siebie " jakieś regulacje, to jednak punkt odniesienia w postaci założeń przyświecających tej strukturze sprawia, że daje mi większe poczucie bezpieczeństwa niż mój kraj.
Chyba brak na świecie świetlanej organizacji i struktury, bo tworzą je ludzie.
Każdy z nas jest tylko człowiekiem, który funkcjonuje w oparciu o mechanizmy, które tu przerabiamy na własnych komentarzach ;)

13.12.2016 22:05 adaś

@Observer.
"To wymyślili ludzie, których ty wraz ze swoimi sąsiadami wybraliście jako lokalne władze."

Niestety jesteś w błędzie. Póki władze lokalne się tym zajmowały było mniej biurokracji. To nie władze lokalne uchwaliły nową ustawę śmieciową, one ją tylko realizują. Na spotkaniach z mieszkańcami burmistrz często jest pytany w różnych sprawach : Dlaczego jest tak,przecież przedtem było dobrze? Odpowiedź jest przeważnie taka sama : W związku ze zmianą ustawy władze gminy teraz muszą....

Podobnie było na spotkaniach rady rodziców. Pani dyrektor informowała, że to i to musi się zmienić. Nie dlatego że dotychczas było źle, że rodzice, nauczyciele czy uczniowie chcieli zmian. Instrukcje komplikujące życie przychodziły z góry.

"Chodzi mi w szczególności o procenty."
Niestety nie rozumiem o co Ci dokładnie chodzi.
Jeżeli o to dlaczego napisałem 95% i 5% a nie 94,2% i 5,8% to wyjaśniam co następuje : Nie jest to przedmiotem moich naukowych badań a jedynie moje(oraz pani dyrektor i i rodziców ) odczucia dotyczące odgórnej komplikacji życia wyraziłem obrazowo procentami.

P.S. Deskę surfingową łaskawie zabrali. Zabrali też stare opony. Za to felgę z oponą i tylną kanapę od samochodu zostawili. Rozróżnienie między kanapą domową a kanapą samochodową może wprowadzić tylko wysoki zidiociały urzędnik. Władze gminne przez te wszystkie lata na to nie wpadły. Czy dlatego, że jeszcze nie zidiocieli czy żeby nie podpaść mieszkańcom ma znaczenie drugorzędne.

14.12.2016 10:49 observer

@Adaś
" W związku ze zmianą ustawy władze gminy teraz muszą...."

Nie, nie muszą.
Dowód: u mnie jest inaczej, czyli nie muszą.

To tłumaczenie głupich władz lokalnych.

"a jedynie moje(oraz pani dyrektor i i rodziców ) odczucia dotyczące"

O odczuciach trudno dyskutować.

Jeśli piszesz, że 95% to oznacza, że wcześniej musiałeś zrobić jeden dokument, a teraz musisz ich zrobić 20. Tak jest?

"Rozróżnienie między kanapą domową a kanapą samochodową może wprowadzić tylko wysoki zidiociały urzędnik. Władze gminne przez te wszystkie lata na to nie wpadły."

To władze gminy zawierały umowę z firmą zewnętrzną i jak są fajfusy to podpisali fajfusiastą umowę. Wszystkie śmieci są własnością twojego burmistrza.

Zgłoś reklamacje do twojego burmistrza, niech zabiera kanapę.

Dajesz się robić jak dziecko.

14.12.2016 13:51 WJ

W przeciwwadze dla malkontenctwa, które ostatnio praktykujemy, oddaję pozytywny głos w kwestii realizacji "ustawy śmieciowej" w mojej gminie.
Otóż u nas odbiera się nawet "nadprogramowe" śmieci, które stoją w worku poza kubłem, a jeśli chodzi o te wielkogabarytowe, to bez rozróżniania przyjmuje się wszystkie na wyznaczonym placu w określony dzień tygodnia.
Brawo dla Burmistrza i Urzędnika, który się tym zajmuje :)

PS>OBSERVER- jak zwykle ma rację ;)

14.12.2016 15:04 logic

@obserwer
Mam do powiedzenia ale przerazające jest twoje nieuctwo.

14.12.2016 15:39 observer

@Logic
"Mam do powiedzenia ale przerazające jest twoje nieuctwo."

No to mów, bo na razie niewiele powiedziałeś.

14.12.2016 17:35 adaś

@Observer.
"Jeśli piszesz, że 95% to oznacza, że wcześniej musiałeś zrobić jeden dokument, a teraz musisz ich zrobić 20. Tak jest?"
Tak jest. Dokumenty dotyczące działalności rady rodziców za mijający rok to teraz obszerny segregator.
Wiele lat temu był to zeszyt lub kilka kartek A-4.

"Zgłoś reklamacje do twojego burmistrza, niech zabiera kanapę."
Oczywiście że zgłoszę, ale kanapy nie musi zabierać. Już ją pokroiłem na kawałki i wyląduje razem z innymi odpadami zmieszanymi. Nie wiem jednak czy coś na to poradzi bo zabieraniem odpadów problemowych zajmuje się teraz powiat a nie gmina. W sprawie wywozu musiałem dzwonić do Poznania a nie do gminy. Nadal uważam, że rozróżnianie miedzy kanapą domową a samochodową może wprowadzić tylko idiota. Materiał obiciowy, pianka poliuretanowa i trochę metalu czynią te odpady prawie identycznymi.

"A może po prostu wzrost złożoności jest możliwy dzięki rozwojowi technologicznemu."
Tak, jest możliwy. Należy jednak rozróżnić między tym co możliwe, a tym co konieczne. Dzięki rozwojowi technologicznemu na pewno jest możliwe zrobienie elektronicznego kibla,który będzie liczył jak długo na nim siedzę, co i o jakiej konsystencji wydalam i ile zużywam wody i papieru. Następnie te dane zostaną przesłane do wielkiego komputera, który po ich analizie automatycznie wyśle do mnie wiadomość,że powinienem się zbadać czy nie mam hemoroidów.
Jak najbardziej możliwe,ale niekonieczne.

Unia Europejska będąca w zamyśle całkiem sensownym projektem rozleci się szybciej przez niepotrzebny wzrost złożoności. Między innymi dzięki podobnym Tobie ludziom, którzy nie widzą nic złego w ustawowym regulowaniu krzywizny banana czy szczebli w drabinie. Czyli "Dajesz się robić jak dziecko." zastosuj również do siebie.

14.12.2016 21:32 observer

@Adaś
"zabieraniem odpadów problemowych zajmuje się teraz powiat a nie gmina. W sprawie wywozu musiałem dzwonić do Poznania a nie do gminy"

bo ....
Ktoś ci podał jakąś podstawę prawną.

Chyba, że były to odpady z prowadzenia działalności gospodarczej.


"Dzięki rozwojowi technologicznemu na pewno jest możliwe zrobienie elektronicznego kibla,który będzie liczył jak długo na nim siedzę, co i o jakiej konsystencji wydalam i ile zużywam wody i papieru. "

Dzięki rozwojowi technologicznemu możliwe jest zrobienie kranu, który odkręca wodę tylko wtedy, gdy zbliżysz do niego dłonie, a woda jest ustawiona na termostacie w samym termostacie.

Dzięki rozwojowi technologicznemu możliwe jest włączanie i wyłączanie oświetlenia wtedy, gdy jest ono potrzebne.

Niestety oszczędność jest teraz passe, bo rząd jako strategię założył zwiększanie zużycia energii (zużycie energii ma być parametrem świadczącym o zamożności Polaków - im więcej zużywasz, tym jesteś bogatszy).

"Unia Europejska będąca w zamyśle całkiem sensownym projektem rozleci się szybciej przez niepotrzebny wzrost złożoności. "

Coś w tym jest. Zwłaszcza, że próby uproszczenia (np. ujednolicanie przepisów) jest traktowana jako lewactwo i zamordyzm.

15.12.2016 17:04 adaś

@Obserwer
Ktoś ci podał jakąś podstawę prawną ?
Nie. Każdy dostał tabelę z terminami wywozu odpadów zmieszanych, selektywnych i problemowych. W sprawie problemowych podany był telefon który okazał się telefonem poznańskim.
"Dzięki rozwojowi technologicznemu możliwe jest zrobienie kranu, który odkręca wodę tylko wtedy, gdy zbliżysz do niego dłonie, a woda jest ustawiona na termostacie w samym termostacie."
Tak. A robienie elektronicznego kibla nie ma sensu , tak samo jak odróżnianie w odpadach kanapy domowej od samochodowej. Jeżeli przestaniemy odróżniać to co możliwe od tego co konieczne lub wygodne to złożoność systemu będzie wzrastać bezsensownie.
"Coś w tym jest. Zwłaszcza, że próby uproszczenia (np. ujednolicanie przepisów) jest traktowana jako lewactwo i zamordyzm"
Jakoś nie zauważyłem, żeby próby ujednolicenia pewnych spraw budziły niezadowolenie. Wprowadzenie jednolitych przepisów bankowych czy takich samych wtyczek do ładowania telefonów ułatwia życie szaremu człowiekowi. Jego sprzeciw budzi rozrost biurokracji i papierologii stosowanej.
Lewactwo to całkiem inny obszerny temat.

"Jeśli piszesz, że 95% to oznacza, że wcześniej musiałeś zrobić jeden dokument, a teraz musisz ich zrobić 20"
Bywa i tak. Ale wystarczy, że trzeba zrobić ten sam dokument tylko 20 razy obszerniejszy.
Jednak mój wcześniejszy wpis ma inny sens,tylko trzeba go przeczytać ze zrozumieniem. Ja wypowiadam się nie o tym ile wynosi wzrost złożoności tylko kto za niego odpowiada. I twierdzę( choc dla Ciebie to za mało naukowe i precyzyjne ) że w 95% do wzrostu złożoności przykłada rękę władza. Aby wszystko kontrolować i wszystko mieć na papierku.
Czy była to dobra droga może uda się kiedyś porozmawiać. O ile po uproszczeniu się systemu internet będzie jeszcze działał.

16.12.2016 9:02 observer

@Adaś
"Nie. Każdy dostał tabelę z terminami wywozu odpadów zmieszanych, selektywnych i problemowych. W sprawie problemowych podany był telefon który okazał się telefonem poznańskim."

Czyli twoje lokalne władze lecą sobie w kulki.

Mają cię w dupie i jeszcze dostajesz to na piśmie niemalże z dopiskiem "możesz nas pocałować w d... "

@Adaś
"Jakoś nie zauważyłem, żeby próby ujednolicenia pewnych spraw budziły niezadowolenie. Wprowadzenie jednolitych przepisów bankowych czy takich samych wtyczek do ładowania telefonów ułatwia życie szaremu człowiekowi. Jego sprzeciw budzi rozrost biurokracji i papierologii stosowanej."

Każde ujednolicenie jest dla kogoś niewygodne.Nawet tutaj były przykłady ujednoliceń, które uważano za lewactwo. Nie chcę szukać, bo dyskusja na ten temat była tutaj kilka lat temu.

W komentarzach co chwila powtarza się argument, że mają decydować "państwa narodowe" a nie "urzędnik w Brukseli", bo kto to pomyślał, by kazać wolnemu przedsiębiorcy robić odgórnie ustalone wtyczki.

16.12.2016 18:16 adaś

@Observer
Nie mam nic przeciw ujednoliceniom które ułatwiają życie i sprawiają, że gdy ktoś wyjedzie powiedzmy do Holandii to nie będzie musiał uczyć się wszystkiego od nowa. Na tych samych zasadach obsłużą go w banku, udzielą gwarancji na telewizor i wtyczka do telefonu też będzie pasować.
Natomiast jestem przeciw bezsensownemu wzrostowi złożoności. Niezależnie od tego czy odpowiada za to Bruksela czy Warszawka. Odgórnie ustalone wtyczki akurat zmiejszają tę złożoność.
Pewne rzeczy idą strasznie opornie a ujednolicenia powinny być na rękę obywatelom a nie biurokratom. Czyli prawo powinno się porównywać i najlepsze wprowadzać w całej UE. Np.w Niemczech chyba "od zawsze" można samochód osobowy wyrejestrować czasowo. U nas tylko zabytkowy.
Argument, że powinny decydować państwa narodowe słyszałem raczej w odniesieniu do kultury i obyczajowości.


"Czyli twoje lokalne władze lecą sobie w kulki"
Całkiem możliwe.Tak jak jest konkurs na bzdurę klimatyczną, tak samo powinien być na "Idiotę roku"
Gdyby urzędnik otrzymał taki tytuł za np.wprowadzenie rozróżnienia między wywiezieniem kanapy domowej a samochodowej i dodatkowo brak premii to może następnym razem by chwilę pomyślał.

16.12.2016 23:48 observer

@Adaś
"Argument, że powinny decydować państwa narodowe słyszałem raczej w odniesieniu do kultury i obyczajowości."

Nie słyszałem o wyjątkach ani odniesieniach.

Teraz jest akcja rządu, by wypowiedzieć konwencję antyprzemocową ...

17.12.2016 18:12 adaś

@Observer.
Cóż, nie jestem prawnikiem i to nieco inny temat, ale profesor Andrzej Zoll ma wątpliwości :
Zdaniem byłego prezesa TK konwencja jest napisana "bardzo złym, w wielu miejscach nieprecyzyjnym językiem, jest w nim dużo sprzeczności". "Co może skutkować wątpliwościami w stosowaniu tej Konwencji, a przede wszystkim pozostają wątpliwości co do intencji jej twórców. Powstaje pytanie, czy nie ma tu jakiegoś drugiego dna?".
Oraz :
"Trzeba pamiętać o tym, że bardzo wiele państw w Europie tego dokumentu nie ratyfikowało i tylko nieliczne go podpisały. Byłbym wobec Konwencji ostrożny i dążył do jej renegocjacji" - stwierdził prof. Zoll.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto