Szybko, coraz szybciej

Dyskutowane na ZiemiNaRozdrożu kwestie następstw zmiany klimatu, możliwości wydobycia ropy i gazu łupkowego czy wymierania gatunków są bardzo istotne i każdy z tych tematów może być absolutnie pochłaniający. Jednak są to tylko symptomy. Z moich rozmów z ludźmi wynika, że bardzo często ludzie nie rozumieją przyczyn i dynamiki tych zjawisk. Dlatego właśnie napisałem dwa artykuły: o wzroście wykładniczym oraz o kluczowych powiązaniach pomiędzy gospodarką, a zasobami i środowiskiem. To być może najważniejsze artykuły, jakie przeczytasz, a ich zrozumienie może zmienić Twoje postrzeganie świata, łącznie z tymi jego elementami, które uważałeś za oczywiste i naturalne.

Spadek z czasów króla Zygmunta

Kluczem do zrozumienia sytuacji i tempa zachodzących zmian jest zrozumienie wzrostu wykładniczego. Jeśli populacja lub suma pieniędzy, ilość zużywanej ropy czy cokolwiek innego, stale przyrasta procentowo względem wcześniejszej wielkości, to jest to wzrost wykładniczy. Jeśli przedstawić go graficznie w funkcji czasu, to zobaczymy coś na kształt kija hokejowego.

Przykładem wzrostu wykładniczego, który znamy najlepiej, jest procent składany. Banki i fundusze inwestycyjne zachęcają nas do rozpoczęcia odkładania jak największych kwot, jak najszybciej. Wskazują przy tym, jak wiele pieniędzy możemy mieć, gdy oszczędzanie rozpoczniemy już w młodości. Uczą nas o procentach składanych – czyli o pozyskiwaniu procentów od procentów.

Po wpłaceniu 1000 PLN na konto oprocentowane w wysokości 5% będziesz mieć:

We wzroście wykładniczym przyrost z zeszłego roku czyni tegoroczny wzrost jeszcze większym.

By zilustrować potęgę wzrostu wykładniczego, przypuśćmy, że w roku 1587, gdy Zygmunt III Waza obejmował tron Polski, Twój przodek pozostawił 1 złoty na rachunku oszczędnościowym oprocentowanym na 5%. 

Wartość depozytu 1 zł, wpłaconego w 1587 roku, oprocentowanego na 5%

Jeżeli udowodnisz, że jesteś jego spadkobiercą, bank w 2011 roku wypłaci Ci ponad miliard złotych!

Wydaje nam się, że gdy coś rośnie o 5 procent rocznie, to jest to wzrost stały. Jednak zamiast wznoszącej się linii prostej, w rzeczywistości mamy coraz szybszy wzrost. W pierwszym roku odsetki wyniosły symboliczne 5 groszy, w ostatnim roku było to już robiące wrażenie 50 milionów.

Najistotniejszą rzeczą, o której trzeba pamiętać jeśli chodzi o funkcje wykładnicze, to ich „przyspieszanie”. Możesz postrzegać kluczową cechę funkcji wykładniczej na dwa sposoby: albo jako WIELKOŚĆ, która jest dodawana w coraz większy porcjach w każdej jednostce czasu, albo jako skracanie się CZASU pomiędzy kolejnymi wzrostami o taką samą wartość. Tak czy inaczej, mamy do czynienia z „przyspieszaniem”.

W tabeli poniżej znajdziesz zestawienie tempa wzrostu z czasem podwojenia. 

Powiedzmy, że gospodarka jakiegoś kraju (mierzona wskaźnikiem PKB – produktem krajowym brutto) rośnie w tempie 7 procent rocznie – oznacza to, że po 10 latach stanie się 2 razy większa, po kolejnych dziesięciu latach znowu urośnie dwukrotnie (czyli w sumie stanie się: 2 x 2 = 4 razy większa niż 20 lat wcześniej), po następnych 10 latach nastąpi jej kolejne podwojenie (czyli PKB będzie już 4 x 2 = 8 razy większy, niż 30 lat wcześniej), a po 40 latach PKB kraju będzie już większy 16-krotnie. Rzeczywisty światowy średni wzrost PKB w ostatnich 20 latach wyniósł 3,5%, choć oczywiście w różnych krajach był różny – w Chinach wyniósł 8%, w Polsce 4%, a na Haiti czy w Korei Północnej był ujemny.

Dopóki obracamy się w abstrakcyjnym świecie liczb, wzrost wykładniczy może trwać w nieskończoność. Jednak w świecie rzeczywistym wzrost napotyka ograniczenia, a moment, w którym wzrost zderza się z zewnętrznymi ograniczeniami, prowadzi do dramatycznych zmian. To, że coś rosło wykładniczo przez długi, bardzo długi czas, nie stanowi żadnej gwarancji, że tak będzie zawsze. Wręcz przeciwnie, jest gwarancja, że to się skończy.

Historia bakterii

Populacje żywych organizmów również mogą rozrastać się wykładniczo. Organizmy, które urodzą się w jednym pokoleniu, będą rozmnażać się w następnym. 

Mam teraz dla Ciebie zagadkę.

Wyobraź sobie, że jesteś biologiem. Jest godzina 11:00. Wprowadzasz jedną bakterię na szalkę z pożywką. Pamiętaj, tutaj nie ma wrogów. Organizm będzie się reprodukował, aż wyczerpie pożywienie. 

Oto nasze żyjątko.

 

W tym scenariuszu malutka bakteria reprodukuje się przez podział i dzieli się dokładnie co minutę. Inaczej mówiąc, populacja na naszej szalce podwaja się co minutę. Jedna bakteria dzieli się na dwie. Te dwie dzielą się na cztery i tak dalej. W każdej minucie liczba bakterii się podwaja.

Pytanie: ile bakterii będzie o godz. 11:03?

Każda z czterech bakterii z godz. 11:02 podzieliła się na dwie. O godz. 11:03 będzie więc ich osiem.

To było pytanie na rozgrzewkę. Życie populacji bakterii toczy się dalej. W naszym przykładzie bakterie pokryją całą szalkę w 60 minut – o godz. 12:00 szalka będzie pełna, a żywność się skończy – to ostatnie pokolenie bakterii przed końcem świata, który znały.

Teraz właściwa zagadka: O której godzinie bakterie zajmą połowę szalki?

Zastanów się…

Jeśli Twoja odpowiedź to godz. 11:59 – BRAWO! Skoro o godz. 12:00 bakterie zajmą całą szalkę, to minutę wcześniej – przed podwojeniem – zajmowały tylko połowę.

Niesamowite – za pięć dwunasta 97% przestrzeni jest wolne.

Gdybyś był bakterią na szalce, do głowy by Ci nie przyszło, że za pięć minut Tobie i Twoim pobratymcom skończą się zasoby!

Gdyby bakterie znalazły w laboratorium kolejne trzy szalki z pożywką, przedłużyłoby to czas dostępności zasobów jedynie o dwie minuty – historia kolonii bakterii zakończyłaby się o 12:02.

Zwróć też uwagę, że każde pokolenie bakterii zużywa tyle jedzenia, co wszystkie wcześniejsze pokolenia łącznie. Przykładowo – cztery bakterie z godziny 11:02 zużyły cztery jednostki pożywienia, w porównaniu do trzech jednostek zjedzonych przez bakterie żyjące o 11:00 i 11:01, a szesnaście bakterii z 11:04 zużyje więcej zasobów, niż piętnaście bakterii z 11:00, 11:01, 11:02 i 11:03 (1+2+4+8).

To uniwersalna własność wzrostu wykładniczego, niezależna od tempa wzrostu – w czasie podwojenia zostaje zużyta taka ilość zasobów, co w całej wcześniejszej historii. Dotyczy to tak samo rosnącej wykładniczo liczby bakterii, jak i wykładniczo rosnącej liczby ludzi, wydobycia surowca czy produkcji przemysłowej.

Renifery z Wyspy Świętego Mateusza i pojemność środowiska

Wszystkie żywe organizmy żyją w ograniczonej przestrzeni, czy jest to probówka, czy też wyspa, a nawet planeta. Zawsze powstanie problem ograniczonego miejsca. Zwykle podstawowym ograniczeniem wzrostu jest dostęp do żywności, ale może to być też woda, powietrze lub niemożność usunięcia własnych zanieczyszczeń. Większość żywych organizmów żyje w równowadze ze źródłami pożywienia i swoimi wrogami. Jeśli jednak organizmy znajdą się w środowisku z dostatkiem żywności, reprodukują się, aż zużyją wszystkie zasoby. Liczbę organizmów, które dane terytorium może długoterminowo wyżywić bez degradacji systemu podtrzymywania życia, określamy jako pojemność środowiska.

W roku 1944 na Wyspę Świętego Mateusza straż przybrzeżna USA przywiozła 29 reniferów, jako zapas żywności dla swoich ludzi. Wyspa okazała się dla zwierząt wymarzonym miejscem – pełno żywności, dobry klimat, brak drapieżników. Renifery zadomowiły się na wyspie, a ich populacja zaczęła szybko rosnąć. W 1957 roku na wyspie było już 1350 osobników, a w 1963 aż 6000.

Jednak dwa lata później, w 1966 roku, na wyspie pozostały tylko 42 wynędzniałe osobniki szukające pożywienia pośród leżących wszędzie kości padłych pobratymców.

Populacja reniferów na Wyspie Św. Mateusza

Co się stało?

Populacja reniferów przekroczyła pojemność środowiska wyspy. Aby populacja mogła utrzymać się na określonym poziomie, potrzebne do jej podtrzymywania zasoby muszą się odtwarzać co najmniej równie szybko jak są zużywane. W przeciwnym przypadku ich liczba maleje, degradacja środowiska postępuje, a w końcu dochodzi do załamania się populacji polegającej na tych zasobach.

Gruba na 10 cm powłoka z porostów – źródło pokarmu reniferów – potrzebowała stuleci, by pokryć wyspę. Porosty rosły tak wolno, że nie miały szans wyżywić 6000 zwierząt. Ponieważ populacja reniferów mogła się bez przeszkód mnożyć (brak naturalnych drapieżników), liczba reniferów wzrosła tak bardzo, że zjadły one całą jadalną roślinność na wyspie. Zaczął się masowy głód, który przeżyły jedynie nieliczne najbardziej odporne i mające najwięcej szczęścia jednostki.

Wyspa Świętego Mateusza to bardzo interesujący przypadek przekroczenia pojemności środowiska. Jak do tego doszło?

Na początku populacja reniferów była niewielka, więc zużycie zasobów (ilość zjadanych porostów) było mniejsze niż tempo ich odrastania. Kiedy stado reniferów zjadło porosty w jednym miejscu szło gdzie indziej, a w tym czasie w miejscu pierwszego żerowania porosty odrastały. Dopóki populacja reniferów nie przekroczyła progu pojemności środowiska, zasoby regenerowały się w wystarczającym tempie. Jednak populacja reniferów rosła dalej, wyjadając więcej porostów niż odrastało. Stopniowo więc zaczęło ich ubywać – choć wciąż były dość łatwo dostępne. Oczywiście populacja reniferów nie była świadoma ograniczeń środowiska i tego, że przekroczyła bezpieczny próg swojej liczebności, wkraczając na drogę rabunkowej eksploatacji zasobów krytycznych dla swego istnienia.

To bardzo ważna obserwacja. Przekroczenie pojemności środowiska jest możliwe, gdy  gatunek ma do dyspozycji bogate i wcześniej niewykorzystywane rezerwy zasobów pozwalających mu na wzrost liczebności.

Jednak w pewnym momencie zasoby się wyczerpują lub stają się zbyt trudne do pozyskania. Jednostki desperacko walczą o przeżycie, grabiąc pozostałe zasoby – wyjadają rośliny w trudno dostępnych miejscach oraz zjadają młode roślinki, z których nie wyrosną duże.  W rezultacie pojemność środowiska drastycznie spada poniżej pierwotnego poziomu. Populacja musi się dostosować do nowych warunków – przeżywa tylko tyle osobników, ile jest w stanie przeżyć w zdegradowanym środowisku.

Pojemność środowiska i populacja. Dopóki populacja jest mniejsza niż pojemność środowiska, zasoby regenerują się, a pojemność środowiska utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Gdy populacja przekracza pojemność środowiska, konsumując zasoby w szybszym tempie niż te się odtwarzają, dochodzi do degradacji zasobów, obniżenia pojemności środowiska, a następnie załamania się populacji i w końcu jej stabilizacji na znacznie niższym poziomie.

W zasadzie taki koniec jest łatwy do przewidzenia, jednak renifery nie potrafią planować, podobnie jak bakterie w szalce Petriego, które mnożą się, wyjadają całą pożywkę, a potem wszystkie giną.

Głupiutkie te renifery i bakterie. Całe szczęście, ludzie są bardziej inteligentni. Prawda?

Komentarze

07.02.2013 22:55 adaś

Niedawno wróciłem do domu. Dzisiaj tłusty czwartek, no to zjadłem czwartego pączka. A tymczasem w Grecji nietypowa akcja rolników- rozdają za darmo żywność. Z tego powodu sporo zamieszania, bo w dobie kryzysu jest wielu chętnych. Tak myślę, może zjeść jeszcze jednego, bo za rok kto wie co będzie? A w którym punkcie na wykresie funkcji wykładniczej jesteśmy, niestety nie umiem powiedzieć.

Ze szkoły pamiętam podobny wykres dotyczący trwałości łożyska. Na początku łożysko zużywa się bardzo wolno, luzy powiększają się nieznacznie. Ale od pewnego momentu proces ten przyśpiesza gwałtownie. Łożysko, które 10 lat pracowało poprawnie w ciągu kilku tygodni ulega zniszczeniu.
Jeśli porównanie to pasuje do naszej cywilizacji, to chyba luzy już są znaczne i za chwilę nastąpi awaria. No, chyba, że zdążymy zatrzymać tę maszynę wzrostu i wymienimy łożysko.

07.02.2013 23:28 Zbrozlo

Ja też mam zagadkę.

Mamy szalkę z ograniczoną ilością pożywki dla bakterii, na którą następnie możemy wprowadzić różne kultury bakterii. Nasze kultury bakterii będą leciały na nielegalnym dopingu (takie tam TURBO GMO), dzięki czemu będziemy mogli w sposób absolutnie dowolny zaprogramować im pożądane przez nas tempo wzrostu. Będą mogły rozmnażać się w tempie wykładniczym, liniowym...albo w ogóle. Oczywiście nawet nierozmnażająca się bakteria będzie zużywała pożywkę na utrzymanie metabolizmu.

Teraz właściwa zagadka: Jakie bakterie należy umieścić na szalce aby nie doprowadzić do wyczerpania się pożywki, czyli wspomnianego "końca ich świata".

Jeśli Twoja odpowiedź to MARTWE BAKTERIE- BRAWO!

Jedynie martwe bakterie nie zużyją ograniczonych zasobów. To uniwersalna własność zużycia nieodnawialnych zasobów niezależna od tempa zużycia.

Te bakterie powinny się zastanowić co jest ich prawdziwym problemem, prawda?

08.02.2013 0:27 Pieszko

O ile dla reniferów czy bakterii pojemność środowiska jest stała o tyle dla ludzi jest ona zmienna. Renifery i bakterie będą zawsze zużywały tyle samo tego samego na głowę. Człowiek jest znacznie bardziej elastyczną istotą. W czasach Mieszka I w Polsce ziemię uprawiano w dużej mierze techniką żarową. Podpalano kawał lasu a na jego popiołach uprawiano ziemię. Gdy ta się wyjałowiła podpalano kolejny las. Wraz z postępem w rolnictwie pojemność środowiska wzrastała. Z 1-2 mln ludzi ok roku 1000 do 36 mln w 1939r. Podaję rok 1939, gdyż wtedy jeszcze nie używano na masową skalę ropy i nawozów sztucznych. Wraz z postępem technologicznym zmieniają się granice. Jednocześnie tempo przyrostu naturalnego mocno hamuje tak, że zacznie się spadek w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Przy ograniczeniu produkcji mięsa i biopaliw możemy dotrwać do tego momentu.
Faktem jest, że degradujemy środowisko, jednak nie jest to tylko wynikiem przekraczania granic wzrostu ale też sposobu organizacji gospodarki.
Co do wzrostu wykładniczego. Ładnie i przerażająco to wygląda w tabelce i na wykresie. A jak to wygląda w rzeczywistości? Banki bankrutują, dziedzic fortuny przepuszcza kasę, wielkie koncerny padają, ich miejsce zajmują inne. Banki udzielają nietrafionych kredytów, co uwalnia do obiegu pieniądze niezbędne na zapłacenie odsetek od innych kredytów. Często się mówi że bogaci stają się jeszcze bogatsi bo pieniądz robi pieniądz. Gdyby tak było to takie Chiny nigdy nie powinny dogonić gospodarczo Polski, a Portugalczycy nigdy nie emigrowaliby za pracą do Angoli.
Potęga wzrostu wykładniczego jest ciężka do udźwignięcia i wielu się pod jego ciężarem załamało. Dlatego wielcy upadają a mali rosną.
Poza z tym wzrostem PKB to nie jest tak że jak mamy 3 % wzrostu to oznacza, że co roku robimy o 3% więcej młotków. Wzrost PKB oznacza, równie dobrze że ilość młotków pozostanie ta sama, ale za to będą one lepsze ( np inny bardziej ergonomiczny kształt) przez co również droższe. Będzie wzrost PKB, bez wzrostu zużycia surowców i ilości wyprodukowanych młotków. Inną sprawą jest to że wzrost PKB obecnie w dużej mierze zawdzięczamy transakcjom finansowym (giełdy etc) oraz usługom. Jeśli zorganizuję lekcję Yogi w parku pod gołym niebem i wezmę za to kasę, to też mamy wzrost PKB.
Inna ważna rzecz. Często nie rozróżnia się Produktu Narodowego Brutto od Produktu Krajowego Brutto. To pierwsze to jest ogólna suma wytworzonych dóbr i usług a ta druga wartość to ta suma podzielona przez ilość mieszkańców - czyli na głowę. W sytuacji malejącej populacji PKB może rosnąć przy jednoczesnym spadku ogólnej ilości wytworzonych dóbr (np młotków).
Jest jeszcze inne zjawisko, o którym warto wspomnieć. Jest coraz więcej dziedzin w których osiągamy "doskonałość" lub poziom zbliżony do niej. Weźmy np produkcję ubrań. W tej podstawowej sferze egzystencji już raczej osiągnęliśmy doskonałość. Już niczego wielkiego raczej nie wymyślimy. Nie zwiększymy już znacząco ani wydajności maszyn ani sposobu wytwarzania tkanin. Siłą rzeczy nasze wysiłki będziemy teraz kierować na usługi. np kształcenie, hobby itp. Co jest znacznie mniej materiałochłonne i energochłonne niż produkcja. Będzie to generować wzrost PKB przy jednocześnie coraz mniejszym zjadaniu trawy ze wspólnego pastwiska.
Być może najcięższy dla środowiska okres rozwoju mamy już za sobą. Przy jednoczesnym spadku populacji, który wydaje się nieuchronny, może nie będzie tak źle jak to się wieszczy
Jest już po północy i mam nadzieję, że przysypiając na jedno oko czegoś nie pokręciłem ;)

08.02.2013 9:10 whiteskies

@Pieszko
"Potęga wzrostu wykładniczego jest ciężka do udźwignięcia i wielu się pod jego ciężarem załamało. Dlatego wielcy upadają a mali rosną. "
W tym problem. Tym wielkim jesteśmy aktualnie my.

08.02.2013 10:12 WN

Doskonałość w produkcji ubrań z perspektywy producentów, to ubrania jednorazowe. Jeszcze tego nie osiągnęliśmy, ale faktycznie zbliżamy się.

08.02.2013 11:25 Piezko

@ Whiteskies Aby udźwignąć potężniejącą gospodarkę trzeba dobrej organizacji, nie wolno spoczywać na laurach etc. Wielu uległo tej pokusie i dlatego upadają bądź upadli. Wielkość nie gwarantuje upadku tak samo jak małość nie prowadzi automatycznie do wzrostu.
@WN ale niekoniecznie z perspektywy konsumentów. Więc na razie nie jest tak jakby tego chcieli producenci. Tak samo konsumenci nie chcieli lodówek ustalających jadłospis ani inteligentnych domów.

08.02.2013 12:34 WN

@PIESZKO
Moje jednorazowe ubrania to asymptotyczny sarkazm. Chodziło mi o to, że trwałość ubrań znacznie spadła w ostatnich dziesięcioleciach. Żeby produkować coraz więcej i więcej, producenci mają dwie możliwości: produkować coraz gorszy szajs, przekonywać ludzi że ich jeszcze dobre ubrania trzeba już wyrzucić (tzw. moda). Ochoczo stosują obie. Groteskowa ta doskonałość.

O ile dla ludzi pojemność środowiska jest zmienna, to jednak na pewno nie jest nieograniczona.

08.02.2013 14:09 Piezko

@ WN Tylko, że z tą produkcją szajsu to nie jest tak, że to jest zjawisko ostatnich lat. Tanie i badziewne podróby dobrych marek były już utrapieniem w XIX wieku. Problemy produkcji taniego badziewia znamy już z dawniejszych czasów. W średniowieczu o jakość produktów walczyły organizacje cechowe stemplując swoje wyroby co miało gwarantować tą jakość.
Z tą modą to też nie jest tak, że jesteśmy ofiarami producentów coś nam wmawiających. Moda jest zjawiskiem ogólnoludzkim, cechą ludzkiego charakteru. Gdy archeolodzy znajdują sbtarożytny wrak, to można go datować z dokładnością do roku czasu dzięki amforom znajdującym się na jego pokładzie. Co roku były w modzie inne wzory amfor. Nie było wtedy massmediów, dzięki którym producenci amfor mogliby robić sieczkę z mózgu.

08.02.2013 16:09 WN

@PIESZKO

Czy naprawdę uważasz, że średnia trwałość dóbr konsumpcyjnych powszechnego użytku (ubrań, AGD, samochodów) nie spadła zasadniczo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat?

08.02.2013 18:21 Vanat

Co do ubrań (i innych dóbr) to nie jest tak, że ich jakość spada. Dzięki rozwojowi technicznemu potrafimy produkować coraz oszczędniej (czyli szajsowaciej) ale nikt Ci nie każe kupować T-shirta marki "Biedronka", zawsze możesz kupić ten od Prady i zapewniam, że jeszcze Twoje wnuki będą go nosić. Problem polega na tym, że wraz z upadkiem klasy średniej przetrwają tylko dwa modele biznesowe: super niska cena kompensowana ukrytymi kosztami dodatkowymi (m.in. niską jakością i zaprogramowanym starzeniem) oraz produkty, których przesadnie wysoka cena gwarantuje jakość, ale także ekskluzywność dla elit.

08.02.2013 18:57 Pieszko

@ WN Jest dokładnie tak jak pisze Vanat. Dobre rzeczy nie zniknęły z rynku. Mało tego nigdy nie były tanie. Np niemieckie samochody były kiedyś lepsze, ale przeciętnego Niemca było stać na znacznie rzadsze zmienianie samochodów niż teraz. Fakt były lepsze ale też relatywnie do zarobków droższe niż dzisiejsze. I dziś pod tym względem jest podobnie. Na dobre auto przeciętny Niemiec jest w stanie pozwolić sobie raz na 15 lat , a gorsze i średnie może wymieniać co 5 lat.
Produkty szajsowate od bardzo dawna zalewały rynek i nie jest to cecha charakterystyczna naszych czasów. Mało kto wie, że Niemcy w XIX wieku były takimi Chinami Europy i zalewały świat tandetą. Takie były początki niemieckiego przemysłu. Znaczek "made in UK" wprowadzono po to by odróżnić niemiecką tandetę od dobrych wyrobów brytyjskich.

08.02.2013 19:35 Vanat

@ PIESZKO @WN
Jest jeszcze jedna kwestia, będąca jak mi się wydaje podstawą zjawiska o którym mówi NW: System finansowy opary o powszechne zadłużenie wymusza ciągły wykładniczy wzrost gospodarczy, a ten w pewnym momencie nakręcany może być już tylko przez wzbudzanie sztucznych potrzeb i szybsze śmieciowanie dóbr. Skoro jesteśmy czytelnikami tego serwisu, to wszyscy chyba się zgadzamy, że wcześniej czy później musi spotkać to barierę zasobów naszej planety. Pytanie, co obecnie silniej wpływa na obniżenie jakości produktów: kryzys ekonomiczny i upadek klasy średniej czy systemowy "śmiecio-kosumeryzm" ("system" nie koniecznie spiskowo widziany, może to być po prostu kolektywna, krótkowzroczna mądrość koncernów dbających o zysk swoich akcjonariuszy oraz rządów dbających o parametry gospodarcze)

08.02.2013 21:21 Pieszko

@ VANAT A mi się wydaje, że to nie system finansowy oparty o powszechne zadłużenie wymusza ciągły wykładniczy wzrost gospodarczy. Większość ludzi myśli według scenariusza emisja długu = emisja pieniądza. Do długu doliczone są odsetki na pokrycie, których pieniędzy się nie emituje, wobec czego dług rośnie i jest niemożliwy do spłacenia. Otóż pieniądze na pokrycie odsetek są emitowane. I to w ramach udzielanych kredytów. Część kredytów po prostu jest niespłacana. Ten niespłacony kredyt trafia do obiegu jako nieoprocentowany pieniądz, którym można spłacać odsetki.
Wzrost gospodarczy nakręcany jest nie tyle przez system finansowy co przez ludzkie potrzeby, pragnienia i marzenia. Wzrost i rozwój towarzyszyły ludzkości również w czasach i cywilizacjach , w których o bankach i lichwie nikt nie słyszał.
Wzrost wcale nie musi być nakręcany przez wzbudzanie sztucznych potrzeb, tylko przez zaspokajanie najbardziej elementarnych potrzeb kilku miliardów ludzi pozbawionych tych udogodnień.
Co do bariery zasobów naszej planety, to jak byśmy nie starali się recyclingować surowców to i tak prędzej czy później wyczerpiemy zasoby. Nawet jeśli będziemy odzyskiwać 95% surowców to i tak w każdym kolejnym cyklu będziemy tracili 5%. Nie ma opcji, prędzej czy później zasoby się wyczerpią. Tylko eksploatacja kosmosu w dalszej lub bliższej przyszłości jest w stanie zapewnić byt cywilizacji na kolejne tysiąclecia.
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że kryzys i upadek klasy średniej mogą wpływać na polepszenie jakości produktów. Ludzie mający mniej pieniędzy będą dokonywać bardziej racjonalnych zakupów. A kupowanie śmieci jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

08.02.2013 21:49 fraktal

Pieszko, tak zapytam z ciekawości: w czym były lepsze niemieckie samochody kiedyś?
Nie chodzi mi o to że "A Audi mojego dziadka panocku...", tylko konkrety. Zużycie paliwa, wskaźniki bezpieczeństwa, osiągi?

09.02.2013 1:49 gupol

@zbrozlo
hehe bakterie się niezastanawiają. a jeśli próbujesz wysnuć jakąś analogię do rzeczywistego świata to marnie ci to wyszło. przykład z bakteriami i szalką to jedynie próba zobrazowania wzrostu wykładniczego w świecie ożywionym w sztucznych warunkach i nie ma nic wspólnego ze złożoną dynamiką procesów zachodzących w ekosystemach.

09.02.2013 10:25 Pieszko

@ Fraktal. Pisząc o lepsiejszości tych samochodów miałem na myśli głównie ich trwałość i żywotność. Opinie użytkowników samochodów są co do tego zgodne. Lepsze, czyli zrobione z wyższej jakości materiałów i lepiej zaprojektowane wstosunku do ówczesnych możliwości technologicznych.

09.02.2013 14:37 azg

W najnowszym Wiedzy i Życiu jest obszerny i dobry artykuł o zalewie świata śmieciami, przytoczę może najciekawszy IMO fragment (z pamięci): "Obecnie dobiego końca wielka wymiana telewizorów kineskopowych i monitorów CRT z poprzedniej dekady. Tony niebezpiecznych substancji zalegają również w rowach i lasach, gdy się uwolnią spowodują gigantyczny wzrost zanieczyszczenia" Cytat z pamięci więc może być niedokładny. W każdym razie artykuł genialny, polecam!

09.02.2013 19:05 azg

No i stało się!:P
Zostałem zbanowany przez Szczęsniaka!
Za co? Ano zadałem mu w komentarzu pytanie czy zdaje sobie sprawę z ŁĄĆŻNYCH kosztów wydobycia paliw kopalnych uwzględniający wpływ na środowisko i zdrowie....zamiast odpowiedzi doczekałem się bana! :P

10.02.2013 9:58 krychu

AZG - Myślę, że on jest opłacany przez kogoś aby takie brednie nagłaśniał.

10.02.2013 13:57 adaś

@Fraktal.
Jeśli potrzebujesz konkretów to proszę bardzo
http://www.klasyczny.com/dlaczego-golf-2-jest-lepszy-od-skody-citigo/

11.02.2013 19:34 xxx

@AZG
To się ciesz, za mniejsze rzeczy Szczęśniak wyzywa od trolli, np. za wykazanie, że korelacja między cenami ropy i indeksem dolara istniała latach '90:
http://www.trystero.pl/wp-content/uploads/2012/10/Kompr_html_327724.gif z http://szczesniak.pl/2152 .

12.02.2013 0:28 WN

@PIESZKO
Specjalnie zadałem dość precyzyjne pytanie, używając słowa _średnia_, żebyś się nie mógł wymigać.

Na nic mi to się zdało, bo odpowiedziałeś na jakieś inne pytanie.Ja nie pytałem, czy dobre rzeczy znikły z rynku.

Nota bene uważam, że utożsamianie marki albo ceny z jakością to daleko posunięta naiwność w czasach brand managerów i original equipment manufacturerów.

12.02.2013 1:09 gupol

@azg
wiesz może ile taki szczęśniak zarabia na miesiąc.....?.

12.02.2013 2:37 xxx

@Gupol
@Krzychu
Bardzo wątpliwe.
Po prostu polscy "eksperci" mają jakiś feler, czy może raczej mają go polskie media i osoba, która w kraju "zachodnim" zostałaby wpuszczona do studia telewizyjnego co najwyżej po to, aby umyła tam podłogę w Polsce w tym studiu udaje eksperta.

12.02.2013 10:40 Pieszko

@WN Przepraszam, mój błąd. Szczerze nie potrafię odpowiedzieć na pytanie o średnią, o stosunek chłamu do solidnych wyrobów. Do okresu PRLu ciężko jest porównywać bo to dwa różne światy i PRL pod wieloma względami wypada tutaj znacznie lepiej. Jako sprzedawca mam przypadki babć i dziadków mówiących, że nie potrzebują tego czy tamtego bo używają tego od 30stu lat. Jest jednak druga strona medalu. Te przedmioty służą im m.in dlatego tak długo bo dbają onie. Dokonują drobnych napraw, podczas gdy my już dawno wrzucilibyśmy to do kosza i kupili kolejny tani egzemplarz na rok czasu. Ciekawym porównaniem byłoby porównanie z zachodem sprzed kilkudziesięciu lat. Kilkadziesiąt lat temu na zachodzie też produkowano sporo chłamu. Ale średniej zupełnie nie potrafię określić. P.s i nie sugeruję, że to iż kiedyś produkowano badziewie jest jakimś rozgrzeszeniem dla współczesności

12.02.2013 14:47 fraktal

Adasiu, to nie jest to o co pytałem. Zawsze można zrobić lepszy albo gorszy model, buble i robota na odwal się zdarzają. No i niemieckość Skody jest mocno naciągana.

12.02.2013 22:46 adaś

@ Fraktal
To już nie wiem o co pytałeś. Specjaliści są zgodni, że przez ostatnie 20 lat głównie faszerowano auta elektroniką, a jedynym wyjątkiem mechanicznym, który ma sens jest dwusprzęgłowa skrzynia biegów. Przez zwiększanie ilości poduszek powietrznych i parę innych bajerów zwiększono nieco bezpieczeństwo. Za to wg niemieckich rankingów awaryjności opartych na raportach z obowiązkowych badań technicznych odsetek aut, gdzie wykrywa się usterki jest coraz większy. I koszt napraw również. Dlaczego ? Kiedyś w każdym samochodzie tarcza hamulcowa była oddzielnym elementem. Teraz w wielu modelach stanowi jedną całość z piastą koła. Jak się zużyje wymieniasz od razu tarczę, piastę i łożyska. Podobnie bywa z zawieszeniem, kiedyś wymieniałeś końcówkę lub tuleję, teraz kupujesz cały wahacz. Problemy są nawet z wymianą żarówki. W starym aucie dobry dostęp a w nowym trzeba najpierw zdemontować np filtr powietrza. Pośpiech we wprowadzaniu nowych modeli skutkuje tym, że ciągle słyszymy o jakichś akcjach serwisowych. A to w jakimś modelu gaz się zacina, w innym wadliwe hamulce , a jeden Mercedes to nawet przewracał się na ostrych zakrętach. Za tak rozumiany postęp to ja dziękuję bardzo.

13.02.2013 1:07 logic

Nawet dreamlinera chyba to nie omineło

13.02.2013 12:17 PILOT

Problemy Dreamlinera to raczej choroby wieku niemowlęcego niesamowicie złożonej konstrukcji. Presja na redukcję masy (akumulatory litowo-jonowe zamiast ołowiowych), a nie żywotności elementów. Dreamliner to konstrukcja radykalnie inna, bardzo wiele systemów pneumatycznych / hydraulicznych zostało zastąpione elektrycznymi. Lot mógł był poczekać parę lat, bo było do przewidzenia, że tak właśnie będzie.

Lotnictwa tandeta nie opanowała. Stare samoloty się remontuje, a nie wyrzuca.

13.02.2013 17:51 fraktal

@ Adaś
Właśnie o taką odpowiedź mi chodziło. Konkretną. A z linkiem do raportu by było jeszcze lepiej.

13.02.2013 19:33 WN

@PIESZKO
Nie chodzi o stosunek chłamu do solidnych wyrobów, tylko o średni czas życia wyrobu, na przykład lodówki. Kupujemy tę np. lodówkę i po ilu latach ją wyrzucamy, średnio dla wszystkich lodówek. Ekonomia się tym nie zajmuje, utożsamjając bogactwo z produkcją, tak jakby bogactwo zależało tylko od tego ile się wyprodukuje, a już nie jak długo to nam służy. Nie mam twardych danych, ale dostatecznie długo żyję, żeby zaobserwować, jaka jest tendencja...

14.02.2013 11:54 Pieszko

@WN Wczoraj rozmawiałem ze znajomym sprzedającym w markecie AGD/RTV. W ostatnich czasach lawinowo rośnie ilość reklamacji produktów marek, które dotychczas zapewniały całkiem dobrą jakość. Coraz więcej firm przechodzi na produkcję tandety. Mamy tu chyba sprzężenie zwrotne z kryzysem. Jeśli chodzi o dłuższy okres obserwacji to raczej ktoś żyjący na zachodzie powinien się wypowiadać, bo chyba porównywanie z okresem PRLu jest trochę nieadekwatne. pozdrawiam:)

14.02.2013 12:03 Pieszko

P.s. być może jest tak, że to co 100 lat temu uważano za badziewie dziś byłoby towarem z górnej pułki.

14.02.2013 12:43 WN

No proszę, wygląda na to, że się zgadzamy.

Dla mnie konstatacja, że moglibyśmy produkować powiedzmy jedną piątą lodówek (inter alia), przy tym zredukować bezrobocie, bo robot lodówkę owszem wyprodukuje, ale serwisować nie będzie, jest doprawdy zastanawiająca.

14.02.2013 16:14 CZYTELNIK

A tu mozna zaboczyć, jak to cena ropy ostatnio "ciągle spada" - tyle, że w górę.
http://www.money.pl/gielda/surowce/dane,ropa.html

14.02.2013 17:04 azg

@czytelnik:
Prawdopodobnie ten widoczny trend będzie - tak jak pisał o tym Marcin - kontynuowany aż do kolejnej światowej zapaści, po niej ceny mocno spadną i potem znowu będą rosnąć. Popyt na ropę szybko rośnie - ostatnio w Chinach był rekord sprzedaży nowych aut.

14.02.2013 22:45 gupol

@xxx
naprawdę jest aż ak źle? fakt faktem, takiegio buraka jak szcześniak ze świecą szukać i ja od dawna nie mogę na niego patrzeć ale jakiś układ finansowy musi być. koleś tez musi chyba mieć jakies wykształcenie nawet jeśli z niego nie korzysta. bo jak do cholery zostać w polsce ekspertem od spraw energetyki? wystarczy być burakiem???

17.02.2013 20:39 logic

Wystarczy mieć zanajomosci facet jest kulturoznawcą z wykrztałcenia zdaje sie wiec nie matura lecz chęć szczera ..... , jest źle a będzie jeszcze gożej.

17.10.2013 19:14 doneenn

Modele przedstawione w przykładach są do bólu proste. Otóż przykład z szalką petriego - następuje sukcesja, organizmy namnażają się, później giną i rozkładają się (nie wiem czy przy udziale innych organizmów -środowisko idelanie sterylne) i na ich miejsce wchodzi nowe pokolenie tego samego organizmu, ale w mniejszej ilości, więc spadek populacji nie jest tak drastyczny jak opisuje autor (pierwiastki takie jak fe, si, M, Cr i takie tam nie wyparują poza szalkę w takim środowisku) Tak samo z reniferami - organizmy te będą musiały się przystosować do żywienia innymi organizmami, które są w mniejszej lub większej ilości. Każdy organizm będzie musiał się prędzej czy później dostosować do środowiska, a nie środowisko do organizmu. Takie jest prawo natury.

08.05.2015 17:37 czyt

07 Sty 2014 19:47
________________________________________

NOWE , JAŚNIEJSZE SFORMUŁOWANIE ""PRAWA LUDNOŚCI" T.R. MALTHUSA.

Istotę "prawa ludności" staram się przedstawić tu, za pomocą pewnego prostego modelu; w postaci beczki do której nalewana jest woda, a jednocześnie część wody z niej wypływa.

Wielkość beczki ma przedstawiać liczbę źródeł utrzymania,
Dopływ wody to beczki - to nowe urodzenia.
odpływ wody z beczki - to naturalne zgony spowodowane wiekiem,
przelewanie się wody z beczki ma obrazować zgony spowodowane głodem.



"JEŻELI STOPA PRZYROSTU LUDNOŚCI, TJ. STOPA URODZEŃ - (MINUS) STOPA ZGONÓW Z PRZYCZYN NATURALNYCH , JEST WYŻSZA OD STOPY WZROSTU LICZBY ŹRÓDEŁ UTRZYMANIA, TO PO PEWNYM CZASIE NIEUCHRONNIE MUSI TO DOPROWADZIĆ DO POWSTANIA DODATKOWYCH ZGONÓW SPOWODOWANYCH; GŁODEM, SAMOBÓJSTWAMI, CHOROBAMI, ETC."

Dodatkowe objaśnienia:
poprzez pewną analogię, zgodnie z prawem sformułowanym przez Justusa LIEBIGA, uważam że najistotniejszym czynnikiem utrzymania jest ten którego jest najmniej. W realiach współczesnej cywilizacji nie jest to liczba żywności, tylko liczba miejsc pracy (ściślej źródeł utrzymania). żywności w sklepach jest pełno - ale nikt nie rozdaje jej za darmo!
Stąd przyrost ludności obecnie trzeba porównywać z przyrostem źródeł utrzymania, a nie przyrostem produkcji rolniczej!!

NAJWAŻNIEJSZY WNIOSEK WYPŁYWAJĄCY Z "PRAWA LUDNOŚCI" T.R. MALTHUSA:

Nie warto podnosić stopy przyrostu naturalnego za pomocą zachęt ekonomicznych, ponad poziom wzrostu źródeł utrzymania, gdyż spowoduje to tylko wzrost przypadków śmierci z głodu i chorób, natomiast liczba ludności i tak nie wzrośnie !!!
Można też rzec: "nie nalewaj do beczki więcej wody niż wynosi jej objętość, gdyż reszta i tak się rozleje!"
------------------------------
Na ten temat postanowiłem napisać gdyż uważam, ze oryginalne "Prawo ludności" zostało sformułowane niezbyt szczęśliwie.
Przyrost ludności nie musi (POTENCJALNIE) dążyć do geometrycznego wzrostu, a przyrost produkcji rolniczej nie musi odbywać się akurat dokładnie w tempie arytmetycznym , aby problem przeludnienia zaistniał.
Wykorzystują to różnego rodzaju nieucy, czy demagodzy.
A wcale to nie oznacza , że "Prawo ludności" dawniej czy obecnie, nie funkcjonuje!


--
Na ten temat napisałem dlatego, że różnego rodzaju "sensacje" które podnoszą antymaltuzaniści są po prostu przepisywane z dzieł "Marksa i Engelsa" (tzw. "spisek maltuzjanistów i wrogów ludu") , lub po prostu lansują starsze poglądy których niesłuszność udowodnił Malthus!\

Ponadto uważam jak niektórzy poważni badacze, że: Istota "Prawa ludności" jest właściwie czysto demograficzna (niezależna od dużo późniejszych ekologicznych ograniczeń) i istnieje tak jak jak prawo grawitacji - niezależnie od ideologicznych (antysocjalistycznych) założeń, które popierał sam Malthus.


Twierdzenie, że poglądy o przeludnieniu są niesłuszne po pierwsze pachną bolszewizmem, po drugie trzeba wiedzieć, że ekonomiści którzy udowadniają,że Malthus nie miał racji posługują się wieloma demagogicznymi chwytami: np. "w "Encyklopedii Powszechnej" PWN, warszawa 1975 r., pod hasłem "Maltuzjanizm" - czytamy, że nie można jednak zaobserwować stałej tendencji szybszego wzrostu liczby ludności w porównaniu z wzrostem produkcji rolnej"
Stwierdzenia takie są rezultatem błędnego porównywania przyrostu produkcji rolnej z przyrostem ludności liczonym na zasadzie "liczba urodzeń - (minus) liczba zgonów, a nie samą liczba urodzeń.
Oczywiście, nie jest możliwa długotrwała tendencja do szybszego wzrostu ludności niż produkcji żywności, gdyż ta dodatkowa ludność musiałaby żywić się powietrzem!

Działanie "Prawa ludności" objawia się tym, że jeżeli stopa urodzeń - minus stopa zgonów z przyczyn NATURALNYCH, jest wyższa od stopy przyrostu żywności, to nieuchronnie powoduje pojawianie się dodatkowej śmiertelności dzieci i dorosłych (głód ale i samobójstwa). Wzrasta też przestępczość.
"W każdym kraju Europy, od czasu gdy posiadamy o nim pewne dane historyczne, niszczało z tego powodu miliony ludzkich egzystencyj, mimo że w niektórych państwach bezwzględna klęska głodu może nigdy nie zachodziła!"

Wynika z tego, że nie warto sztucznie stymulować wzrostu liczby ludności ponad możliwości (rzeczywiste, a nie potencjalne) gospodarki, gdyż wywołujemy tylko dodatkowy wzrost śmiertelności, a liczba ludności i tak nie wzrośnie.
Można rzec obrazowo: ""nie wlewaj do naczynia więcej wody niż wynosi jego objętość, bo reszta i tak się rozleje".

W dzisiejszych czasach powstał zupełnie nowy problem: inny jest problem tzw. przeludnienia ekologicznego (porównywanie stosunku ludności do zasobów) a zupełnie inny problem przeludnienia ekonomicznego, czyli stosunku liczby ludności do liczby miejsc pracy (ściślej- źródeł utrzymania). Możemy mieć kraj (miejsce) bogate w zasoby ale z niewielką ilością miejsc pracy.
O tym problemie pisał zresztą i sam Malthus:
"w obecnych stosunkach nie ma cięższego problemu do rozwiązania, jak znalezienie pracy dla ubogich, mimo kwitnącego stanu
przemysły i rozlicznych przeszkód wzrostu ludności"
czy też:
"Ile pracy dajemy ludziom tyle ich będziemy mieli. Przypuśćmy, że możemy w Anglji dać zatrudnienie 100 ludziom, a wychowamy 150 osób. Powiadam wam, że 50 musi opuścić nas, albo zginąć z głodu, albo zawisnąć na szubienicy!"
W niem. TV ARD na początku lat 90-tych podawano przykład huty gdzie kiedyś było zatrudnionych 6000 osób, a po automatyzacji i komputeryzacji tylko 6 osób! Wydaje się jednak, że redukcje etatów dziś - obejmują obejmie głównie przemysł. Redukcji personelu w administracji obecnie nie widać. ( W USA obawiano się redukcji personelu w biurach [przez komputery] już od lat 60-tych)


Porównywany z liczba urodzeń przyrost produkcji rolnej powinien być mierzony w kilokaloriach albo Joulach, a nie tonach czy dolarach.
Należy od niego odjąć straty w zbiorach i przetwórstwie.
walka o wzrost plonów prowadzi często do przenawożenia, które prowadzi często do tego że plony wzrastają tak, iż jest w nich więcej wody, ale liczba kalorii pozostaje taka sama. Zyski przemysłu żywnościowego wzrastają wskutek spekulacji, podnoszenia cen i nadmiernego opakowywania towarów, gdy tymczasem wartość energetyczna wyprodukowywanej żywności pozostaje ta sama. Wartości używane w rocznikach statystycznych do mierzenia produkcji rolniczej są więc często błędne.

Argument, ze cała ludzkość zmieściłaby się na powierzchni stanu Teksas, zapewne jest oparty na obliczeniach typu: 100 km2 = 100.000.000 m2
Są to jednak zupełnie dziecięce dywagacje a nie poważne rozważania.
Ludzie to nie są tylko pionki, które wystarczy ustawić na szachownicy i po problemie.
Przestrzeń życiowa to nie jest tylko przestrzeń, którą zajmujemy my sami, ani nawet teren, po którym można spacerować.
Już w czasach Malthusa wiedziano, że pole które żywi rolnika zajmuje dużo większą powierzchnię niż jego obejście, a to ostatnie znowuż, dużo większą niż on sam.
Ludzkość mieszka właściwie w większości w dorzeczach Wielkich rzek, bo tylko tam są dostateczne urodzajne gleby, reszta ziemi jest znacznie mniej żyzna, a wielkie obszary Ziemi, np. środek Azji zajmują olbrzymie góry i pustynie: skaliste i piaszczyste.
Dalej podnosi się kwestię, że niektóre kraje gęsto zaludnione są bogate, a niektóre słabo zaludnione biedne.
żadna to nowość ani sensacja, bowiem o tym czy np. dany kraj jest przeludniony czy nie, decyduje stosunek liczby ludności do żywności dostępnej na danym terenie, a nie do powierzchni danego kraju. Już Malthus tłumaczył, że kraje o najsłabszym zaludnieniu często najbardziej cierpią z powodu następstw prawa ludności:

""... I oto przyczyna, dla której ubogie słabo zaludnione szkockie wyżyny były z powody przeludnienia tak samo nawiedzone nędzą, jak bogate i ludne prowincje Flandryji."

Zupełnie błędny jest więc wniosek, że kraje słabo zaludnione są niedoludnione, a w szczególności, że sam wzrost ludności może te kraje wzbogacić.

07.09.2015 13:21 CT

T.R.Malthus. "Prawo ludności". Przeludnienie. Objaśnienie powyżej.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto