Rewolucja ropy łupkowej – kołek w serce ‘Granic wzrostu’?

Medialny spin

Międzynarodowa Agencja Energii (International Energy Agency – IEA) przedstawiła ostatnio raport World Energy Outlook (WEO) 2012 (polskie streszczenie). Możemy się z niego dowiedzieć m.in., że

Niedawne rozbudzenie produkcji ropy i gazu ziemnego w USA, spowodowane zastosowaniem technologii wydobywczych pozwalających uwolnić ropę zaciśniętą („light tight oil”) i gaz ziemny z pokładów łupkowych (…) zmieniając stopniowo rolę USA w globalnym handlu energią. Przewiduje się, że około 2020 r. USA staną się największym światowym producentem ropy naftowej (wyprzedzając Arabię Saudyjską aż do około 2025r.) i odczują wpływ nowych rozwiązań wspierających efektywność energetyczną w sektorze transportu. W efekcie nadal obniżał się będzie import ropy przez USA do tego stopnia, że około 2030 r. Ameryka Północna stanie się eksporterem ropy naftowej netto.

Już wcześniej pojawiały się opinie o przełomie na rynkach ropy, jaki może przynieść wydobycie ropy łupkowej, jednak oficjalne przedstawienie tak optymistycznych perspektyw przez IEA nadało tym opiniom „moc urzędową”, powodując wysyp optymistycznych wiadomości w mediach.

Gazeta Wyborcza w artykule W USA dzięki złożom w łupkach rodzi się "nowy Bliski Wschód" donosi więc:

  • do 2020 r. Stany Zjednoczone zostaną największym producentem ropy naftowej na świecie, wyprzedzając Arabię Saudyjską oraz Rosję, a potem ten tytuł USA utrzymają do 2035 r. - prognozuje MAE
  • MAE ocenia, że już w przyszłej dekadzie Stany Zjednoczone mogą eksportować więcej ropy, niż importować. Innymi słowy, staną się znaczącym nowym graczem na światowym rynku ropy naftowej
  • już w zeszłym roku po raz pierwszy od 1948 r. eksport paliw z USA był większy od ich importu

Dziennik Gazeta Prawna w artykule Ropa łupkowa: II etap rewolucji informuje zaś:

  • produkcja ropy łupkowej w USA w tym roku wzrosła o 7 proc., do 10,76 mln baryłek dziennie
  • USA za osiem lat zostaną największym producentem ropy na świecie, deklasując Arabię Saudyjską
  • zgodnie z przewidywaniami MAE już w 2020 r. wydobycie ropy za oceanem będzie większe niż w Rosji czy Arabii Saudyjskiej. W efekcie kraj nie tylko osiągnie samowystarczalność energetyczną, lecz także zaleje swoim surowcem światowe rynki.
  • jak twierdzi agencja, już w 2030 r. USA zostaną eksporterem netto ropy – wyprzedzając Rosję i Arabię Saudyjską.

Czyż to nie muzyka dla uszu wszystkich zmotoryzowanych patrzących z niepokojem na ceny na stacjach benzynowych, ekonomistów drżących o wzrost gospodarczy i polityków myślących o bilansie płatniczym i bezpieczeństwie energetycznym (no i o przychylności wyborców, rzecz jasna)?

W prasowych stwierdzeniach jest jednak tak wiele błędów i przekłamań, że trudno traktować je jak rzetelne źródło informacji. Raport IEA zdecydowanie wymaga bliższego przyjrzenia się, szczególnie w kwestii ropy łupkowej. Pisaliśmy o niej już  nieraz, przed lekturą dalszej części artykułu zachęcam więc do przeczytania artykułów z linków i odświeżenia wiedzy.

Kluczowe wnioski

Raport IEA jest baaardzo optymistyczny, nawet w porównaniu z raportami mającej długą historię malowania rzeczywistości na różowo amerykańskiej EIA (statystycznego ramienia Departamentu Energii USA). Długa historia nadmiernie optymistycznych i weryfikowanych przez realia przewidywań związana jest z tym, że IEA i EIA funkcjonują w strukturach odpowiednio OECD i administracji USA, które wpływają na brzmienie raportów. Co chcą usłyszeć ich mocodawcy? Że ropa będzie tania i będzie dobrze. Gdyby otwarcie przewidywały zbliżanie się kryzysu naftowego i nienadążanie podaży za popytem, cena ropy skoczyłaby w górę, deficyty krajów importujących ropę (prawie wszystkie kraje OECD) by wzrosły, giełdy poleciały by w dół a za tym wszystkim wzrost gospodarczy.

Streszczenie raportu (a który dziennikarz czyta coś więcej?) w porównaniu z samym raportem zawiera starannie dobrane najlepsze informacje, do tego napisane językiem sugerującym czytelnikom coś, co wcale nie ma miejsca.

W rezultacie media przedstawiły wnioski raportu w niesamowicie hurraoptymistycznym i zafałszowanym (nawet względem IEA WEO 2012) świetle. Większość przedstawionych na początku cytatów z Gazety Wyborczej i Dziennika Gazety Prawnej jest po prostu błędna i nie oddaje treści raportu.

Jak mogłyby wyglądać kluczowe wnioski oparte na rzeczywistych informacjach podanych w IEA WEO 2012? Na przykład tak:

  • Światowy szczyt wydobycia konwencjonalnej ropy naftowej miał miejsce w 2008 roku
  • Wcześniejsze prognozy IEA wydobycia ropy w 2030 roku były regularnie obniżane:
    -WEO 2004: 121 mln b/d
    -WEO 2006: 116 mln b/d
    -WEO 2008: 106 mln b/d
    -WEO 2010:   94 mln b/d
    Sądząc ze spinu medialnego wokół raportu można odnieść wrażenie, że ten trend spadkowy zdecydowanie musiał się odwrócić. Jakie wydobycie ropy w 2030 roku prognozuje IEA w tym „przełomowym” raporcie?
    95 mln b/d – to w zasadzie potwierdzenie wcześniejszych mizernych prognoz. Prawdziwa rewolucja, prawda?
  • Sumaryczne wydobycie ropy (wraz ze źródłami niekonwencjonalnymi i NGL) do 2035 roku będzie rosnąć w symbolicznym tempie 0,6% rocznie, zderzając się z eksplozją popytu ze strony krajów rozwijających się
  • Już obecnie wysokie ceny ropy duszą światową gospodarkę
  • Ceny ropy będą już tylko rosnąć
  • Coraz większa część wydobycia będzie zostawać w krajach naftowych oraz płynąć do Chin i Indii, przez co zużycie ropy w krajach uprzemysłowionych musi już tylko spadać – na zawsze
  • Zwiększanie wydobycie ropy z łupków w USA z wielu względów będzie coraz trudniejsze, złoża będą się też szybko wyczerpywać, przez co wydobycie  osiągnie szczyt już za około 10 lat, po czym zacznie nieodwołalnie spadać
  • Stany Zjednoczone nie zostaną eksporterem ropy, nawet jeśli podejmą bezprecedensowy wysiłek poprawy efektywności energetycznej
  • Zrealizowanie celu wzrostu wykorzystania niekonwencjonalnych złóż paliw kopalnych będzie oznaczać katastrofę klimatyczną

Zupełnie inny wydźwięk, prawda? A wszystko to znajduje się w pełnym raporcie IEA WEO 2012.        

Skąd więc takie informacje medialne? I jak pogodzić tak skrajne wnioski? Czytaj dalej, a dowiesz się.

Światowy rynek ropy

W komentarzach prasowych dużo mówi się o wzroście wydobycia ropy w Iraku, Brazylii i Kazachstanie, piaskach roponośnych Kanady i Wenezueli, a szczególnie o ropie łupkowej z USA.

Zmiany produkcji paliw ciekłych w wybranych krajach

Ilustracja 1. Zmiany produkcji paliw ciekłych w wybranych krajach w okresie 2011-2035 w scenariuszu referencyjnym IEA WEO 2012

Ale to tylko kilka krajów. A co z resztą? Jak kształtuje się całościowy obraz wydobycia ropy na świecie?

Za kluczowy wykres przedstawiony w IEA WEO 2012 można uznać prognozę światowej produkcji paliw ciekłych.

Produkcja paliw ciekłych na świecie w scenariuszu referencyjnym IEA WEO 2012

Ilustracja 2. Ilustracja 2. Produkcja paliw ciekłych na świecie w scenariuszu referencyjnym IEA WEO 2012.

Produkcja ropy (poza nie dającymi korzyści energetycznych zyskami rafineryjnymi) ma wzrosnąć z 84 mb/d w 2011 roku do 97 mb/d w 2035 roku, przy czym wzrost w całości pochodzi ze źródeł niekonwencjonalnych i NGL (etan, propan butan i cięższe węglowodory). Wydobycie ropy konwencjonalnej (trzy dolne niebieskie pola) stopniowo spada do 65 mb/d, nigdy już nie osiągając historycznego szczytu wydobycia z 2008 roku na poziomie 70 mb/d. Wydobycie ropy łupkowej rośnie do poziomu ok. 4 mb/d w latach 20., po czym maleje.

IEA po raz kolejny potwierdza więc, że światowy szczyt wydobycia konwencjonalnej ropy naftowej jest już za nami i miał miejsce kilka lat temu. Pomimo prognozowanego (choć wcale nie gwarantowanego) wielkiego wzrostu wydobycia ropy w Iraku, Brazylii czy Kazachstanie.

IEA ma długą historię obniżania swoich prognoz. Przyjrzyjmy się ewolucji raportów IEA w ostatnich latach.

Przewidywania wydobycia ropy w kolejnych raportach IEA

Ilustracja 3. Przewidywania wydobycia ropy w kolejnych raportach IEA z lat 2004-2010. Źródło: IEA WEO 2004-2010 

W kolejnych swoich raportach IEA regularnie obniżała prognozy całkowitego światowego wydobycia ropy. Jak wiele to mówi o tym, jak bardzo trafne były wcześniejsze szacunki i jak skuteczna jest w ogóle metoda wykorzystywana do szacowania wydobycia? Obecny raport, prognozujący wydobycie na poziomie 97 mb/d w 2035 roku, jest w zasadzie bliskim potwierdzeniem prognozy z WEO 2010 roku, którą podsumowaliśmy artykułem Więdnący urzędowy optymizm. Gdzie tu więc przełom?

Powiedzmy, że tegoroczna prognoza IEA zostanie zrealizowana. Wzrost wydobycia z poziomu 84 mb/d w 2011 roku do 97 mb/d w 2035 roku oznacza średnie roczne tempo wzrostu na poziomie 0,6% rocznie (i w ogóle pomijamy tu kwestię mniejszej zawartości energii w baryłce NGL czy wzrostu ilości energii zużywanej w samym procesie wydobycia). Innymi słowy IEA uważa, że wydobycie (szeroko rozumianej) ropy zamrozi się na praktycznie niezmienionym poziomie.

Na uwagę zasługuje stwierdzenie z raportu: „Wydobycie z pól eksploatowanych w 2011 roku spada do 2035 roku o 2/3, do poziomu 26 mln baryłek dziennie. Z tego powodu prognozowane wydobycie na poziomie 65 mb/d w 2035 roku wymaga uruchomienia w tym okresie blisko 40 mb/d nowych mocy wydobywczych. Z tego 26 mb/d (66%) pochodzi z już odkrytych, ale jeszcze nie uruchomionych pól, w większości leżących w krajach OPEC, a pozostałe 13 mb/d z pól, które dopiero czekają na odkrycie, głównie w krajach spoza OPEC.”

W WEO 2010 wydobycie z pól mających zostać odkrytych do 2030 roku było szacowane na 19 mb/d. Teraz prognoza została znacząco obniżona do 13 mb/d (do tego w okresie dłuższym o 5 lat).

Potwierdza to kolejne stwierdzenie z raportu: „W 2011 roku odkryte zostały złoża zawierające 12 mld baryłek, co odpowiada 40% wydobycia w tym roku”. Ponieważ zużywamy 30 mld, a odkrywamy 12 mld, wyraźnie widać, że pula dostępnych zasobów szybko się kurczy.

Ropa łupkowa

Prognoza wydobycia ropy w USA wg IEA WEO 2012

Ilustracja 4. Prognoza wydobycia ropy w USA wg IEA WEO 2012.

Widać, że wydobycie ropy konwencjonalnej w USA nieprzerwanie spada, a cały prognozowany wzrost pochodzi z wydobycia ropy łupkowej i ciekłych frakcji gazu ziemnego NGL. W 2035 roku połowa wydobycia ropy konwencjonalnej ma pochodzić z jeszcze nieodkrytych złóż, co wymagałoby otwarcia dla eksploatacji nowych obszarów (zamknięty obecnie dla odwiertów szelf oceaniczny i ANWR).

Gdyby nie złoża ropy łupkowej w Północnej Dakocie (Bakken) i Teksasie (Eagle Ford), wydobycie ropy w USA, łącznie z Alaską, spadałoby coraz bardziej.

Wydobycie ropy w poszczególnych regionach USA

Ilustracja 5. Wydobycie ropy w poszczególnych regionach USA, Źródło EIA 2012

Warto zauważyć, że prognoza IEA względem ropy łupkowej jest nawet znacznie bardziej agresywna od tegorocznej prognozy EIA (statystycznego ramienia Departamentu Energii USA).

Prognoza wydobycia ropy w USA

Ilustracja 6. Prognoza wydobycia ropy w USA, EIA 2012

EIA w swoim tegorocznym raporcie przedstawia 4 scenariusze wydobycia ropy łupkowej:

Scenariusze wydobycia ropy łupkowej (ciasnej) w USA

Ilustracja 7. Scenariusze wydobycia ropy łupkowej (ciasnej) w USA, EIA 2012.
TRR = Technically Recoverable Resources (Technicznie wydobywalne zasoby),
EUR = Estimated Ultimate Recovery (Szacowane całkowite wydobycie).
Scenariusze:
- Niskie EUR: EUR na odwiert równe 50% scenariusza referencyjnego (17 Gb)
- Referencyjne EUR: 33 Gb
- Wysokie EUR: EUR na odwiert równe 150% scenariusza referencyjnego (50 Gb)
- Wysokie TRR: jak w scenariuszu “Wysokie EUR”, ale 8 odwiertów na milę kwadratową (89 Gb)
Zauważ, że poza scenariuszem Wysokiego TRR wydobycie ropy łupkowej spada już od końca lat 20.

Wg EIA „….do wydobycia całości zasobów gazu i ropy łupkowej potrzebnych będzie ponad 630 000 nowych odwiertów. Wg stanu na rok 2010, w USA wywierconych zostało w sumie 37 500. Skatalogowanie, przygotowanie do wydobycia i wydobycie tych zasobów wymagać będzie czasu i pieniędzy.” (str. 59). EIA uważa więc, że będzie to wielki wysiłek. Jednak IEA jest zdania, że wydobycie można uruchomić szybciej. Nałóżmy na siebie prognozy EIA i IEA.

 Zestawienie prognoz wydobycia ropy łupkowej wg EIA i IEA

Ilustracja 8. Zestawienie prognoz wydobycia ropy łupkowej wg EIA i IEA (linia czerwona).

Prognozy IEA są więc bardziej agresywne nawet od najwyższego scenariusza EIA. Jednak, o ile prognoza IEA zostanie zrealizowana, to szybki wzrost wydobycia oznacza szybsze wyczerpanie złóż (obie agencje szacują je na poziomie mniej więcej 33 mld baryłek, czyli niecałej połowy zasobów Morza Północnego, będących rzędu 75 Gb).

Wysokość wydobycia ropy jest zaciemniona przez „włożenie” między ropę konwencjonalną a łupkową ciekłych frakcji gazu ziemnego NGL. Wykres bez nich pokazuje rzeczywistą skalę „garbu łupkowego”, będącego rzeczywiście mniejszą wersją garbu wydobycia na Morzu Północnym.

Zestawienie prognoz wydobycia ropy IEA z historycznym wydobyciem ropy

Ilustracja 9. Zestawienie prognoz wydobycia ropy IEA z historycznym wydobyciem ropy (dane BP)

Widać też, że wydobycie ropy, nawet z ropą łupkową, nie sięga nie tylko rekordowego poziomu z roku 1970, ale nawet poziomu „garbu alaskańskiego” z lat 80.

Stwierdzenie z Dziennika Gazety Prawnej „produkcja ropy łupkowej w USA w tym roku wzrosła o 7 proc., do 10,76 mln baryłek dziennie” jest wręcz kuriozalne. Wydobycie ropy łupkowej jest obecnie rzędu 1 mb/d. Nawet wydobycie całości ropy w USA jest rzędu 6 mb/d, a wszystkich paliw ciekłych 8 mb/d. Ostatni raz wydobycie ropy na poziomie 10,78 mb/d w USA miało miejsce w 1973 roku.

„USA wyprzedzą w wydobyciu ropy Arabię Saudyjską”

Informacja, że USA mają wydobywać więcej ropy niż Arabia Saudyjska brzmi rewolucyjnie, jednak bliższe przyjrzenie się danym wygląda już mniej spektakularnie. Tak wygląda prognoza wydobycia dla USA:

Wydobycie ropy poza krajami kartelu OPEC

A tak dla Arabii Saudyjskiej:

Wydobycie ropy w krajach OPEC

Jeśli zestawimy te informacje na rysunku, otrzymamy:

Zestawienie prognoz wydobycia ropy IEA WEO 2012 dla USA i Arabii Saudyjskiej

Ilustracja 10. Zestawienie prognoz wydobycia ropy IEA WEO 2012 dla USA i Arabii Saudyjskiej. Źródło: IEA WEO 2012, tabele 3.5 i 3.6 http://worldenergyoutlook.org/

„O grubość lakieru i na chwilę”, chciałoby się powiedzieć. Gazetowe stwierdzenia o deklasacji Arabii Saudyjskiej są… hm… lekko przerysowane. Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu: poważna wątpliwość, czy za 20 lat Arabia Saudyjska rzeczywiście będzie w stanie nie tylko utrzymać wydobycie ropy, ale wręcz je zwiększyć. Choć to i tak jeszcze nic w porównaniu z krytyczną sytuacją wydobycia ropy w Rosji.

USA eksporterem ropy netto

Czy czytając cytat z początku artykułu wyczytałeś, że USA około 2030 roku zostaną eksporterem ropy?

Nie, wcale nie zostaną. Nie Ty jeden dałeś się wkręcić. Dziennik Gazeta Prawna w artykule Ropa łupkowa: II etap rewolucji pisze „już w 2030 r. USA zostaną eksporterem netto ropy”. Tymczasem IEA, wplatając to w paragraf, w którym co chwila występuje USA, pisze tu o Ameryce Północnej: około 2030 r. Ameryka Północna stanie się eksporterem ropy naftowej netto. Stwierdzenie o eksporcie ropy jest prawdziwym majstersztykiem manipulacji. Dało się na to wkręcić nawet nasze Ministerstwo Skarbu Państwa.

Stany Zjednoczone, według prognozy IEA, wcale nie zostają eksporterem ropy, choć udaje im się zmniejszyć import.

Zestawienie prognoz wydobycia i zużycia ropy IEA WEO 2012 dla USA

Ilustracja 11. Zestawienie prognoz wydobycia i zużycia ropy IEA WEO 2012 dla USA

Wydobycie ropy w USA w 2011 roku wyniosło 8,1 mln baryłek dziennie, a zużycie ropy 17,6 mln baryłek dziennie. Według IEA zużycie ropy do 2035 roku da się zmniejszyć o 5 mln baryłek dziennie, redukując import z 9,5 mln baryłek do 3,4 mln baryłek dziennie. I nie będzie to łatwe zadanie – według IEA będzie to wiązać się nie tyle ze wzrostem wydobycia ropy, co z daleko idącą poprawą efektywności energetycznej.

Prognoza importu ropy przez USA wg IEA WEO 2012. Największy wkład w spadek importu ma poprawa efektywności energetycznej.

Ilustracja 12. Prognoza importu ropy przez USA wg IEA WEO 2012. Największy wkład w spadek importu ma poprawa efektywności energetycznej.

To trudne do pogodzenia z potencjalnym wzrostem gospodarczym. Oszacujmy skalę wymaganej poprawy efektywności energetycznej. IEA szacuje wzrost amerykańskiego PKB na 2,4% rocznie (tab. 1, str. 37), więc aby osiągnąć spadek zużycia z poziomu 17,6 mln baryłek dziennie do 12,6 bln baryłek dziennie, efektywność co roku powinna poprawiać się o 3,7%, przez co zużycie paliw ciekłych na jednostkę PKB spadłoby o zapierające dech w piersiach i zupełnie bezprecedensowe w skali świata 60%. Teoretycznie jest to możliwe, bo bardzo niska efektywność energetyczna pojazdów w USA daje spore pole do oszczędności, ale przy utrzymaniu kultury przedmieść (a w tak krótkim czasie trudno wyobrazić sobie głęboką transformację infrastruktury mieszkalnej i usługowo-handlowej) i wielkich samochodów będzie to trudne do osiągnięcia. Oczywiście niższy wzrost gospodarczy, jego brak, lub wręcz kurczenie się gospodarki mogą zbić zużycie energii, ale taka sytuacja spowodowałaby też załamanie wydobycia ropy (o czym później) i finansów USA.

Warto też dodać, że w odróżnieniu od IEA, EIA w ogóle nie przewiduje spadku zużycia paliw w USA, a wręcz jego wzrost.

Prognoza zużycia paliw ciekłych w USA

Ilustracja 13. Prognoza zużycia paliw ciekłych w USA wg EIA 2012

Jak to się ma do stwierdzeń prasowych, że „Już w zeszłym roku po raz pierwszy od 1948 r. eksport paliw z USA był większy od ich importu.”? Otóż USA mają wiele rafinerii – przywozi się do nich ropę, która jest przerabiana na paliwa takie jak diesel czy benzyna, które następnie są wysyłane za granicę. Ma to znaczenie z biznesowego punktu widzenia, ale nie z energetycznego – ale kto z dziennikarzy zna się na takich niuansach?

Drill baby, drill

Wydobycie 33 mld baryłek ropy ze złóż łupkowych będzie wiązać się z wielkimi nakładami. Tabela EIA pokazuje, że do wydobycia tej ropy trzeba będzie wykonać prawie 220 000 odwiertów. Będzie to ostra konkurencja dla programu wydobycia gazu łupkowego, do realizacji którego potrzebnych będzie kolejnych 410 000 odwiertów.

Warto zauważyć, że firmy wydobywcze optymalizują swoje działania do maksimum, przyspieszając operacje i tnąc koszty. Jak możemy przeczytać w raporcie EIA  „Jedną z ostatnich innowacji przemysłu jest mobilna wiertnica, mogąca przemieszczać się z jednego miejsca odwiertu na inne, co sprzyja wzrostowi wydajności. Podczas przedstawionej na zdjęciu operacji wiercenia, operator wiertnicy Naboros przetransportował w pełni zmontowaną wiertnicę z miejsca odwiertu w inne, odległe o milę. Koszt [finansowy i czasowy] demontażu i montażu może być na tyle wysoki, że bardziej opłaca się zbudować drogę pomiędzy miejscami odwiertów, przetransportować zmontowaną wiertnicę i móc jej użyć od razu po przybyciu na nowe miejsce.

Zmontowana wiertnica przejeżdża z jednego miejsca wiercenia na kolejne.

Ilustracja 14. Zmontowana wiertnica przejeżdża z jednego miejsca wiercenia na kolejne. EIA 2012.

Szyby wydobywające ropę łupkową charakteryzują się bardzo szybkim spadkiem tempa wydobycia (o czym pisaliśmy tutaj).

Typowy profil wydobycia ropy z szybu na złożu Eagle Ford

Ilustracja 15. Typowy profil wydobycia ropy z szybu na złożu Eagle Ford – wydobycie szybko maleje, a w ciągu pierwszego roku wydobywane jest 30% całości ropy. EUR = Estimated Ultimate Recovery (szacowane całkowite wydobycie): EIA 2011.

„Na początku eksploatacji złoża, wysokie wydobycie z odwiertów skutkuje znaczącym wzrostem wydobycia w miarę powstawania nowych odwiertów. Długość czasu, w jakim można utrzymać ten wzrost zależy od ilości dostępnych zasobów i rozmiaru 'najlepszych punktów' obszaru złoża. W dłuższym okresie wydobycie wyhamowuje, w miarę jak wzrost wydobycia z nowych szybów zderza się ze spadkiem tempa wydobycia z już istniejących, a aktywność wydobywcza jest rozszerzana na mniej produktywne obszary. W rezultacie, w późniejszych stadiach eksploatacji złoża, utrzymanie wydobycia na stabilnym poziomie wymaga znaczącego wzrostu wierceń”. (EIA AEO 2012, str. 57)

Dlatego, aby choćby utrzymać wydobycie na niezmienionym poziomie, trzeba wiercić coraz więcej odwiertów. Ropa jest droga, gaz tani, więc wiertnice kierowane są do złóż ropy. Czy tą pogoń za ropą łupkową widać w wykorzystaniu wiertnic? Poniższy wykres pokazuje liczbę aktywnych wiertnic w USA.

 Liczba aktywnych wiertnic w USA. Dla uproszczenia, wiertnice są przypisane do ropy lub gazu w zależności od głównego celu odwiertu, choć często odwierty dają zarówno ropę jak i gaz.

Ilustracja 16. Liczba aktywnych wiertnic w USA. Dla uproszczenia, wiertnice są przypisane do ropy lub gazu w zależności od głównego celu odwiertu, choć często odwierty dają zarówno ropę jak i gaz. Baker Hughes

Widać, że coraz większa ich liczba jest kierowana na złoża ropy, umożliwiając obserwowany wzrost wydobycia. W rezultacie jest bardzo prawdopodobne, że zdusi to wzrost wydobycia gazu. Na wykresie widać też, że kiedy cena ropy i gazu jest zbyt niska – jak pod koniec 2008 roku – wiercenia są wstrzymywane.

Szyby wydobywcze złoża Bakken już teraz wykazują objawy malejących korzyści z wydobycia. Najlepsze lokalizacje zostały już wykorzystane, a te, które zostały, charakteryzują się gorszymi warunkami i dają gorszy zwrot z inwestycji. Typowy szyb z Bakken dla opłacalnego funkcjonowania wymaga ceny ropy na poziomie 80-90$ za baryłkę – jeśli więc myślimy o dalszym znaczącym wzroście wydobycia, to cena ropy będzie musiała rosnąć wyżej i wyżej, aby budowa coraz większej liczby szybów w coraz gorszych lokalizacjach wciąż była opłacalna.

Są też inne problemy. Skoro trzeba wiercić coraz więcej szybów tylko po to, by utrzymać poziom wydobycia, a jeszcze więcej, by móc je zwiększyć, napotykamy na ograniczenia w ilości dostępnych wiertnic, pracowników, wody do szczelinowania czy utylizacji płynu do szczelinowania. Co gorsze, natura samego procesu inwestycyjnego wymaga znacznych inwestycji początkowych, co dla niewielkich firm wydobywczych oznacza konieczność korzystania z kredytów, coraz większych w miarę wzrostu liczby odwiertów. Analizy pokazują, że przepływy gotówkowe inwestycji w ropę i gaz łupkowy są napięte do granic możliwości. W pewnym momencie firmy wydobywcze osiągają limit bezpiecznego poziomu zadłużenia i muszą wstrzymać się z nowymi inwestycjami, aż zwrócą się inwestycje z wcześniejszych odwiertów.

Wzrost wydobycia ropy został więc okupiony rzuceniem „na front” prawie wszystkich dostępnych zasobów. Dalsze zwiększanie wydobycia przy obecnych mocach wiertniczych stanie się wkrótce niemożliwe. Oczywiście, można sobie z tym poradzić, budując tysiące nowych wiertnic i zatrudniając przy wydobyciu setki tysięcy nowych pracowników. Kiedy to piszę, przypominają mi się „Granice wzrostu” – bo cała ta sytuacja zaczyna wyglądać jak żywcem z nich wyjęta – konieczność eksploatacji coraz trudniejszych zasobów będzie angażować coraz więcej kapitału i pracy, jednak zwrot z inwestycji będzie coraz mniejszy. W końcu społeczeństwo, starając się zaspokoić wszystkie coraz trudniejsze do zaspokojenia potrzeby przy pozyskiwaniu paliw, metali, żywności, wody, drewna czy przeciwdziałaniu następstwom zanieczyszczeń, przestanie być w stanie przeznaczyć na te cele wystarczające zasoby – i tak właśnie osiągniemy granice wzrostu.

NGL

Zauważalny w IEA WEO 2012 wzrost wydobycia paliw ciekłych udaje się uzyskać dzięki zwiększonemu wydobyciu ciekłych frakcji gazu ziemnego NGL. Przede wszystkim należy jednak zauważyć, że każda baryłka NGL ma w sobie jedynie 2/3 energii baryłki ropy, więc stawianie znaku równości pomiędzy tymi nośnikami energii zawyża ilość dostępnej energii. Ponadto, NGL to produkt uboczny wydobycia gazu – historycznie rzecz biorąc, od dziesięcioleci frakcje NGL stanowią niezmiennie średnio 15% całości wydobywanego gazu, tak więc ilość NGL jest blisko związana z ilością wydobywanego gazu. Jak zauważa sama IEA w WEO 2012 „wzrost wydobycia gazu łupkowego przyczynia się do wzrostu produkcji ciekłych węglowodorów w USA. Wydobycie NGL do roku 2020 rośnie o 1 mb/d, do poziomu 3,2 mb/d, po czym stopniowo spada, w roku 2035 sięgając poziomu 2,3 mb/d, w miarę jak złoża bogate w cięższe frakcje gazu wyczerpują się.”. NGL też jest więc przejściowym rozwiązaniem niedoborów paliw ciekłych.

Klimat

Im dłużej i im więcej wydobywamy paliw kopalnych, tym poważniejsze będzie zaburzenie klimatu. IEA WEO 2012 wyróżnia scenariusze właśnie pod tym kątem:

  • Scenariusz Bieżących Polityk zakładający brak działań wychodzących poza te już podjęte i uzgodnione. Koncentracja CO2 do końca stulecia rośnie do 950 ppm.
  • Scenariusz Nowych Polityk (referencyjny), zakładający realizację obecnych zobowiązań i (niewiążących) deklaracji ograniczania emisji gazów cieplarnianych. Koncentracja CO2 do końca stulecia rośnie do 660 ppm.
  • Scenariusz 450, zakładający realizację działań mających zapobiec wzrostowi temperatury powyżej niebezpiecznego progu +2C. Koncentracja CO2 rośnie do 450 ppm.
  • Scenariusz Efektywnego Świata, w którym zastosowane zostają wszystkie opłacalne ekonomicznie sposoby poprawy efektywności energetycznej.

Emisja dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych w różnych scenariuszach IEA WEO 2012

Ilustracja 17. Emisja dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych w różnych scenariuszach IEA WEO 2012.

To, o ile wzrośnie temperatura planety, nie zależy od tego, jak szybko spalimy paliwa kopalne – czy utrzymamy obecne tempo ich spalania, czy zwiększymy je dwu- lub pięciokrotnie, czy też zmniejszymy o połowę. Liczy się jedynie całkowita ilość spalonych paliw kopalnych. Z punktu widzenia zmiany klimatu i tak mamy do dyspozycji zbyt wiele rezerw paliw kopalnych, a kolejne ich zasoby w ropie łupkowej i gazie łupkowym, piaskach roponośnych czy łupkach bitumicznych. mogą tylko doprowadzić do katastrofy.

Jak wiele paliw kopalnych możemy spalić, żeby uniknąć przekroczenia progu wzrostu temperatury o +2C? Wg IEA WEO 2012 (str. 259) w okresie 2000-2050 możemy wprowadzić do atmosfery maksymalnie 1440 mld ton CO2. Do roku 2011 spaliliśmy 420 mld ton CO2. Biorąc pod uwagę, że ze źródeł „nieenergetycznych” (produkcja cementu, wylesianie, …) wrzucimy do atmosfery odpowiednik 136 mld ton CO2, możemy jeszcze co najwyżej wyemitować 884 mld ton CO2. Tymczasem spalenie znanych rezerw oznaczałoby emisję aż 2860 mld ton CO2. Cytując za WEO 2012 (str. 241): „Jeśli chcemy uniknąć wzrostu temperatury powyżej progu +2c, do roku 2050 możemy wyemitować jeszcze tylko niecałe 900 mld ton CO2, co oznacza, że przy braku masowego zastosowania CCS, ponad 2/3 obecnych rezerw paliw kopalnych nie może zostać wykorzystane”.

I wcale nie możemy być pewni, że próg +2C jest bezpieczny. Cytując Jamesa Hansena, klimatologa z NASA: „Przez miliony lat, nawet w najcieplejszych okresach międzylodowcowych temperatura Ziemi nie była nigdy wyższa nawet o +1C niż w Holocenie. Znaczny wzrost temperatury w regionach polarnych w tych interglacjałach i w Pliocenie nie wskazują na to, żebyśmy mieli znaczący bufor pomiędzy obecnym klimatem a niebezpiecznym ociepleniem, lecz raczej, że wywoływane przez nas ocieplenie klimatu Ziemi doświadczy silnego wzmocnienia. Tak więc oficjalnie przyjmowana maksymalna dopuszczalna granica ocieplenia o +2C nie jest bezpieczna – to recepta na katastrofę.

Cena ropy, gospodarka i konsekwencje

Wg IEA WEO 2012 cena ropy w scenariuszu referencyjnym (Nowych polityk) w 2035 roku wyniesie 125 dolarów. Prognoza cen w innych scenariuszach jest zbliżona.

Graficzna reprezentacja prognoz cen ropy w różnych scenariuszach IEA WEO 2012 złożona z dotychczasowymi zmianami cen ropy Brent

Ilustracja 18. Graficzna reprezentacja prognoz cen ropy w różnych scenariuszach IEA WEO 2012 złożona z dotychczasowymi zmianami cen ropy Brent.

Z jednej strony można powiedzieć, że IEA potwierdza, że tanio to już było,  a na spadek cen nie ma co liczyć, z drugiej jednak wzrost cen jest minimalny. Tak niskie ceny, ze względu na konieczność sięgania do coraz trudniejszych i kosztowniejszych w eksploatacji złóż, nie zapewnią wydobycia na postulowanym poziomie. Nie jest to tylko moja opinia, ale też np. analityków MFW, przewidujących dwukrotny wzrost cen ropy już do 2020 roku.

Już teraz pojawiają się sygnały, że wydobycie ropy łupkowej, nawet przy obecnych cenach, zbliża się do granic opłacalności, między innymi ze względu na konieczność coraz większego zaangażowania sprzętu i personelu jedynie dla utrzymania poziomu wydobycia. Jedynym sposobem na dalszy znaczący wzrost wydobycia (może poza jakąś nie znaną jeszcze rewolucją technologiczną) jest wzrost cen ropy – znacząco powyżej poziomów w IEA WEO 2012.

Jednak wyższe ceny ropy to poważne problemy dla całej gospodarki. Sama IEA w swoim pierwszym slajdzie prezentacji dla mediów zauważa, że już obecne ceny ropy duszą gospodarkę. Wyższe ceny ropy oznaczają też dodatkowy wzrost kosztów wydobycia.

Gdy wysokie ceny ropy wpychają gospodarki krajów importujących ropę w recesję, popyt na ropę spada. W rezultacie spadają jej ceny, zmniejszając zachęty finansowe do inwestowania w nową infrastrukturę wydobywczą – co z kolei w średniej perspektywie czasowej spowoduje spadek wydobycia.

Nawet jeśli po ziemią jest jeszcze wiele ropy (choć drogiej i trudnej w wydobyciu), konsumenci mogą uznać, że ich na tę ropę nie stać. Patrząc z tej perspektywy na „Oil Peak”, możemy go postrzegać nie jako szczyt wydobycia, lecz jako szczyt popytu – nikt nie dyskutuje z tym, że popyt na ropę po 200 dolarów za baryłkę to tylko cień popytu na ropę po 20 dolarów za baryłkę. Rezerwy ropy w zasadzie są więc dostępne, tylko że gospodarka nie może sobie na nie pozwolić. Kwestia ta ostatnio stała się przedmiotem analizy MFW w raporcie Oil and the World Economy: Some Possible Futures (Ropa i gospodarka światowa: możliwe przyszłości), dostarczającym ciekawego materiału do przemyśleń względem dalszego rozwoju sytuacji.

Owszem, na świecie wciąż są złoża, z których wydobycie jest opłacalne nawet przy cenie 60, 50 czy nawet 40 dolarów za baryłkę, ale konieczne jest sięganie po zasoby coraz droższe w wydobyciu. Marginalny koszt wydobycia ropy w 2011 roku w krajach spoza OPEC i byłych krajów Związku Radzieckiego dla 10% najdroższych projektów przekraczał 92 dolary za baryłkę. To bardzo dużo, a co gorsze, koszt ten, w realnym ujęciu, rośnie o 12% rocznie. Nawet średni marginalny koszt wydobycia rośnie o 7% rocznie, przez co próg opłacalności wydobycia zmierza w stronę 100 dolarów za baryłkę. Dotyczy to nawet Arabii Saudyjskiej.

Jeśli trend wzrostu marginalnego kosztu wydobycia o 7% rocznie (właściwie należałoby przyjąć 12%, ale bądźmy konserwatywni) nie zmieni się, to próg opłacalności wydobycia baryłki ropy wzrósłby z obecnych 92 do 169 dolarów w 2020 roku – co jest nawet ostrożniejszym szacunkiem od przewidywań MFW. W 2035 roku koszt baryłki wyniósłby zaś już 467 dolarów – znacznie powyżej prognoz IEA. Nie można wykluczyć, że może nastąpi jakiś kolejny przełom wydobywczy, który zmieni obecne trendy, ale nie ma na to żadnych gwarancji.

Światowe wydobycie ropy od 2005 roku znajduje się na plateau (co przyznaje IEA), nie nadążając za wzrostem gospodarki, co coraz wyraźniej stanowi hamulec dla tej ostatniej (co też stwierdza IEA). Najsilniej dotknięte obecną sytuacją są gospodarki i budżety krajów importujących ropę naftową.

Konieczność coraz mocniejszego opierania wydobycia o złoża niekonwencjonalne skutkuje wzrostem kosztów wydobycia i cen ropy, a wraz z nią cen żywności. Rosnące wydatki na paliwo i żywność zmuszają konsumentów do ograniczenia innych wydatków, prowadząc do spadku popytu na inne dobra i usługi, takie jak zakupy sprzętu elektronicznego, samochodów czy podróże. Zwolnienia w tych branżach przekładają się z kolei na spadek popytu na wszystkie inne dobra i usługi w gospodarce (może poza windykacją długów). Wszystko to prowadzi do utraty zdolności ludzi do spłaty kredytów, a przez to problemy sektora bankowego. W sytuacji spadku siły nabywczej społeczeństwa i utrudnionego dostępu do kredytów ceny nieruchomości spadają, dodatkowo nasilając problem zadłużenia i bankructw.

Rządy wpadają w problemy na wiele sposobów naraz. Spadają wpływy z PIT (ludzie nie zarabiają), CIT (firmy nie mają zysku) i VAT (maleje sprzedaż). Rosną wydatki na osłony społeczne dla osób bez pracy. Wsparcia domaga się sektor bankowy, który bez zastrzyku tysięcy miliardów z pieniędzy podatników już jakiś czas temu ogłosiłby masowe bankructwo, paraliżując działanie gospodarki. Spadające PKB woła o pakiety stymulacyjne, mające już nawet nie tyle przywrócić koniunkturę, co zapobiec totalnemu krachowi rynków finansowych. W rezultacie deficyty rządów eksplodują, podobnie jak dług publiczny. W szczególnie niekorzystnej sytuacji znajdują się państwa uzależnione od importu ropy, takie jak kraje UE, USA czy Japonia – same kraje Unii Europejskiej na sam import ropy codziennie wysyłają za granicę dobrze ponad miliard dolarów. Prognozowany przez IEA krótkotrwały wzrost wydobycia ropy łupkowej do poziomu trochę ponad 4 mln baryłek dziennie w latach 20., ze spadkiem wydobycia już w latach 30. może złagodzić problemy w krótkiej skali czasowej, ale nie zmieni sytuacji w skali makro.

Prognozy IEA, EIA, MFW i innych organizacji to tylko prognozy, różnią się od siebie zresztą znacząco. Nie można wykluczyć, że w naszej pogoni za kolejnymi zasobami paliw kopalnych dokonamy kolejnych innowacji technologicznych, wydobędziemy ropę spod dna Arktyki i głębokich oceanów, piasków roponośnych, nauczymy się wydobywać ropę z łupków bitumicznych, sięgniemy po pokłady węgla obecnie uznawane za zupełnie nieopłacalne w wydobyciu, a nawet po gaz z hydratów metanu i zwiększymy dostępny do spalenia zasób paliw kopalnych 2, 3 lub 4-krotnie. Wielu uzna to za wspaniały sukces.

Koszt tego sukcesu byłby potworny. Jak zauważa IEA, utrzymanie obecnego kursu to droga do podniesienia temperatury powierzchni Ziemi nie o+2C, lecz o +6C. Należy z całą mocą podkreślić, że jakikolwiek większy sukces na polu dalszego sięgania po zasoby niekonwencjonalnych paliw kopalnych będzie oznaczać katastrofę dla klimatu, z praktycznie gwarantowanym zdestabilizowaniem się wiecznej zmarzliny i wyzwoleniem się metanu z oceanicznych hydratów metanu.

A jak bardzo rozwiązałoby nasze problemy energetyczne, powiedzmy czterokrotne zwiększenie ilości dostępnych paliw kopalnych? Zanim przeczytasz dalej, proponuję, żebyś zapoznał się z historią bakterii z prezentacji o wzroście wykładniczym i zadał sobie pytanie, o której godzinie skończyłaby się ich historia, gdyby dostały do dyspozycji czterokrotnie większe zasoby.

Obecnie zużycie energii na świecie rośnie dokładnie w tempie wzrostu PKB (czyli rozmiaru światowej gospodarki), a emisje dwutlenku węgla nawet jeszcze szybciej.

Zmiany światowego realnego PKB, zużycia energii i emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych

Ilustracja 19. Zmiany światowego realnego PKB, zużycia energii i emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych

Przy wzroście na poziomie 3% rocznie, skala gospodarki i zużycie energii podwajają się po 25 latach. Po kolejnych 25 latach będą już czterokrotnie większe. Tak więc czterokrotnie większe zasoby wystarczą na 50 lat. Podobnie historia bakterii skończyłaby się nie o 12:00, lecz o 12:02 – czterokrotnie większe zasoby wystarczają na dwa podwojenia.

Oczywiście, poprawa efektywności energetycznej może tu pomóc, przedłużając cały proces o ileś lat – tyle, że od kilkunastu lat efektywność energetyczna światowej gospodarki wcale się nie poprawia. Mogłoby też pomóc wyhamowanie wzrostu PKB, ale wzrostem tego współczynnika przecież obecnie mierzymy nasz postęp…

Przekaz medialny z IEA WEO 2012

W mediach w ogóle nie porusza się tych krytycznie ważnych dla naszej przyszłości kwestii, a raport IEA WEO 2012 został przedstawiony pobieżnie, z naciskiem na krótkoterminowe korzyści wynikające z wydobycia i spalenia większej ilości paliw kopalnych. Co gorsza, ilość błędów merytorycznych, na które pozwolili sobie dziennikarze każe zwątpić, czy w ogóle zapoznali się z raportem, o którym napisali, czy choćby jego streszczeniem, nie mówiąc już o bardziej dogłębnej analizie i porównaniu źródeł. Owszem, teksty do gazet piszą dziennikarze, a nie analitycy, ale finalny stopień dezinformacji społeczeństwa jest porażający. I nie mówimy tu o dziennikarzach tabloidów, od których nikt nie wymaga rzetelnego przedstawiania informacji, ale o dziennikarzach wiodących gazet opiniotwórczych, adresowanych do górnej części społeczeństwa, biznesu i urzędników. Ich czytelnicy – w dużej mierze decydenci – po lekturze artykułów wyrabiają sobie kompletnie zafałszowany i merytorycznie błędny obraz świata. I idą podejmować decyzje. Groza.

Mogę zresztą zrozumieć, że dziennikarze, nawet dzienników opiniotwórczych, nie mają czasu ani kompetencji, żeby merytorycznie poprawnie zmierzyć się z tak złożonym tematem. Jednak kiedy widzę te same błędy w dokumentach rządowych, które stanowią podstawę do budowy polityk na szczeblu krajowym, unijnym i w negocjacjach międzynarodowych, to jest to już naprawdę przerażające. Spotykam się z ekspertami ds. energii i wielokrotnie przeżyłem szok, doświadczając ich braku wiedzy i zupełnej nieobecności szerszego poglądu na sprawy (choć nie u wszystkich). Być może to właśnie Ci eksperci przygotowują takie opracowania.

Wywołany przez IEA spin wokół ropy łupkowej zadomowił się w umysłach planistów i decydentów. Przygotowanie do zbliżającego się kryzysu naftowego – i tak już spóźnione – zostaną opóźnione jeszcze bardziej.

Amerykanie używają czasami akronimu SISO – Shit In, Shit Out, oznaczającego, że kiedy jesteś karmiony g(ucio) wartymi informacjami, to podejmowane przez Ciebie na ich podstawie decyzje, też będą g(ucio) warte. Tak właśnie jest z przedstawieniem ostatniego raportu IEA.

Opracowanie: Marcin Popkiewicz, tłumaczenie wykresów na polski: Irek Zawadzki

Komentarze

29.12.2012 17:59 Adi

Niektórzy z nas pamiętają jeszcze czasy komuny. Tak samo jest i tutaj: propaganda, propaganda, propaganda. Dobrze wiedzą co będzie, poza tym już mają pod górkę gospodarczo więc wyciągnęli z kapelusza ostatniego królika, bo aby rosło PKB ludzie muszą duuuużo konsumować. A jeżeli drożeje ropa i żywość to ludziom zostaje coraz mniej na pozostałą konsumpcję. Poza tym nadprodukcja i bożek wzrostu PKB wymusiły konsumpcję dziś z odroczonym terminem płatności. Aby jeszcze to się kręciło trzeba wszelkimi sposobami zdołować ceny energii. Myślę, że ta propaganda to już ostatni królik. Ściema wystarczy na kilka lat potem po serii spektakularnych bankructw przedsiębiorstw łupkowych wejdziemy w nieuchronne.

Ropa łupkowa okaże się niewielkim guzkiem w krzywej normalnej wydobycia ropy, którą nakreślił dr Hubbert. Jakim cudem mieli by wycisnąć wsiąkniętą w skały tak dużą ilość ropy jak z wielkich podziemnych jezior, które eksplaotowali przez dziesięciolecia???

29.12.2012 18:04 Galahad

Dziennikarze? Owszem, słusznie piszesz o ich braku kompetencji i powierzchownym podejściu do tematu, ale nie powinno być to dla nikogo zaskoczeniem. Poznałem wielu - i zasadniczo dzielę na dwie kategorie - durni i służalców. Piersi różnią się od swoich czytelników tylko tym, że potrafią sklecić kilka zdań nadających się do czytania - natomiast ich wiedza o świecie oraz poziom inteligencji są na poziomie niższym niż krajowa średnia. Drudzy posiadają zestaw "słusznych poglądów", zgodnych z linią programową redaktora naczelnego (ten zaś ma je dziwnym trafem identyczne jak jego polityczny sponsor) i piszą co im ślina na język przyniesie, byleby nie napisać czegoś z tą linią niezgodnego. Dlatego od wielu już lat nie oglądam TV ani też nie czytam gazet (w tym tych uznawanych za opiniotwórcze i rzekomo przeznaczonych dla "inteligencji"). W kwestiach środowiskowych nie ma żadnej różnicy pomiędzy zabawnymi opiniami pana Durczoka, a rzekomo intelektualnymi analizami pana Bratkowskiego. Wszystkie są niekompetentne i reprezentują wyłącznie poziom niewiedzy lub antywiedzy, zależnie od poziomu inteligencji i wyznawanego przez "dziennikarza" paradygmatu. Osoby myślące lub dysponujące jakąkolwiek wiedzą merytoryczną plączą się czasem po obrzeżach mediów (jak Wajrak) i czasem dopuszczane są do głosu bardziej na zasadzie kwiatka na kożuchu niż ośrodka opiniotwórczego. Doskonałym przykładem jest prezentowanie w Polsce informacji na temat gazu łupkowego, sieci Natura 2000 lub ograniczeń środowiskowych przy budowie nowych dróg i autostrad (świetny przykład przedstawiania w media konfliktu o dolinę Rospudy). Jest to klasyczny przykład dezinformacji, polegający na prezentowaniu tylko ściśle wyselekcjonowanej grupy poglądów. Jedynym realnym sposobem na zdobywanie rzetelnej wiedzy są więc portale naukowe, lub takie blogi jak Twój. I tyle w temacie...
Wracając natomiast do Twojej analizy - bardzo pouczająca. Ewentualne rozbieżności między prognozami a światem realnym będą do zweryfikowania już w ciągu najbliższych kilku lat - szczególnie prognozy dotyczące ceny ropy jakoś mnie zupełnie nie przekonują :).

29.12.2012 18:14 Bezimienny

A ja wczoraj wysłałem na stronę Znr, nieco podobny tekst, który jest uzupełnieniem rozdziału Świat 2012, z książki Śnr. Opisuje on gospodarke ostatniego półrocza, kwestię klimatu i ropy.

Tekst ten jest nie dostępny, bo... jest w skrzynce mailowej Redakcji Znr.

Jeśli chodzi o tekst tutaj, no to tak. W przypadku emisji, o zielenej kresce 450 możemy zapomnieć. Najbardziej prawdopodobny jest s. Bieżących Polityk, ale przechodzący w 2020 w Nowe Polityki. Czemu? Jeszcze se po emitują, ale za 10 lat ceny ropy zaduszą emisje.

Obecnie ropa kosztuje 110 $

1 stycznie wyjaśnią się losy Ameryki i świata - klif fiskalny.

Marcin Popkiewicz na premiera!

29.12.2012 18:32 Adi

"szczególnie prognozy dotyczące ceny ropy jakoś mnie zupełnie nie przekonują :)."

Galahad, nie uwzględnili jeszcze jednej rzeczy. Jeżeli produkcja i konsumpcja zaczną spadać, to nawet gdyby jakimś cudem utrzymały się stałe ceny to i tak rządy będą zmuszone podnieść podatki na paliwo i energię, aby utrzymać wpływy do budżetu. Tym bardziej jeżeli ceny zaczną rosnąć - konsumpcja pozostałych dóbr wyhamuje, więc tym bardziej trzeba będzie mocniej opodatkować to, co jeszcze ludzie konsumują.

29.12.2012 19:55 logic

A może ktoś by się pokusił o zrobienie prawdziwej prognozy ja obstawiam jakieś 60-65 mb/d w 2035

30.12.2012 8:17 NG

Świetny artykuł. Mnie przekonuje. Mała uwaga: mam nadzieję a nawet coś w rodzaju pewności, że z czasem wzorem Niemiec coraz więcej krajów postawi na OZE. To będzie jedna z cegiełek do rozwiązanie problemu paliw kopalnianych. Co do przyrostu naturalnego (wykładniczego) zauważalne jest, że w krajach wysoko-rozwiniętych przyrost ten jest zahamowany a czasem nawet ujemny - pozostaje kwestia pojemności środowiska. Jest jeszcze jedna kwestia która mi się przypomniała kiedy czytałem ten artykuł. W zeszłą niedzielę w kościele słyszałem kazanie zaczynające się od słów "przeczytałem, że Polaków nie będzie" - jak się dalej okazało chodzi o to, że społeczeństwo się starzeje, mało się dzieci rodzi. Młody ksiądz rozumiejąc, że z różnych względów nie każdy może nawoływał, żeby ci co mogą mieli więcej dzieci: "życia się nie planuje, życie jest darem, Jezus też ciężko pracował bez wygód" itd. Myślę, że częściowo ma to sens, ale też myślę, że to, iż rodzi się mniej dzieci jest wywołane tym, że w odróżnieniu od bakterii ludzi jednak myślą i nie dzielą się przez połowienie :-). "Plan B" już się częściowo realizuje. Mógłby ktoś spróbować przeliczyć gęstość zaludnienia w UE na cały świat i wyjdzie mu jakaś tam ekstrapolacja wielkości populacji ludzi za te 50-100 lat (?) kiedy już prawie wszystkie kraje będą "wysoko rozwinięte". No bo chyba dla każdego jest jasne, że nie będziemy się rozmnażać w nieskończoność. Europa już wyhamowała, najbardziej "wykładniczo" rośnie liczba ludności w Afryce.

Link:
https://www.google.pl/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_&ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=sp_pop_totl&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=region&idim=region:ECA:MNA:SSA:LAC:NAC:SAS:EAP&ifdim=region&hl=pl&dl=pl&ind=false&xMax=-77.70187249999992&xMin=24.251252500000078&yMax=-56.89140191265083&yMin=61.14818491086644&mapType=t&icfg&iconSize=0.5

30.12.2012 11:55 fraktal

@NG
"W czasach nędzy, chaosu i dyktatury rodzina była jedyną
formą zabezpieczenia przed nędzą i chorobą. Człowiek bez rodziny
był nikim: jeśli mu się nie powiodło, nie miał się na kim oprzeć."
Adam Leszczyński, Dziękujemy za palenie

"The measure of a man's wealth is in terms of cattle and children."
http://en.wikipedia.org/wiki/Maasai_people

Tak to wygląda tam gdzie jest bieda i niedziałające państwa. Raczej nie będzie tak, że wszystkie kraje osiągną poziom rozwoju UE. Bogata część świata potrzebuje za dużo zasobów i potrzebuje niewolniczej pracy w Trzecim Świecie. Zmiana klimatu tylko pogorszy sytuację.

30.12.2012 13:07 Galahad

Wykładniczy wzrost populacji był zakładany w latach 70-tych XX wieku i na szczęście okazał się być zupełnie błędny. W tej chwili dzietność spada nie tylko w krajach "bogatych", ale także w najbiedniejszych - jak Bostwana czy Mozambik, które kiedyś w niej przodowały. Nie jest to wielka zmiana ale już się zaznacza. Stąd weryfikacja prognoz zaludnienia i zatrzymanie się na 9-10 mld, zamiast postulowanych przez Elricha katastroficznych 35 mld. Zupełnie jakby włączyły się jakieś biologiczne mechanizmy regulujące przegęszczenie populacji, podobne jak np. u gryzoni - gdzie w przegęszczeniu też dzietność (kotność? gryzoniość?) natychmiast spada. Oczywiście czy te prognozy są słuszne zobaczymy już wkrótce, jednak mam nadzieję że tak, bo te 7 mld i tak już robi ze świata totalną masakrę...

30.12.2012 18:12 fraktal

@Galahad
Z tą Botswaną jako "najbiedniejszych" to trochę się pomyliłeś. Może chodziło o inny kraj?

30.12.2012 18:58 Devak

@Galahad
Nie chcę polemizować, bo nie jestem zbyt głęboko w temacie, ale czy spadek dzietności w najbiedniejszych krajach to przypadkiem nie przekroczenie pojemności środowiska. Do końca nie chce mi się wierzyć w to, że rodzi się tam mniej dzieci. Podejrzewam po prostu, że śmiertelność wśród noworodków jest większa. I tylko dlatego przyrost naturalny zaczyna hamować. Ale czy o takie rozwiązanie powinno nam chodzić.... ?

30.12.2012 22:16 Mściwoj

Czy to bieda i duży przyrost naturalny w tradycyjnych krajach Afryki i Azji emitują większe ilości CO2, czy może raczej techniczna cywilizacja indywidualistów Zachodu ?

Kto emituje więcej CO2:
- trzyosobowa rodzina posiadająca przestronny i nowocześnie (cokolwiek to znaczy) wyposażony dom 200 m2, z bezproduktywnym ogrodem (kosiarki, nawozy, pestycydy, itp), z basenem, drugi dom letniskowy w innym miejscu kraju lub dalej, minimum dwa samochody, pracę (często bezproduktywną) w odległości 20 – 50 km od domu, prawo do spędzania wolnego czasu zgodnie ze swoimi zachciankami, podróżowania (latanie po całym świecie, podróże na bliższe dystanse, w tym wyjazdy na konie, baseny, narty, żagle, lotnie, do parków rozrywki, itp), i korzystanie z tamtejszej infrastruktury, wyjazdy do marketów i centrów handlowych, ciągłego podążania za modami, itp, kształcąca się często w nieprzydatnych do życia i przeżycia zawodach...
- czy rodzina choćby i 10 osobowa żyjąca w swoim siedlisku z tego co sama wytworzy na roli, mieszkająca w skromnej izbie ?

I jeszcze jedno... ile ludzi musi się rodzić aby zaspokoić zachcianki i 'poziom życia' prowadzony przez tzw. cywilizowane, nowoczesne jednostki ? Przecież 3 osobowa rodzina z przykładu nie jest w stanie wytworzyć ani odpracować dóbr, surowców i energii, z których bez przerwy korzysta. Dla zapewnienia wysokiego poziomu życia tej rodziny konieczne jest życie i praca wielu innych ludzi, często wykorzystywanych.
To nie jednostkowe 'zwykłe' życie emituje nadmiarowe CO2 lecz 'cywilizowane' społeczeństwa z całym arsenałem wymyślonych lub wpojonych praw, o atrakcyjnej nazwie zdobyczy cywilizacyjnych.

Widać, zwłaszcza na tle rabunkowo niszczonej Ziemi, że nieograniczona technokracja prowadzi donikąd. Technika nie zaspokaja pokładanej w niej nadziei zapewnienia szczęśliwego życia. Pod domami stoją już nierzadko po 3 samochody, plazmy świecą przez okna, coroczne wczasy w Turcji, w Egipcie i w Hiszpanii, a ludzie nierzadko jacyś nieszczęśliwi....
Rozbudzona zachłanność nie daje się zaspokoić, w myśl powiedzenia 'apetyt rośnie w miarę jedzenia'. Łatwe zdobycze też mniej cieszą.

Oczywiście nie jestem przeciwnikiem techniki i cywilizacji - służącej na przykład poprawie bezpieczeństwa, codziennej egzystencji, warunków pracy i mieszkania, medycynie, itd. Jednak trwonienie energii dla jałowej zabawy i kaprysów znudzonych dobrostanem ludzi razi.

Co do przyszłości środowiska to jestem pesymistą. Zresztą trudno być optymistą po lekturze artykułów prezentowanych na tym portalu.
Wydaje mi się, że groźniejsze od oilpeak będą pogłębiające się zmiany klimatu, zwłaszcza w postaci ekstremalnych zjawisk pogodowych takich jak powodzie, wichury, susze. Dla mnie głównym zagrożeniem są porywiste wichury. Już obecnie dostrzegam ich większą moc i częstotliwość. Teraz na przykład zamiast sennej śnieżnej aury trwają nocne wichury. Niepokoi mnie bardzo jaka moc wiatru będzie, gdy temperatura klimatu podniesie się o 2 stopnie, lub o 6 stopni. Jest to niewyobrażalne zagrożenie. Już teraz dom cały trzeszczy i chyba ledwo wytrzymuje napór wiatru, a co będzie w przyszłości, gdy anomalie będą groźniejsze. I po co to – by miliony ludzi dla zabawy np. nadal mogło latać po całym świecie ? Nawet z moich podatków pośrednio dopłaca się do ich wyjazdów, dofinansowując choćby LOT, czy opłacając ich powroty po bankrutujących biurach podróży.

W czasie poprzedniego systemu państwo chciało uniezależnić się od arabskiej ropy – stąd taki rozwój elektryfikacji kolei i siatki połączeń. Podróżowanie samochodem było wtedy o wiele mniej opłacalne niż pociągiem. Wielka szkoda, że zniweczono tamten kierunek rozwoju, jako niesłuszny w świecie nowobogackiego konsumpcjonizmu.

30.12.2012 23:37 papa ohara

Obejrzałem przed chwilą film dokumentalny Gasland http://www.filmweb.pl/film/Kraj+gazem+p%C5%82yn%C4%85cy-2010-557572 o skutkach wydobycia gazu z łupków i jestem ZDRUZGOTANY.

Mam nadzieję, że u nas nie dojdzie to do skutku. Obejrzyjcie koniecznie, gwarantuję, że będziecie wstrząśnięci.

31.12.2012 0:09 Galahad

@Fraktal
Możliwe bo pisałem z pamięci i nie pamiętam źródła już. Ten raport czytałem kilka lat temu. Poza tym względny dobrobyt Botswany to dopiero ostatnie 10 lat i oparcie się o ekoturystykę (oraz wyjątkowo stabilne na jak Afrykę zarządzanie). Raportu poszukam i sprawdzę.
@Devak
Z moich źródeł wynika, że nie. W ostatnich 10 latach nastąpił właśnie szybki spadek śmiertelności niemowląt i dzieci - w latach 2005-2011 od 30 do 50% w zależności od kraju.
@Mściwoj
Nie tylko sama konsumpcja i emisja CO2 są ważne. Do zaburzenia cyklu węglowego w dużej mierze przyczyniają się także wylesianie, erozja wskutek nadmiernej uprawy gleby i wypasu czy przełowienie - a tym z ogromną radością zajmują się własnie miliardowe rzesze najbiedniejszych, którzy tylko wyczerpując zasoby środowiskowe ponad miarę są w stanie przeżyć i wykarmić swoje dzieci.

31.12.2012 8:26 Mściwoj

@Galahad
To co biedota z Amazonii robi z tym drewnem - zjada je? Do ogrzewania raczej go nie potrzebuje. Zwiększony wyręb możliwy jest dzięki 'zachodnim' maszynom, energii i popytowi na to drewno. Biedota dokonuje wyrębu na potrzeby Zachodu, ale też na własną rozbudzaną konsumpcję na zachodnią modłę.
To samo tyczy się nadmiernej uprawy gleby (co to takiego bez użytku chemii i maszyn ?), oraz przełowienia.

31.12.2012 10:10 Galahad

Częściowo oczywiście masz rację, bo i takie są przyczyny problemu. Jednak to nie całkiem tak. Doskonałym przykładem jest Madagaskar gdzie mamy powierzchnię 2 razy większą od Polski a tylko 22 mln mieszkańców. Przemysłu praktycznie brak, sieć drogowa właściwie nie istnieje w naszym rozumieniu, a kraj jest naprawdę biedny. Mimo to jego przyroda jest zdewastowana w sposób przerażający - praktycznie zachowana została tylko na terenach parków narodowych, a i te są regularnie podgryzane przez osadnictwo i nikt z tym nie jest w stanie nic zrobić. Pomijając nieliczne fragmenty lasów ywcięte wskutek "pomocy" Banku Światowego które faktycznie poszły na sprzedaż do Chin - reszta została zniszczona po niezbędne do wyżywienia uprawy dla lokalnej ludności, a potem uległa erozji.
Drugi taki przykład to Sri Lanka. Jak porównałem stan z 1999 i 2011 to byłem przerażony co rosnąca populacja może zrobić z własnym krajem. I popyt na drewno w krajach bogatych nie ma tu nic do rzeczy.

01.01.2013 13:00 Światłolub

parę lat temu Kangury zrobiły dość szczery program nawet nie o oil peak ale o oil crunch. Swego czasu pokazane w reportażu wypowiedzi eksperów (łącznie z szefem IEA) można było tam pobrać oddzielnie w całości w formie wywadów (chyba to usunęli).
A zmierzam do tego, że wszyscy praktycznie eksperci zgodnie przewidywali upadek wielu linii lotniczych i cenę baryłki ropy w DUŻYCH 3 cyfrach już w 2014 roku;
starawy reportaż ale niestety wciąć aktualny i "proroczy":
http://www.abc.net.au/catalyst/stories/3201781.htm

01.01.2013 13:13 Światłolub

z przyjemnością muszę odszczekać: wywiady skrócone w reportażu nadal są hostowane u Kangurów:)

http://www.abc.net.au/catalyst/oilcrunch/

oglądając ponownie po 4 latach stwierdzam, że niewiele straciły od 2009 - polecam :)

02.01.2013 6:10 Mściwoj

@Galahad
Oczywiście nie twierdzę, że 'naturalne życie' przy dużym zaludnieniu nie robi szkód w środowisku, nie jestem też zwolennikiem dużego przyrostu naturalnego, ale...
1. Ile w Twoim przykładzie Madagaskaru i Sri Lanki jest mimo wszystko wpływu naszej cywilizacji na ich życie.
2. Nie wierzę, że te kraje nie robią na eksport (poczytaj o tym).
3. Piszesz o widocznych szkodach, czynionych przez tamtejszych mieszkańców - to wyobraź sobie teraz jak wyglądają (może mniej rzucające się w oczy) szkody czynione przez naszą energożerną i rozrywkową cywilizację.... wysysane z podziemi całe morza ropy, pokładów węgla, surowców, wyjaławiane oceany, deforestacja, zatruwana i zaśmiecana w ogromnej skali ziemia, atmosfera, itd., globalna zmiana klimatu, itd. Z Twojego postu wynika natomiast, jakbyś chciał postawić na równi szkody czynione przez 'pierwotnych ludzi' i przez nas, lub też że nasze szkody są niewiele gorsze, bo 'oni też'. To jednak nie ta skala zniszczeń i eksploatacji.

02.01.2013 15:51 Galahad

@Mściwoj
OK, już wiem na czym polega nieporozumienie. Ja patrzę głównie na zniszczenia różnorodności biologicznej, a Ty na całokształt. W tym sensie obaj mamy rację, różniąc się co do punktu odniesienia. W tej chwili w krajach o wysokim poziomie dewastacji surowców mineralnych, krajobrazu etc. (czytaj UE) przyroda ma bardzo wysoki status ochronny i wiem o tym bo działam w tej działce od samego początku. W krajach rozwijających natomiast przyroda się jest tylko zasobem do eksploatacji i tam znika w tempie zastraszającym. Ale jeśli patrzymy na całokształt dewastacji środowiska - to owszem - tu ponosimy na pewno większą odpowiedzialność niż "kraje biedne". Lankę i Madagaskar wymieniłem jako przykłady bo znam je dość dobrze po prostu - i nie z literatury.

02.01.2013 19:43 Devak

@AZG
I to jest prawdziwe nieszczęście, bo ludzie pokroju tego arcybiskupa chociaż mają mizerne pojęcie o wielu problemach współczesności to uważają się za wszystkowiedzące i nieomylne jednostki. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że porażająca część społeczeństwa jest jeszcze mniej wykształcona i wszystko co usłyszy od tzw."autorytetów" przyjmuje bez żadnych refleksji jako prawdę, a nawet dogmat. I obawiam się, że na jednego (mam nadzieję uświadomionego) czytelnika tego portalu, przypada pięćdziesięciu, których to nic nie obchodzi. I dla których to właśnie słowa arcybiskupa będą balsamem na duszę. Przecież to człowiek jest "zwieńczeniem dzieła bożego". I jak mu jest wygodnie emitować CO2 to przecież tak chciał Bóg stwarzając go...

02.01.2013 23:04 Adi

Dość dużo czytam w temacie ale skąd pupurat wziął te informacje tego nie wiem...

"I obawiam się, że na jednego (mam nadzieję uświadomionego) czytelnika tego portalu, przypada pięćdziesięciu, których to nic nie obchodzi"

W Polsce? Pięćdziesiąt tysięcy

02.01.2013 23:07 Adi

Co do podatku węglowego... Lepsze byłyby cła węglowe na towary z krajów najwięcej emitujących. Ale kto podskoczy Chińczykom i Amerykanom?

03.01.2013 12:15 azg

Wkleiłem wczoraj ten artykuł, bo szczerze mówiąc poraziło mnie to. Dlaczego instytucja KK, która powinna propagować dbanie o środowisko, której mniej lub bardziej wierzą miliony ludzi zachowuje się tak nieodpowiedzialnie? Zrozumiałbym gdyby to była polemika z przedstawieniem jakichkolwiek (!) dowodów na swoją tezę i powołanie się na jakichkolwiek naukowców. Ale to było coś w stylu: "ja tak mówię, a wy cokolwiek powiem i tak mi uwierzycie, bo stoi za mną utorytet KK"

03.01.2013 16:21 CZYTELNIK

@ADI i @AZG
Już o tym pisałem - arcybiskup znajduje się pod wpływem stalinowskiej teorii pt. „spisek wrogów ludu” lansowanej dziś jako „spisek przeciwko życiu”.

Podobne poglądy reprezentuje tez neostalinowiec Zbigniew Jaworowski

tu: http://www.wszim-sochaczew.edu.pl/ejrene/moze_nie_zniszczymy.htm

03.01.2013 16:34 Adi

To było kazanie noworoczne, więc jeszcze mógł być pod wpływem...

03.01.2013 16:39 Mściwoj

Jak już politykujemy, to ja odebrałem wypowiedź abp jako próba przypodobania się rządowi, danie sygnału, że w tych sprawach rząd może liczyć na KK, a więc popuśćcie nam w innych sprawach.
Taka niepisana transakcja wiązana.

03.01.2013 18:29 CZYTELNIK

Wracając do tematu głównego:
O przyszłości ropy skalnej w USA zadecyduje współczynnik EROEI.
I to nie tylko samego źródła!
Ten współczynnik należy przemnożyć przez sprawność przemysłu pracującego na potrzeby przemysłu naftowego,
(czyli odjąć energię na potrzeby tego przemysłu!)
Dopiero wtedy pozostaje nam energia na potrzeby reszty gospodarki!
Deficytowa eksploatacja ropy może zacząć niszczyć gospodarkę USA - tak samo jak deficytowe wydobycie węgla
zniszczyło gospodarkę PRL.
Suckes techniczny to jeszcze nie jest sukces ekonomiczny.
A po za tym;
Skoro "jest tak dobrze" to dlaczego ropa znów tak drożeje?
http://www.money.pl/gielda/surowce/dane,ropa.html

http://www.money.pl/u/money_chart/graphchart_ns.php?ds=today%2004:00&de=today%2023:00&sdx=0&i=&ty=1&ug=1&s[0]=oil.z&fg=1&w=615&h=280&cm=0

03.01.2013 20:50 logic

Pan Marcin w swojej książce nie wspomniał o religiach a szkoda bo to wielki chamulcowy jakichkolwiek zmian i postępu.

27.01.2013 9:45 Vanat

informacje na omawiany tu temat zaczynają się koło 13 minuty nagrania wykładu:
http://www.youtube.com/watch?v=YwdwUStzxww

30.01.2013 18:23 xxx

Wczoraj zamieściłem u Trystero artykuł o podobnej tematyce (zawierającym też link na tę stronę):
http://www.trystero.pl/archives/12413
Zachęcam do przeczytania.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto