Ziemia mówi „sprawdzam”

Kiedy cztery miesiące temu pisałem, że problem uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki do krajów europejskich może mieć swoje głębsze (bądź po prostu inne) przyczyny, niż tylko wojna i chęć poprawy beznadziejnego położenia, zarzucano mi przesadę i oderwanie od rzeczywistości. Dzisiaj coraz częściej mówi się, że źródła imigracyjnej katastrofy humanitarnej mają podłoże ekologiczne.

Ellie Mae O’Hagan na łamach „The Guardian” ujmuje rzecz lapidarnie – masowe migracje to nie „kryzys”: to nowa normalność świata zmian klimatycznych. Jako jedną z przyczyn syryjskiego kryzysu autorka wskazuje suszę, która pustoszyła Syrię w 2006 r. Na tę przyczynę brutalnej wojny wskazują również analizy Pentagonu, choć oczywiście nie jako jedyną. Podobnych poglądów jest więcej. To oczywiście niezwykle ważne głosy, ale – jak mi się wydaje – nie wyczerpują tematu. Z ludzkością musi się dziać coś bardziej skomplikowanego. Jakby działał atawistyczny zbiorowy instynkt, w sferze mentalnej powodujący masową utratę nadziei na lepszy los (a w istocie nadziei na cokolwiek), w sferze, użyjmy tego słowa, biologicznej, skutkujący u jednych imperatywem – ratuj się kto może, u innych – rób co chcesz, a jeszcze u innych (a być może u wszystkich) dekadencją oraz różnymi formami antyekologicznego uwewnętrzniania i agresji wobec, użyjmy za Franciszkiem znakomicie pasującego w tym miejscu słowa, „Stworzenia”.

Jeśli migracja nie jest kryzysem, to oczywistym jest, że „nawałnice” „upały” i „susza”, o których plotą różnej maści prezenterzy i pogodynki 24 godziny na dobę, nie są „nawałnicami”, „upałami” i „suszą”, tylko nowym i już niedługo całkowicie zwyczajnym elementem klimatu zdewastowanej Ziemi.

Kiedy zaczynałem pisać mojego bloga (a było to, zdaje się, cztery lata temu) o klimatycznej (ekologicznej) zagładzie sam myślałem jeszcze w kategoriach „pół żartem, pół serio”. Dziś już tak nie myślę. Ostania zima przebiegała w całości w dodatnich temperaturach, a upiornie gorące lato bez kropli deszczu rozpoczęło najzwyczajniej w świecie okres pustynnienia tej części świata, póki co i tak łagodny, jeśli zastawimy go z suszą Kalifornii, pożarami lasów Alaski, Kanady i Syberii. Pożarami, które są wynikiem ocieplenia, a jednocześnie dalszym czynnikiem jego wzrostu. Jak obrazowo ujmuje problem Roz Pidcock, jeden z klimatycznych blogerów Reutersa, wszyscy jesteśmy dziś żabami w ustawionym na wolnym ogniu garnku z wodą. I wszyscy mamy to w nosie.

Czymś zupełnie niebywałym, urągającym intelektowi i człowieczeństwu (jeśli jest jakikolwiek dobry sens tego słowa) jest język, w jakim mówimy o klimacie i… umierającej Ziemi. Mamy tu do czynienia z jednej strony z dość oczywistymi mechanizmami negacji, wypierania, uwewnętrzniania, znajdującymi odzwierciedlenie w milionach internetowych komentarzy negujących bądź to sam fakt ekologicznej zagłady, bądź to jej antropogeniczne źródło, z drugiej z medialną papką, w której króluje „walka z upałami” przy pomocy chłodnika i kurtyn wodnych, a jakakolwiek zapowiedź najmniejszej choćby burzy jest określana mianem „załamania pogody”.

O tym, jak nastawione na masowego widza media na całym świecie przyczyniły się do przyspieszenia klimatycznej zagłady, można by napisać niejedną książkę. Nie sposób jednak nie odnotować, że widzowie nie oczekiwali od mediów nic innego jak tłukących mięso głuptasków (i innych mniej lub bardziej destrukcyjnych form konsumpcji). Nikt nie tłumaczył i nie tłumaczy, że za tanim stekiem kupionym w markecie, kryje się dosłowny holokaust lasów tropikalnych i wyjaławianie ziemi na niespotykaną dotychczas skalę. O tym, że jedzenie mięsa (a dokładniej biologicznej masy będącej wynikiem turboprodukcji) w takich ilościach jest zabójcze zarówno dla przyrody i naszych organizmów nikt się nawet nie zająknie, urządzając przy tym pokazy hipokryzji w rodzaju likwidacji szkolnych sklepików z hot-dogami. Współczesne „mięso” jest zapewne czymś zbliżonym do papierosów czy wódki, ale o tym nie dowiemy się ani w szkole, ani w – pożal się Boże – programach informacyjnych. Nikt nie myśli o zakazie jego reklamy, a przemoc chowu przemysłowego rozwija się w najlepsze.

Światowi przywódcy uznali, co prawda, że trzeba pokryć świat solarami i wiatrakami, ale do mediów nie dotarło jeszcze polecenie, aby powiedzieć ludziom – jeśli chcecie żyć, wy i wasze dzieci – OGRANICZAJCIE KONSUMPCJĘ! Siedźcie w domu, jedzcie warzywa i owoce, porzućcie (albo chociaż ograniczajcie) mięso i nabiał, używajcie rowerów zamiast samochodów, nie mnóżcie się, jak króliki. Nic z tych rzeczy. Kulinarne paroksyzmy i wycieczki last minute rządzą świadomością konsumentów. Ogłupianie opinii publicznej za pośrednictwem masowych imprez para-sportowych nigdy nie miało się lepiej. Olimpijczycy igrzysk w Rio będą pływać w cuchnącym fekaliami śmietnisku, niegdyś zwanym zatoką Guanabara.

Świat podzielił się na dwie części. Jedna opanowana jest przez bezsensowną wojnę wszystkich ze wszystkimi. Wojnę w której nie chodzi już o wpływy, ropę czy cokolwiek innego. Wojnę, której jednym celem jest zabijanie. Zabijanie rozczłonkowane, podzielone na części, reżyserowane i uwiecznione. Ktoś jeszcze na tym zarabia, ale chyba nie bardzo wie co zrobić z pieniędzmi.

Druga, opanowana przez pokój, tapla się w coraz to większych perwersjach konsumpcji. Programy kulinarne, zdjęcia steka na Fejsie i hekatomba chowu przemysłowego. Choć wolny świat wygenerował całe mnóstwo różnych przyjemności (kultura, używki, sport, seks), to wydaje się, że na szczycie hedonizmu tkwi ciągle to samo, co u jego podstawy – pożeranie. Im bardziej egzotyczne stworzenie do zjedzenia, im więcej zaznało mąk przed zabiciem, im bardziej zbezczeszczono jego zwłoki przed zjedzeniem, tym lepiej i ciekawiej dla konsumenta. Warto sobie obejrzeć krajanego żywcem na chińskim targu rekina tygrysiego (wczoraj obchodziliśmy na świecie jego dzień – sic!). Warto pomyśleć o tysiącach rekinów wyrzucanych do morza z odciętą płetwą grzbietową, która smakuje tylko wtedy, kiedy konsument wie, że rekin umierał w męczarniach. O słoniach i nosorożcach mordowanych na potrzeby równie psychopatycznych co ciemnych bogaczy z krajów o najwyższym wzroście gospodarczym. Okrucieństwa można mnożyć, choć im więcej się ich pokazuje i pisze o nich, tym trudniej przyjąć ich prawdziwość. Analogiczne zjawisko ma zresztą miejsce w psychologii wypierania ekologicznego miecza Damoklesa.

Część naukowców mówi już wprost o tym, że tylko cud może nas uratować. Inni milczą, doskonale zdając sobie sprawę, że głoszenie prawdy niczego nie może już zmienić. Ilość dwutlenku węgla, która dostała się do atmosfery, przesądza sprawę. Efekt synergii nieszczęść został aktywowany – dwutlenek węgla – ocieplenie – metan – pożary – dwutlenek węgla – zakwaszenie oceanu – dwutlenek węgla i metan. Jałowe szczyty klimatyczne, na których poszukuje się drogi do ograniczenia emisji, można oceniać jedynie w kategoriach żałosnej straty czasu, skoro nawet natychmiastowe ich zastopowanie, nie powstrzyma uwalniania metanu z wiecznej zmarzliny, nie odwróci zakwaszenia i nagrzania się oceanów. Gatunki wymierają na naszych oczach i już niedługo może nie być żywej istoty, prócz samego człowieka, której ten będzie mógł spojrzeć w oczy. W oczy zwierząt hodowlanych nie zaglądał nigdy.

W tym roku Ziemia po raz pierwszy tak wyraźnie powiedziała: „sprawdzam”. Pokażcie mi swoje karty, co tam macie w zanadrzu. Jakie środki zaradcze przygotowaliście? Czy dacie radę co roku wypłacać rolnikom odszkodowania za „suszę”? Czy wspaniałe znaleziska „archeologiczne” wynagrodzą wam brak rzek? Czy starczy wam wody na kurtyny wodne? Czy zaakceptowaliście już fakt, że Azja i Afryka w znacznej części przestały się nadawać do życia i miliony ludzi postanowiły zamieszkać z wami pod jednym dachem? Gdzie sami wyemigrujecie, kiedy morze zacznie zalewać wybrzeża (mieszka was przy nich jakieś 600 milionów)? Co będziecie jedli, kiedy susza spustoszy europejskie czarnoziemy? Czy zdajecie sobie sprawę, że cena steka i butelki wina może wzrosnąć? Czy wiecie, że każdy włączony klimatyzator czyni Ziemię jeszcze gorętszą? Czy zdajecie sobie sprawę, że wycinanie drzew w miastach uczyni życie w nich koszmarem? Czy akceptujecie fakt, że w górach nie będzie śniegu, a w morzu ryb? Czy wiecie, że wasza własność, pieniądze, edukacja, wykształcenie, ścieżki kariery i życiowe plany nie mają już żadnego znaczenia? Czy wiecie, że nie można skołczować tego problemu? Czy zdajecie sobie sprawę, że politycy nie potrafią rozwiązać imigracyjnego „kryzysu”? Czy wiecie, że wasze polityczne wybory są nieistotne? Jak się czujecie z tym, że nic nie zostawiliście dla waszych dzieci? Jakie macie karty, drodzy Ziemianie?

Jest taki nadużywany w cytowaniu fragment u Kierkegaarda, który pasuje do wielu życiowych sytuacji, ale najlepiej i tak pasuje do obecnej sytuacji ludzkości.

Zdarzyło się w pewnym teatrze, że wybuchł pożar za kulisami. Pajac wyszedł przed kurtynę, aby powiadomić o tym publiczność. Myślano, że to żart, i klaskano w dłonie; pajac powtórzył wiadomość; bawiono się jeszcze bardziej. Tak właśnie myślę – koniec świata nastąpi przy ogólnym śmiechu i oklaskach dowcipnisiów, którzy będą myśleli, że to żarty*.

Pozwólcie Państwo zgodzić się w tym miejscu z wielkim filozofem i zadać ostatnie już pytanie. Czy w tej dramatycznej sytuacji jest jeszcze coś do zrobienia? W sferze praktycznej zapewne niewiele. W sferze politycznej ostatnim aktem przyzwoitości byłoby używanie języka adekwatnego do sytuacji (choć to oznacza natychmiastową polityczną porażkę). W sferze indywidualnej jakaś wersja slow life w miejsce kompulsywnej konsumpcji. Może jeszcze poczucie wspólnoty z garstką wybrańców, którzy widzą i rozumieją umieranie Ziemi. Mam szczęście i nieszczęście znajdować się w tym gronie. Tym, co nas łączy, jest bezsilność i poczucie wstydu. Poza tym pozostaje już tylko czekać. W pokorze, złości, pogardzie, dekadencji, wstydzie, strachu, wierze czy upadku – co kto woli. To już kompletnie bez znaczenia.

Andrzej Gąsiorowski, Na temat.pl

Komentarze

10.09.2015 20:47 P.

Scenariuszy może być kilka:
1. Realistyczny - zostanie wywołana wojna, która pochłonie 4-5 miliardów ofiar. Ci, którzy przeżyją cofną się w rozwoju bardzo znacznie i w ten sposób zostanie ograniczona eksploatacja Ziemi (emisje, konsumpcja, produkcja masowa).

2. Szalony - w pewnym momencie ludzkość, a może tylko jeden z krajów posiadających broń jądrową, dojdzie do wniosku, że trzeba napełnić atmosferę pyłem, aby nie dopuścić do dalszego ogrzewania Ziemi i zostanie przeprowadzony atak nuklearny na Yellowstone.

3. Zwariowany - ludzkość wymyśli i szybko wdroży tanią technologię separacji CO2 z powietrza i jego bezpiecznego wykorzystania (masowa produkcja paliw syntetycznych).

ale kontynuacja obecnego trybu życia ludzkości i kopiowania przez kraje rozwijające się nie może trwać zbyt długo.

10.09.2015 22:35 Logic

Trzeba miec nadzieje ze to w egzystencji duchowej jest cały sens a nie w materialnej.
Ale to tez nie jest droga właściwa bo bedzie jedna planetę mniej dla dusz chcących sie doskonalić.

11.09.2015 5:58 OZE

Czy @Autor nie popadł aby na depresję ?

11.09.2015 9:40 Obrona Życia

@OZE chyba coś jest na rzeczy bo przecież nasz świat ginie poprzez liberalne prawo aborcyjne a nie przez jakiś dwutlenek węgla, zakwaszanie oceanów ,ocieplenie klimatu czy co tam jeszcze wymyślą !

11.09.2015 11:26 Mariusz

Kilkadziesiąt tysięcy lat temu było kilka milionów ludzi i jakoś ludzki świat nie wyginął. tyąc lat temu na obszarze Polski zyło może z milion ludzi i jakoś nie wyginęliśmy.
A teraz wystarczy, że populacja się zmniejszy z 38 milionów na 37 milionów i od razu strasza wyginięciem :-D Nawet mimo tego, że ludzi n aświecie przybywa w zastraszającym tempie

11.09.2015 11:28 Mariusz

A jeszcze mi się przypomniała jedna bzdura głoszona przez zwolenników masowego rozrodu homo podobno sapiens. Otóż w samej Australii ma się zmieścić 6 milirdów ludzi !!! :-) Proponuję zwolennikom tej teorii wybrać się na australijską pustynię i tam pomieszkać z miesiąc

11.09.2015 14:16 azg vel threeme

@Zmieścić, to się zmieszczą:) Ale, ja zawsze na takie bzdury zadaję pytania:
- co z wodą?
- co z żywnością?
- co z energią?
Tylko z tym ostatnim na pustyni nie byłoby większego problemu... chociaż nie, wyprodukowanie paneli PV dla 6mld... ba, nawet dla kikuset milionowej społeczności to olbrzymie koszty energetyczne i surowcowe. Być może zbyt olbrzymie.

11.09.2015 14:45 Kloszard

@OBRONA ZYCIA
Twoj nick jest zaprzeczeniem tego co wygadujesz. Zal słuchać takich ludzi...

11.09.2015 15:55 Wioletta Jańczak

Panie Andrzeju
Każde zdanie artykułowało konstatacje, które krystalizowały się we mnie w ciągu ostatnich dwóch lat, a katalizatorem tychże, był Świat na rozdrożu M.Popkiewicza.Przykro mi.Cenne pozostaje spotkanie, choćby pośrednie, Człowieka, który czuje pokrewnie.

11.09.2015 20:54 adaś

Skoro się tak dekadencko zrobiło zacytuję wiersz Czesława Miłosza :"Koniec świata"

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

11.09.2015 21:18 Adi

Never turn your back on Mother Earth:

https://www.youtube.com/watch?v=RzDvp2ox-Gs

Nigdy nie odwracaj się plecami do Matki Ziemi

PS. Szacunek dla autora za artykuł.

12.09.2015 8:28 cios w ego

że nie wiadomo gdzie Matka Ziemia ma ręce potrzymajmy ją za drzewa zawsze to lżej umierać gdy jest ktoś bliski i i życzliwy.

13.09.2015 9:45 OBRONA ŻYCIA

@KLOSZARD
No i świat naprawiony . Brawo !

13.09.2015 18:28 gupol

dobrze nie jest ale tez nie mozna popadać w skrajność.
słyszeliście ostatnie dane GUS?
pomimo suszy zbiory zbóż w polsce bez kukurydzy wyniosły w tym roku ok 25 mln ton. to powyżej średniej z ostatnich 10 lat. niewiem to chyba by musiało wcale nie padać przez 2 lata żeby obciąć zbiory o połowę...

13.09.2015 20:04 Coyote

@Gupol , nie wiadomo czy te dane nie są warte tyle ile sondaże wyborcze . Słabe zbiory zbóż to słabość , a przy obecnej sytuacji geopolitycznej nikt na pokazywanie swoich słabości nie może sobie pozwolić . Zdziwić się można na losy ilu wojen wpłynął zwykły , biały wywiad .

15.09.2015 2:09 gupol

@coyote
no taaak. podły spisek 5 kolumny....
pewnie do zboża tez dopłacają żeby sztucznie zanizyć ceny. wszystko jasne.

15.09.2015 22:54 Coyote

@Gupol Różnie może być , ale w zbiory powyżej średniej jakoś nie wierzę . Zresztą przecież na zielonej wyspie wszystko tylko wzrasta niezależnie od warunków , wzrost gospodarczy , zbiory zbóż , dobrobyt . By żyło się lepiej a Kazachst... pfu Polska rosła w siłę .
Ze względu na wojnę celną z ruskimi nikt się słabymi zbiorami NIE pochwali . Proste . Choćby mieli dosypać ludziom do paszy najgorsze gmo gówno z ameryki albo dopłacać . Wide , obniżka cen benzyny przed ostatnimi wyborami .
Do tego znowu wybory ... Zapomnij .

16.09.2015 3:30 gupol

nie no spoko, sam jestem wyznawcą teorii spiskowych ale chyba w swoich rozważaniach posuwasz się zbyt daleko. podobno zbiory zbóż są mniejsze od zeszłorocznych o jakies 3 - 4 miliony ton ale średnia jest z 10 lat więc weź poprawkę.

http://www.pb.pl/4261973,12760,bgz-bnp-paribas-zbiory-zboz-podstawowych-beda-nizsze-o-10-15-w-2015-r.

16.09.2015 20:32 Coyote

W południowej Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku szału nie ma . To wynika z rozmów ze znajomymi żyjącymi z roli . Może inne rejony nadgoniły , Ale wątpię .
Szacunki BGŻ mniej więcej się potwierdzają , zboża gorzej o prawie 1/5 kukurydza o 1/4 albo gorzej . Dane GUS,u są preparowane na polityczne zamówienie .

17.09.2015 16:31 gupol

dobra niech będzie że GUS kłamie ale 25mln ton zbóż to nie jest tragedia. to tyle samo albo wiecej ile zbieraliśmy w latach 90tych. zbiory musiały by spaść poniżej 20 mln ton żeby był większy problem.

19.09.2015 18:15 Zmiennoimienny

https://www.youtube.com/watch?v=3wqErF9Rct8

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto