Kryzys zasobów i zadłużenia: trzy scenariusze rozwoju wypadków

Czy jesteś na to przygotowany?

Przede wszystkim musisz przyjąć do wiadomości, że dzisiejszy system gospodarczy funkcjonuje w sposób niezrównoważony i doprowadzi do kryzysu zasobów. Mimo to rządy i inne ośrodki władzy robią wiele, by nic się nie zmieniło.

Trwanie przy modelu „biznes jak zwykle” nieuchronnie zakończy się katastrofą, jednak kolektywnie się przy tym upieramy – mimo że efekt końcowy jest łatwy do przewidzenia (podobnie, jak łatwo obliczyć liniowy spadek poziomu wody, czerpanej z nieodnawialnego źródła).

Niestety wzajemnie zależne systemy, które nazwiemy Gospodarką, Środowiskiem i Energią, wcale nie zachowują się liniowo. Każdy z nich jest wewnętrznie skomplikowany, co sprawia, że trudno nim zarządzać. Są również całkowicie nieprzewidywalne w perspektywie dłuższej niż średniookresowa.

Dla przykładu, Energia wydaje się najprostszym z tych systemów, i tak jest w istocie. Ale nawet tutaj widzimy, że ilość energii, którą można wydobyć (w postaci ropy, gazu, etc.) jest funkcją ceny energii, dostępnych technologii, umiejętności, dostępności kapitału na inwestycje, stóp procentowych i Bóg wie, czego jeszcze. Na tej liście znajdują się pozycje przynależne Gospodarce, która z kolei zależy od Energii. Zakłócenie w jednym systemie może szybko zakłócić działanie drugiego.

Zważywszy na ten poziom komplikacji, warto określić możliwe scenariusze rozwoju wypadków i prawdopodobieństwo ich realizacji. Proste pytanie: Co mogę zrobić dziś, by nie zaskoczył mnie Scenariusz X? umożliwi nam konstruktywne działanie. Możemy nie tylko zwiększyć naszą odporność na kryzys, ale być może nawet wręcz wygodnie się w tej niełatwej przyszłości urządzić.

Scenariusz 1: Powolny upadek

W 2008 r. nadmierne zadłużenie uderzyło w gospodarki krajów rozwiniętych. Głęboki kryzys finansowy groził zawaleniem całego systemu bankowego. Wg stworzonego po fakcie raportu Hanka Paulsona (wówczas sekretarza skarbu USA) i Mervyna Kinga (ówczesnego prezesa banku centralnego Wielkiej Brytanii) świat znalazł się na krawędzi całkowitej zapaści systemu bankowego.

Zastosowano środki ratunkowe, a w reanimację banków i innych instytucji finansowych wpompowano biliony dolarów funduszy publicznych (czytaj: pieniędzy podatników). Wydaje się jednak, że istniał rodzaj kolektywnej umowy, by nie przyglądać się bliżej przyczynom kryzysu.

Więc nikt się nie przyjrzał. Fed urósł w siłę i to on zaczął tworzyć narrację: wszyscy powinniśmy się dalej intensywnie zapożyczać. Fed nazywał to „uzdrawianiem rynków kredytowych”. Wystarczyło jednak spojrzeć na stosunek długu do PKB, by rozumieć, że zapożyczamy się w tempie, którego na dłuższą metę nie da się usprawiedliwić.

Mimo polityki zerowych stóp procentowych, o skali bez precedensu w historii świata, coś wyraźnie nie wypaliło. Fala łatwego pieniądza nie przyniosła odrodzenia gospodarki, ale stała się pożywką dla bezprecedensowych, jawnych spekulacji.

Z jakiegoś powodu ci, do których popłynęły łatwe pieniądze (korporacje i gwałtownie rosnąca wąska grupa bogaczy) trzymali tą świeżą gotówkę w kieszeni, zamiast ją wydawać czy inwestować. Większa część społeczeństwa, dotknięta bezrobociem i notująca spadek realnych dochodów, w napięciu czekała na powrót prosperity.

I tak z jednego roku zrobiło się już sześć, jesteśmy w roku 2014. Czas na prognozę. W naszym pierwszym scenariuszu, z sześciu lat robi się dziesięć, a potem kilkanaście. Co pół roku ekonomiści rytualnie przewidują, że dynamiczny wzrost gospodarczy nastąpi w kolejnym półroczu. Tak się jednak nie dzieje. Przeciwnie, dług tylko się rozrasta, podobnie jak grupa najbiedniejszych. Ciężej żyje się wszystkim, którzy nie są bezpośrednio podłączeni do maszynerii łatwych pieniędzy banków centralnych.

W roku dziesiątym (2018) cena ropy albo jest za niska, by stymulować kolejne intensywne i drogie poszukiwania złóż, albo za wysoka, by stymulować dynamiczny wzrost, konieczny do utrzymania status quo.

Bez tego dynamicznego wzrostu drastycznie spadają ceny papierów wartościowych, za to rosną stopy procentowe.

I dalej powtórka z rozrywki. Zamiast uwzględnić fizyczne ograniczenia związane z wysoką ceną ropy, banki centralne rzucają na rynek jeszcze więcej pieniędzy, które tym razem trafiają bezpośrednio do rąk obywateli - w postaci pełnego zwolnienia z podatków dla jednostek i przedsiębiorstw. To niesłychanie stymuluje aktywność gospodarczą.

Tyle, że to donikąd nie prowadzi – podobnie jak statek kosmiczny bez paliwa nie przezwycięży ziemskiej grawitacji. W 2020 roku następuje szczyt wydobycia ropy z łupków w USA, a parę lat potem w Arabii Saudyjskiej. W przeciągu kilku krótkich lat staje się jasne, że nie ma już szans na dalszy wykładniczy wzrost światowej gospodarki.

Nikt już nie snuje optymistycznych prognoz, że realne PKB będzie rosło o 3,5% rocznie, co obniży poziom długu do rozsądnych poziomów. Pikują indeksy giełdowe, wyparowują ogromne ilości wirtualnych pieniędzy.

W 2030 mija pięć lat od szczytu wydobycia ropy na świecie (ten szczyt nastąpiłby wcześniej, gdyby światowe gospodarki stać było na droższą ropę; wyższe ceny przyspieszyłyby wyczerpywanie złóż).

Pozostałe złoża stają się źródłem konfliktów dyplomatycznych i wojen. W słowniku ludzi na całym świecie pojawia się pojęcie „dostępnego eksportu netto” (koncept zaprezentowany po raz pierwszy w 2007 r. przez geologa naftowego Jeffrey'a Browna). Całkiem po prostu, dla krajów importujących ropę nie jest ważne, ile ropy się wydobywa, ale ile trafi na eksport.

Każdy wydobywający ropę kraj jednocześnie ją zużywa. Ilość ropy na eksport drastycznie spada, bo u producentów maleje wydobycie, a zarazem rośnie konsumpcja. Zaledwie 10 lat po szczycie wydobycia dostępny eksport netto wynosi praktycznie zero. Staje się to znacznie prędzej, niż przewidywano. Nikt nie jest na to przygotowany.

Mija 15 lat od roku szczytu wydobycia. Jest rok 2040. Światowe gospodarki napędza mniej ropy i to gorszej jakości. Do przeszłości należą złoża starego typu, o dużej gęstości energetycznej. Pozostałe złoża są droższe w każdym możliwym sensie – finansowym, energetycznym i ekologicznym. W świecie zamieszkałym przez 8 mld ludzi, gdzie ropa potrzebna jest w wielu istotnych dziedzinach, każdy kraj staje przed trudnymi wyborami.

Gdzie płynie ropa? Zasilamy pojazdy wojskowe czy maszyny rolnicze? Jak ją racjonujemy? Kupuje ten, kogo stać czy dzielimy sprawiedliwie? Z każdym rokiem decyzje są coraz trudniejsze i mniej akceptowalne społecznie.

Około 2050 roku Ziemia jest już innym miejscem. Dawno rozwiał się technologiczny hurraoptymizm, zakładający, że człowiek rozwiąże każdy problem, jeśli tylko rynek się do tego porządnie przyłoży. Spadek wolumenu dostępnej energii nie jest już rozwiązywalnym problemem, ale pułapką, gdzie nie ma rozwiązań, są tylko bolesne konsekwencje.

Nadmierne zadłużenie w świecie bez wzrostu gospodarczego należy do tej drugiej kategorii. Pozostaje tylko jedno pytanie: Kto straci najwięcej?

Świat chyli się więc ku upadkowi. Kuśtykając, wkracza w rok 2050. Brakuje wody i żywności, co potęgują niedobory energii. Wirtualni bogacze przeszłości dziś są cieniami samych siebie.

Mimo to świat jakoś funkcjonuje. Ludzie się rodzą, żyją i umierają. Jedzą, śmieją się, marzą i tańczą. Niektórym wiedzie się dobrze, choć większości raczej kiepsko. Są kraje bogatsze i biedniejsze, te kraje zamieszkują bogatsi i biedniejsi ludzie.

Źródłem tych różnic jest to, co niedostrzegalne: jakość lokalnego przywództwa, kapitał kulturowy, to, czy ludzie umieją dbać o członków swojej rodziny i społeczności, warunkowana społecznie odporność na kryzysy.

W scenariuszu powolnego upadku nic nie rozpada się spektakularnie, ale też nic nie działa tak, jak kiedyś. W lusterku wstecznym widać, że chylimy się ku upadkowi już od 2009 roku.

Scenariusz 2: Fragmentacja

Podobnie, jak w scenariuszu powolnego upadku, pierwsze interwencje rynkowe popłacają. Jednak w tym scenariuszu wysiłki banków centralnych koniec końców niweczy fala paniki na rynkach i wewnętrzne słabości systemu.

Tutaj wszystko zdaje się toczyć całkiem spokojnie, aż nagle dochodzi do drastycznej zapaści systemu finansowego. Kolejna fala paniki przypomina tą z 2008 roku, tyle że ma znacznie bardziej dramatyczny przebieg. Tym razem niewielu decyduje się przeczekać dekoniunkturę. Większość przyjmuje zasadę: Najpierw sprzedać, potem pytać.

Po fakcie eksperci szukają kozła ofiarnego (To kredyty subprime! Nie, to Grecja! Nie, Ukraina!). Tyle, że to nie pojedynczy płatek śniegu wywołuje lawinę. W 99,999% zbiorowym winowajcą jest cała seria złych decyzji. Zagadnienie, który płatek śniegu ostatecznie uruchomił lawinę, może pasjonować kilku uczonych i ekspertów, żyjących z rozbierania spraw na czynniki pierwsze.

W latach 2009-2015 banki centralne Unii Europejskiej, Japonii i USA realizują zbliżoną politykę. Jednak po masowych korektach rynkowych 2016 roku, wobec napięć wewnętrznych i politycznych żądań, drogi banków centralnych rozchodzą się.

Teraz banki centralne wybierają rozbieżne sposoby stymulacji. To koniec ścisłej koordynacji, która dała wrażenie wszechmocy tych instytucji w minionych latach.

Japonia desperacko próbuje obniżyć wartość swojej waluty. Wyspiarski, ubogi w surowce kraj (utrzymujący się tylko dzięki różnicy między kosztem importowanych surowców, a ceną eksportowanych towarów) musi posunąć się do drastycznych metod.

Strefa euro traci wydolność finansową. Dochodzi do dosłownej fragmentacji. Zaczyna się od tego, że północ Europy zrywa unię monetarną z południem - głównie pod naciskiem Niemiec, które nie chcą już pompować pieniędzy w kulejące gospodarki Grecji, Portugalii, Włoch i Hiszpanii.

To potężny szok dla globalnego systemu monetarnego. Poszczególne banki centralne pod niesłychaną presją wykupują złe kredyty, rzucają na rynek jeszcze więcej pieniędzy i próbują obniżyć wartość lokalnej waluty, by zwiększyć konkurencyjność kraju na rynkach eksportowych.

W tym samym czasie Rosja i Chiny wzmacniają współpracę monetarną i energetyczną. Nie są całkiem odporne na zachwiania kursów walut, notowań giełdowych i straty w gospodarkach zachodnich. Mimo to ich scentralizowane gospodarki i zdyscyplinowanie (a może raczej potulność?) społeczeństw, godzących się z wprowadzanymi przez rządzących regulacjami, to – w pewnym sensie – czynniki stabilizujące.

Maleje zaangażowanie NATO na Bliskim Wschodzie – kraje członkowskie sojuszu muszą skupić się na problemach wewnętrznych. Teraz społeczeństwa regionu same kształtują swoje przeznaczenie - zaczynając od rozlewu krwi. Wyrównują stare porachunki i zbrojnie próbują przejąć kontrolę nad ośrodkami władzy.

Jedną z pierwszych ofiar jest wydobycie ropy naftowej.

W scenariuszu defragmentacji kolejny kryzys jest tak poważny, że rozsypuje się współpraca polityczna i gospodarcza krajów i regionów. Potem jest jeszcze gorzej. Eskalują się wewnętrzne napięcia społeczne, kiedy czarno na białym widać rezultaty niesprawiedliwych polityk i regulacji.

Nie da się już ukryć, że w większości przypadków rządy działały jak „Robin Hood na opak”, okradając wielu, by dać nielicznymi. Media społecznościowe informują o tym szerokie masy. Narasta gniew i oburzenie.

Jak zawsze w przypadku niedoborów, źródłem niepokojów społecznych jest sposób dystrybucji pozostałych zasobów. Ci, którzy je mają, chcą je zachować. Ci ich pozbawieni, chcą je dostać.

Po kilku niezwykle burzliwych latach świat dojrzewa do zmiany na lepsze. Jednak odbudowa okazuje się znacznie trudniejsza, niż w przeszłości.

Załamuje się zaufanie do władz i liderów. Najmniej wierzy się rynkom i ich zarządcom. Odbudowa tego zaufania potrwa wiele pokoleń. Zaspokojenie podstawowych potrzeb jest teraz znacznie droższe niż kiedyś. Wydatki na żywność, mieszkanie i energię pochłaniają ponad 60% przeciętnego dochodu.

Dawne plany stworzenia floty samochodów elektrycznych, modernizacji sieci przesyłowej, czy budowy licznych źródeł energii odnawialnej wydają się dziwacznym scenariuszem z filmu science-fiction. Kiedyś, owszem, było to możliwe - gdyby we właściwym czasie nadano tym planom priorytet. Jednak dziś, kiedy resztki zasobów zaspokajają podstawowe potrzeby ludności, niewiele ich zostaje na wielkoskalowe projekty. Trudno jest nawet utrzymać istniejącą infrastrukturę.

W którymś punkcie naszej prognozowanej przyszłości naukowcy będą ostrzegać, że walka z entropią wreszcie pochłonie całą dostępną energię. Nastąpi to wkrótce po Wielkiej Fragmentacji – znacznie szybciej, niż przewidywano.

Scenariusz 3: Twarde lądowanie

Najpoważniejszy w historii Wielki Kryzys Finansowy (przy którym turbulencje roku 2008 były tylko lekkim wahnięciem) rozwija się tak szybko i dramatycznie, że władze i banki centralne nie są w stanie mu przeciwdziałać.

Zaczyna się od pozornie nieznaczącego wydarzenia – na Kajmanach bankrutuje niezbyt znana instytucja finansowa o tajemniczej nazwie, ale za to o niesłychanym przełożeniu na działanie światowego systemu finansowego. Ta niewielka firemka pożyczyła masę pieniędzy od europejskich banków i poddała je sprytnemu recyklingowi. Pożyczka z jednego banku posłużyła jako zabezpieczenie znacznie wyższego kredytu w innym – i tak sześć razy.

Koniec końców zdołała zgromadzić nieprawdopodobne 4,5 mld dolarów, przy kapitale początkowym w drobnej kwocie 80 mln. Daje to wskaźnik dźwigni finansowej (aktywa razem/kapitał własny) rzędu 56.

Firma zainwestowała te fundusze w pozornie popłatną grę – spekulacyjny zakup swapów ryzyka kredytowego Hiszpanii i Grecji (CDS-y to zabezpieczenie kredytów państw i instytucji przez osoby trzecie na okoliczność niewypłacalności dłużnika; uważane są za jedną z przyczyn kryzysu z roku 2008). To była istna maszynka do robienia pieniędzy - firma inkasowała zyski, ale nigdy nie musiała nic wypłacać, bo ani Grecja, ani Hiszpania nie bankrutowały.

Jednak ryzyko takich gier można ukryć, ale nie wyeliminować. Wreszcie staje się najgorsze – Szkoci mówią „tak” w kolejnym referendum niepodległościowym, stopy procentowe w Hiszpanii drastycznie rosną, a to dusi gospodarkę. Hiszpania ogłasza niewypłacalność, właśnie w obszarach, które zabezpieczały CDS-y firmy z Kajmanów.

Straty są porażające. W przeciągu sekund wyparowuje 80 mln USD kapitału, w przeciągu godzin – całe 4,5 mld. Stało się to, co niewyobrażalne. Gdyby chodziło tylko o jakąś firemkę tracącą kilka miliardów, tu kończyłby się nasz scenariusz twardego lądowania. Tyle, że to jedno z ogniw skomplikowanego układu ściśle powiązanych rynkowych zakładów, poczynionych przez graczy o podobnie dużym przełożeniu na działanie systemu.

CDS-y to tylko jedna z przekąsek na szwedzkim stole mętnych, niezrozumiałych derywatów finansowych, tworzących spekulacyjny rynek transakcji zabezpieczających. Zapaść tego rynku wywołuje natychmiastową i powszechną panikę.

Bankrutują europejscy kredytodawcy firmy z Kajmanów. Zanim ustawodawcy i banki centralne zdążą się skrzyknąć i ruszyć na ratunek, zaraza się rozprzestrzenia. Niewypłacalność Banku A prowadzi do niewypłacalności Banku B. W związku z tym bankrutują C i D. E przetrwa tylko, jeśli natychmiast zamknie linie kredytowe dla wszystkich banków, bo zwyczajnie nie da się określić, kto jest wypłacalny, a kto nie.

W obliczu takiego zagrożenia, górę bierze instynkt przetrwania. Instynkt każdego bankiera mówi mu, by nikomu nie ufać i nic nie pożyczać, dopóki nie opadnie bitewny pył.

Z dnia na dzień rozpada się system skomplikowanych, ściśle powiązanych instrumentów pochodnych. Pomyślane jako polisa ubezpieczeniowa, derywaty przestają zabezpieczać przed czymkolwiek.

To tak, jakby system finansowy wykupił polisę na wypadek pożaru, która działa tylko do momentu, kiedy zaczyna się palić, a potem - przestaje istnieć.

Instynkt przetrwania sprawia, że wielcy gracze przestawiają się na tryb „czyszczenia z ryzyka”. Sprzedają wszystko, co lewarowane, powiązane z pożyczkami bądź kredytami. Pozbywają się papierów dłużnych, zakupionych w ramach carry trade (spekulacja finansowa, gdzie środki pożyczone w krajach rozwiniętych o niskim oprocentowaniu lokuje się na rynkach wschodzących oferujących wyższe zyski).

Albo raczej, próbują się ich pozbyć. W krótkim czasie rynki kapitałowe ulegają zamrożeniu. Nie ma komu sprzedać, bo nikt nie chce kupić i nie ma przepływów kapitałowych. Zamiera sprzedaż akcji funduszy hedgingowych, funduszy wzajemnych i rynku pieniężnego. Nikt nie wie, ile właściwie są warte, bo rynki przestały działać.

Banki centralne, owszem, mogą wpuścić w system falę pieniądza. Sęk w tym, że nijak nie wiedzą, gdzie te pieniądze są potrzebne i w jakich kwotach. Nie dowiedzą się, nawet, gdyby ich personel wzrósł stukrotnie, bo nikt nie ma pojęcia, kto jest komu winien i ile.

Zegar bije, a szok na globalnych rynkach się pogłębia. Bez swobodnego przepływu kapitału handel po prostu zamiera. Pękają długie na 20 tys. km łańcuchy dostaw. Szybko wyczerpuje się towar w niewielkich (ale za to tanich w utrzymaniu!) magazynach.

Z dnia na dzień na całym świecie zaczyna brakować żywności i paliwa. Żąda się naprawy sparaliżowanego systemu bankowego. Władze i banki centralne robią, co w ich mocy.

Niektórzy proponują, by zwyczajnie unieważnić wszystkie derywaty, tak, jakby nigdy nie istniały. Tyle, że instrumenty pochodne są kluczową składową kapitału podstawowego wielu (zbyt wielu) wielkich firm. Podjęły one ryzyko i ukryły je w gąszczu derywatów. Tyle, że ten zabieg nie zmniejszył ryzyka, wręcz przeciwnie.

Inni chcą, by banki centralne unieważniły derywaty i jednocześnie wpompowały konieczne fundusze w każdą firmę istotną z punktu widzenia funkcjonowania systemu – po to, by przywrócić jej płynność finansową. Ci argumentują, że nie jest to może rozwiązanie sprawiedliwe, ale lepsze, niż nie działający system finansowy.

Zanim ktoś spróbuje takich rozwiązań, postępuje spustoszenie. Straty są wielkie i nieodwracalne - niezależnie, jak szczodrze sypną groszem banki centralne.

Przed wielką zapaścią Hiszpania wylizałaby się jakoś z kryzysu niewypłacalności. Po niej, sprawy wyglądają znacznie gorzej. Stosunkowo korzystne warunki kredytowania i niskie stopy procentowe są pieśnią przeszłości. Przy wyższych stopach i ograniczonej ofercie kredytowej, hiszpański rząd stoi przed widmem gospodarczej ruiny i długiego, ekstremalnego zaciskania pasa.

A to jest niełatwe nawet w dobrych czasach. Słabsze gospodarczo kraje Europy południowej, Irlandia i Japonia doświadczają podobnych problemów. Od ich banków centralnych żąda się tego samego: dodrukowania pieniędzy i sfinansowania licznych potrzeb.

Kiedy to robią, ludziom na całym świecie zaczynają spadać łuski z oczu. Koniec końców widać działanie podstawowych zasad rządzących gospodarką i systemem monetarnym. Im więcej drukują banki centralne, tym mniej ludzie cenią ich waluty.

Im mniej ludzie je cenią, tym więcej drukować muszą banki centralne. Rosja jako pierwsza odmawia przyjęcia zapłaty za surowce energetyczne w tych walutach. W zamian żąda zapłaty w walutach silnych (tych kilku, które się obroniły), w towarach lub złocie.

Polityka bail-out koniec końców zawodzi, światowe rynki walutowe rozpadają się. To koniec wielkiego eksperymentu gospodarki opartej na długu, zapoczątkowanego w Bretton Woods. Już wkrótce pozostanie po nim tylko krytyczny wpis w podręcznikach historii ekonomii.

Na całym świecie eskalują konflikty, szczególnie między krajami, które winy za porażkę upatrują w innych, ale nie w sobie. Niektórzy uważają, że te wojny mają efekt oczyszczający, są drogą wyjścia z patu po Wielkim Kryzysie. Mylą się jednak. Wojny toczone w świecie spadającego wolumenu energii netto nieuchronnie prowadzą wszystkich to ostatecznej ruiny.

Bowiem tak wojna, jak i odbudowa pochłaniają energię i inne zasoby. Tak zwyczajnie i po prostu.

Kraje, które uniknęły wojny na swoim terenie radzą sobie znacznie lepiej, niż te, które walczyły, i to u siebie. Inwestują swoje skąpe zasoby w inteligentny styl życia, w pokojowe i efektywne wykorzystanie tego, co pozostało.

Są społeczności i ludzie, którzy przewidzieli Wielki Kryzys i widzą go jako naturalną konsekwencję niekontrolowanej ekspansji zadłużenia i rabunkowej eksploatacji zasobów i środowiska. Ci ludzie podjęli środki ostrożności i uniknęli potężnych strat, które stały się udziałem większości.

Dla tej większości Wielki Kryzys był destrukcją dobrobytu. Prawda jest jednak inna. To był transfer dobrobytu. Transfer od posiadaczy roszczeń na papierze do tych, którzy posiadają coś namacalnego. Ostał się majątek pierwotny (np. ziemia i surowce) i wtórny (to, co wytworzono dzięki majątkowi pierwotnemu). Zniknął majątek trzeciego stopnia, czyli „roszczenia” co do majątku pierwotnego i wtórnego (np. certyfikaty akcji, skrypty dłużne, czy pożyczki).

Wnioski

To naturalnie tylko trzy szkice rozwoju wypadków. Sytuacja może się rozwinąć na wiele innych sposobów.

Jednak problemy, którymi zajmuję się od 2005 roku, nie tylko się zakorzeniły, ale też są coraz lepiej zrozumiane. Wiemy, że politycy nie poruszą trudnych tematów, dopóki nie będą musieli. Wiemy to, bo do tej pory milczą.

To zawęża zakres prawdopodobnych scenariuszy – nie jest on już olbrzymi, tylko „duży”. Z naszego koszyka możliwości wyrzucamy scenariusz, w którym politycy mówią nam prawdę o niemożliwości dalszego wzrostu wykładniczego opartego o zasoby nieodnawialne i podejmują działania korygujące, by zastąpić obecny model bardziej zrównoważonym.

W gruncie rzeczy to tego domagali się uczestnicy marszu w Nowym Jorku przed wrześniowym szczytem klimatycznym. Protest przeciw anty-klimatycznej polityce to protest przeciw niekontrolowanej gospodarczej ekspansji, to protest przeciw grupom wpływów w Waszyngtonie, na Wall Street, w Londynie, Brukseli, Szanghaju, Pekinie, czy Tokio. Na jeszcze głębszym poziomie, to protest przeciw naszemu systemowi monetarnemu, bo ten jest z definicji wykładniczy.

To naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Ja jakoś nie widzę, żeby decydenci poświęcali temu istotną uwagę.

Tak naprawdę, ludzie władzy poświęcają temu uwagę tylko wtedy, gdy wydają swoje prywatne pieniądze, by zbudować swoje prywatne schronienia na wypadek konieczności ucieczki, kiedy wszystko zacznie się walić. Nie winię ich za to. To zupełnie racjonalne działanie. Sam tak zrobiłem.

Jednak wiem też, że trzeba wewnętrznej siły, by zobaczyć sprawy takimi, jakimi są i pogodzić się z faktem, że na poziomie krajów i świata nie zrobimy wiele, dopóki nie zmusi nas to tego niekorzystny rozwój wypadków.

Co prowadzi nas do naszych scenariuszy. Każdy z nich uwzględnia tą prostą prawdę: nie podejmiemy działań na dużą skalę, dopóki najpierw coś się nie stanie. Przewidywania trafią do powszechnej świadomości dopiero po tym, jak zadziałają destrukcyjne czynniki.

Mogę się tu mylić, ale tak właśnie oceniam ludzkość w obecnym stadium rozwoju.

Mam nadzieję, że włączysz się w dyskusję, jak ulepszyć omówione tu scenariusze. Co powinny obejmować? Jak oceniasz prawdopodobieństwo wystąpienia scenariusza 1, 2 i 3? Jakie przełożenie będzie miał każdy z nich na Twoje życie i jak chcesz stawić mu czoła?

Opracowanie: Marta Śmigrowska

Czytaj także: Niezrównoważony system gospodarczy zaczyna się sypać

Komentarze

18.11.2014 15:14 Adi

myślał indyk o niedzieli a w sobote łeb ucięli ;-)

Jest tak wiele niewiadomych, że nie wiem od której zacząć. Myślę, że artykuł przecenia rolę systemu finansowego a nie docenia militarnego rozstrzygnięcia sytuacji. Fakt jest taki, że jeżeli świat zachodni w pogoni za resztkami zasobów idzie na konfrontację z Rosją to bardzo szybko będziemy mieli dużą militarną rozpierduchę. Oni się nie dadzą - są zbyt duzi żeby ich podporządkować gospodarczo tak jak uczyniono np z Polską.

Putin daje jasny sygnał - zajęliśmy Donbas i Krym, teraz wyrąbiemy kawał Ukrainy, aby mieć połączenie lądowe i co nam zrobicie? Nie bedą stały Natowskie wojska kilkaset kilometrów od Moskwy.

Zadyma AD 2015 jest w tej sytuacji pewna. Zwłaszcza, że bedzie na kogo zwalić winę i zatuszowć rzeczywisty problem, którego przezwyciężyć się nie da.

18.11.2014 16:13 Mariusz

problem zadłużenia jest faktycznie przereklamowany ale to w kontekście upadku całego systemu, bo wtedy nikt nie będzie mógł od nikogo ściągnąć długów. Wtedy stracą wierzyciele a system zacznie się odbudowywać.
Długi mają znaczenie gdy upada konkretny kraj. Wtedy ten kraj ma przerąbane, bo jego długi nie znikają a pojawiają się dodatkowe problemy z ich narastaniem.

Obecnie większym problemem od długów jest utrata fundamentów gospodarczych takich jak realny przemysł(wywieziony nie wiadomo gdzie lub zaorany), który w razie rozerwania więzi gospodarczych może przestać dostarczać ważnych produktów jeśli kraje, w których się znajduje nie wykażą chęci dalej pracować na darmozjadów z Europy i Ameryki.

18.11.2014 18:21 Logic

Polski kundelek dzielnie obszczekiwal sąsiada niedźwiedzia tylko jak sie niedźwiedź zdenerwuje to kundelek pierwszy oberwie i to najmocniej.

18.11.2014 19:24 Ans

Patrząc na zachowanie ludzi, wiedze ktora dysponuja, jakosc elit politycznych można podejrzewać scenariusz 3.
Marzy mi się jednak rewolucja z charyzmatycznym i liderami, ktora wywroci obecny porządek do gory nogami ;-) .

18.11.2014 22:20 maczeta ockhama

Na szczęście ja już przeszedłem ten etap. Za pomocą twardej wiedzy technicznej. I Jestem pewien, absolutnie pewien, że zwyczajnie przewidującą polityką można się od paliw kopalnych odzwyczaić utrzymują cywilizację. A zużycie ropy będzie spadać, mniej więcej równo z wydobyciem, więc na dłuższą metę ceny się utrzymają, Stracą te kraje naftowe, które próbują zaklinać rzeczywistość, zyskają te, które od paliw kopalnych, a najbardziej ropy najszybciej odzwyczają. W Danii nie od wczoraj żyje się lepiej niż w Rosji i ta różnica się pogłębia i będzie pogłębiać. A takiego katastrofizmu warto słuchać tylko do momentu, gdy człowiek sobie uświadomi, że jednak jest wyjście i to coraz łatwiejsze.

18.11.2014 22:44 irek

@maczeta,
krzepiąco brzmi to co piszesz, oby tak było i obyśmy się tu załapali na ten odwyk od kopalin. W każdym razie, mój poziom pesymizmu czasem wzrasta, wiem, że poważne turbulencje są nieuniknione, ale może ich rozmiary nie będą taka totalną katastrofą.

19.11.2014 0:05 maczeta ockhama

@Irek
Spokojnie. Ja właśnie siedzie i piszę książkę o przestawieniu Polski w całości na gospodarkę odnawialna (razem z całą cywilizacją, syntezą chemiczną i hutnictwem.
Powiem tyle- liczby się dodają, da się to zrobić, spokojnie w ramach zamożności i potencjału Polski. Trzeba tylko chcieć. A Polska jest jednym z najgorszych przypadków na świecie, klimat, gęstość zaludnienia, potencjał OZE- to wszystko jest beznadziejne. A i tak się da w rozsądnych kosztach.
Jeśli w Polsce się da, to wszędzie indziej też. I to będzie wyścig. Kto zostanie przy starych technologiach ten będzie potraktowany jak Chiny w 19 w.

19.11.2014 8:44 Ans

@Macheta Ockhama
To, ze cos jest technologicznie możliwe, nie znaczny niestety, ze jest wykonalne. Co z ograniczeniami typu społeczno-politycznego, ekonomicznego czy np.: militarnego? Dla każdej logicznie myślącej osoby oczywiste jest ze zaczyna się teraz nowy wyścig. Nowe technologie i możliwość pojawia się tam, gdzie napotykają ograniczenia i wyzwania. Kraje, które tak jak Polska, chcą utrzymać status quo zostaną nowym III światem. Problem w tym, ze rządzący maja inna perspektywę, nie maja żadnej wizji, a społeczeństwo jest bardzo bierne. Jak tu rozpocząć nowy etap cywilizacji?

19.11.2014 10:34 Tadek

Ja mam nadal naiwną nadzieję, że ceny surowców w Polsce takich jak gaz, węgiel i ropa będą szybować w górę (chociażby w wyniku politycznych potyczek).
A to z kolei zmobilizuje ludzi do przestawienia się na rozproszoną i efektywniejszą energetykę. Fakt że nasi zachodni sąsiedzi są o krok przed nami w tym względzie spowoduje chęć zaczerpnięcia z nich przykładu nawet bez pomocy polityków.
To tak jak ze "zmotoryzowaniem" Polski w latach '80 i '90. Choć teraz nie jest to powód do dumy to jednak bez prywatnego importu w tych latach nadal jeździli byśmy polonezami i maluchami.

Takie używanie komponenty OZE z Niemiec mogą dać szansę biedniejszym polakom na tanie ogrzanie i zasilanie domów.
Politycy którzy nie wesprą OZE zafundują nam podobny scenariusz jak z samochodami w latach 1985 do nadal ( w latach 1999 - 2014 import znacznie przewyższa sprzedaż nowych).
Straci na tym polska gospodarka ale ludzie zaczerpną nowoczesności na własną rękę. Po prostu import aut zastąpimy importem paneli, buforów inwerterów i innych głównych składników instalacji OZE.

19.11.2014 11:59 ANDRZEJ

Szczerze mówiąc wszystkie trzy scenariusze wydają mi się i tak optymistyczne z prostego powodu - zakładają turbulencje głównie w obszarze rynków finansowych oraz zasobów paliw kopalnianych.

Tymczasem nie ma tam słowa o "Rzeczywistości", która będzie coraz bardziej pukać do drzwi. "Rzeczywistości" której na imię zrujnowane środowisko.

Nawet zakładając, że w cudowny sposób będziemy mieli dostęp do energii, to ta energia niewiele nam da, jeżeli nie będziemy mieli na czym wyprodukować żywności (patrz susze w USA, Afryce, na Bliskim Wschodzie).
Ta sama energia na niezbyt wiele się zda, gdy zderzymy się z tematem wyczerpującej się wody wykorzystywanej do upraw (patrz sytuacja w USA, Pakistanie, Brazylii, Indiach i wielu innych miejscach).
Ta sama energia raczej niewiele pomoże w temacie zakwaszania oceanów i degradacji łowisk...

Oczywiście litanię można ciągnąć.

Problemem jest to, że jesteśmy atakowani w jednym czasie, przez bardzo poważne problemy, z kompletnie różnych obszarów.

19.11.2014 12:59 Tadek

@ ANDRZEJ

Jest jeszcze nadzieja, że hamulec przyrostu populacji będzie reagował z podobnym czasem reakcji co wymienione przez Ciebie problemy.
Inaczej widok będzie przerażający. Na razie o problemach coraz głośniej się mówi. Kraje rozwinięte nie notują wyżów demograficznych.
Rozwijające się spowolnią, zahamują, a nawet będą tracić populację ze względu na wymienione czynniki.
Problemy dopiero się zaczynają. Nie wiadomo jak zachowa się nasza populacja. Może być różnie w różnych częściach świata.
Ja uważam, że to 13 mld pod koniec XXI wieku nie zostanie osiągnięte.

Pytanie tylko czy proces "naturalnej" depopulacji będzie postępować wraz z kurczeniem się zasobów naturalnych (nie myślę tu o paliwach), czy zaczeka do zderzenia się z ich brakiem.

19.11.2014 13:49 Olduvai

Moim zdaniem nie ma możliwości ewolucyjnego rozładowania istniejących i przyszłych napięć.

19.11.2014 16:37 maczeta ockhama

@ANS
Bierne społeczeństwo i ogłupienie lobbingiem. Polska jest:
1. krajem, gdzie rezygnacja z energii kopalnej jest jednym z trudniejszych przypadków na świecie.
2. Wrogość do OZE lub niewiara jest przytłaczająca
3. Praktycznie cała klasa polityczna to stowarzyszenie miłośników paliw kopalnych.
Do tego dołożyć bierne społeczeństwo, które nie potrafi nawet dopilnować wyborów samorządowych i mamy co mamy.
A gdyby dziś, nie z jakimś przygotowanie za 5 lat, zaprzestano używania paliw kopalnych w 100 % w Argentynie, Brazylii, Urugwaju i Paragwaju, to jutro by był 20 stopień zasilania, racjonowanie biopaliw i prądu, ale w kilka lat gospodarka by działała normalnie, bez żadnych paliw kopalnych. W Europie tak się nie da, więc jest to kwestia determinacji władzy i społeczeństwa.
A w miejscach gdzie oleju napędowego naprawdę nie da się zastąpić (np. w czołgach...), to biodiesla spokojnie wystarczy,
Kwestia chcieć i zorganizować.

19.11.2014 16:42 maczeta ockhama

Dlatego też ja bym wróżył załamanie, prawdziwe i porządne w biednych i przeludnionych krajach, w które jeszcze uderzą zmiany klimatu i gdzie władza jest dysfunkcjonalna. Nie postrawiłbym złamanego grosza na Pakistan- ma znikome szanse się nie załamać. W miarę to samo Egipt, reszta afryki północnej to już bałagan.
O Europę, jeśli zmiany klimatu za mocno nie ruszą nie ma się co za dużo martwić, Ameryka południowa, jeśli nie popadnie znów w neokolonializm też bez problemów.
Za to powyższy scenariusz załamania przez spekulację i system finansowy może dotyczyć tylko USA,ewentualnie UK. Ale tam to jest kwestia woli politycznej i czystej głupoty, bo zasobów mają aż nadto na szybkie odstawienie paliw kopalnych.

19.11.2014 21:23 adaś

W rozwoju poszczególnych scenariuszy autorzy prognoz nie doceniają chyba jednego czynnika - paniki.
Im mniejsze zaufanie do władzy, tym pewniejszy wybuch i gorsze skutki paniki.

20.11.2014 1:41 GODLIKE

Maczeta Ockhama - Przejście świata na OZE jest niemożliwe.

20.11.2014 9:17 maczeta ockhama

@godlike
A dlaczego nie?

20.11.2014 12:45 Adrian

"Świat" nie musi przechodzić na OZE całkowicie, a już tym samym w ciągu kilkudziesięciu lat. W bliskiej przyszłości zostaje jeszcze przede wszystkim energia jądrowa. Nie tylko ta z rozpadu uranu 235 jak dzisiaj, ale toru w reaktorach na ciekłych fluorkach i uranu 238 w reaktorach powielających. Energii w tych pierwiastkach wystarczy na co najmniej setki lat. Oczywiście technologie muszą zostać dopracowane i sądzę że renesans en jądrowej nastąpi nie wcześniej niż przed 2040. Przy braku większego zaangażowania, do tego czasu OZE najprawdopodobniej nie wypełni luki po spadku produkcji węglowodorów, gdzie szczyt dla ropy naftowej konwenc. był w 2005, a przewidywany dla paliw płynnych ok 2018, (nie jak autor bardzo optymistycznie zakłada w 2025), dla gazu 2025 i węgla 2030. No i do tego dojdzie też spadek podaży kilkunastu ważnych metali technologicznych. Na szczęście są dość duże rezerwy litu.
Jest masa różnych scenariuszy. Ale poza zadłużonym systemem finansowym, który nie utrzyma się w tak niekorzystnym środowisku nie wróżyłbym jakiegoś armagedonu, ale umiarkowanego spadku poziomu życia i olbrzymich rozczarowań mas. Tutaj autor ma rację jeśli chodzi o tzw majątek III stopnia. Bez zwiększającej się podaży energii oraz niskim EROEI można zapomnieć o wzroście PKB i opłacaniu całego łańcuszka zobowiązań rządowo-prywatnych. A to oznacza co raz powszechniejsze cięcia, bankructwa, dewaluacje papierów dłużnych itd.

W kwestii żywności nie jest źle. Jeśli w odniesieniu globalnym zostaną zwiększone starania na znaczne zmniejszenie udziału produktów mięsnych w diecie oraz ograniczenie marnotrawstwa to żywności nie powinno zabraknąć. I to nawet gdy weźmiemy pod uwagę przyszły wzrost liczby ludności i inne powyższe problemy.
Więc dzisiaj z jednego hektara uzyskuje się ok 3500 kg zbóż o wartości kalorycznej 300 kcal / 100g. Czyli 10 500 000 kcal z hektara. Następnie żywność ta jest "przetwarzana" w 10% wydajnością na mięso: 1 050 000 kcal / ha oraz ok 100 kg białka.Gdybyśmy do tego porównali uprawę mikroalg gatunków o zawartości białka ok 60%, przy plonie średnim 100 t/ha otrzymalibyśmy 300 000 000 kcal i aż 60 000 kg białka. Właśnie, 1:600 tak jest efektywna nasza dzisiejsza produkcja białka z hodowli zwierząt :).
Co więcej, ilość aminokwasów egzogennych (tych których nie produkuje nasz organizm) w algach obecna jest na prawie identycznym poziomie w porównaniu z mięsem, więc jest to wysokojakościowe białko. Oczywiście tylko pewna cześć upraw roślinnych (jednak znaczna) przetwarzana jest na wykarmienie zwierząt hodowlanych, ale już same te proste obliczenia pokazują potencjał. Nie poczynimy już lepszej efektywności w kwestii oświetlenia czy produkcji turbin gazowych ale w agrokulturze na pewno.

Kilka ciekawych linków
produkcja energii do 2100: http://www.paulchefurka.ca/WEAP/WEAP.html
szacowana produkcja minerałów wraz z recyklingiem: http://www.roperld.com/science/minerals/minerals.htm

20.11.2014 16:45 GODLIKE

Maczeta Ockhama - Gdyby doliczyć koszty zapasowych mocy które muszą być utrzymywane na pochmurne i bezwietrzne dni, oraz koszt rozbudowy i utrzymania sieci przesyłowych, to wychodzi za drogo do utrzymania wzrostu PKB. Pojedyncze kraje mogą przechodzić na OZE, bo mają na to pieniądze z eksportu wysokoprzetworzonych towarów do krajów gdzie zużywa się coraz więcej paliw kopalnych. OZE w Europie nie były by możliwe na dużą skalę, gdyby nie zwiększone zużycie węgla i ropy w Azji.

Zabawa w OZE jest odpryskiem spalania paliw kopalnych. Wydobycie PK wzrasta o kilka procent, to możemy część z tego zmarnować na wiatraki i PV. Nawet biogazownie nie były by możliwe w odpowiedniej skali bez rolnictwa opartego na ropie i gazie ziemnym.
Jak na razie energia słoneczna na świecie daje tyle, ile wynoszą roczne wahania w wydobyciu węgla w samych Chinach.

20.11.2014 17:36 maczeta ockhama

@Godlike
Powtarzasz obiegowe nieprawdy. Zapasowe moce są potrzebne, ale np. dołożenie dodatkowych turbin do istniejącej zapory wodnej, aby mogła większą moca reagować i pracować z przerwami jest po prostu śmiesznie tanie.
Tak samo generatory oparte na silnikach wewnętrznego spalania, zwłaszcza niewielkich mocy (czy np. przy biogazowniach) to są grosze. Po prostu grosze.
Chiny przechodzą na OZE pełną parą, problemem jest w tej chwili na skalę światową brak wystarczających mocy wytwórczych wiatraków i PV. A statystki w skali światowej to sobie można... Mówimy o rozwiązaniach, które na dużą skalę ruszyły 5 lat temu. Średni czas eksploatacji elektrowni to są długie dziesięciolecia i tyle musi trwać zmiana systemu energetycznego. I trwa. Tam gdzie się to robi na poważnie, energetyka będzie zmieniona w większości/całości na OZE do 2050.
Biogazownie są zawsze możliwe. Są możliwe przydomowe i można z nich produkować prąd dla szczytowego zapotrzebowania sieci. Żadne wielkoprzemysłowe rolnictwo nie jest do tego potrzebne.
Po prostu nie wiesz co mówisz, powtarzasz brednie z PR koncernów energetycznych i stąd te tezy. Rada- sprawdź prawdziwe ceny. Bo ostatnio jak patrzałem to energia z wiatru w dobrych miejscach wychodzi taniej niż węgiel dla tej samej ilości prądu.

20.11.2014 18:19 GODLIKE

"...problemem jest w tej chwili na skalę światową brak wystarczających mocy wytwórczych wiatraków i PV"
Ty, to tak jak z ropą!
Nie przekonałeś mnie.

20.11.2014 19:27 maczeta ockhama

@godlike
Ale o co chodzi?
Do produkcji wiatraków i PV są potrzebne tylko maszyny i kadra. To wszystko się może rozwijać w jakimś tempie, wykładniczym i się rozwija.Do ropy jeszcze są potrzebne złoża i to spowalnia wydobycie ropy.
Wymyślasz albo przepisujesz niestworzone rzeczy a teraz jeszcze się czepiasz słówek?

20.11.2014 22:56 GODLIKE

"Do produkcji wiatraków i PV są potrzebne tylko maszyny i kadra."
Jeszcze jest potrzebny kapitał. Kapitał jest ograniczony tak samo jak inne surowce. Im większy procent energii będzie pochodzić z wiatraków i solarów, a mniejszy z tanich paliw kopalnych, tym mniej będzie kapitału na dalszy rozwój OZE. Póki światowy udział wiatraków i PV wynosi pare procent (teraz 1,5%, mam beke z tej wartości :)), to kapitał na dalszy rozwój łatwo uzyskać, bo mamy go ze spalania PK. OZE są za drogie, jeśli uwzględnić wszystkie koszty, np. utrzymywanie mocy rezerwowych, albo utrzymywanie szkół które kształcą inżynierów, którzy tworzą OZE.
Pomyśl sobie jak wielki łańcuch dostaw jest potrzebny by stworzyć dużą turbinę wiatrową. Zaczyna się on w kopalniach wydobywających metale ziem rzadkich gdzieś w Azji. Trzeba stworzyć całą elektronikę, setki ton stali, itp. Owy łańcuch dostaw, oraz funkcjonujący system który może ów łańcuch utrzymać istnieje dzięki odpowiednio wysokim nadwyżkom energii ze spalania PK.

20.11.2014 23:11 gupol

@maczeta...
"Do produkcji wiatraków i PV są potrzebne tylko maszyny i kadra"
nie zapomniałes o czymś? tak właśnie- energia!. bez energii i to w dużych ilościach nie wyprodukujesz OZE. to oznacza wegięl, ropę i gaz. chcąc przeprowadzić transformacje energetyczna musimy tymczasowo zapomnieć o "zwalczaniu zmian klimatu" bo CO2 wyemituje sie przy tym sporo.
do tego peak oil.
do nie dawna wszyscy myśleli że sytuacja będzie wyglądala tak: mamy pieniądze żeby kupić ropę ale jej nie będzie więc nie będziemy mogli jej kupić. tymczasem jest inaczej. peak oil oznacza zmniejszanie sie zarobków z pracy i brak zdolności kredytowej. czyli ropa jest ale za mało mi płacą w robocie więc nie mam za co jej kupić a bank nie da mi kredytu bo za mało zarabiam. koło sie zamyka, wydobycie ropy spada. tak zakamuflowany peak oil można dowolnie zinterpretować. zrzucic wine dosłownie na wszystko. nikt przy władzy nie będzie musiał przyznać że ropa sie kończy i musimy od niej odejść. sytuacja jak z gotująca się powoli żabą.
a co do Dani...
wzór polityki transformacji. czy wiesz że 5 mln ludzi którzy tam żyja zuzywa ponad 150 tys baryłek ropy dziennie? gdyby polacy zużywali tyle ropy nasz kraj spalałby jakieś 1,2 mln baryłek dziennie zamiast obecnych 600 tys.
daj znać kiedy duńskie albo niemieckie zużycie ropy spadnie poniżej polskiego poziomu. wtedy pogadamy...

21.11.2014 1:02 maczeta ockhama

@Gupol
O ekonomicznych skutkach peak oil się naczytałem i napisałem. Mechanizm znam. Ale tam jest mała gwiazdka * nie dotyczy krajów, które się przygotowywują. Od ekonomicznej strony wytarczy, że gdzieś zużycie energii kopalnej na jednostkę produkcji jest niższe, a przy wzroście cen tej energii taki kraj zyskuje ekstra przewagę konkurencyjną i ekstra kapitał. Nieprzygotowany traci 2 razy. W 2008 bez spodni były USA, zyskały Niemcy i Brazylia, potem dołączyły Chiny, nadal z tyłu ale coś się rusza w USA. Rosja ideologicznie broni paliw kopalnych i nawet bez sankcji ich gospodarka była bliska implozji.
I to jest też argument o światowym udziale OZE. W Niemczech w energetyce jest 31% z 3 15 lat temu, w USA wzrosło o 2-3 %, w Rosji jak było tak jest. Kto ma się lepiej?
A zużycie paliwa w Danii- mogą to zużywają. W Szwajcarii też idzie sporo, chociaż cały kraj jest przygotowany na embargo naftowe w każdej chwili i nie potrzebują zużywać nic.

21.11.2014 1:04 GODLIKE

Znalazłem dane, że roczna sprzedaż paneli fotowoltanicznych jest warta około 30 mld dolarów. To jakaś 1/6 tego co dekadę temu wydawaliśmy na poszukiwanie i rozpoczęcie wydobycia ropy i gazu (teraz dużo więcej, ale ciągle korzystamy z tych starych złóż i to one napędzają naszą cywilizację). Tyle, że ropa i gaz dają nam 55% energii, a PV w 2012 roku dał 0,17% O_o
https://plot.ly/~greentechmedia/24/revenue-vs-2014-upside.png
http://reneweconomy.com.au/wp-content/uploads/2014/04/bernstein-energy-supply.jpg

21.11.2014 1:08 GODLIKE

"W 2008 bez spodni były USA"
To zobacz sobie dane o PKB Niemiec w 2009 roku. A wiemy, że rok 2009 był skutkiem wzrostu cen surowców w 2008.

21.11.2014 2:58 maczeta ockhama

@Godlike
ALe jaki właściwie masz zarzut?
Że OZE nie mają znaczenia. Mają, w niektórych miejscach, tam gdzie się je docenia zmieniają gospodarkę
Ze nie odchodzimy od paliw kopalnych?
Niestety nie, dopóki są tanie nie odchodzimy, ale inwestycje w nowe paliwa kopalne błyskawicznie wygasają, skończą się obecne złoża i nie będzie. Kto będzie mieć OZE będzie mieć cywilizację, kto nie, będzie kolonią.
Dania ma plan przejścia na OZE w całości do 2050 i go realizują według harmonogramu, Niemcy energetyk do tego czasu i tez go zrobią, Aruba, WYspy zielonego przylądka i parę innych się w ciągu najbliższych kilku lat przestawi na OZE w całości. Japonia i Chiny instalują po 10 GW mocy solarnej rocznie. W CHinach wzrost zużycia jest większy, ale w Japonii to w całosci zastępuje paliwa kopalne.
To o co ci chodzi?

21.11.2014 6:21 GODLIKE

Chodzi mi o to, że nawet kraje z OZE się załamią jeżeli wydobycie PK na świecie znacząco spadnie. OZE bez PK nie mogą istnieć, bo OZE wymagają BAU, a same go nie zapewnią. To tylko odprysk ich spalania. Następny post najszybciej jutro rano.

21.11.2014 16:24 maczeta ockhama

@Godlike
Nie jest tak. Dwa przykłady
Argentyna, Brazylia, Urugwaj Paragwaj- połączone siecia transportowa i odizolowane od reszty świata kraje. Spokojnie mogą zrezygnować z PK dziś. Będzie 20 stopień zasilania, będzie racjonowanie biopaliw, załamania nie będzie, zresztą problemy z prądem by były tylko w Argentynie. Jeśli bybyła mobilizacvja społeczna, to czas tego ograniczenia by trwał kilka lat. Stal i krzem też się tu robi bez paliw kopalnych. Już teraz.
A drugi przykład- Kuba. Naprawdę odcięci z dnia na dzień od paliw kopalnych, technologii i nawozów, ze zniszczoną glebą i marną infrastukturą. Na dziś sieć energetyczną mają bardziej niezawodną niż USA i ją przestwiają na OZE krajową produkcją paneli PV. A z drugiej strony oczywiście jest Somalia i wkrótce Rosja

21.11.2014 16:41 Tadek

GODLIKE masz trafne spostrzeżenia, tylko należy się zastanowić na pojęciem "załamanie"
Bo jeżeli załamanie ma oznaczać koniec ze hiper konsumpcją i marnotrawstwem to ja chcę takiego załamania już dziś.

Tak po prostu pracując w branży samochodowej zastanawiam się często jaka część tego rynku (samochodowego) napędza sama siebie?

Przykład z motoryzacji:
Ja nie licząc dojazdów do pracy i związanych z pracą robię około 4000 km rocznie. Z tego mógłbym jeszcze z 1500 km zrezygnować, bez wielkich wyrzeczeń. Reszta tego przebiegu to wakacje, wyprawy na rolki, basen czy do rodziny.
I jestem ciekawy ile % tego rynku byśmy potrzebowali, gdyby nie nasze "przymusy" cywilizacyjne.

Ja kupując nowy samochód i używając tylko dla przyjemności zrobiłbym przez 60 lat 240 000 km. Czyli wystarczyłby mi jeden na całe życie.
I na prawdę uważam, że nie jestem ascetą jeżeli chodzi o korzystanie z wolnego czasu.
Tymczasem przeciętna osobówka na rynku ma przebieg 240.000 km po 5 do 8 lat.
W firmie jeździ kilka samochodów dostawczych i prawie każdy pracownik swoim. Więc jakby zsumować przebiegi dla biznesu i porównać z tymi dla przyjemności to okazało by się, że na każdy kilometr rekreacyjny przypada kilka lub kilkanaście km biznesowych.

21.11.2014 18:15 maczeta ockhama

@Tadek
I to jest mniej więcej to. Zapewniając jakąś możliwość funkcjonowania i rezygnując z części komfortu można śmiało ograniczyć zużycie paliw kopalnych o połowę. W wielu miejscach świata druga połowa w postaci OZE jest. Kwestia jest taka, czy nie powstanie druga Somalia w imię dojazdu samochodem do pracy. Odpowiedź- gdzieś powstanie, a gdzieś nie...

22.11.2014 17:01 GODLIKE

Maczeta Ockhama - W tych krajach mieszka tylko 3,5% populacji Ziemi. Rozumiem, że te kraje mają mieć prąd z elektrowni wodnych. Ja do el. wodnych nic nie mam. Tyle, że ich potencjał na świecie jest mocno ograniczony. To samo z biopaliwem - znośny EROEI ma tylko w okolicach równika, a i tak Brazylia robi tego tylko około 300 tys. baryłek na dzień, a ropy konsumują w sumie 7 razy więcej.

Kuba zużywa 170 tys. baryłek ropy dziennie i po upadku ZSRR chyba Wenezuela dostarczała im ropę.
Zapomniałeś w ogóle o gazie ziemnym, który używa się do nawozów sztucznych, bez których rolnictwo nas nie wyżywi.

Tadek:"tylko należy się zastanowić na pojęciem "załamanie""
Załamanie następuje po upadku systemu bankowego. Wtedy ustanie kreacja kredytu z waluty która ma jakąś wartość. A gdy to się stanie to zabraknie praktycznie wszystkich surowców, nie tylko paliw kopalnych, ponieważ zamrze aktywność gospodarcza. Nie możemy zmniejszyć światowej gospodarki np. o 10% i myśleć, że tylko zbiedniejemy o 10%. Obecny system działa na zasadzie "Grow or Die".
Co do Twojego przykładu o zużyciu paliwa. Otóż czemu ludzie tego nie robią? Bo stać ich. Ludzie z tego zrezygnują tylko jeżeli nie będzie ich stać, czyli zbiednieją. A zbiednienie ludzi oznacza spadek światowego PKB i załamanie systemu bankowego (patrz wyżej).

22.11.2014 23:12 maczeta ockhama

@Godlike
Fakt, ze większa część kontynentu, z istotnymi okręgami przemysłowymi może się obejść bez PK jakby obalka twoją tezę? A teraz, że to tylko ileś tam procent.
I absolutnie nie chodzi tylko o energię wodną. Jest jej najwięcej, ale obecnie buduje się głównie wiatrowe.
A system oparty na ciągłym wzroście może tez śmiało działać na ciągłej poprawie wydajności energetycznej i ograniczaniu konsumpcji. Oparcie wzrostu na inwestycjach w OZE jest zupełnie możliwe i oczywiste.

23.11.2014 2:31 Tadek

@ MACZETA
Tu się nie zgadzam.
W wielu dyskusjach pod artykułami zgadzamy się, że obecny system gospodarczo -finansowy nie jest do utrzymania.
Nie można utrzymywać ciągłego wzrostu gospodarczego, bo to wymaga ciągłego wzrostu produkcji i konsumpcji. W praktyce nieskończonego wzrostu populacji. Po prostu jeden człowiek nie jest w stanie konsumować więcej w nieskończoność.
Dlatego "upadek" który wyjaśnił GODLIKE nastąpi.
Pytam tylko, czy to będzie proces powolny z adaptacją społeczeństw do deflacyjnej gospodarki, czy nagłe załamanie porządku na świecie z drastycznymi skutkami.
W sumie do tej prostej konkluzji sprowadza się moja świadomość czekających nas wydarzeń.

23.11.2014 2:58 maczeta ockhama

@Tadek
Ależ jakieś załamanie czegś będzie. Prawdopodobnie kolejny krach kredytowy i skok bezrobocia. Spowodowany oczywiście załamniem goposadarki na PK. Ja się z tym zupełnie zgadzam. Ale- Niemcy przede wszystkim, ale nie tylko , częsciowo Brazylia, w sporej części \Chiny, pokazały, że z takiego krachu bardzo szybko można wyjść przestawiając gospodarkę na inwestycje w OZE. I krach uderza w końcu tylko w akcjonariuszy firm samochodowych i naftowych. Dla mnie to żaden krach.

23.11.2014 12:25 Tadek

@ MACZETA

Dokładnie, tylko pytanie czy lwia część gospodarki czyli motoryzacja i branża PK zdołają się przestawić na inne zajęcia, i czy ten rozbuchany konsumpcjonizm może wyhamować nie tworząc przy okazji całych społeczności a nawet Państw - bankrutów !?
Moim zdaniem bez rzetelnego planowania i informowanie społeczeństwa takie procesy doprowadzą do zamieszek i niepokoi społecznych a za tym tworzenia stref społecznie wykluczonych.
Gdyby dziś zlikwidować kopalnie śląskie ...... powiem brzydko - ja stąd spier....m.

23.11.2014 17:14 maczeta ockhama

@Tadek
Wydobycie paliw musi się oczywiście zakończyć, o tym przecież mówimy.
Rafinacja i petreochema na mniejszą skalę i bazująca na surowcach odnawialnych jest konieczna i pożyteczna. Przemysł samochodowy to obróbka metali itp.- dla rozbudowy OZE dobra i pożyteczna działalność.
Kwestia zmiany profilu produkcji z już posiadanego sprzętu i doświadczenia. Takie rzeczy były przerabiane jako wojenna mobilizacja przemysłowa- najbardziej USA w 1941

24.11.2014 10:12 Tadek

@ MACZETA

Tak, to wszystko się zgadza. Ja wiem, że ludzie są pomysłowi i szybko adaptują do nowych reali gospodarczych.
Ale nie jestem pewien, czy ta konsumpcyjna maszyna ekonomiczna napędzana PK (czyli wysoko skoncentrowana i tanią energią - póki co jeszcze tak jest) może nagle przestawić się na efektywną i oszczędną gospodarkę opartą na OZE
Ekonomia neoklasyczna to makroekonomiczna piramida finansowa. Na tej piramidzie "wisi" wiele miejsc pracy.
To będzie bezprecedensowy eksperyment gospodarczo - finansowy.

24.11.2014 15:37 maczeta ockhama

@Tadek
Ale pomijasz jedną rzecz. Nikt nie próbuje napędzać gospodarki słabym wiatrem czy rozproszonym słońcem. Odnawialna gospodarka polega na tym, że zaawansowane gadżety przemysłowe koncentrują tą rozproszoną energię i dają nam użyteczną i skoncentrowaną, np. prąd w gniazdku. Albo wodór z elektrolizy do syntezy chemicznej.

26.11.2014 15:10 Magda

@Tadek:ludzie zawsze coś wymyślą,a pomysłowość ludzka nie ma granic.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto