Groźna matematyka globalnego ocieplenia

Trzy proste liczby sprowadzają się do jednego: globalnej katastrofy – i pokazują jasno, kto jest naszym wrogiem

Padają kolejne rekordy koncentracji dwutlenku węgla, temperatur, zaniku lodu arktycznego, rozmarzania „wiecznej” zmarzliny i szeregu katastrof pogodowych. Politycy tkwią jednak w marazmie. Konferencja Rio +20 okazała się smętnym cieniem swojej poprzedniczki sprzed 20 lat, poza okrągłymi komunałami nie prowadząc do żadnych zmian – nikt nie musi nic robić, nie ma żadnych harmonogramów i celów działania. Negocjacje klimatyczne na forum ONZ sprowadzają się do uzgadniania symbolicznych celów, zupełnie bezwartościowych z punktu widzenia zatrzymania, czy choćby spowolnienia przyspieszania zmiany klimatu, a o sukcesie mówi się, bo udało się uniknąć załamania procesu negocjacyjnego. Kosztem rezygnacji z jakichkolwiek wiążących ustaleń. Przegrywamy walkę o przyszłość, bo większość z nas woli schować głowę w piasek i odmawia przyjęcia do wiadomości, w jak poważnych opałach znalazła się nasz cywilizacja.

Gdy w mediach pojawia się już dyskusja o globalnym ociepleniu, większość argumentów ma charakter ideologiczny i ekonomiczny. Tymczasem, żeby ogarnąć powagę sytuacji, wystarczy odrobina matematyki, a właściwie trzy liczby.

Liczba pierwsza: 2° Celsjusza

Gdyby ciągnąca się od 40 lat historia narastania kryzysu klimatycznego była reżyserowana w klasycznym hollywoodzkim filmie z happy endem, konferencja klimatyczna ONZ w Kopenhadze w 2009 roku stanowiłaby jasny punkt kulminacyjny w historii globalnej walki ze zmianą klimatu. Przywódcy świata zjechali się do duńskiej stolicy, by jak ujął to Sir Nicolas Stern, uczestniczyć w „najważniejszym zebraniu od czasów II wojny światowej, biorąc pod uwagę, co leży na szali”. Jak stwierdziła wtedy przewodnicząca konferencji duńska minister ds. energii Connie Hadegaard: „To jest nasza szansa. Jeśli ją zmarnujemy, to zanim będziemy w stanie opracować nowe porozumienie, miną lata. Jeśli w ogóle kiedykolwiek.”

Jak wiemy, zmarnowaliśmy tamtą szansę. Klapa negocjacji w Kopenhadze była spektakularna. Ani Chiny, ani Stany Zjednoczone, łącznie odpowiadające za 40 procent emisji, nie miały zamiaru podejmować znaczących zobowiązań, tak więc cała konferencja przez dwa tygodnie bezcelowo „leciała na autopilocie”, aż światowi przywódcy zlecieli się na ostatni jej dzień. Wśród panującego chaosu prezydent Barack Obama zebrał grono przywódców najbardziej liczących się krajów, którzy niezależnie od reszty uzgodnili treść ratującego twarz konferencji „Porozumienia Kopenhaskiego”. Sprowadzało się do okrągłych niezobowiązujących ogólników i stwierdzenia, że za jakiś czas porozumienie zostanie uzgodnione. Dobrowolny charakter ograniczania emisji, pozostawiony każdemu krajowi do indywidualnego zaproponowania, nikogo do niczego nie zobowiązywał, i nawet, jeśli kraj sygnalizował możliwość ograniczenia emisji, nie było żadnego mechanizmu nadzoru czy nawet monitoringu. „Kopenhaga stała się dziś sceną zbrodni”, podsumował Greenpeace, „a jej sprawcy szybko ulotnili się na lotnisko”. BBC porównało nawet ustalenia z Kopenhagi do nowego Monachium.

Pomimo braku konkretów porozumienie z Kopenhagi zawierało jednak jedną istotną liczbę. W pierwszym paragrafie narody świata formalnie „uznawały pogląd naukowy, że wzrost globalnej temperatury powinien pozostać poniżej 2 stopni Celsjusza.” W następnym paragrafie deklarowały zaś, że „zgadzają się z tym, że potrzebne są głębokie cięcia światowych emisji… tak, by zatrzymać wzrost globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza.” Utrzymując nacisk na dwóch stopniach Celsjusza, porozumienie międzynarodowe akceptowało wyrażone wcześniej stanowisko grupy G8 i tzw. Forum Wielkich Gospodarek. Próg +2C po raz pierwszy pojawił się w 1995 roku na konferencji, której przewodniczyła niemiecka minister środowiska Angela Merkel – obecna kanclerz Niemiec.

Jak na razie podnieśliśmy średnią temperatur planety o niecałe 0,8°C, a już następstwa są poważniejsze, niż przewidywała to większość zajmujących się tym tematem naukowców: ilość lodu w Arktyce spadła o 80%, oceany stały się o 30% bardziej kwasowe, poziom oceanów rośnie o 60% szybciej, niż to jeszcze niedawno przewidywano, ekstremalne fale upałów obejmują coraz większą część lądów, a ilość pary wodnej w atmosferze jest większa o 5%, zwiększając prawdopodobieństwo ekstremalnych opadów i powodzi.

Biorąc to wszystko pod uwagę, coraz większa liczba naukowców dochodzi do wniosku, że cel ograniczenia wzrostu temperatury o 2°C i tak jest zbyt słaby. „Każdy wzrost temperatury powyżej 1°C oznacza podejmowanie ryzyka”, pisze Kerry Emmanuel z MIT, wiodący ekspert od huraganów, „a w miarę dalszego wzrostu temperatury szanse wyglądają coraz gorzej”.

Thomas Lovejoy, były doradca Banku Światowego w temacie bioróżnorodności, ujmuje to w ten sposób: „skoro widzimy to, co widzimy, już przy obecnym wzroście temperatury o 0,8°C, to dwa stopnie to zbyt wiele.”. Klimatolog James Hansen, dyrektor Instytutu Badań Przestrzeni Kosmicznej NASA im. Goddarda w Nowym Jorku, wyraża to jeszcze dobitniej: „Cel ograniczenia wzrostu temperatury o +2°C to przepis na katastrofę.”. W Kopenhadze rzecznik małych krajów wyspiarskich ostrzegł, że „ocieplenia o +2°C wiele krajów w ogóle nie przetrwa, bo po prostu znikną”. Gdy delegaci z krajów rozwijających się zostali poinformowani o następstwach ocieplenia o +2°C, uznali ten cel za „pakt samobójczy” dla dotkniętych suszą krajów Afryki – wielu z nich zaczęło nawet skandować: „Jeden stopień, jedna Afryka.”

Pomimo poważnych zastrzeżeń, polityczny realizm wygrał z danymi naukowymi. 167 krajów, odpowiedzialnych za 87% światowych emisji, podpisały Porozumienie Kopenhaskie, oficjalnie uznając cel zatrzymania ocieplenia poniżej progu +2°C. W zasadzie można powiedzieć, że jest to jedyna istotna rzecz, co do której się zgodziły.

Liczba druga: 565 miliardów ton

Naukowcy oszacowali, że jeśli chcemy mieć rozsądne szanse (na poziomie 80%, czyli trochę lepsze, niż w rosyjskiej ruletce rozgrywanej z użyciem sześciostrzałowego rewolweru) ograniczenia wzrostu temperatury poniżej progu +2°C, to do połowy stulecia nie możemy wpompować do atmosfery więcej niż kolejne 565 miliardów ton dwutlenku węgla.

Tymczasem nawet w kryzysowym 2009 roku, wg szacunków Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), emisje CO2 wyniosły 31,6 mld ton, w ostatniej dekadzie rosnąc średnio o 3% rocznie. W tym tempie, cały dopuszczalny limit zużyjemy w zaledwie 16 lat, czyli gdy dzisiejsze przedszkolaki będą na studiach.

„Nowe dane dostarczają dalszych dowodów na to, że drzwi do ścieżki ocieplenia ograniczonej do +2°C zamykają się”, stwierdził główny ekonomista IEA, Fatih Birol, dodając: „patrząc na dane, stwierdzamy, że obecny trend prowadzi do wzrostu temperatury o +6°C”. Jeśli do tego dojdzie, stworzymy planetę rodem z obrazów science-fiction.

Politycy wałkują te kwestie, jednak nie mogą dojść do porozumienia, jak ograniczyć emisje tak, by uniknąć przekroczenia progu +2°C i katastrofy klimatycznej. Naukowcy, zwykle unikający mocnych sformułowań, zaczynają przezwyciężać swoje opory przed robieniem czegoś innego niż przedstawianie danych. „Wiadomość przekazywana przez naukę od dobrych 30 lat jest w zasadzie niezmienna”, z krzywym uśmiechem stwierdza William Collins, starszy klimatolog z Lawrence Berkeley National Laboratory. „Posiadamy metody naukowe i narzędzia obliczeniowe pozwalające na przewidzenie dalszego rozwoju sytuacji. Jeśli zdecydujemy się na kontynuację tego, co robimy dotychczas, to powinno to zostać zdecydowane z uwzględnieniem pełni dowodów przedstawianych przez społeczność naukową”.

Jak na razie, podobne wezwania pozostają bez echa. Sytuacja od ćwierćwiecza nie zmienia się: naukowcy ostrzegają, a skutecznych działań politycznych nie ma. Wypowiadający się nieoficjalnie naukowcy są coraz bardziej zniesmaczeni i zaniepokojeni. Jak powiedział mi jeden z uznanych naukowców: „Na nowych pudełkach papierosów rząd wymaga pokazywania drastycznych obrazów, na przykład palacza z dziurą w gardle. Dystrybutory na stacjach benzynowych powinny być oznaczane podobnie.”

Liczba trzecia: 2795 miliardów ton

To chyba najbardziej niepokojąca liczba – łączy ona polityczny i naukowy wymiar naszego dylematu. Liczba ta trafiła do świadomości biznesowej, po tym, jak Carbon Tracker Initiative, grupa londyńskich analityków finansowych i ekspertów ds. środowiska opublikowała raport mający uświadomić inwestorów, jak zmiana klimatu może wpłynąć na wartość ich pakietów akcji.

2795 mld ton CO2. Tyle dwutlenku węgla trafi do atmosfery, jeśli wszystkie rezerwy ropy, węgla i gazu będące w posiadaniu koncernów je wydobywających oraz krajów (pomyśl o Wenezueli czy Kuwejcie) działających jak takie koncerny. Krótko mówiąc, to paliwa kopalne, które zamierzamy spalić. A ich ilość – odpowiednik 2795 mld ton emisji CO2 – jest pięciokrotnie większa od dopuszczalnego limitu 565 mld ton CO2.

Szacunki dostępnych rezerw paliw kopalnych nie są oczywiście perfekcyjnie dokładne, nie uwzględniają też w pełni niedawnego zaliczenia do rezerw znaczących zasobów niekonwencjonalnych, takich jak gaz łupkowy czy ropa łupkowa, rezerwy węgla zaś są znane z niezbyt wysoką dokładnością. Jednak dla otwierających listę największych firm, takich jak amerykański ExxonMobil czy rosyjski Łukoil, rezerwy znane są z dość dużą dokładnością. Spalenie ropy, gazu i węgla ze złóż każdej z tych firm spowodowałoby wyemitowanie do atmosfery ponad 40 mld ton CO2.

To właśnie dlatego ta trzecia liczba, 2795 mld ton CO2, jest tak istotna. Pomyśl o +2°C jako o granicznym dopuszczalnym poziomie alkoholu we krwi. 565 mld ton to ilość drinków, na którą możesz sobie pozwolić, powiedzmy jedna setka. A 2795 mld ton? To całe pół litra, które ma gotowe do nalania przemysł paliw kopalnych.

Mamy więc zinwentaryzowane pięciokrotnie więcej ropy, węgla i gazu, niż to, co klimatolodzy uważają za możliwe do (w miarę) bezpiecznego spalenia. Aby uniknąć poważnych problemów, będziemy musieli zostawić pod ziemią 80% rezerw. Dopóki nie mieliśmy świadomości tych liczb, katastrofa wydawała się możliwa. Teraz, o ile zdecydowanie nie zainterweniujemy, widać, że będzie pewna.

Owszem, technicznie rzecz biorąc te ropa, węgiel i gaz są wciąż jeszcze głęboko pod ziemią.  Ale ekonomicznie rynek uznaje je już za „wydobyte” – są uwzględnione w wycenie koncernów energetycznych, w zabezpieczeniu udzielonych im pożyczek, a posiadające rezerwy kraje prowadzą politykę budżetową w oparciu o plany ich wydobycia i sprzedaży. W świetle tego jest zupełnie zrozumiałe, z jaką zażartością wielkie koncerny wydobywające paliwa kopalne zwalczają wszelkie pomysły na ograniczenie emisji dwutlenku węgla – pozostawienie pod ziemią zdecydowanej większości rezerw paliw kopalnych oznaczałoby uderzenie w ich kluczowy zasób, w ich wartość i zyski. Zamiast myśleć o zaprzestaniu wydobycia, intensywnie pracują nad metodami zwiększenia rezerw poprzez wydobycie piasków roponośnych Kanady, głębokie wiercenia oceaniczne czy technologie szczelinowania hydraulicznego.

Gdyby powiedzieć Exxonowi lub Łukoilowi, że ze względu na konieczność uniknięcia katastrofy klimatycznej, nie będą mogły wykorzystać zdecydowanej większości już posiadanych rezerw, ich wycena rynkowa by się załamała. John Fullerton, były dyrektor zarządzający w JP Morgan, przewodniczący obecnie Capital Institute, szacuje, że przy obecnych cenach rynkowych, złoża paliw kopalnych mają wartość około 27 000 miliardów dolarów. Inaczej mówiąc, jeśli posłuchalibyśmy naukowców i zdecydowali się pozostawić te 80% rezerw pod ziemią, skreślilibyśmy z aktywów 20 000 miliardów dolarów. Liczby są oczywiście przybliżone, jednak taka skala bańki paliw kopalnych przyćmiewa łączną skalę wszystkich wcześniejszych baniek w historii, łącznie w ostatnią bańką na rynku nieruchomości.

Bańka ta nie musi oczywiście pęknąć – możemy równie dobrze spalić wszystko, co da się wydobyć spod ziemi, a inwestorzy będą zadowoleni. Jednak wtedy diabli wezmą nam planetę. Możemy wybrać, czy chcemy mieć w dobrym stanie bilans wydobycia rezerw paliw kopalnych, czy planetę – ale znając liczby, jest oczywiste, że musimy wybrać między jednym a  drugim. Po prostu policz, że 2795≈5*565. To wszystko.

Porażka

Tak więc, jak powiedzieliśmy na początku, na razie wszelkie wysiłki w celu ochrony klimatu poniosły klęskę. Emisje dwutlenku węgla biją kolejne rekordy, tym bardziej, że kraje rozwijające się podążają drogą, którą wytyczyły kraje Zachodu. Nawet w bogatych krajach, drobne redukcje emisji nie wykazują wchodzenia na trend potrzebny dla zerwania ze status quo i logiki trzech naszych liczb.

Jedynym dużym krajem zdecydowanie starającym się zmienić swój miks energetyczny są Niemcy. Pewnej majowej soboty ten położony w niezbyt słonecznym rejonie kraj połowę swojego zapotrzebowania na prąd zapewniał za pomocą paneli słonecznych. To mały cud – i pokazuje, że mamy technologie, które mogą rozwiązać nasz problem. Jednak brakuje nam woli, a podejście Niemiec jest raczej wyjątkiem niż regułą. Regułą jest „coraz więcej paliw kopalnych”.

Nasza lista porażek, a wraz z nią lista strategii, które nie działają, jest bardzo długa. Ekolodzy poświęcili wiele czasu i wysiłku na próby zmiany postaw indywidualnych: zainstalowano miliony żarówek energooszczędnych, ale też kupiono też miliony nowych wielkich telewizorów. Większość ludzi cierpi na syndrom rozdwojenia jaźni i ambiwalentne podejście do oszczędzania energii i zielonych postaw: może i popierają oszczędzanie energii, ale lubią też tanie loty do odległych krajów i nie zamierzają z nich rezygnować, szczególnie, że prawie wszyscy wokół latają. Ponieważ wszyscy w ten czy inny sposób korzystamy na paliwach kopalnych, zmierzenie się ze zmianą klimatu jest jak budowanie ruchu przeciwko sobie samym i naszej wygodzie – to tak, jakby partia homoseksualistów miała być zakładana przez ortodoksyjnych księży lub ruch abolicyjny przez właścicieli niewolników.

Ludzie mają wrażenie (zresztą zupełnie realistycznie), że ich własne działania nie wpłyną znacząco na to, jaki poziom osiągnie stężenie CO2. W 2010 roku badania pokazały, że „o ile recykling w Ameryce jest dość powszechny i 73 procent badanych płaci rachunki elektronicznie, by oszczędzić na papierze”, to tylko 4 procent ogranicza zużycie mediów, a jedynie 3 procent kupiło samochód hybrydowy. Mając do dyspozycji stulecie, może i można by coś zmienić w postawach, by zrobiło to jakąś różnicę – jednak zbyt długo zwlekaliśmy i tego czasu już nie mamy.

Znacznie efektywniej byłoby działać za pośrednictwem systemu politycznego i rzecz jasna ruch środowiskowy też tego próbował, nawet z pewnymi sukcesami. Cierpliwie lobbowano przywódców, próbując przekonać ich o tym, w jak poważny problem się pakujemy, zakładając, że ci niewątpliwie inteligentni ludzie zrozumieją i podejmą działania. Czasem nawet wydawało się, że to zadziała. Na przykład Barack Obama w swojej kampanii wypowiadał się w temacie ochrony klimatu bardziej zdecydowanie, niż jakikolwiek prezydent przed nim – w noc, kiedy ogłoszono jego zwycięstwo w wyborach, powiedział publicznie, że „wzrost oceanów zacznie spowalniać, a zdrowie planety się poprawiać.” Udało mu się też wprowadzić przepisy o poprawie efektywności energetycznej samochodów. Gdyby takie działania wdrożono ćwierć wieku temu, efekt byłby znaczący. Jednak w świetle naszych liczb i kończącego się czasu, to zbyt mało.

W momencie, w którym się znajdujemy, efektywne działania wymagałyby pozostawienia pod ziemią tego, co koncerny energetyczne chcą wydobyć i sprzedanie czego mają już w swoich planach uwzględnione, a nie po prostu lekkie spowolnienie wzrostu tempa spalania paliw kopalnych. A i sam prezydent, poganiany przez chór głosów skandujących: „Wierć, mała, wierć” („Drill, baby drill”), zszedł ze swojej początkowej drogi by kopać, wiercić i szczelinować. Amerykański Sekretarz Zasobów Wewnętrznych otworzył więc na przykład ostatnio dla wydobycia węgla tereny Powder River Basin w Wyoming. Spalenie węgla z tych pokładów będzie oznaczać emisję 67,5 mld ton CO­2, czyli ponad 10% całości dostępnego „budżetu węglowego”. Podobne działania są podejmowane względem wydobycia w Arktyce i pod dnem oceanu. I jak Sekretarz Zasobów Wewnętrznych pokazał w swoim marcowym wystąpieniu, jest to polityka bardzo zdeterminowana: „Macie moje słowo na to, że będziemy wiercić gdzie tylko się da… Zobowiązuję się do tego.” Następnego dnia, w hubie naftowym Cushing w Oklahomie, prezydent Obama jednym tchem obiecał  prace nad rozwojem energii z wiatru i słońca, a jednocześnie zapowiedział przyspieszenie wydobycia paliw kopalnych: „wydobywanie większych ilości ropy i gazu u nas w kraju było, jest i będzie krytycznie ważnym elementem naszej strategii.”. Tak więc z całą mocą zobowiązał się do dalszego zwiększania gotowych do spalenia rezerw paliw kopalnych.

Czasem ironia tego, co się dzieje, jest porażająca: w początkach czerwca, Sekretarz Stanu Hilary Clinton uczestniczyła w wyprawie norweskiego trawlera badawczego zapoznając się osobiście z rosnącymi szkodami klimatycznymi. „Wiele z prognoz ocieplenia w Arktyce spełniło się znacznie przed czasem”, stwierdziła, opisując to doświadczenie jako „trzeźwiące”. Jednak dyskusje z politykami podczas jej podróży do Skandynawii dotyczyły głównie tego, jak Zachód ma zapewnić sobie znaczną część z mogących znajdować się w Arktyce 90 miliardów baryłek ropy, które w miarę postępującego roztapiania się Arktyki stają się coraz bardziej dostępne. Administracja prezydenta Obamy udzieliła w tym roku Shellowi pozwoleń na odwierty w Arktyce.

Prawie każdy rząd dysponujący złożami paliw kopalnych jest w tej samej sytuacji. Kanada – przykładna demokracja znana z odpowiedzialnej postawy na arenie międzynarodowej – podpisała protokół z Kioto, zobowiązując się do redukcji emisji. Jednak gdy cena ropy wzrosła, a produkcja ropy w oparciu o piaski roponośne stała się opłacalna (a są to duże złoża, których spalenie może zużyć ponad połowę dostępnego „budżetu węglowego”), stało się jasne, że protokół z Kioto jest nie do pogodzenia z eksploatacją piasków roponośnych – Kanada wycofała się więc ze zobowiązań protokołu z Kioto.

Ta sama hipokryzja charakteryzuje i inne rządy, od prawa do lewa spektrum politycznego: na negocjacjach w Kopenhadze wenezuelski prezydent Hugo Chavez cytował Różę Luksemburg, Jeana-Jakuba Rousseau i Jezusa Chrystusa, mówiąc, że „zmiana klimatu jest bez wątpienia najpoważniejszym problemem środowiskowym naszych czasów”. Ale już następnej wiosny, w siedzibie narodowego koncernu naftowego PDVSA, podpisał umowę z konsorcjum koncernów międzynarodowych na wspólną eksploatację rezerw pisków roponośnych w delcie Orinoko, określając to porozumienie jako „najważniejszy silnik napędzający rozwój całego terytorium i ludności Wenezueli.” Wydobycie i spalenie piasków roponośnych Orinoko samo w sobie wystarczyłoby na zużycie i przekroczenie całego dostępnego „budżetu węglowego” 565 mld ton CO2.

Ujrzeliśmy wroga

Tak więc wszystkie nasze próby powstrzymania zmiany klimatu dały jedynie mikre efekty. Szybka i dogłębna zmiana wymagałaby zbudowania ruchu, a jak pokazuje historia, ruchy takie dla skonsolidowania się potrzebują wroga. Jak ujął to John F. Kennedy: „Ruch praw obywatelskich powinien być wdzięczny Bogu za „Bulla” Connora. Pomógł sprawie równie mocno, co Abraham Lincoln.” A właśnie wrogów w przeciwdziałaniu zmianie klimatu brakuje.

Nasze liczby pokazują jednak z dobitną jasnością, że planeta rzeczywiście ma wroga – znacznie bardziej zaangażowanego w działania niż rządy i społeczeństwo. Mając świadomość matematyki zmian klimatu, musimy postrzegać przemysł paliw kopalnych w zupełnie nowym świetle. Stał się on przemysłem rozbójniczym, bezlitosnym jak żadna inna siła na Ziemi. To Wróg Publiczny Numer Jeden dla przetrwania naszej cywilizacji i milionów gatunków. „Wiele firm robi paskudne rzeczy – płaci nędzne pensje lub trzyma pracowników w koszmarnych warunkach – i domagamy się, by zmieniały swoje praktyki”, mówi zajmująca się tą tematyką Naomi Klein. „Jednak te liczby dobitnie pokazują, że model biznesowy przemysłu paliw kopalnych jest równoznaczny z niszczeniem planety. To właśnie robią.”

Gdyby wydobyć i spalić wszystkie posiadane przez Exxon rezerwy, zużyłoby to 7% całości „budżetu węglowego”, dzielącego nas od przekroczenia granicy +2°C. Rezerwy będące w posiadaniu BP, Gazpromu, Chevrona, ConocoPhillips i Shell, to (dla każdego z nich) 3-4 procent. Na liście koncernów węglowych prowadzi rosyjski Siewierstal, za nim znajdują się koncerny BHP Billiton i Peabody. Liczby opisujące ich rezerwy są wstrząsające – same koncerny węglowe są w stanie poważnie zmienić oblicze naszej planety – i mają w planach to zrobić.

Rzecz jasna mają pełną świadomość zmiany klimatu i związanych z nią ryzyk – stać ich na zatrudnianie najlepszych naukowców, a w swoich planach biznesowych otwarcie planują wykorzystanie rezerw, które staną się dostępne, gdy już stopnieją lody Arktyki. Ale pomimo swojej wiedzy, bez zmrużenia oka szukają nowych złóż – wg Rexa Tillersona sam Exxon na poszukiwanie nowych złóż w najbliższych latach będzie wydawać średnio 100 milionów dolarów dziennie.

A zmiana klimatu? Podczas apogeum rekordowych pożarów w Kolorado, Tillerson powiedział w Nowym Jorku, że owszem, globalne ocieplenie jest faktem, ale że jest to „problem inżynieryjny”, który ma „inżynieryjne rozwiązania”. Takie jak? „Adaptacja do zmiany wzorców pogodowych i przesunięcia obszarów uprawnych”. Mówił to, gdy rekordowa susza i fala upałów dziesiątkowała plony w USA, grożąc wzrostem cen żywności na świecie. „Gdy ludzie dorzucają do dyskusji czynnik strachu i mówią ‘musimy z tym skończyć’, nie przyjmuję tego do wiadomości”. No jasne, że nie. Gdyby przyjął to do wiadomości, musiałby zostawić rezerwy Exxona pod ziemią. Co oznaczałoby utratę pieniędzy. Innymi słowy, to nie tyle problem inżynieryjny, co problem chciwości.

Można argumentować, że taka jest po prostu natura korporacji – gdy trafią na żyłę złota, po prostu muszą nad nią pracować, bardziej jak wydajne roboty, niż jak ludzie o wolnej woli. A przecież, dzięki olbrzymim pieniądzom, które mają do dyspozycji, koncerny paliw kopalnych mają znacznie większą swobodę działania i decydowania o losach świata, niż większość z nas. Te koncerny nie istnieją po prostu w świecie, którego potrzeby zaspokajają – one go tworzą i kształtują.

Zostawione samo sobie społeczeństwo mogłoby się zdecydować uregulować kwestie spalania paliw kopalnych i zatrzymać się przed skrajem przepaści; według ostatnich badań ankietowych, blisko 2/3 Amerykanów poparłoby światowy traktat o zredukowaniu emisji o 90% do 2050 roku. Ale społeczeństwo nie jest zostawione samo sobie. Bracia Koch, na przykład, dysponują bogactwem 50 miliardów dolarów. Większość swoich pieniędzy zarobili na paliwach kopalnych i dobrze wiedzą, że jakiekolwiek działania mające na celu ograniczenie zużycia paliw kopalnych uderzą w ich zyski. W tym roku na dotacje wyborcze dla polityków wydali 200 milionów dolarów – wyraźnie są zdania, że to dobra inwestycja. W 2009 roku, Amerykańska Izba Handlowa (U.S. Chamber of Commerce) wydała na wybory więcej niż republikański czy demokratyczny Komitet Wyborczy, przy czym ponad 90% pieniędzy trafia do kandydatów republikańskich – wielu z nich zaprzecza realności zmiany klimatu. Nie tak dawno temu, U.S. Chamber of Commerce napisała nawet memo do amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), domagając się nie regulowania kwestii emisji CO2, nawet jeśli naukowcy mieliby rację i planeta rzeczywiście się ocieplała (czemu zresztą U.S. Chamber of Commerce usilnie zaprzecza), argumentując, że „populacja może zaadaptować się do cieplejszego klimatu poprzez zmianę zachowań oraz adaptację fizjologiczną i technologiczną.” Komunikat jest jasny: zamiast zmieniać system energetyczny, lepiej zmieńmy naszą fizjologię.

Organizacje ochrony środowiska, co zrozumiałe, opierały się przed nazwaniem koncernów paliw kopalnych swym wrogiem, mając świadomość ich siły politycznej i licząc zamiast tego na przekonanie gigantów, że powinny odejść od ropy, węgla i gazu i dokonać transformacji w kierunku szeroko rozumianych „koncernów energetycznych”. Czasem nawet wydawało się, że strategia ta może przynieść owoce – z naciskiem na wydawało się. Na przykład dekadę temu, BP podjęło krótko trwającą próbę zaprezentowania się jako „Beyond Petroleum”, wprowadzając nawiązujące do Słońca logo i nagłaśniając postawienie paneli słonecznych na kilku swoich stacjach benzynowych. Jednak inwestycje BP w alternatywne źródła energii były malutkim ułamkiem tego, co koncern wydawał na eksploatację paliw kopalnych, a po paru latach nowy dyrektor wykonawczy podjął decyzję o likwidacji wielu z tych programów, kładąc nacisk na „skupieniu się firmy na jej kluczowym biznesie”. W grudniu 2011 roku BP ostatecznie zamknął swój departament energii słonecznej. Shell zrobił to już dwa lata wcześniej. W ostatniej dekadzie pięć największych koncernów naftowych zarobiło łącznie ponad 1000 miliardów dolarów – po prostu pieniądze, które można zarobić na wydobywaniu i sprzedaży ropy, gazu i węgla są zbyt duże, by opłacało się gonić za promykami słońca i zefirkiem.

Znaczną część swoich dochodów firmy zawdzięczają kluczowemu historycznemu błędowi: przemysł paliw kopalnych, co jest wyjątkowe, ma prawo bezpłatnie wyrzucać swój główny odpad – dwutlenek węgla. Inne gałęzie biznesu nie mają tak dobrze – jeśli masz restaurację, musisz płacić za wywóz i utylizację śmieci. Przemysł paliw kopalnych jest zwolniony z tego problemu, a korzenie tego stanu są zrozumiałe – aż do lat 80. praktycznie nikt nie zdawał sobie sprawy, jak groźne mogą okazać się emisje CO2. Teraz jednak, gdy wiemy już, że emisje te powodują wzrost temperatury planety i zakwaszanie się oceanów, cena odprowadzania tego odpadu do atmosfery staje się kwestią absolutnie fundamentalną.

Nałożenie ceny na emisje dwutlenku węgla, czy to przez bezpośredni podatek czy w inny sposób, spowoduje, że rynek włączy się w walkę z globalnym ociepleniem. Gdy Exxon czy Shell będą musiał płacić za szkody, które powoduje ich produkt , jego cena wzrośnie. Konsumenci dostaną silny sygnał, by zacząć zmniejszać zużycie paliw kopalnych – za każdym razem, gdy zatrzymają się przy dystrybutorze paliwa, przypomną sobie, że na przejazd do sklepu spożywczego nie potrzebują pojazdu podobnego do bojowego wozu piechoty. Ekonomiczne pole gry wyrówna się na korzyść źródeł energii niezatruwających środowiska. A co najlepsze, można to zrobić nie oskubując obywateli – tak zwany system fee-and-dividend (opłata i dywidenda) nałożyłby wysoką opłatę na ropę, węgiel i gaz, a całość wpływów na koniec miesiąca trafiłaby po równo na konta  obywateli. Najbardziej efektywni energetycznie i przestawiający się na czyste źródła energii skorzystaliby najwięcej. Wszyscy chcieliby wskoczyć do tego pociągu.

Jest jednak kluczowy problem: nałożenie ceny na emisje dwutlenku węgla zmniejszyłoby zyski koncernów paliw kopalnych. Koniec końców na pytanie „Jak wysoka powinna być opłata węglowa?” odpowiedzią jest „Wystarczająco wysoka, by zmniejszyć zużycie paliw kopalnych tak bardzo, by 80% rezerw pozostało na zawsze pod ziemią”. Im wyższa byłaby opłata węglowa, tym większa część rezerw stałaby się bezwartościowa. Tak więc walka rozgrywa się o to, czy lobby kopalne odniesie sukces w swojej walce o utrzymanie swojego specjalnego zwolnienia od ponoszenia konsekwencji powodowanych szkód, czy eksternalizowane obecnie koszty szkód zostaną wciągnięte do bilansów koncernów.

Kasa, misiu

Nie jest wcale jasne, czy potęga koncernów paliw kopalnych może zostać pokonana. Carbon Tracker Initiative, grupa londyńskich analityków finansowych i ekspertów ds. środowiska w swoim raporcie pokazała inwestorom, jak bardzo zmiana klimatu może wpłynąć na wartość pakietów akcji koncernów energetycznych. Powiedzmy, że zdarzy się coś NAPRAWDĘ DUŻEGO, jak huragan powodujący zalanie Manhattanu czy susza stulecia dziesiątkująca plony w USA, lub (jeśli to mało) JESZCZE WIĘKSZEGO, jak erupcja dużego złoża hydratów metanu lub oderwanie się od Antarktydy połaci lądolodu wielkości Polski i szybki wzrost poziomu oceanów o metr. Zdarzenie takie mogłoby być zbyt poważne i wzburzyć opinię publiczną do tego stopnia, że nawet potężne pieniądze koncernów kopalnych nie byłyby w stanie kupić im przychylnej decyzji polityków, którzy wprowadziliby wysokie opłaty od emisji dwutlenku węgla. Nagle rezerwy ropy czy gazu będące w posiadaniu Chevrona bądź Exxona stałyby się znacznie mniej warte, a kurs tych firm poleciałby w dół. Raport Carbon Tracker ostrzegł inwestorów, by wzięli takie ryzyko pod uwagę i zdywersyfikowali swoje portfolio, wprowadzając do niego spółki skupiające się na wytwarzaniu energii z innych źródeł.

„W biznesie to normalna rzecz, że ewolucja rynków pozostawia kwitnące wcześniej branże na cmentarzysku historii”, zauważa Nick Robins, kierujący Centrum Zmiany Klimatu w HSBC. „Pomyślmy o błonach filmowych czy maszynach do pisania. Nie ma sensu pytać się, czy takie rzeczy się powtórzą, bo powtórzą się na pewno”. „Przekonanie inwestorów nie jest proste – zapatrzeni w wyniki koncernów naftowych nie słuchają ostrzeżeń”, dodaje James Leaton, ekspert środowiskowy będący doradcą PricewaterhouseCoopers. „To zupełnie normalne we wszystkich bańkach – ludzie nie wierzą, że mogą się one skończyć, a jeśli nawet dopuszczają taką myśl, to uważają, że oni są najlepszymi analitykami i jeśli bańce będzie grozić pęknięcie, to wyjdą z niej na czas, a cała reszta frajerów poleci w przepaść wraz kursem spółek, których zbyt długo się trzymali.”

Egoistyczny interes inwestorów raczej więc nie zmusi przemysłu paliw kopalnych do transformacji. Jednak moralny gniew mógłby – i to jest prawdziwe znaczenie matematyki zmiany klimatu. Może dać impuls do powstania prawdziwego ruchu. Raz, w niedawnej historii, gniew zmusił przemysł do głębokich zmian zachowania. W latach 80. rozkręciła się kampania przeciw firmom robiącym interesy z reżimem apartheidu w RPA – w działania te włączyło się m.in. 155 kampusów uniwersyteckich, 80 miast i 25 stanów. „Koniec apartheidu to jedno z koronnych osiągnięć ubiegłego stulecia”, powiedział arcybiskup Desmond Tutu, „ale nigdy by nam się to nie udało bez wsparcia i presji międzynarodowej”.

Przemysł paliw kopalnych jest jeszcze trudniejszym przeciwnikiem niż apartheid, a do tego, nawet jeśli uda się wywrzeć skuteczną presję na firmy, wciąż jeszcze pozostanie kwestia strategii postępowania z suwerennymi krajami, które działają jak koncerny energetyczne.

Każda kampania osłabiająca wpływy polityczne koncernów paliw kopalnych zwiększa szanse na likwidację ich bezprecedensowej licencji na zanieczyszczanie. Istotny postęp na drodze ochrony klimatu – znaczna poprawa zużycia energii przez samochody – była rekomendowana przez naukowców, ekologów i inżynierów już od dziesięcioleci, jednak aż do kryzysu 2008 roku przemysł motoryzacyjny był zbyt potężny i mógł torpedować te plany. Dopiero osłabienie jego wpływów politycznych otworzyło drogę do zmian. Jeśli ludzie zrozumieją prosty matematyczny fakt, że przemysł paliw kopalnych zagraża dobrym warunkom życia na naszej planecie – może go to osłabić na tyle, że zmiany wreszcie staną się politycznie możliwe. Exxon i jemu podobne koncerny mogą wtedy dojść do wniosku, że nie da się zmianom już dłużej opierać, lecz zamiast tego trzeba przyjąć nowe zasady gry i płynąć z ich prądem, akceptując opłatę i dywidendę węglową; być może wtedy koncerny paliw kopalnych wreszcie przetransformują się w koncerny energetyczne, tym razem na dobre.

Nawet jeśli kampania taka jest możliwa, być może z jej rozpoczęciem czekaliśmy zbyt długo. Aby zrobić rzeczywistą różnicę i zatrzymać wzrost temperatury poniżej +2C trzeba wprowadzić cenę na emisje w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej, a następnie rozszerzyć to rozwiązanie na cały świat. To, co się dzieje u nas, wpłynie na to, co zrobią Chiny i Indie, kraje o najszybciej rosnących emisjach. Te trzy liczby są szokujące – i mogą nas one doprowadzić do przyszłości, której wcale byśmy sobie nie życzyli. Ale niezależnie od tego, jak bardzo są one niewygodne i jak bardzo nam się nie podobają, to nie ma to żadnego znaczenia dla rzeczywistości fizycznej, a liczby te jasno pokazują powagę wyzwania, przed którym stoimy. Wiemy, jak wiele możemy spalić, wiemy też, kto planuje spalić więcej niż to dopuszczalne. Wiemy, gdzie jest nasz wróg.

Na podstawie Bill  McKibben Global Warming's Terrifying New Math

Komentarze

22.12.2012 20:52 Mściwoj

Przerażający artykuł i to przed świętami.
A już myślałem, że oilpeak i ocieplenie klimatu jakoś rozeszły się po kościach, a lbo w
Jedyna konkluzja jak mi się nasuwa od dawna i jaka jest podana w artykule jest taka, że należy poczekać do potężnego kataklizmu... a to i tak nie gwarantuje sukcesu.
Ile mamy przykładów z historii gdzie chciwy i żądny władzy dyktator poświęca wszystkich dla utrzymania swoich wpływów.
Bardziej liczyłbym na oddolne zmiany w społeczeństwie, ale do tego trzeba by edukacji, edukacji, i jeszcze raz edukacji. Takiej w szkole i w telewizji.
I nie chodzi mi o edukację uspokajającą sumienie typu butelkę włóż do zielonego worka i nie śmieć w parku, tylko taką która spowoduje powstanie pytania i wątpliwości przed zakupem nowego, lepszego i bardziej wypasionego SUV-a, telewizora 4D 100'', wakacji na Dominikanie i niezbędnych wojaży do marketu po 2 kostki masła, bo jest o 0,05 zł tańsze niż w sklepie pod nosem.
Które media żyjące z konsumpcjonizmu to kupią ? Tak tylko pytam.

22.12.2012 20:54 logic

Widać materializm czyli uzależnienie od zarabiania coraz więkrzych pieniędzy to jak uzaleznienie od heroiny a z uzależnienia od heroiny wychodzi ile %
2-3 ?
Czyli rozumujac racjonalnie to tych ludzi trzeba by leczyć przymusowo bo na co komu 50 mld dol ? , bo nie są oni w stanie pokierować swoim postępowaniem i stanowią zagrożenia dla otoczenia.
Ale do żeczy, my to chyba mozemy sobie już tylko ponażekać pozostaje miec nadzieje że szybko wystąpią skutki peak oil czyli zawalnie sie światowej ekonomii do końca plus bankructwa państw - emisje spadną i wtedy będzie mozna coś zrobić.

22.12.2012 21:04 logic

Jakiś wzięty psycholog powinien napisać książkę o np takim tytule "Materialzm czyli uzaleznienie od zarabiania coraz więkrzych pieniędzy - nowe stare uzaleznienie"
I powinno zaczynać być to leczone jak normalne uzaleznienie bo widać to jest przyczyną wszystkich problemów.

23.12.2012 0:23 adaś

"Jeśli ludzie zrozumieją prosty matematyczny fakt, że przemysł paliw kopalnych zagraża dobrym warunkom życia na naszej planecie"...
Ludzie nic nie zrozumieją jeśli nie zobaczą. I zgodzę się z Mściwojem, że trzeba potężnego kataklizmu aby można liczyć na zmiany. Ryszard Kapuściński w jednej ze swych książek zauważa, że istnieją dwa rodzaje niewiedzy. Pierwsza, nazwijmy ją pasywna, wynika z braku informacji, z trudności w nauce, niemożności zdobycia wiedzy itd. Drugi rodzaj niewiedzy to postawa aktywna - nie wiem, bo nie chcę wiedzieć. Bo musiałbym zmienić poglądy, postawy, tryb życia... Sto lat temu dominował pierwszy rodzaj niewiedzy. Dzisiaj mamy aż nadmiar informacji.Trudno wszystko ogarnąć, trzeba prowadzić selekcję . Dominuje postawa "nie chcę wiedzieć". A mamy przecież demokrację gdzie decyduje większość. Gdy większość o pewnych sprawach nie chce wiedzieć to nie może dokonać właściwych wyborów. Można demokratycznie uchwalić, że powodzi nie będzie. Ale gdy już jest powódź to nie można udawać, że jej nie ma.
Dlatego nie wierze w zmiany, bo naukowcy ostrzegają, że coś się stanie. Musi się stać. Niestety.

23.12.2012 10:13 Galahad

@Marcin
Czy ja dobrze zrozumiałem, że zmiany klimatyczne uderzą w nas wcześniej niż brak węglowodorów? Nie piszę tu oczywiście o innych reperkusjach jak wzrost cen paliw i szalona pogoń za PKB, ale z artykułu wynika że spalanie będzie szło w najlepsze wraz ze wzrostem temperatur i postępującą koncentracją CO2 ...

23.12.2012 10:28 Devak

@GALAHAD
Spalanie będzie szło w najlepsze. Teraz nie będziemy już musieli ogrzewać naszych domów. Ale przyroda nie znosi próżni. Wystawimy piece, a wstawimy klimatyzatory. Poiwemy przecież: " Uff ten upał jest nie do zniesienia, trzeba się ochłodzić"...

23.12.2012 10:44 Realista

Kto powiedział, że nie będziemy musieli ogrzewać naszych domów? Spójrzcie na dane klimatyczne IMGW dotyczące zimowych miesięcy, a potem na dane dotyczące wszystkich pozostałych.
http://www.imgw.pl/extcont/biuletyn_monitoringu/
Gołym okiem widać, że o ile latem trend ocieplający jest wyraźny (1-2 stopnie więcej w ciągu 60 lat), to zimą żadnego ocieplenia nie widać. Klimat Polski robi się bardziej kontynentalny - nadal trzeba się mocno dogrzewać zimą, a niedługo również trzeba będzie zainwestować w klimatyzację. Szczególnie polecam spojrzeć o tu, na stronę dwunastą:
http://www.imgw.pl/images/stories/biuletyn_monitoringu/2012/biuletyn_lato_2012.pdf

23.12.2012 12:38 Marcin Popkiewicz

@Galahad
Uważam, że napięcia w systemie będą narastać z obu stron, zarówno od strony coraz trudniej dostępnych paliw kopalnych (i innych zasobów) jak i od strony kosztów ubocznych, szczególnie klimatyczno-środowiskowych.
Z braku ropy konwencjonalnej (wg IEA szczyt wydobycia był w 2008 roku) będziemy coraz bardziej polegać na źródłach niekonwencjonalnych i na węglu (to też wnioski IEA), co z punktu widzenia klimatu będzie drogą do katastrofy. Zmiany klimatu będą wywierać presję z drugiej strony. Zauważają to nawet w USA
(patrz np. http://www.wunderground.com/blog/JeffMasters/comment.html?entrynum=2316).
Streszczę to krótko: trwa wyścig pomiędzy tym, co zdusi nas bardziej i szybciej: koszty wyczerpywania się zasobów czy następstwa środowiskowe - w każdym razie będzie się to wszystko przeplatać, wywierając presję na nasz system gospodarczy , dusząc wzrost, klasę średnią i wiele innych elementów naszego świata, które ludzie uważają za dane raz na zawsze.
O ile nie zmienimy kursu...

24.12.2012 0:25 Unknown

@Adaś
Ja widziałem trochę inne klasyfikację - że mamy niewiedzę i antywiedzę,
przykład niewiedzy:
"Nie wiem ile CO2 emitują wulkany, ani ile ludzie"
przykład antywiedzy:
"Wiem, że wulkany emitują więcej CO2 niż ludzie i nigdy nie uwierzę, że jest inaczej"

24.12.2012 2:09 Mściwoj

" według ostatnich badań ankietowych, blisko 2/3 Amerykanów poparłoby światowy traktat o zredukowaniu emisji o 90% do 2050 roku. "

Skoro tak, to czemu każdy nie zmniejsza emisji?
To tylko od ich wyborów życiowych zależy wielkość emisji, nie od 'złego' Exxona. Exxon zapewnia tylko środki do realizacji ich wyborów i oczywiście z tego nieźle żyje. Jest to coś na kształt dilera legalnego alkoholu. To pijak jest winien, nie sprzedawca. Czy pijakowi sprzedawca przystawia pistolet do głowy i wrzeszczy 'pij!' ?

Jeśli 2/3 Amerykanów tak uważa, to nie jest też tak źle z dostępnością informacji w zakresie emisji CO2 i jej skutków.

25.12.2012 0:25 adaś

@Unknown.
Tak, z antywiedzą też się spotykam. Niestety z przykrością zauważam, że są ludzie którzy w sprawie klimatu dysponują wiedzą, a w sprawach np . moralności antywiedzą. I trudno mi się z nimi porozumieć.
@ Mściwoj.
W badaniach ankietowych dużo zależy od tego jak sformułujemy pytanie. Co innego jakiś tam traktat a co innego pytanie w stylu : Czy jesteś gotów przesiąść się na pojazd elektryczny Vmax= 40 km/h ,aby chronić klimat ? Albo czy zamienicie wasze Harleye na skuterki elektryczne ? Nie wiem co wtedy odpowiedzą Amerykanie.

25.12.2012 13:38 Kris

A w międzyczasie spektakularny rekord - w Niemczech w Wigilię 20,7C
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,13105150,Niemcy__wigilijny_rekord_ciepla___plus_20_stopni.html

25.12.2012 22:39 Mściwoj

Proponuję, aby nie traktować Amerykanów jak niczego nieświadomej masy. Myślę, że większość zdaje sobie sprawę z tego co robi, jednak nic z tą wiedzą nie chce im się zrobić.
To tak jak z alkoholikiem, który zdaje sobie sprawę z tego, że źle robi, wie że powinien to zmienić, jednak nie robi tego. Bo nie chce, nie potrafi, boi się, itp.

Do zmiany zachowań od zaraz nie są potrzebne takie czy inne pytania w ankietach. Ten problem leży w podjęciu decyzji przez danego osobnika.

26.12.2012 17:32 Medio

Argumenty zawarte w publikacji nie przekonują w żaden sposób. Uważam cały czas, że jest to tylko próba okradzenia ludzi z pieniędzy i nałożenia podatków. Dotychczasowe działania pseudo ekologów tylko przyczyniły sie do obecnego kryzysu. Przeniesienie produkcji z USA i Europy do krajów trzeciego świata spowodowało tylko zwiekszenie prodkukcji CO2. Ocieplenie klimatu jezeli nie nastapi kolejna epoka lodowcowa może miec tylko zbawienny efekt dla ludzkości i spowoduje zwiększenie prodkukcji żywności i ograniczy zuzycie energii potrzebnej do ogrzewania.

26.12.2012 18:00 Galahad

@Medio
Pomyliłeś fora :). Tu aż roi się od pseudoekologów i wyłudzaczy:(. Myślę, że gdzie indziej znajdziesz poklask dla swoich teorii, bo z poglądami które reprezentujesz trudno jest polemizować - raczej egzemplifikujesz to co parę postów wyżej zostało określone jako antywiedza. Więc powodzenia gdzie indziej.

26.12.2012 22:37 Realista

@ Medio
Kolejna epoka lodowcowa nie nastąpi co najmniej przez następne 50 000 lat, bez względu na nasze emisje.
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1970/czy-zmierzamy-do-nowej-epoki-lodowcowej
To, do czego nasza cywilizacja dąży obecnie, to podwyższenie temperatury do poziomu nie notowanego od co najmniej 3 milionów lat. A jakie konsekwencje, pozytywne, czy negatywne to będzie miało, spróbuj przewidzieć po przeczytaniu artykułów z poniższej zakładki:
http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/kategoria/26/zmiany-klimatu-zjawiska

28.12.2012 13:18 whiteskies

@Mściwoj
Tu:
http://news.sciencemag.org/scienceinsider/2012/12/jackson-resigns-as-us-epa-chief.html
dobry przykład na to co mówisz...

29.12.2012 23:52 h4r4d4

Stare punkowe hasło "no future" nabiera nowego sensu.

30.12.2012 0:00 h4r4d4

No i biorąc po uwagę, że albo ma się rację, albo ma się władzę, jak to kiedyś trafnie ujął ksiądz Tischner, "no future" może się ziścić. W dzisiejszym świecie władza jest coraz bardziej rozproszona i coraz mniej związana z polityką, coraz bardziej z pieniędzmi, biznesem , korporacjami. Może nowe pokolenie, które przejmie kiedyś te korporacje, coś zmieni. O ile nie będzie za późno.

02.01.2013 10:02 magi

Jeżeli tak wygląda aktualna temperatura oceanów, to gratuluję zwolennikom globalnego ocieplenia.
http://weather.unisys.com/surface/sst_anom.gif

02.01.2013 10:23 magi

Czy wiecie ile jest CO2 średnio w atmosferze ? Niecałe 0,04%. Czyli na 10 000 cząstek powietrza przypadają 4 cząsteczki CO2. Musi to być niesłychana moc ocieplająca. To,że ociepleniu towarzyszy wzrost CO2, nie oznacza, że ma on decydujące znaczenie dla wzrostu temperatury. Dla przykładu ilość pary wodnej produkowanej przez energię słoneczną na oceanach w okolicach równika wynosi ok. 4 % składu atmosfery, czyli 100 razy więcej. Jak myślicie skąd zimą docierają do nas ciepłe niże ? A może to wynik ostrego palenia w piecach ?

02.01.2013 12:35 Realista

Wszyscy wiemy, ile jest CO2 i pary wodnej w atmosferze, nie musisz nam tego podawać. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jaki naprawdę jest wpływ dwutlenku węgla, zajrzyj tu:
http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/12/efekt-cieplarniany-wprowadzenie
Jeśli zaś chcesz poznać zagadnienie bardziej szczegółowo, przeczytaj całą encyklopedię
http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia

02.01.2013 14:37 magi

Skoro wiecie ile jest CO2 i pary wodnej w powietrzu, to nie muszę Was przekonywać. A znacie długie cykle zmian temperatury oceanów i aktywności Słońca ? Mówię o takich powyżej 30 lat. Wiecie też na pewno , że poprzedni cykl słoneczny był słaby, a obecny jest na poziomie minimum Daltona. Nie zmuszajcie mnie, żebym musiał pokazywać wszystkie wykresy NASA. Podstawą zmian klimatycznych są długie cykle, tylko życie ludzkie jest za krótkie, żeby je wszystkie poznać.

02.01.2013 15:14 magi

Ja osobiście wierzę Vukcevicowi, zresztą przekonamy się w ciągu najbliższych lat..
http://www.vukcevic.talktalk.net/Contents.htm

02.01.2013 16:57 Realista

Jeśli powołujesz się na długie cykle, to podaj choć jeden, którego działanie byłoby widoczne w danych pomiarowych i którego działanie byłoby wystarczająco mocne, aby wytłumaczyć obecne ocieplenie. Albo wyjaśnij, dlaczego zwiększenie ilości gazów cieplarnianych, których działanie jest dobrze znane, nie powoduje obecnego ocieplenia. Wykres zmian temperatury z ostatniego tysiąca lat możesz znaleźć m.in. tu:
http://www.guardian.co.uk/environment/2010/feb/02/hockey-stick-graph-climate-change

02.01.2013 17:04 Marcin Popkiewicz

@Magi
Słowo "wierzę" jest zupełnie nie na miejscu. To nauka. to można zrozumieć. A jeśli uważasz, że to zbyt trudne by zrozumieć, nie masz czasu bądź zamiłowania do nauk ścisłych, to jeśli już wierzysz, to proponuję "wierzyć" wszystkim znaczącym ośrodkom naukowym zajmującym się badaniami klimatu, a nie pojedynczym osobom.
A odnośnie cykli, to tak, znam.
1. Zaczynając od cyklu słonecznego i oceanów (skoro sobie życzysz):
mamy najgłębsze minimum aktywności słonecznej od co najmniej 100 lat, a pomimo to Ziemia absorbuje energię, co doskonale widać (m.in. z pośrednictwem sieci boi Argo) jako kumulowanie energii przez oceany (w tempie odpowiadającym energii~4 bomb atomowych klasy Hiroszima co sekundę) i w tym, że do Ziemi dociera więcej energii niż ją opuszcza (co oznacza, że energia gromadzi się w układzie i rośnie temperatura). Pisałem o tym m.in. http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1669/klimat-zmienial-sie-zawsze-cz-16-energia-przyjmowana-i-emitowana-przez-ziemie.
2. Jakie to cykle, skoro:
- mamy największe stężenie CO2 w atmosferze od kilku bądź nawet kilkunastu milionów lat?
- błyskawicznie, masowo i powszechnie znikają liczące tysiące lat lodowce
- tak małej ilości lodu w Arktyce nie było od stuleci (co widzimy z obserwacji), tysiącleci (co widzimy pośrednio z proksy); a wolna od lodu Arktyka (być może w ciągu kilku lat) ostatnio była bez lodu ponad 100000lat temu
- rozmarza wieczna zmarzlina i lądolód zmrożone od setek, tysięcy i dziesiątek tysięcy lat.
- ...
3. "Odciski zmiany klimatu" wyraźnie wskazują na gazy cieplarniane jako przyczynę ocieplenia. http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1669/klimat-zmienial-sie-zawsze-cz-16-energia-przyjmowana-i-emitowana-przez-ziemie
Gdyby nie nasz wpływ, to czynniki naturalne (aktywność słoneczna, zmiany orbity, ...) powodowałyby ochłodzenie.
4. Bawienie się w sinusoidy zmian klimatu (co robią też niektórzy nasi geografowie) może miałoby jakiś sens na planecie, na której nasz wpływ byłby niewielki - ale ten wpływ jest coraz mocniejszy (patrz poprzednie punkty) i żeby analizować zmianę klimatu i prognozować na przyszłość należy uwzględnić nasz wpływ - zarówno ten ocieplający, (np.od CO2 i innych gazów cieplarnianych, sadzy, ozon troposferyczny, ...) jak i ochładzający (szczególnie aerozole) - i robi się to http://en.wikipedia.org/wiki/Radiative_forcing
5. Są osoby, które po prostu nie wiedzą i chcą zrozumieć, jeśli do nich należysz i popracujesz nad tematem, zrozumiesz tę "klimatyczną układankę", polecam np. http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1646/klimat-zmienial-sie-zawsze-cz-1 tudzież książkę http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/67613/globalne-ocieplenie.html. Polecam też http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1983/sabrina-carlinfan-fraktal-co2-czyli-doswiadczenia-z-globalnym-ociepleniem
A jeśli nie, to pozostaje zgodzić się z Tobą, że "przekonamy się w ciągu najbliższych lat".
Patrz na zmiany temperatury globalnej, Arktykę, lodowce, rekordowe fale upałów - zobaczymy, czy będzie się ochładzać, czy ocieplać i czy Arktyka "wróci do normy".

02.01.2013 18:28 magi

To posłuchajcie polskiego autorytetu.

http://www.youtube.com/watch?v=-9GZYlv-FVc

02.01.2013 19:02 Realista

Według Zbigniewa Jaworowskiego, twojego "autorytetu":
- na początku holocenu było 7 stopni cieplej, niż dzisiaj
- ludzkość posiada zasoby uranu wystarczające na 272 000 lat
Czy uważasz, że słowa tego człowieka są w ogóle cokolwiek warte?

02.01.2013 22:40 Marcin Popkiewicz

@MAGI
Autorytet? Emerytowany lekarz radiolog?
Ale pal licho. Spotkałem kiedyś Zbigniewa Jaworowskiego w TV. To, jak żenujące rzeczy mówił było wręcz przerażające.
W swoim czasie, po przeczytaniu artykułu Jaworowskiego "Idzie zimno" http://archiwum.polityka.pl/art/idzie-zimno,357344.html spędziłem trochę czasu nad sprawdzaniem jego argumentów.
„Idzie zimno!” okazało się tak potworną piramidą manipulacji faktami, że doznałem wręcz wstrząsu psychicznego. Zadałem sobie pytanie – jak można tak wprowadzać w błąd? Dlaczego? Czy prof. Jaworowski nie rozumie tego o czym pisze, czy też dobrze rozumie ale celowo dezinformuje czytelników? Do dziś nie znam odpowiedzi. W reakcji na „Idzie zimno!” napisałem komentarz „Czy naprawdę »będzie zimniej«”. http://www.klimatdlaziemi.pl/index.php?id=209&lng=pl
Polecam oba teksty. Jeśli uznasz oba stanowiska za nie do pogodzenia, to masz rację. Zrób to, co ja – sprawdź czy ja się mylę, czy też prof. Jaworowski mijał się z prawdą. To było 5 lat temu, możesz więc sprawdzić, jak sprawdziły się prognozy Jaworowskiego. Dobra teoria naukowa powinna umieć przewidywać to, co dopiero nastąpi. Prof. Jaworowski przewidywał ochłodzenie, na podstawie wcześniejszych pomiarów chemicznych twierdził, że wzrost koncentracji CO2 jest naturalny i chwilowy, a lód w Arktyce ma się znakomicie. Klimatolodzy przewidywali dalszy wzrost stężenia CO2 w atmosferze, kolejne rekordy temperatury i dalszy rozpad lodów Arktyki. Celowo nie daję linków – poszukaj, kto miał rację.

02.01.2013 22:56 magi

Słuchajcie, nadszedł koniec kolejnego cyklu ocieplenia i w ciągu kilku lat nastąpi znaczne ochłodzenie.
Porównajcie sobie aktywność słoneczną.

http://www.home.earthlink.net/~christrask/Solar%20Activity%201600-2100.pdf

02.01.2013 22:58 magi

A tak to wygląda na wykresie NASA.

http://www.solen.info/solar/images/comparison_recent_cycles.png

02.01.2013 23:10 magi

To nie wszystko, weszliśmy też w chłodna fazę POD od 2008 roku, która trwa 30 lat. Pacific Decadal Oscillation. Dotyczy to temperatury północnego Pacyfiku, a wykryta przy okazji produkcji łososia.
Zwiększy się ilość chmur nad Pacyfikiem, także wskutek większej jonizacji atmosfery przez promieniowanie galaktyczne , przy zmniejszonej aktywności słonecznej. Nie wierzycie ? Zróbcie sobie wykres poziomu neutronów od 1965 roku, a zobaczycie jak błyskawicznie reaguje na zmiany aktywności Słońca.

http://cosmicrays.oulu.fi/

03.01.2013 9:12 magi

Tak wygląda aktualna , w porównaniu do prognozy Vukcevicza z 2003(!!!) roku aktualna aktywność pola magnetycznego Słońca.http://www.vukcevic.talktalk.net/GandF.htm

03.01.2013 11:48 magi

Mróz w Stanach, Chinach, chłód zabija w Indiach.
http://www.foxnews.com/world/2013/01/03/more-than-100-dead-as-northern-india-deals-with-historic-cold-spell/

03.01.2013 11:56 fraktal

@ kretyn
"Jeżeli tak wygląda aktualna temperatura oceanów, to gratuluję zwolennikom globalnego ocieplenia.
http://weather.unisys.com/surface/sst_anom.gif"
Nie wygląda. Więc?

"Idzie zimno"
Myślisz że to dla nas nowość? Już od pięciu lat idzie. Jaworowski zawsze ogłaszał że w następnym roku nas zmrozi, tylko że świat nie chciał się dopasować do jego "przewidywań" i każdy z tych lat był w czołówce najcieplejszych.
Tu masz następną "prognozę" zlodowacenia opartą na epicyklach
http://meteomodel.pl/BLOG/wp-content/uploads/2011/07/archibald.png
To tak jak ten facet który przewidywał koniec świata w maju 2011. Nie było, to "przewidywał" że w listopadzie. Jak widać denialiści też tak mają.

PS. Zamiast trollować popłyń na równik sprawdzić czy woda ma -3 stopnie Celsjusza.

03.01.2013 11:58 fraktal

@ kretyn
"Mróz w Stanach"
Mróz w styczniu? Tego jeszcze nie było!

03.01.2013 14:01 magi

Szkoda , że jesteś nieukiem i nie widzisz , że te dane pokazują ANOMALIA temperatury oceanów i to z dokładnością do dnia poprzedniego. Pewnie tego też nie zauważyłeś ? A wiesz w ogóle jak można wykorzystać dane satelitarne ?

03.01.2013 14:28 mag

Mówię oczywiście o tych danych. http://weather.unisys.com/surface/sst_anom.gif

A jeśli chodzi o Stany, to będzie jedna z ostrzejszych zim od wielu lat. Wystarczy spojrzeć na północno-wschodni Pacyfik, skąd zimne fronty już od huraganu Sandy atakują Amerykę Północną.

03.01.2013 14:34 mag

01 stycznia Coverage Śnieg Ustawia nowy rekord w USA

Przez Jillian Macmath , pisarz Personel AccuWeather.com
03 stycznia 2013, 06:40
Więcej Usługi Udostępnianie Share | Share on Facebook Share on MySpace Udostępnij na Google Podziel się na Twitter
Z 67 procent przyległej USA pokryte śniegiem, w pierwszy dzień 2013 roku zaznaczył najszerszy zasięg śniegu US widział się 1 stycznia w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

(Uwaga: Procenty pokrycia śniegiem tylko obliczany od 2004.)

03.01.2013 14:47 Marcin Popkiewicz

@MAGI, FRAKTAL Darujcie sobie epitety, proszę.
@ MAGI
Żeby sfokusować dyskusję: rozumiem, Magi, że Twoja teza brzmi, że obecna zmiana klimatu jest niewielka, ma przyczyny naturalne i będzie się ochładzać, a wynika to ze zmian aktywności słonecznej (wzmacniane przez różne mechanizmy typu przepuszczanie promieniowania kosmicznego, które tworzy zarodki do formowania się chmur: niska aktywność Słońca -> dużo docierającego do Ziemi promieniowania kosmicznego -> większe zachmurzenie -> dodatkowe ochłodzenie) oraz zmiany prądów oceanicznych (coraz chłodniejsza faza PDO, ENSO, AMO). Czyli przewidujesz ochłodzenie (kiedy będzie widoczny spadek średniej temperatury globalnej?).
Dobrze zrozumiałem Twoją tezę? Jeśli tak, potwierdź, jeśli inaczej napisz jak uważasz.

03.01.2013 14:53 fraktal

@ MAG(I)
1. Używasz prawicowej interpunkcji.
2. W jakim języku jest twój ostatni komentarz?
3. O co ci w ogóle chodzi? Może zamiast trollować, przedstaw swoją teorię i jakieś uzasadnienie trzymające się kupy. W jaki sposób można dyskutować z sieczką złożoną z przypadkowych obrazków i przypadkowych notek prasowych tłumaczonych chyba mikserem albo wiertarką?

03.01.2013 21:57 mag

Na Alasce temperatura obniżyła się o 1,3 st. C od 2000 r. "To duży spadek w ciągu dekady. Nie da się ukryć, że mamy do czynienia z wyziębianiem się Alaski", czytamy w raporcie Uniwersytetu Alaska. Opracowanie zostało stworzone na podstawie danych ze stacji meteorologicznych rozmieszczonych na Alasce w różnych strefach klimatycznych. 19 z 20 stacji zarejestrowało spadek temperatury na przestrzeni lat.
Terenem, gdzie najbardziej się ochłodziło, okazała się zachodnia i południowa Alaska, zwłaszcza rejon King Salmon w okręgu Lake and Penisula. Tam w ciągu dekady temperatura spadła o 2,5 st. C.

03.01.2013 22:01 Marcin Popkiewicz

@MAG
Poprosiłem Cię o konkret. Nie serwuj więc galopu Gisha pisząc o tym, jak to PDO wpływa lokalnie na klimat Alaski. Czekam na konkrety, a nie "zbieranie wisienek".

03.01.2013 22:06 mag

To nie moja teoria , ale Vukcevica, ogłoszona w 2004 roku. On jako jedyny przewidział przebieg aktualnego cyklu słonecznego. Problem w tym, że spadek aktywności słonecznej nie dotyczy jednego , lecz kilku kolejnych cykli, co najmniej 4. W tym czasie będzie spadać temperatura na półkuli północnej, a największy spadek nastąpi w ciągu 30 najbliższych lat.

03.01.2013 22:10 Marcin Popkiewicz

@MAG
Ponawiam prośbę: doprecyzuj poglądy.

03.01.2013 22:16 mag

Wejdźcie sobie na ten adres i jest tam wszystko wyjaśnione, łącznie z uaktualnionymi danymi dotyczącymi tego cyklu. A jest on zupełnie nietypowy. NASA sama przyznaje, że tak słabego cyklu nie było od ponad 100 lat.

http://www.vukcevic.talktalk.net/GandF.htm

03.01.2013 22:29 fraktal

@ Mag
Nie o tym była dyskusja. Podałeś w wątpliwość całą klimatologię. Cykl słoneczny sobie może być słaby (czy informacje tego gościa są prawdziwe, to mało ważne w tym kontekście), ale powołujesz się na bzdury Jaworowskiego. To czy będzie słabszy czy silniejszy cykl ma się nijak do podstaw fizyki klimatu, które próbowałeś strollować.

03.01.2013 22:44 mag

Fraktal czy żyłeś w czasie minimum Daltona ? Nie , to skąd wiesz co się będzie działo, jeśli aktywność będzie na tym poziomie jak 200 lat temu ? Może twój pradziad uczestniczył w kampanii Napoleona na Rosję ? Może opowiadał komuś , że średnia stycznia w 1812 roku w Moskwie wynosiła -30 st. C ? Nic nie wiesz na ten temat , prawda ?A to było właśnie w okresie minimum Daltona. Jaki wniosek ? Wkrótce przekonamy się na własnej skórze, a teraz czekajmy.

03.01.2013 22:59 Marcin Popkiewicz

Rzeczywiście mamy bardzo niską aktywność słoneczną. Można zadać pytanie, co będzie, jak spadnie np. do poziomu minimum Daltona (z początku XIX wieku) czy wręcz minimum Maundera (z małej epoki lodowej w II połowie XVII wieku)?

1. Aktywność słoneczna spada. I to już od lat 70. Tymczasem każda kolejna dekada była w tym czasie cieplejsza od poprzedniej.
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1902/aktywnosc-sloneczna-a-klimat-czy-slonce-powoduje-globalne-ocieplenie
Dziwne... Im bardziej podkreślamy wcześniejszą korelację pomiędzy otrzymywaną od słońca energią, a temperaturą, tym bardziej...
wychodzi na to, że w ostatnich dekadach zaczyna dominować inny czynnik.
Czyżby były to gazy cieplarniane?

2. W tym minimum aktywności słonecznej Ziemia nadal szybko absorbuje energię.
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1907/czy-globalne-ocieplenie-nadal-postepuje
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1669/klimat-zmienial-sie-zawsze-cz-16-energia-przyjmowana-i-emitowana-przez-ziemie
Wychodzi na to, że w ostatnich dekadach zaczyna dominować inny czynnik.
Czyżby były to gazy cieplarniane?

3. Monitorujące temperaturę oceanów boje sieci Argo pokazują, że oceany nagrzewają się od góry, tak jakby wpływ ogrzewający był coraz silniejszy. Przy spadającej aktywności Słońca. Czy to nie dziwne?
http://ziemianarozdrozu.pl/dl/Guide_Skepticism_Polish.pdf (ramka 3)
Wychodzi na to, że w ostatnich dekadach zaczyna dominować inny czynnik. Czyżby były to gazy cieplarniane?

4. A gdyby aktywność słoneczna spadła do tej z Małej Epoki Lodowej (owszem, to możliwe)?
Badania wykazują, że w czasie minimum Maundera różnica irradiancji w stosunku do czasów obecnych była rzędu 1 W/m2.
Balmaceda, Krivova i Solanki szacują ją na 1,3 W/m2, Wang, Leen i Sheeley Jr na 1 W/m2, a Svalgaard i Cliver na 0,5 W/m2.
Wynika z tego, że gdyby faktycznie czekało nas minimum Maundera, zmiana w ilości docierającej do Ziemi energii słonecznej byłaby nie większa, niż mierzona dla 11-letniego cyklu słonecznego, i przekładałaby się na 0,08-0,22 W/m2 wymuszenia radiacyjnego.
Możemy to porównać z wartością antropogenicznego wymuszenia radiacyjnego, będącego efektem zmiany składu atmosfery dokonanej do tej pory przez spalanie ropy, węgla i gazu. Szacowana jest ona 1,6 W/m2 - wielokrotnie więcej, niż zmiana irradiancji. Do 2030 roku dołożymy do tego kolejne 2 W/m2, a bez redukcji emisji gazów cieplarnianych wartość odpowiadającego im wymuszenia radiacyjnego może sięgnąć pod koniec wieku nawet 8 W/m2 - kilkadziesiąt razy więcej, niż wpływ zmiany irradiancji odpowiadający minimum Maundera.
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/274/ciche-slonce-i-lia
Jak miałby się wpływ niskiej aktywności słonecznej do wpływu rosnącej koncentracji atmosferycznej gazów cieplarnianych?
To proste obliczenia, a wynik można zobaczyć na rys. 2 i 3 tutaj http://www.skepticalscience.com/print.php?n=143
Mała epoka lodowa nie jest więc możliwa, nawet jeśli aktywność Słońca spadnie do rekordowo niskiego poziomu.

Dziękuję MAGi za nadanie ciekawego tematu, po uczesaniu będzie z tego ciekawy artykuł.

03.01.2013 23:07 mag

Piszesz nieprawdę. Aktywność słoneczna zaczęła spadać od 2000 roku..

http://solarscience.msfc.nasa.gov/images/Zurich_Color_Small.jpg

03.01.2013 23:14 fraktal

@ Mag
To co pokazujesz to liczba plam.
Marcin wyjaśnił to co należy wiedzieć, a ja sobie pozwolę złośliwie zauważyć, że w tym przerażającym minimum Daltona - tu cytat:
"natomiast zima r. 1995 (-5,3oC) była ponad sześciokrotnie zimniejsza niż w r. 1797 (-0,8oC)."
Słowa twojego Autorytetu we własnej osobie.

03.01.2013 23:34 Globcio to bzdura

Trochę trudno mi o tym pisać. Na Wasz portal wszedłem żeby wyśmiać ekooszołomów od globalnego ocieplenia, OilPeaku itp. Mimochodem trochę tu poczytałem, ale zmiana poglądów trudna rzecz. Dopiero książka pana Marcina spowodowała wstrząs.
AZG - dziękuję Ci za książkę.
Panie Marcinie - PRZEPRASZAM. 'Świat na rozdrożu' powinien przeczytać każdy. To kuracja wstrząsowa.
Rozdział o klimacie chyba najtrudniejszy, ale napisany niesamowicie - od niego zresztą zacząłem przeglądanie książki. Te pierwsze 2 strony z quizem genialne - wszystkie obiegowe argumenty, że zmiany kliamtu to ściema - i rozwiązanie quizu, że te wszystkie argumenty to prawda. I że pomimo tego, a może dlatego mogą być problemem. Wkręca. Potem przeczytałem wszystko. Z wypiekami na twarzy jakby cały zakręcoiny świat układał się w sensowną całość. Katharsis.
Jeszcze raz sorry. Chyba zmienię ksywę.
Magi - przeczytaj 'Świat na rozdrożu'.

05.01.2013 10:21 mgr

http://cosmicrays.oulu.fi/
Proszę wysłuchać tej teorii i sprawdzić wzrost poziomu neutronów w atmosferze, pod podanym wyżej adresem. Neutrony powstają w atmosferze pod wpływem jonizującego promieniowania kosmicznego, które tworzy jądra kondensacji dla tworzenia się chmur nad oceanami.
http://www.youtube.com/watch?v=ptx8_tXDTRI
To właśnie zmiany w ilości chmur wpływają na ogrzewanie się oceanów.

05.01.2013 13:56 Realista

Z filmu "mgr":
"Mój szef dokonał niezwykłego odkrycia - stwierdził, że między aktywnością Słońca, a temperaturą na Ziemi istnieje ścisła korelacja. To właśnie wtedy uświadomiłem sobie wpływ chmur na ziemski klimat."
O wpływie Słońca poczytaj sobie tu:
http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/125/wplyw-slonca-na-zmiany-temperatury-ziemi

05.01.2013 16:07 mgr

Jeżeli aktywność Słońca będzie nadal maleć tak , jak jest to teraz, to w ciągu kilku lat przekonamy się w praktyce, kto ma rację. A emisja neutronów po 2006 roku osiągnęła najwyższy poziom od początku pomiarów i mimo maximum niewiele spadła. W tej sytuacji praktyka pokaże prawdę.

05.01.2013 17:58 Marcin Popkiewicz

@MAGI/MAG/MGR
Rozumiem, że skoro już wyjaśniliśmy, że to nie wzrost aktywności Słońca wpływa na wzrost temperatury, to przechodzimy do kolejnego punktu, że to zmiany promieniowania kosmicznego?

Pisaliśmy już o tym:
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1137/mity-sceptykow
http://doskonaleszare.blox.pl/2009/02/Globalne-ocieplenie-i-promieniowanie-kosmiczne.html
http://doskonaleszare.blox.pl/2011/08/CLOUD-i-spin.html
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1161/nicola-scafetta-i-denializm-totalny

A galaktyczne promieniowanie kosmiczne (GCR)?
http://www.skepticalscience.com/pics/GCRsvsTemps.jpg
Na wykresie zestawiona jest liczba zliczeń neutronów na minutę na podst Neutron Monitor Database (http://www.nmdb.eu/ - absolutnie zgodne z http://cosmicrays.oulu.fi/webform/query.cgi?startday=05&startmonth=12&startyear=1964&starttime=00%3A00&endday=05&endmonth=01&endyear=2013&endtime=23%3A30&resolution=Automatic+choice&picture=on). Skala osie y odwrócona, bo niższe GCR powinno oznaczać wyższą temperaturę) vs średnia temperatura powierzchni Ziemi (dane NOAA NCDC).
Brak korelacji. Dodam, że ostatnio natężenie promieniowania kosmicznego jest bardzo wysokie http://www.skepticalscience.com/a-detailed-look-at-galactic-cosmic-rays.html , a więc… powinno się ochładzać?
Jeszcze więcej w temacie http://www.skepticalscience.com/cosmic-rays-and-global-warming-advanced.htm

Polecam też http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/879/co2-a-klimat-wyklad-prof-alleya-na-konferencji-agu
Znajdziesz tu odpowiedzi na swoje pytanie. 40000 lat temu natura przeprowadziła eksperyment. Na filmie w momencie 42:20 zobacz co się stało z klimatem 40000 lat temu, gdy natężenie promieniowania kosmicznego docierającego na Ziemię wzrosło dwukrotnie.

Acha, mogę się założyć, że o ile nie wybuchnie wielki wulkan, to w najbliższym roku z El Nino będziemy mieć najgorętszy rok w historii pomiarów.
Jak już tak wnikasz w prądy oceaniczne, to może zainteresuje Cię, że 2011 był najcieplejszym rokiem w historii pomiarów spośród lat z La Nina http://www.skepticalscience.com/2011-Global-Climate-Status_WMO.html.

06.01.2013 9:05 mg

Dzięki za wyjaśnienia, tylko nie rozumiem, dlaczego nie widzisz ścisłej zależności aktywności Słońca i dostępu promieniowania kosmicznego do atmosfery ziemskiej.
Jeśli zrobisz sobie wykres pomiaru neutronów od np.1964 roku widać to bardzo wyraźnie.

http://cosmicrays.oulu.fi/

06.01.2013 21:56 Marcin Popkiewicz

@Mag/MG/MGR/MG
Proszę, zrobiłem - dane są w Excelu i można obejrzeć http://www.ziemianarozdrozu.pl/dl/tmp/Temp-Neutr.xls
Dane strumienia neutronów Oulu CRS: http://cosmicrays.oulu.fi/ (roczne skorygowane na ciśnienie)
Dane temperatury NASA GISS: http://data.giss.nasa.gov/gistemp/tabledata_v3/GLB.Ts+dSST.txt
Każdy może porównać i stwierdzić korelację lub jej brak. Ja nie widzę. Może wyjaśnisz dokładniej gdzie widzisz tę korelację?
Dodam jeszcze, że dwa najcieplejsze lata w historii pomiarów to 2005 i 2010
Ja odrobiłem pracę domową i zapoznałem się z Twoimi linkami. Ty też, mam nadzieję? W szczególności poproszę o komentarz do Alleya.

06.01.2013 22:59 mg

Dziwne , ja sobie zrobiłem wykres nie roczny, ale od początków pomiarów od 1964 roku, żeby objąć kilka cykli słonecznych ( chyba logiczne gdy mówi się o aktywności Słońca) . Wykres jest oczywisty, a szczególnie poziom w latach 2007 do 2009, najwyższy na wykresie. Nie mogę go wkleić, dlatego mam prośbę, żebyś ty to zrobił. Od 1964, jeśli nie jest to dla Ciebie problemem. Wtedy będziemy wiedzieli o czym mowa.

06.01.2013 23:05 mg

Dotychczas nie odnotowano tak długiego czasu utrzymywania się wysokiego poziomu neutronów. Przy trwającej od lat 50 bardzo wysokiej aktywności Słońca te okresy były o wiele krótsze, niż w tym cyklu. Zobacz jak niewiele spadł poziom neutronów mimo maximum.

07.01.2013 23:27 Marcin Popkiewicz

@MG
W Excelu masz przecież komplet danych promieniowania kosmicznego od początku 1965 roku, czyli kilka cykli słonecznych.
Poziom neutronów jest ostatnio trochę wyższy od średniej, ale nie rozumiem, jakie wnioski z tego wyciągasz.
Czy dobrze rozumiem Twoją argumentację:
spadek aktywności słonecznej w ostatnich dekadach (obserwowany, a jakże)
powoduje
wzrost docierającego do Ziemi strumienia promieniowania kosmicznego (obserwowanego)
co z kolei
powoduje wzrost ilości jąder kondensacji dla chmur, co ma mieć wpływ chłodzący.

Czy dobrze rozumiem czy coś inaczej?

08.01.2013 18:47 mg

Tak właśnie. Jest tylko jedna ważna sprawa, długość trwania słabej aktywności Słońca i spowodowanego tym zwiększonego natężenia promieniowania kosmicznego. To jest sedno sprawy. Na razie sprawdza się teoria Vukcevica co do spadku aktywności magnetycznej Słońca , a jego przewidywania mówią , że następnego maximum możemy prawie nie mieć. Oznacza to dalszy wzrost promieniowania kosmicznego, przez następne dziesiątki lat. Na dowód zobacz aktualny diagram NASA dotyczący magnetycznego pola Słońca. Widać wyraźne zbliżenie biegunów, a w następnym cyklu mają być jeszcze bliżej.

http://www.solen.info/solar/polarfields/polar.html

08.01.2013 22:11 mg

Należy pamiętać jeszcze o jednej rzeczy. Chodzi o specyficzne niskie białe chmury nad oceanami, które odbijają promieniowanie słoneczne. Normalnie jest ich mniej nad oceanami, właśnie z uwagi na brak jąder kondensacji. Ale jak wiesz jony są dobrymi jądrami kondensacji, a one produkowane są kaskadowo z gazów atmosferycznych przez np. neutrony.

09.01.2013 1:02 ng

@MG Czy te chmury są wystarczające aby Ziemia zaczęła wypromieniowywać więcej energii niż dostaje od Słońca i kiedy to się stanie pomimo wzrostu ilości gazów cieplarnianych?

09.01.2013 8:00 mg

Podkreślam, że nie są to jakieś domysły. Obie teorie, zarówno Vukcevica jak i Svensmarka są dobrze opracowane już od kilku lat , a ich weryfikacja następuje, ponieważ aktywność słoneczna jest niska.
Zmiany klimatyczne będą bardziej dramatyczne niż nam się wydaje, gdyż to oceany wpływają łagodząco na klimat. Ich znaczne schłodzenie doprowadzi do skrajnych zjawisk atmosferycznych.

09.01.2013 8:07 mg

A to przykład działania promieniowania kosmicznego w atmosferze:
Węgiel-14 lub poprawniej 14C – promieniotwórczy izotop węgla, odkryty 27 lutego 1940 roku przez Martina Kamena i Sama Rubena. Jądro atomowe 14C zawiera 6 protonów i 8 neutronów.
Węgiel-14 powstaje w górnych warstwach troposfery i w stratosferze w wyniku pochłonięcia neutronu przez atom azotu. Neutrony powstają w wyniku oddziaływania promieniowania kosmicznego z atomami atmosfery.

09.01.2013 21:47 Marcin Popkiewicz

@MG
Podsumuję więc:
1. Zmiany aktywności słonecznej wpływają na klimat - zarówno bezpośrednio (mała jasność Słońca to spadek temperatury), jak i pośrednio (mała aktywność Słońca -> więcej promieniowania kosmicznego -> więcej chmur -> ochłodzenie).
2. Przez ostatnie dziesięciolecia aktywność słoneczna spada (a ilość promieniowania kosmicznego w związku z tym rośnie), a więc zgodnie z teoriami Svensmarka, Vukcevica i Lindzena powinno się ochładzać - zresztą publikowali takie prognozy już wiele lat temu.
tymczasem
3. Przez ostatnie dekady temperatura Ziemi rośnie, Ziemia pochłania energię. Zmiany przebiegają więc w drugą stronę. Oznacza to, że ochłodzenie od Słońca i promieniowania kosmicznego jest (znacznie) mniejsze od innych czynników.
4. Znane czynniki (gazy cieplarniane, aerozole, prądy oceaniczne, wulkany, ...) bardzo dobrze wyjaśniają obserwowane zmiany temperatury. Nawet jeśli jest jakiś wpływ promieniowania kosmicznego, to jest on bardzo niewielki.
Jak by tego nie mierzyć (14C, neutrony, 10Be, ...) wcześniejsza korelacja promieniowanie słoneczne-temperatura skończyła się kilkadziesiąt lat temu. Pisaliśmy już o tym kilka lat temu http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/125/wplyw-slonca-na-zmiany-temperatury-ziemi

Mogę pisać dalej, ale najpierw chcę mieć pewność, że zapoznajesz się z materiałami (ja z Twoimi się zapoznałem). Obejrzyj proszę i skomentuj wykład Alleya - to 50 minut - dasz radę.

10.01.2013 14:59 mg

Mamy różne poglądy na wpływ działalności człowieka na długofalowe zmiany klimatyczne. Uważam, że cykle naturalne są ważniejsze. Uważam, ze to ocieplenie powodowało wzrost CO2 w atmosferze, ponieważ wiadomo, że cieplejsze oceany uwalniały więcej gazów cieplarnianych, także metanu, a wina człowieka polega na zmniejszaniu terenów zielonych, co wpływa na mniejszą produkcję tlenu.
Ponieważ zmiany w słonecznym polu magnetycznym wskazują na kilkadziesiąt lat niskiej aktywności Słońca, to nasza gwiazda pokaże , kto rządzi klimatem na Ziemi. Poczekamy, zobaczymy.
Nie wystarczą same dane statystyczne sprzed 10 lat , żeby mnie przekonać. Przedstawiłem Ci dwie logicznie spójne teorie. Chciałbym wiedzieć jak konkretnie CO2 wpływa na ocieplenie , jaki jest mechanizm działania, przy jego znikomej ilości w atmosferze. Statystki mają to do siebie, że się zmieniają, wkrótce się przekonamy.

10.01.2013 15:48 Marcin Popkiewicz

@MG
Każdy ma prawo do własnej interpretacji - ale nie do własnych faktów.

1. "Uważam, ze to ocieplenie powodowało wzrost CO2 w atmosferze, ponieważ wiadomo, że cieplejsze oceany uwalniały więcej gazów cieplarnianych".
Absolutnie nieprawda. Twierdzenie, że zmiany atmosferycznej koncentracji CO2 są naturalne, są niezgodne z obserwacjami.
Pisałem już o tym np. w http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1657/klimat-zmienial-sie-zawsze...-cz-10-dwutlenek-wegla. Dodam jeszcze http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/710/

2. "Nie wystarczą same dane statystyczne sprzed 10 lat , żeby mnie przekonać".
Zrobiłem Ci więc Excela sięgającego na dziesięciolecia wstecz i podałem linki sięgające znacznie dalej w czasie. Jeśli z temperaturą czy CO2 czy aktywnością Słoneczną to za mało, to może wystarczą Ci miliony i miliardy lat? Obejrzyj wreszcie Alleya http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/879/co2-a-klimat-wyklad-prof-alleya-na-konferencji-agu (bo mam wrażenie, że w ogóle nie zapoznajesz się z tym, co Ci proponuje).

3. "Chciałbym wiedzieć jak konkretnie CO2 wpływa na ocieplenie , jaki jest mechanizm działania, przy jego znikomej ilości w atmosferze"
Nie będę robił wykładu w komentarzach, ale jeśli RZECZYWIŚCIE chcesz wiedzieć:
Jeśli czytasz po angielsku, polecę np.: www.ziemianarozdrozu.pl/dl/PrinciplesOfPlanetaryClimate.pdf
Jeśli wolisz po polsku, to polecę http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/67613/globalne-ocieplenie.html
Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic wpadnij np. na jakiś wykład prof. Szymona Malinowskiego z fizyki UW - dobrze wyjaśnia to o co pytasz (zajawka http://www.igf.fuw.edu.pl/igf/images/stories/zfa/popularyzacja/klimat14.pdf)

15.01.2013 16:57 mg

Odwróćmy sytuację. Do tej pory kilka czynników wpływało na wzrost ocieplenia, np. wzrost ilości gazów cieplarnianych, wysoka aktywność słoneczna przez co najmniej 50 lat. Co będzie jak wystąpi zbieg takich czynników jak wysoka emisja pyłów wulkanicznych ( aktualnie trzy bardzo aktywne wulkany kamczackie wyrzucają do atmosfery mnóstwo popiołu), obniżona aktywność słoneczna przez kolejne 50 lat i silne promieniowanie kosmiczne( nasz układ znajduje się obecnie w odgałęzieniu odnogi Strzelca). Czy są jakieś wyliczenia , które przewidują taką sytuację ?

15.01.2013 21:04 Marcin Popkiewicz

Akurat aktywność słoneczna NIE wpływała ostatnio na wzrost temperatury - jeśli już to na jej spadek.

A odpowiadając na Twoje pytanie - co by było gdyby aktywność słoneczna spadła do poziomu minimum Maundera?
To proste obliczenia, a wynik można zobaczyć na rys. 2 i 3 tutaj http://www.skepticalscience.com/print.php?n=143 Mała epoka lodowa nie jest więc możliwa, nawet jeśli aktywność Słońca spadnie do rekordowo niskiego poziomu.
Wulkany? Nawet wielki wybuch ochładza klimat tylko na 2-3 lata (te wulkany kamczackie to normalna działalność, można powiedzieć normalne "tło"). O ile wulkany nie zaczną nagle seryjnie wybuchać lub nie nastąpi erupcja superwulkanu (np. Yellowstone), to ich wpływ będzie pomijalny.

15.01.2013 22:27 mg

To jak wytłumaczyć tak niskie temperatury tej zimy na całej półkuli północnej ? A to dopiero środek zimy. Kolejna fala ostrych mrozów od 20 stycznia w Stanach i południowej Kanadzie. U nas też pomrozi porządnie, a przed nami jeszcze luty.

15.01.2013 22:32 Marcin Popkiewicz

@MG
Zanim wyjaśnię, zechciej proszę napisać, co w statystyce oznacza "zbieranie wisienek".

20.01.2013 8:39 MG

To ja Ci wyjaśnię. Jest to skutek zafalowania prądu strumieniowego w stratosferze, którego ,jak wiesz nie mogły spowodować gazy cieplarniane. Anglicy zorientowali się już wcześniej, że takie anomalie w stratosferze może powodować tylko promieniowanie kosmiczne, a występują one już od kilku lat, od kiedy drastycznie spadła aktywność słoneczna. Pomyśl , co może być za 30 lat, jeśli spadek aktywności będzie się utrzymywał. Powiem Ci. Za kilka lat teoria o wpływie człowieka na globalny klimat będzie historią.
http://www.upi.com/Science_News/2009/01/27/Cosmic-rays-reflect-stratospheric-weather/UPI-12301233068804/#ixzz2IS5t5Ryz

21.01.2013 13:58 Marcin Popkiewicz

@MG
Wyraźnie nie czytasz linków, które Ci podesłałem. Szkoda.
Masz wielką pewność, że będzie się ochładzać.
Ciekaw jestem ewolucji Twoich poglądów, jak okaże się, że fakty nie będą pasować do Twojej teorii.
Z drugiej strony już nie pasują i nie wydaje Ci się to przeszkadzać.

Poczekajmy więc kilka lat i zobaczmy co się zdarzy.
Naprawdę wolałbym nie mieć racji - tyle że zasady fizyki działają niezależnie od tego, co byśmy woleli.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto