Ekonomiści a spowolnienie światowej gospodarki cz. 2: Hamowanie

W Gazecie Wyborczej pojawiło się ostatnio sprawozdanie z panelu dyskusyjnego Towarzystwa Ekonomistów Polskich, na którym ekonomiści dyskutowali, dlaczego gospodarka światowa w ostatnich latach rośnie wolno i jak długo sytuacja ta potrwa.

W poprzedniej części przyjrzeliśmy się czynnikom, które przyczyniły się do bezprecedensowego wzrostu gospodarczego w minionych pokoleniach. W tej części zobaczymy, że większość z tych stymulujących wzrost czynników przestaje działać, a coraz więcej zaczyna działać hamująco.

Hamowanie

Droga do miejsca, w którym się znaleźliśmy, była bardzo logiczna. Paliwa kopalne umożliwiły wzrost naszej populacji do ponad 7 miliardów ludzi, a znaczącej ich części życie w bezprecedensowo wygodny z perspektywy historycznej sposób. Zwolniły nas z obaw przed głodem i konieczności codziennej pracy w pocie czoła – tym samym pozwalając na powszechną edukację i gwałtowny rozwój technologii. Zasiliły też wykładniczy wzrost gospodarczy. Stały się naszym prawdziwym skarbem.

Jednak jedyną stałą rzeczą są zmiany. Model, który miał rację bytu w XIX i XX wieku, w naszym stuleciu dochodzi do swego kresu. Jest też bardzo możliwe, że kończy się też sama epoka bezprecedensowego wzrostu znana nam z poprzednich pokoleń. Na początku książki przyjrzeliśmy się czynnikom, które stworzyły stymulujący wzrost koktajl. Coraz więcej z nich przestaje działać w kierunku wzrostu, a zaczyna zaciągać hamulec.

Wzrost populacji? Globalnie rzecz biorąc, o ile nie nastąpi jakaś katastrofa, wzrost liczby ludzi na Ziemi powyżej 10 miliardów jest już praktycznie zagwarantowany, a nawet jeszcze w tym stuleciu może sięgnąć 13 miliardów. Samo w sobie jest to katastrofą dla zasobów i środowiska. Wieczny wzrost populacji nie jest ani możliwy ani pożądany. Jeśli uważasz, że to nie problem, spróbuj wyobrazić sobie Ziemię zamieszkałą przez 100 czy 200 miliardów ludzi – już teraz, kiedy jest nas trochę ponad 7 miliardów, zajęliśmy praktycznie wszystkie tereny nadające się na ziemie rolne i pastwiska, a przypadający na osobę areał ziem uprawnych do 2050 roku spadnie do zaledwie 0,07 ha na osobę (to połowa tego, co w 1996 roku). Wzrost populacji zamiast być korzyścią gospodarczą, przybliża nas do katastrofy.

Owszem, w krajach uprzemysłowionych (Europa, USA, Japonia, …) przyrost naturalny wyhamowuje lub wręcz się odwraca. Jednak moment, w którym następuje koniec wzrostu, a następnie spadek populacji, z punktu widzenia systemu finansowo-gospodarczego mogącego istnieć jedynie w warunkach wzrostu wykładniczego jest olbrzymim problemem. Będzie nie tylko coraz mniej pracowników, ale też coraz więcej emerytów, których trzeba będzie utrzymać – obrazowo mówiąc, z „piramidy demograficznej” zrobi się „grzyb demograficzny”. W miarę starzenia się społeczeństw będą spadać nie tylko nadwyżki dostępne na wzrost i inwestycje, ale też spadać będzie innowacyjność. Nie będzie trzeba budować nowych domów, wyposażać ich i rozbudowywać infrastruktury, co dla wzrostu gospodarczego jest zabójcze.

Nowe, tanie zasoby? Nie ma już dziewiczych terenów, na których czekałyby na nas nienaruszone ziemie rolne, lasy, łowiska, złoża ropy i kopalne. Zasoby odnawialne są eksploatowane szybciej niż się odtwarzają, gwałtownie przesuwa się też granica jakości eksploatowanych złóż zasobów nieodnawialnych: ropy, gazu, węgla, rud metali, fosforu i wielu innych. Dziś nie ma już złóż ropy, takich jak 100 lat temu w Teksasie – coraz zażarciej i z rosnącymi kosztami (także społecznymi, środowiskowymi i czasowymi) „skrobiemy dno beczki”.

Koszty zewnętrzne i problemy środowiskowe stają się przygniatające. Widzimy je w zmianie klimatu, wymieraniu gatunków, zanieczyszczonych rzekach, rosnących strefach beztlenowych, erozji gleb, wysychających jeziorach, przesycaniu środowiska związkami hormonalnie czynnymi i długiej liście innych problemów. Zajmujący się środowiskiem naukowcy coraz częściej mówią o trwającym właśnie Szóstym Wielkim Wymieraniu w historii Ziemi i początku Antropocenu - epoki na dobre i na złe ukształtowanej działaniami człowieka.

Globalizacja? Zawłaszczona przez korporacje staje się wielkim wyścigiem do dna: wielki biznes idzie tam, gdzie ma najlepsze warunki: tam, gdzie nie ma przepisów ochrony środowiska (najtaniej jest wylać ścieki do rzeki), podatków (wielkie korporacje, w odróżnieniu od małych firm, wiedzą jak uniknąć ich płacenia) czy praw pracowniczych (praca pracujących po 14 godzin przez 7 dni w tygodniu nastolatek bez ubezpieczenia jest najtańsza). Wraz z rozpowszechnianiem globalizacji z krajów uprzemysłowionych, na przykład Stanów Zjednoczonych czy Europy zaczęły znikać solidne miejsca pracy w sektorze produkcji, potem w usługach biznesowych, projektowaniu, logistyce, badaniach – czyli wszystkich tych dziedzinach, w których pracę znajdowali kiedyś absolwenci uczelni. Zadało to olbrzymi cios klasie średniej, bo to przez te miejsca pracy wiodły tradycyjne ścieżki awansu społecznego w społeczeństwie. Ponieważ w tych warunkach dobrą pracę mają zapewnioną tylko ci, którzy wywodzą się z bogatych rodzin, skutkuje to wzrostem rozwarstwienia i zanik szans awansu społecznego. Dopóki istniał Związek Radziecki, który promował alternatywny system gospodarczy, w krajach kapitalistycznych istniała konieczność utrzymywania systemu atrakcyjnego dla większości społeczeństwa. Wraz z upadkiem ZSRR znikła też alternatywa dla neoliberalnej gospodarki a wraz z nią hamulce dla narastania nierówności i degeneracji kapitalizmu w system w którym społeczeństwa mają coraz mniej do powiedzenia, a korporacje coraz więcej. Proces ten dopiero się rozpoczął i dopiero przyszłość przyniesie odpowiedź na pytanie, czy społeczeństwa zdołają go zatrzymać i odwrócić, czy też doprowadzi do świata władzy korporacji i orwelliańskiej kontroli społeczeństwa.

System finansowy, który powinien służyć realnej gospodarce, został zawłaszczony przez wielkie banki, które zamieniły go w wielkie kasyno. Wielkie instytucje finansowe bezkarnie manipulują rynkami, wciskają klientom niekorzystne dla nich rozwiązania finansowe, rozregulowują rynki transakcjami wysokiej częstotliwości, kupują ustawy i robią wiele innych rzeczy które służą ich zyskom, a szkodzą gospodarce i społeczeństwu. Są przy tym tak bezkarne, jakby stały ponad prawem. Jeśli jakiś bank zostaje złapany, zarząd nie idzie za kraty, co najwyżej bank płaci grzywnę, z reguły znacznie mniejszą od zysków.

Odpowiedzią systemu finansowego na spowodowane m.in. globalizacją osłabienie klasy średniej i spadek zarobków większości społeczeństwa było obniżenie stóp procentowych i zachęcanie do utrzymania poziomu życia na kredyt. Najbogatsi, pożyczając za pośrednictwem rosnącego systemu bankowego swoje pieniądze na procent i korzystając z inżynierii finansowej, bogacą się coraz bardziej, podczas gdy dochody klasy średniej i niższej spadają, a odsetki od długu (zarówno osobistego, jak i pań¬stwowego) obciążają ich dochody, prowadząc do coraz większego zadłużania się. Globalne korporacje, takie jak Google, Apple czy Starbucks, zatrudniające sztaby prawników i doradców podatkowych, tworzą skomplikowane międzynarodowe struktury, pozwalające im na unikanie płacenia podatków. Pozbawione tych dochodów państwa odbijają to sobie wyżej opodatkowując podatników i mniejsze firmy, nie mające możliwości ucieczki przed fiskusem. W miarę jak oligarchiczna gospodarka się rozprzestrzenia, a władza korporacyjnych baronów i banksterów rośnie, system ma coraz mniej wspólnego z wolnym i uczciwym rynkiem, produktywna część społeczeństwa ma się coraz gorzej, a nierówności narastają, podkopując stabilność społeczeństw. Sprzyja temu ostatni masowy dodruk pieniędzy – pozostają one w większości w kasynie systemu finansowego, pompując ceny akcji i innych instrumentów finansowych, zapewniając instytucjom finansowym, korporacjom i najbogatszym rekordowe zyski. Górny 1% najbogatszych zbiera owoce zysku dla siebie, posiadając już połowę całego majątku światowego. W tych warunkach klasa średnia, wolny rynek i sam kapitalizm podupadają. W tej sytuacji nie działają już obniżki podatków czy ułatwienia dla przedsiębiorców, trudno też o ożywienie gospodarcze. Bo skąd ono ma się wziąć? Proces ten nie może oczywiście trwać w nieskończoność – w pewnym momencie dochodzi do destrukcyjnego dla gospodarki kryzysu finansowego.

Poziom specjalizacji pracy doszedł już do swojego progu i trudno liczyć na dalsze korzyści z tego procesu. Wręcz przeciwnie, tak daleko posunięta specjalizacja zaczyna nas uwierać, bo tracimy umiejętności spoza wąskiego zakresu naszej pracy. Jako pracownicy zaczynamy myśleć bardzo wąsko i coraz trudniej porozumieć się z ekspertami z innych dziedzin. Pogarsza się też umiejętność radzenia sobie w nietypowych sytuacjach.

Edukacja? Tutaj też nie jest dobrze – w Polsce postanowiliśmy produkować taśmowo studentów, nie szkodzi, że w kierunkach, po których nie będzie dla nich pracy. To, czego chcą się uczyć młodzi ludzie; to, czego uczą się w szkołach i na uczelniach oraz to, jakich kompetencji potrzebuje rynek pracy przyszłości to niestety trzy wzajemnie ortogonalne rzeczywistości.

Technologie? Owszem, ich rozwój wciąż ciągnie wzrost gospodarczy. Ale czy sam da radę? Wiele wskazuje zresztą na to, że na polu rozwoju nowych technologii też możemy oczekiwać spowolnienia. O tym napiszę w kolejnym artykule.

Widzimy, że czynniki, które zapewniły nam pokolenia wykładniczego wzrostu gospodarczego, zaczynają wygasać lub wręcz zaczynają działać w drugą stronę. Na razie obserwujemy dopiero spowalnianie wzrostu gospodarczego, a nie jego zatrzymanie się lub spadek, ale już samo to oznacza dogłębną zmianę warunków makroekonomicznych. Nic dziwnego, że ekonomiści czują się zagubieni – widzą, że światowa gospodarka zachowuje się „jakoś dziwnie”, inaczej niż „zawsze”, a sprawdzone wcześniej narzędzia polityk gospodarczych, monetarnych i fiskalnych jakoś nie działają tak, jak powinny.

Dzieje się tak, ponieważ obowiązujące obecnie teorie ekonomiczne zostały stworzone i przetestowane w warunkach świata wzrostu. W sytuacji, w której warunki te przestają działać, uważane za oczywiste „prawa ekonomii” (które wcale nie są prawami podobnymi na przykład do „praw fizyki”, lecz raczej zbiorem empirycznych obserwacji przeprowadzonych w pewnych szczególnych warunkach) przestają działać. Wraz z rosnącą konsternacja i nieskutecznością standardowych mechanizmów pobudzania wzrostu gospodarczego sternicy naszych gospodarek częściej sięga się po tzw. „niestandardowe instrumenty polityki pieniężnej”, takie jak zerowe (lub wręcz ujemne) stopy procentowe, pakiety luzowania ilościowego (czyli masowy dodruk pieniędzy przez banki centralne), wykup bezwartościowych aktywów po cenie nominalnej i inne operacje, które wcześniej nie były stosowane (lub ewentualnie zaledwie dekadę temu były do przypisane kategorii kretynizmów gospodarczych zarezerwowanych dla tak zwanych republik bananowych).

Trwają dyskusje, czy luzowanie ilościowe działa i jest korzystne, czy jest bez sensu lub wręcz jest szkodliwe. Czy należy ratować działającą gospodarkę, na przykład zapewniając firmom nieoprocentowany kredyt, czy raczej pozwolić na oczyszczającą recesję, która wymiecie nieefektywności i odda zasoby do dyspozycji nowym graczom. W środowisku ekonomistów nie ma nawet konsensusu względem tego, jakie były przyczyny kryzysu. Słyszy się wiele wyjaśnień, często wzajemnie sprzecznych, co trafnie podsumowuje dowcip:

Spotyka się dwóch analityków ekonomicznych. „Nic nie rozumiem z ostatniego kryzysu” – mówi jeden. Drugi odpowiada z przekonaniem: „Chodźmy na kawę, wytłumaczę ci”. Na to pierwszy: „Wytłumaczyć to i ja potrafię”.

Coraz częściej spotykanym wyjaśnieniem jest mówienie o „cyklu gospodarczym”, „cyklu koniunkturalnym”, „cyklu surowcowym” bądź jakiejś innej odmianie „cyklu”. Ekonomistom pozwala to przejść do porządku dziennego nad niezrozumieniem zachodzących zdarzeń na gruncie ekonomii z czasów świata wzrostu, a jednocześnie zbudować optymistyczną narrację (bo rynek potrzebuje optymistycznej narracji, żeby zachęcić konsumentów do konsumowania, a inwestorów do inwestowania) i uspokoić społeczeństwa, że będzie dobrze. Mówienie o „cyklach” oznacza mniej więcej tyle: „Nie wiem co się dzieje, ale się do tego nie przyznam, jednak właśnie wyjaśniłem Wam, że skoro mamy cykl, to przecież po tak długim okresie prosperity okres gorszej koniunktury jest normalny, ale (jak to w cyklu), okres prosperity po nim oczywiście wróci”.

Niestety, idąc w tym kierunku zaklinamy rzeczywistość i udajemy, że można dalej robić to, co do tej pory – podczas gdy – jeśli chcemy myśleć o zdrowej sytuacji gospodarczej – potrzebne są bardzo głębokie zmiany. Mówiąc inaczej – jeśli chcemy, żeby pozostało po staremu (żebyśmy mogli się cieszyć dobrym i stabilnym światem, z miejscami pracy i zdrową gospodarką, o naszym zdrowiu i stanie środowiska nie wspominając), to wiele będzie musiało się zmienić. I to szybko.

Części negatywnych procesów możemy przeciwdziałać, bo są częścią działania mechanizmów społecznych i gospodarczych, na przykład wprowadzając polityki ukierunkowane na ograniczanie stopnia nierówności, ograniczając skalę finansjalizacji gospodarki i zysków największych korporacji, poprawiając jakość systemu edukacyjnego czy wprowadzając wycenę kosztów zewnętrznych.

Do niektórych – tych stanowiących część fizycznej rzeczywistości – przyjdzie nam się lepiej lub gorzej dostosować. Są wśród nich wyczerpywanie się łatwo dostępnych zasobów, ograniczenia środowiska w absorpcji naszych odpadów, starzenie się społeczeństwa czy coraz większa ilość skomplikowanej wiedzy do opanowania.

Marcin Popkiewicz

Komentarze

07.01.2015 17:02 Kloszard

Ekonomiści są jak wróżki, szamani, astrolodzy - prezentują podobny poziom zrozumienia rzeczywistości i mają podobną zdolność predykcyjną.

07.01.2015 17:32 Mariusz

Wykła opisuje proces FEUDALIZACJI LUB OLIGARCHIZACJI ekonomii. Jest to możliwe w warunkach gospodarki wolnorynkowej gdzie proces wolnorynkowy zakłada, że większe zjada mniejsze.

07.01.2015 18:21 co2

Artykuł powyżej w swojej istocie prezentuje zagrożenia hipotetyczne,które jeszcze nie miały i nie będą miały miejsca,ja przytoczę słowa pana cejrowskiego podróżnika,który jeździ po świecie,twierdzi on że ludzie w europie twierdzą że zaczyna brakować ziem uprawnych na świecie a on zauważył coś zupełnie innego jeżdżąc po afryce widzi jak mało żyznych ziem jest explaatowanych zauważł że afrkańczycy nie orają nawet 1% ziem w afryce twierdzi że ludzkość ma spory zapas do zagospodarowania ziem,cejrowski widzi ile terenów kotliny kongo jest nie obrabianych,często też w swoich programach mowi o rolnictwie w ameryce południowej zauważył problem niezagospodarowanej ziemi w amazonii,ile terenów żyznych jest tam do zagospodarowania!

07.01.2015 20:07 adaś

@CO2
Czyli zaorać wszystkie sawanny, a żyjące tam antylopy wysłać na Marsa ? Czy dobrze Cię zrozumiałem ?

07.01.2015 20:08 Kloszard

Tak Cejrowski powiedział, że w Chinach przeludnienie to mit. Tak Afrykańczycy będą orali Saharę i Kotlinę Konga w strefie lasów deszczowych, gdzie gleba po kilku latach jałowieje. No i jeszcze żyzna Amazonia z glebami laterytowymi, brakuje jeszcze Syberii i tundry. Czy słyszał pojęcie - pojemność środowiska. Jak słyszę takie wywody to mi witki opadają

07.01.2015 20:29 co2

@kloszard,@Adaś,na sawannach powinni sadzić drzewa owocowe między innymi ctrusy,by wzrosły sumy opadów na sahelu,chodzi mi o żyzne gleby od gwinei po tanzanię,lasy zwiększają sumy opadów bo transportują wilgoć w głąb kontynentu,ale jakby wycieli połowę dzrzew w kotlinie kongo to z dnia na dzień nie powstałaby tam pustynia,a co do tych antylop cytrusy na sawannie dobrze by im zrobiły.

07.01.2015 20:32 adaś

@Mariusz.
Ciekaw jestem gdzieś Ty to wyczytał iż proces wolnorynkowy zakłada, że większe zjada mniejsze ?
Proces wolnorynkowy powoduje pewną optymalizację. Czyli płytki ceramiczne będzie produkował duży zakład. Ale i dla małego, który robi artystyczne płytki ręcznie zdobione znajdzie się miejsce. Natomiast układać te płytki w mieszkaniach będą zawsze mali przedsiębiorcy ( w PRL próbowano inaczej i kiepsko to wychodziło )
Podobnie samochody i motocykle będzie produkował duży zakład. Ale i dla małego, robiącego choppery na zamówienie będzie miejsce w wolnorynkowej gospodarce. Natomiast warsztaty naprawcze czy wulkanizacyjne to będą zawsze małe przedsiębiorstwa. I nikt ich nie zje. Chyba ,że jakaś mafia, ale wtedy nie ma już wolnego rynku.

07.01.2015 20:44 Ans

@CO2
Jesli to co piszesz, to wiedza zaczerpnięta z tekstów p. Cejrowskiego, to trzeba stwierdzić, ze w jego przypadku podróże niestety nie kształcą.
Wszystko opada.
Polecam książkę "Zar" D Rosiaka o Afryce - to jeśli chodzi o poszerzenie wiedzy o tym kontynencie minimalne. Bo co do podstaw ekologii to wystarczy podręcznik biologii do liceum....

07.01.2015 20:45 adaś

@CO2
Zanim zaczniesz być specjalistą od Afryki może poszperaj w internecie na temat Polski. Podpowiem Ci, że na jednego obywatela przypada u nas ok 0,5 ha użytków rolnych (czyli gruntów ornych, pastwisk, łąk i sadów ). I jesteśmy eksporterami żywności.
W latach siedemdziesiątych Polska i Nigeria miały podobną liczbę mieszkańców. Policz sobie co by było gdybyśmy poszli drogą Nigerii, ile byśmy dziś mieli ha na obywatela ? I napisz coś sensownego, jakbyś rozwiązał ten problem ?

07.01.2015 21:09 co2

@ans,cejrowski jeździ po świecie i doświadcza ogromu tej przestrzeni,i doskonale widzi ile ziemi przypada na jednego obywatela,co nie?
@Adaś,wyczytałem w pewnym poczytnym czasopiśmie że na mapach świata afryka pokazywana jest jako dużo mniejsza niż jest w rzeczywistości więc pewnie i ziemi potencjalnie uprawnej jest odpowiednio więcej niż pokazują mapy świata,codzi tu o lasy kotliny kongo.

07.01.2015 21:13 co2

@Adaś,co do tego gdybyśmy mieli taką liczbę ludności jak obecnie Nigeria,pewnie obecnie byśmy sprowadzali żywność właśnie z kotliny kongo ale nigdy to się nie stanie więc nie ma co gdybać.

07.01.2015 21:52 Kloszard

@CO2
Tak, Cejrowski mówi dużo, ale nie wiele z tego wynika, w każdym razie jest on bardzo kiepskim źródłem wiedzy o świecie.Powiedział nawet, że żadne regulacje dotyczące ochrony środowiska nie są potrzebne - to już daleko posunięty fanatyzm. Też widziałem na świecie to i owo, ale skłania mnie to do zupełnie innych wniosków niż Cejrowski, który najwyraźniej twierdzi, że dla ludzkiej ekspansji nie istnieją żadne ograniczenia. Po za tym mam dziwne wrażenie, że trollujesz.

PS
Dla mnie programy podróżnicze Cejrowskiego są infantylne. Jako podróżnika znacznie bardziej cenię Jacka Pałkiewicza.

07.01.2015 21:55 Marcin Popkiewicz

@CO2
Jak na krótką wypowiedź udało Ci się (jak rozumiem w oparciu o wypowiedzi p.Cejrowskiego) w szeregu kwestii rozminąć ze stanem wiedzy naukowej. Może tylko zauważę, że jeśli pozyskamy więcej ziemi uprawnej kosztem Amazonii (i do diabła z żyjącymi tam zwierzętami i roślinami), to plony spadną. Nie tylko względnie z hektara, ale w ilości bezwzględnej też.
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/2382/amazonia-na-drodze-do-utraty-23-biomasy-w-ciagu-kilku-dekad
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/2871/amazonia-na-krawedzi
Z kotliną Kongo podobnie.

Do lat 70. XX wieku powierzchnia terenów uprawnych rosła wykładniczo, głównie dzięki zajmowaniu pod uprawy łąk, lasów i innych dzikich wcześniej terenów. Jednak proste możliwości zajmowania nowych terenów już nam się kończą. Jedynie 10% powierzchni lądów nadaje się do uprawy, dalsze 40% ze względu na cienką warstwę gleby, brak lub nadmiar wody lub duże nachylenie terenu może służyć co najwyżej do hodowli zwierząt. Pozostała połowa lądów nie nadaje się do produkcji żywności. (http://www.fao.org/docrep/010/a0701e/a0701e00.HTM)
Najlepsze tereny zostały już zajęte, a nowe tereny uprawne pozyskujemy głównie przez karczowanie lasów tropikalnych, osuszanie mokradeł, zajmowanie sawann i łąk, czyli kosztem cennych i wrażliwych ekosystemów. A i tak od ćwierć wieku tracimy tyle, ile pozyskujemy, bo nasila się tempo utraty terenów rolnych przez ich degradację, erozję, suszę i urbanizację. FAO przewiduje, że do połowy wieku areał ziem rolnych może wzrosnąć jedynie o 5% (http://www.fao.org/fileadmin/templates/wsfs/docs/expert_paper/How_to_Feed_the_World_in_2050.pdf), co oznacza w praktyce stagnację.

Doskonałe podsumowanie sytuacji http://www.earth-policy.org/books/fpep

07.01.2015 22:08 Adrian

@CO2
Kiedyś z ciekawości wyliczyłem dowodząc takiemu jednemu, że na Ziemi zmieściłoby się kilkadziesiąt bilionów ludzi. Tzn wszyscy ustawili by się obok siebie tak z pięciu na metr kwadratowy. A gdyby dla nich pobudować bloki, to wielokrotnie więcej. :) "Zmieścili by" się co nie? Więc Cejrowski ma rację w tej kwestii, mądry facet...

07.01.2015 22:12 co2

@kloszard,Ja w przecieieństwie do cejrowskiego nie twierdzę że ludzkość może w nieskończoność się rozmnażać,ale twierdzę że wzrost populacji afryki może korelować wraz ze wzrostem wydajności rolnictwa,w polsce w 1989 nie produkowano więcej żywności niż obecnie a realna zamieszkująca polskę populacja obecnie jest mniejsza.

Ps
Nie wydaje mi się że rolluję,raczej jestem wizjonerem,realistą,ale nie zbytnim optymistą,i ciepłolubem.

07.01.2015 22:29 co2

@Autor Bloga,dostrzegam problemy wrastającej populacji w afryce,ale czy nikt się nie zastanowił przykładowo gdybyśmy jako bogata północ wszystkie nadwyżki żywności które lądują w koszach,oddawali na pomoc humanitarną ,to już mogłoby to rozwiązać częśc problemu wzrastającej populacji,jestem zafrapowany tym że bogaty zachód dotując swoich rolników i nie udzielając preferencyjnych kredytów dla afrykańskiego rolnictwa,zawyża sztucznie ceny żywności,i skazuje ubogich afrykańczyków na głód my jako bogaty zachód nie mamy czystego sumienia,a co dotego że nie każda gleba nadaje się d rolnictwa w pełni się zgadzam ale istnieje możliwość dostosowywania lokalnego rolnictwa do lokalnych warunków glebowych i klimatycznych dobierając odpowiednie odmiany sorgo,pszenicy itp.

07.01.2015 23:16 adaś

@CO2
Oczywiście, że jest co gdybać. Gdyby nas było 160 milionów, to powiadasz, że byśmy sprowadzali żywność z Kongo ? A czym byśmy płacili ? Węglem ? No to by u nas zimą ludzie marzli. Miedzią ? Oj, to by pralka i wszystko inne, co ma silnik elektryczny kosztowało dwa razy tyle. A ile byśmy potrzebowali ropy skoro teraz zużywamy 20 mln ton rocznie ? Od kogo byśmy ją kupili i czym zapłacili ? Od Arabów i płatność młodymi dziewicami ?
Byłaby bieda z nędzą, jak w niektórych krajach Afryki.
Zainteresuj się o co tak naprawdę w Afryce była wojna między Hutu a Tutsi. O zasoby i ziemię, której wg Ciebie jest tam pod dostatkiem.

07.01.2015 23:44 co2

@Adaś,Czym byśmy płacili?A czym płaci japonia?no jasne nowymi technologiami, tym samm za paliwo znalazły by się walory!Hutu i tutsi nie sadzą drzew owocowych,pewnie dla tego wojują,zajmują się koczownictwem,tym czym naszczęście biali już dawno przestali się zajmować.

08.01.2015 6:23 Szulu

Fajny teks Marcin ;) Do pelnego obrazu dysfunkcjonalnego sytemu zabraklo dodania jednego elementu. Calkowicie dysfunkcjonalne Media, albo nalezloby powiedziec funkcjonalne inaczej.

08.01.2015 6:54 Szulu

Cejrowski jest dobra egzemplifikacja tego o czym pisze w poscie powyzej, w stanach by go pewnie jakis Koch Institute dofinasowal "bo dobrze gada". Przy czym mysle ze Cejrowski to wogole male piwo i nie ma co o nim gadac.

Chcialem cos powiedziec o systematyce nauki w kontekscie tego artykulu o ekonomistach.

Jasne ze Statystyka jest czescia Matematyki a zatem wszystkie prawa obowiazujace w Matematyce obowiazuja w Statystyce. To ze z punktu widzenia Statystyki twierdzenie Banacha o podziale 1 Sfery na 2 identyczne Sfery o takiej samej objetosci i rozmiarze jest absurdem wnika z tego ze Statytystyka jest rodzajem sub-nauki, przyblizonego modelu rzeczywistosci, w rzeczywistosci wszystkie prawa Matematyki obowiazuja w Statystyce nie ma sily.

Podobnie jest na przyklad z Genetyka i Bilogia i Ornitologia, jasne ze Genetyka ma znikome zastosowanie w Ornitologi, wciaz niemniej wszystkie prawa Genetyki beda obowazywaly w Ornitologi, replikacja dna, transferaza enzymow beda w niej obowiazywac i beda prawdziwe w Ornitologi i huj ze tak powiem, tak po prostu jest.

Ekologia jest nauka o interakcjach pomiedzy gatunkami a srodowiskiem, gatunkami pomiedzy soba.

Ekonomia jest nauka o interakcjach jednego gatunku z zasoboami srodowiska i srodowiskiem i ze soba.

Jasne jest ze Ekonomia jest rodzajem przyblizenia, modelu i pod-nauka Ekologi, mozna ja traktowac jak Statystyke w Matematyce.

Zatem wszystkie prawa obowiazujce w Ekologii musza obowiazywac w Ekonomi po prostu.

Prawo Minimum Liebiga
Zasada Tolerancji Ekologicznej Shelforda
Uniwersalny Dylemt Ekologinczy
Wymieranie Gatunkow

obowiazuja w Ekonomi, i .............. ;)

Z tego punktu widzenia nalezalo by wszystkich ekonimistow wlasciwie przetrenowac od nowa ;)

Co do specjalizacji i zawezania wiedzy to mysle ze to nie prawda, ja jestem z wyksztalcenia Ekonomista ;)
Mysle ze osoba ktora umie czytac moze posiadac rozlegla wiedze bez najmniejszego problemu ;) A nie byc medialnym specjalista jak Szczesniak, Petru czy Balcerowicz ;)

Howgh

08.01.2015 19:11 adaś

@CO2
Ty chyba naprawdę nie wiesz o czym piszesz. W Japonii w latach 50-tych zaczął obowiązywać model rodziny 2+2, czyli rodzice i dwójka dzieci. Ludzie zaczęli inwestować w wykształcenie, Japończycy studiowali na zagranicznych uczelniach, a dzięki swojej pracowitości w wielu dziedzinach prześcignęli resztę świata. Gdyby poszli drogą Nigerii to o żadnym wykształceniu nie byłoby mowy. Byliby najwyżej cenioną za solidność tanią siłą roboczą.

08.01.2015 20:56 co2

@Adaś,Wpełni się z tobą zgadzam,źle się zrozumieliśmy ja miałem na myśli stopniowy wzrost populacji do docelwych 160 mln,fakem jest że niekontrolowany przyrost populacji taki jak w ugandzie nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu,też koło płudnia czytając dokładnie swój wpis doszłem do wniosku że walnełem fopa.

08.01.2015 21:08 co2

Ja mam takie przesłanie że to co się dzieje w nigerii nie oznacza katastrofy,ale jest jeden warunek że polska pod swoją kuratelę włączy nigerię dając sobie kolnię a rczej państwo o nazwie ''Polskonigeria''w afryce i sprawnie funkcjonujące polskie rolnictwo na terenie obecnej nigerii,zrobiliśmy by dobry uczynek dla biednych czarnoskórych oddając im połowę własnych zasobów,łącząc się z nimi zapewnilibyśmy nigeryjczykom godziwe polskie emerytury,w zamian otrzymalibyśmy państwo 200 milionowe i ogromne zaplecze rolnicze,dobre w tym by było gdyby po polsku mówiłoby 200 milionów ludzi czyż to nie piękne.

08.01.2015 23:06 Marcin Piotr

@CO2
"Adaś,wyczytałem w pewnym poczytnym czasopiśmie że na mapach świata afryka pokazywana jest jako dużo mniejsza niż jest w rzeczywistości więc pewnie i ziemi potencjalnie uprawnej jest odpowiednio więcej niż pokazują mapy świata,codzi tu o lasy kotliny kongo."

A w jakim to poczytnym czasopiśmie wyczytałeś? "Czwarty wymiar"? "Wróżka"? "Życie na gorąco"? "Fakt TV"? Naprawdę, nie wierz we wszystko co tam piszą....
Zapewne chodziło ci o to, że w odwzorowanie sfery jaką w przybliżeniu jest Ziemia na powierzchnię płaską jaką jest mapa zawsze zniekształca obraz. Dlatego mamy odwzorowania:
-wiernokątne- w których zachowane są kąty pomiędzy trzema dowolnymi punktami, a odległości i powierzchnie są zafałszowane
-wiernoodległościowe- w których odległości w niektórych (podkreślam: niektórych) kierunkach są zachowane a kąty i powierzchnie zafałszowane
-wiernopowierzchniowe- w których powierzchnie są proporcjonalne do rzeczywistych a odległości i kąty zafałszowane.
Nie da się narysować płaskiej mapy sfery w inny sposób- w szczególności nie da się narysować mapy zachowującej dwie wartości z powyższych o wszystkich nie wspominając.
To, że powierzchnia Grenlandii (i innych obszarów podbiegunowych) na mapie wiernokątnej jest absurdalnie duża w porównaniu z Afryką (i innych obszarów równikowych) wynika tylko i wyłącznie z cech tego odwzorowania i w żaden sposób nie wpływa na rzeczywistą powierzchnię Grenlandii, Afryki, gruntów ornych na nich, ani niczego innego. Zamiast czytać bzdury w szmatławych gazetach sprawdź sobie powszechnie dostępne liczby i wyciągnij jakieś sensowne wnioski (o ile potrafisz). Twoje rozumowanie wygląda mniej więcej tak:

"Mój wujek na zdjęciu jest bardzo mały, a w rzeczywistości to kawał chłopa. Czyli to oznacza, że bakteria, którą oglądam na zdjęciu, jest w rzeczywistości jeszcze większa."

Moje "gratulacje" co do logiki, wnioskowania, poziomu argumentów, że o zrozumieniu rzeczywistości to nawet nie wspomnę.

08.01.2015 23:19 Wojtek Sz.

''Polskonigeria''

Murzynek bambo w Afryce mieszka...

Ten czas (kolonii) się skończył.. z hukiem. Dajmy im rządzić się samym. Dostarczmy im odpowiedniej wiedzy. Może nawet nas prześcigną. W ostatnim NGM jest fajny tekst o Lagos - stolicy Nigerii.

08.01.2015 23:59 co2

@Marcin Piotr,widziałem kilka map,w zależności od odwzorowania na jednej grenlandia jest przedstawiana jako prawie tak duża jak afryka a na innej do tej do której przywykły nasze oczy to jest tak zwana wersja pośrednia,a tak naprawdę istnieje jeszcze inne odwzorowanie i to właśnie ono przedstawia realne rozmiary kontynentów.

09.01.2015 0:37 co2

@Wojtek Sz,My polacy jesteśmy egoistami niezgodzilibyśmy się na coś co by spowodowało spadek pkb w $ na osobę w polsce do 8 000 $ na rok.

A co innego,nie chodziło mi dokładnie o kolonię polską tylko stworzenie wielkiego państwa ''Polskonigeria''jak byśmy zbiednieli do tych 8 000$ na głowę,nie bylibyśmy nędzarzami i tak bylibyśmy bogatym społeczeństwem a przy okazji wywindowalibyśmy pkb Nigerii,zrobilibyśmy dobry uczynek,dzieci nigeryjskie uczyłyby się polskiego ich dziadkowie pobieraliby polskie emerytury,pomoglibyśmy głodującym nigeryjczykom tak jak RFN pomógł NRD,Nigeryjscy rolnicy korzystaliby z polskich ciągników mają tanią ropę wydajność rolnictwa na terenie obecnej Nigerii wzrosłaby nieporywnówalnie oni w przeciwieńswie do nas mogliby na południu nigerii zbierać plony dwa razy do roku,jedncząc się z nimi dowiedlibyśmy że nie jesteśmy egoistami,moglibyśmy zakładać nigeryjczykm kanalizę,budować wodociągi,doprowadzać im do wiosek prąd,polscy nauczyciele mieliby gdzie uczyć,problemy demograficzne polski przestałyby istnieć,nigeria to kraj chrześcijański więc problemu świętowania świat bożego narodzenia by nie było,zaasymilowaliby się z nami pod warunkiem takim że nie traktowalibyśmy ich tak jak obecnie państwo francuskie traktuje swoich imigrantów,dzieci afrykańskie potrzebują dojżałej demokracji,dajmy im to zrobimy szlachetny uczynek,na początku stracimy ale w dłuższej perpektywie zyskamy,zostaniemy mniejszością w swoim kraju ale jakże powarzaną.

09.01.2015 0:45 gupol

o widzę że ktoś tu dyskutuje o afryce:)
zasadniczo ziemi w afryce nie brakuje. na razie.
adaś zauważył że w polsce przypada jakieś poł ha na mieszkańca. w Nigeri jest podobnie. z tą różnicą że u nas plony można zbierać raz w roku a w południowej nigerii ze 3 razy. tyle co w bangladeszu. gdzie na powierzchni mniejszej niż pół polski żyje 4 razy więcej ludzi.
pozatym afryka to nadal dość słabo zaludniony kontynent. w takich krajach jak angola czy mozambik 80-90 ziemi uprawnej nie jest użytkowana.
do tego poziom rolnictwa afryki jest bardzo niski. prawie nie stosują tam nawożenia ani irygacji. uprawiają pół dzikie, mało wydajne odmiany roślin. także pole do działań jest tam spektakularne.
CO2 słusznie zauważył że kraje rozwinięte wtrącają się w sprawy afrykańskie i są głownym powodem zastoju chaosu, wojen i korupcji. niektóre kraje są wręcz uzależnione od pomocy żywnościowej choć same mogłyby sie wyżywić. to poprostu sposób na kontrolę władz w tych krajach. np jakis francuski minister mówi do prezydenta nigru: "jak nie zrobicie dla nas tego i tego to wstrzymamy pomoc humanitarną i zabije was głodny tłum nędzarzy". zwykle wystarcza drobna łapówka ale kijek bywa nieodzowny.
także zostawmy afrykę w spokoju. oni sobie poradzą.
bliski wschód to dopiero może być tragedia i masakra. importują "od nas" masę żywności której "my" nie wytworzylibyśmy bez ich ropy. a populacja w tym regionie rośnie niewiele wolniej niż afrykańska.
przy czym moim zdaniem to nie o powierzchnię rolną powinniśmy sie martwić lecz o energię do produkcji żywności i niezrównoważony, nieodporny system społeczno-ekonomiczny który łatwo może ulec zachwianiu i destrukcji nawet pod wpływem niewielkich wstrząsów.

09.01.2015 12:50 filstrant

Problemy : nadmiernego wzrostu światowej populacji oraz kurczących się zasobów zwłaszcza surowców nieodnawialnych a także dostępności ziemi uprawnej są rzeczywiście fundamentalnymi dla istnienia naszej cywilizacji. Najlepiej wyobrazić sobie to można na przykładzie znanych ze szkoły granic w matematyce. Jeżeli liczebność populacji zdąża do nieskończoności , zapotrzebowanie na zasoby planety także zmierza do nieskończoności a ponieważ Ziemia jest wielkością skończoną to powierzchnia na niej przypadająca na jednego mieszkańca zdąża do zera stan konta na jedną osobę zmierza do zera i oczywiście dzienna racja żywności na mieszkańca zmierza do zera . Za to ceny produktów i surowców dążą do nieskończoności. W takich warunkach przetrwać na pewno się nie uda. A tempo zużywania zasobów planety jest zatrważające gdyż dzisiaj światowy przemysł zużywa ponad dwukrotnie więcej surowców niż jeszcze w 1990 roku kiedy byłem jeszcze dosyć młodym człowiekiem. A co może stać się do 2050 roku z tak wykładniczym wzrostem to ciężko sobie wyobrazić ???? CO2 - z granicami wzrostu dyskutować się nie da a Wojciech Cejrowski z całym szacunkiem dla niego jest tylko podróżnikiem i dziennikarzem a jego wiedza o zasobach naszej planety jest jak widać mniejsza niż przedszkolaka.

09.01.2015 13:21 wieśniak

A według mnie jak się nie skończą zasoby ropy, czy węgla to ludzie z ZIEMI zrobią wyspę wielkanocną.

09.01.2015 14:25 krychu

CO2. Zgadzam się z Toba, że powinniśmy współpracować z krajami Afryki ( np. nigerią).
Wojtek Sz a co robią chinczycy w afryce w zamian za budowe szkół, dróg i innych udogodnien cywilizacji, mąją ogromny dostęp do zasobów, ziemi i rynku zbytu.

09.01.2015 15:11 co2

@Filstrant,ze wszystkich dyskutantów twoje poglądy na temat ocieplenia klimatu,i ich korzyści dla polskiego rolnictwa i nie tylko,są mi bratnimi ja także jestem za wzrostem globalnej temperatury,pamiętaj kiedyś znany jasnowidz czesław klimuszko powiedział że w polsce będą rosły owoce południa już w tej chwili cieszę się na taką perspektywę,a co do czarnej afryki pole do rozwoju rolnictwa jest tam spore i jeszcze przez wiele setek lat żywności nam nie zabraknie zgoda z tym że poziom ludności jaki ziemia może wyżywić jest ograniczony,doskonale wiem o tym,nie jestem imbecylem!

09.01.2015 15:25 co2

@ krychu,w tej chwili garstka rolników z europy,Stanów, Indii,i Chin,próbuje wyżywić świat ale w krajach czarnej afryki bezrobocie w rolnictwie jest zupełnie marginalizowane celowo,by zawyżać ceny płodów rolnych,Francja nie pozwoli by francuscy rolnicy protestowali przed pałacem elizejskim,dlatego afrykańskie rolnictwo zostanie dopiero wtedy uruchomione gdy naprawdę zacznie brakować żywności.

09.01.2015 17:20 filstrant

CO2 - Szanse dla rozwoju rolnictwa w Afryce zdecydowanie powiększyły by się gdyby na powierzchni Sahary wynoszącej ponad 9 mln km2 ( w przybliżeniu powierzchnia USA ) pojawiły się opady większe niż 1000 mm rocznie dzięki zdecydowanemu ociepleniu się klimatu naszej planety. Liczba ludności Afryki znacznie przekracza już miliard mieszkańców jest zatem kogo żywić . Obecne tereny nadające się dla rolnictwa mogą już wkrótce nie wystarczyć nawet przy zagospodarowaniu na poziomie krajów zachodnioeuropejskich.

09.01.2015 17:52 Marcin Piotr

@CO2
"(...) to jest tak zwana wersja pośrednia (...)"

Nie ma czegoś takiego jak "wersja pośrednia".
Są konkretne odwzorowania

"(...) a tak naprawdę istnieje jeszcze inne odwzorowanie i to właśnie ono przedstawia realne rozmiary kontynentów. (...)"

Pisałem Ci już o tym, że są to odwzorowania wiernopowierzchniowe. Odwzorowania, bo jest ich więcej.

"(...) a na innej do tej do której przywykły nasze oczy(...)"

Nie wiem do czego przywykły Twoje oczy, ale chyba raczej nie do oglądania map. Nawet, jeżeli wpatrywałeś się w nie godzinami (niestety bez zrozumienia).

"(...) na jednej grenlandia jest przedstawiana jako prawie tak duża jak afryka (...)"

Przypuszczam, że masz na myśli odwzorowanie walcowe wiernoodległościowe (albo inaczej równoodległościowe). Mniej prawdopodobne, ale też możliwe, że masz na myśli odwzorowanie walcowe wiernokątne (Merkatora). Tak czy inaczej Twój argument na obronę tezy, że "w Afryce jest dużo ziemi bo na mapie wydaje się mniejsza" w dalszym ciągu nadaje się kotu pod ogon. Jeszcze raz powtarzam Ci:

RZECZYWISTA powierzchnia Afryki jest taka, JAKA JEST, i ŻADNE ODWZOROWANIE nie dodaje do niej ani milimetra kwadratowego! To, że Tobie się wydaje, że Afryka jest większa- tu masz rację: WYDAJE Ci się i nic ponadto.

Tak na marginesie, skoro przy odwzorowaniach powierzchni Afryki jesteśmy. Tak się składa, że w odwzorowaniach walcowych (bo to pewnie o nich myślisz), w których styczny jest równik (zazwyczaj tak się ustawia powierzchnię odniesienia, choć można też inaczej) właśnie okolice równika (czyli Afryka) są najmniej zniekształcone. W olbrzymi sposób są za to zniekształcone okolice biegunów (czyli Grenlandia, północna część Europy i Ameryki Północnej no i oczywiście Antarktyda). To nie Afryka jest "pomniejszona", bo ona właśnie (razem z Ameryką Południową) przedstawione są dość realnie. To Grenlandia, północna Europa i Ameryka są bardzo powiększone- i przez kontrast Afryka "wydaje" się mała. To kolejny powód, dla którego swój argument możesz wsadzić w miejsce, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę.

09.01.2015 18:17 co2

@filstrant,całkowicie się z tobą zgadzam,wystarczy spojrzeć na zdjęcia satelitarne z mali widać że się zazielenia!

09.01.2015 18:21 co2

@Marcin Piotr,jedynie patrząc na globus z arkanów magii lecących na tvn7 po drugiej w nocy,można zobaczyć realne rozmiary kontynentów.

09.01.2015 18:26 co2

@Marcin Piotr,no właśnie pisząc że grenlandia wydaje się prawie tak duża jak afryka miałem na myśli odwzorowanie Merkatora.

09.01.2015 22:17 whiteskies

@CO2
I Jezioro Czad rośnie ;)
http://en.wikipedia.org/wiki/Lake_Chad

09.01.2015 22:57 co2

@Whiteskies,A jezioro aralskie też rośnie?

14.01.2015 16:16 Tadek

@CO2

GOOGLE EARTH - polecam
tu nie występują problemy z rzutowaniem powierzchni kuli na płaszczyznę :)

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto