Uczeń Czarnoksiężnika

Kilka lat temu, podczas rozmowy ze znajomym profesorem, specjalistą od biotechnologii, zapytałem go, co myśli na temat tworzenia „zaprogramowanych” wirusów o określonych właściwościach, być może śmiertelnie groźnych i sprofilowanych, na przykład zaprojektowanych specjalnie do atakowania osób o określonym zestawie genów (np. należących do wybranej rasy). „Ja bym nie umiał” – odpowiedział, „ale znam człowieka, który mógłby coś takiego zrobić”. Co gorsze, w przeciwieństwie do programu mającego na celu wyprodukowanie broni jądrowej wcale nie potrzeba byłoby do tego budżetu liczonego w dziesiątkach miliardów dolarów. Wystarczyłoby kilku kompetentnych ludzi, jeden niezbyt duży budynek i powszechnie dostępny na otwartym rynku sprzęt naukowy kosztujący kilka/kilkanaście milionów dolarów.

AH5N1

Do dziś rozmowa ta nie daje mi spokoju, a myśli wróciły, gdy w grudniu zeszłego roku NY Times poinformował, że rząd amerykański wystąpił do prestiżowych czasopism naukowych Science i Nature o wstrzymanie publikacji dotyczących szczegółów przeprowadzenia eksperymentu stworzenia nowej odmiany śmiertelnie groźnego wirusa, obawiając się, że szczegółowe wyniki badań i dane o przeprowadzonych mutacjach mogą pozwolić terrorystom na odtworzenie eksperymentu i wywołanie epidemii.

W eksperymentach, przeprowadzonych w USA i Holandii, naukowcy stworzyli łatwo przenoszący się szczep śmiertelnego wirusa grypy, który normalnie nie przenosi się pomiędzy ludźmi. Prace były prowadzone w oparciu o wirusa ptasiej grypy A(H5N1), który bardzo rzadko infekuje ludzi, ale kiedy już zaraża, to w większości przypadków kończy się to śmiercią. Do wybuchu epidemii mogłoby też dojść nie tylko w wyniku celowego ataku. Niektórzy eksperci wyrazili obawy, że gdyby wirus wydostał się z laboratorium, nowa grypa zabiłaby miliony ludzi.

Naukowcy i redaktorzy czasopism naukowych z zasady bronią swobody publikacji idei i informacji i są przeciwni cenzurze w nauce. Dr Bruce Alberts, redaktor naczelny Science tym razem jednak nie miał takich oporów. „Uważam, że okrojenie publikowanych wyników badań to nie cenzura, ale odpowiedzialność środowiska naukowego. (…) Istnieją uzasadnione obawy o to, że zastosowane techniki badawcze mogą wpaść w złe ręce. Te wyniki badań pokazują, że możliwe jest wyewoluowanie nadzwyczaj niebezpiecznego wirusa, który będzie przenosił się drogą kropelkową w powietrzu przy kasłaniu i kichaniu”.

W środowisku naukowym rozgorzała ostra dyskusja o sensowności podobnych eksperymentów, a dzisiaj pojawiła się wiadomość, że naukowcy, którzy stworzyli ten szczep wirusa ptasiej grypy, tymczasowo przerwali swoje badania. Stwierdzają, że powinno powstać międzynarodowe forum, dzięki któremu można by przedyskutować kontrowersyjne kwestie.

W naszej kulturze powszechnie przyjmujemy, że cała historia ludzkości to ciąg nieodwracalnych i jednokierunkowych zmian w kierunku ulepszeń, a rozwój technologii jest dobry i oznacza postęp: pałka jest lepsza od pięści, strzała lepsza od pałki, a kula od strzały. Doszliśmy do tego wniosku empirycznie – bo to właśnie działa. I usprawnialiśmy dalej: od strzelb przeszliśmy do dział, potem samolotów i czołgów. Kiedy w doskonaleniu materiałów wybuchowych osiągnęliśmy już prawie wszystko, postęp pozwolił nam wymyślić jeszcze większe „bum” w postaci bomby atomowej, a potem termojądrowej.

Jednak, gdy „bum” może wysadzić cały nasz świat w powietrze, może jest to już zbyt wiele postępu? Wielu naukowców, którzy stworzyli bombę atomową zauważyło to już w latach 40. XX w., mówiąc politykom, że ta nowa broń powinna zostać zniszczona. Jednak zamiast tego zapadła decyzja o przyspieszeniu prac, a w kolejnych latach powstawało coraz więcej, coraz potężniejszych bomb – najpotężniejsze bomby miały moc 5000 razy większą od pierwszych bomb zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. Albert Einstein podsumował to gorzko: „Wyzwolenie mocy atomu zmieniło wszystko, oprócz naszego sposobu myślenia”.

Broń atomowa wydawała się przez pewien czas aberracją na poza tym korzystnej drodze postępu. W innych obszarach techniki, łącznie z paliwami kopalnymi, energetyką jądrową i pestycydami, wiara w postęp była niezachwiana. Jednak stopniowo coraz powszechniej zaczynamy dostrzegać ryzyko związane z siłami budzonymi przez postęp: biotechnologią, cybernetyką, nanotechnologią i innymi narzędziami, które są zbyt potężne jak na naszą odpowiedzialność.

Diabeł tkwi w szczegółach: dobre „bum” może być użyteczne; lepsze „bum” może oznaczać koniec świata. Postęp technologii stanowi swoistą pułapkę, szczególnie, że rozwiązanie tworzonych przez nowe potężne technologie problemów wymaga… kolejnych technologii. Technologia sama w sobie nie jest zła lub dobra – podobnie jak młotek – można nim wbijać gwoździe budując dom, a można komuś rozwalić głowę. Kiedy jednak potężna technologia, zdolna spowodować poważne szkody, dostaje się w ręce nieodpowiedzialnych ludzi (a jak wielu jest odpowiedzialnych?) lub ludzi z „misją” (pozbyć się Żydów/Arabów/Amerykanów/Chińczyków/…), to być może jest to zbyt wiele postępu?

Szczególnie, że za dramatycznym wzrostem naszej potęgi nie idzie zmiana naszej mentalności. Mamy te same mózgi, co nasi przodkowie z jaskini Cro-Magnon. Różnicą jest nasz kultura i technologia, ale nie nasze mózgi. Używając współczesnej analogii – działamy na XXI-wiecznym software, ale jest on zainstalowany na hardware liczącym sobie kilkadziesiąt tysięcy lat. Gdyby magicznym sposobem przenieść z jaskini w Cro-Magnon niemowlaka i wychować go w dzisiejszej rodzinie, to miałby on takie same szanse na zostanie astrofizykiem lub programistą, jak każde inne żyjące dziś dziecko.

Podobnie, jak inne gatunki, z którymi dzielimy tę planetę, uczyliśmy się metodą prób i błędów; jednak obecnie skala naszej działalności stała się tak olbrzymia, że nie możemy sobie już pozwolić na luksus popełnienia poważnych błędów. Świat jest już za mały na nasze wielkie pomyłki, a w miarę, jak rozgryzamy i upowszechniamy wiedzę o budowie wirusów, technologiach jądrowych czy nanorobotach, staje się on coraz mniejszy.

Komentarze

26.01.2012 0:46 gupol

w takim przypadku oprócz nowych technologii energetycznych, sposobu upraw i chodowli oraz nowej ekonomii, równorzędnie konieczne będzie wprowadzenie na szeroką skalę kwesii eyki i psychologii w cały system. możliwe że trzeba będzie zmienić profile sprawowawania władzy, wprowadzić rozwiazania redukujące poziom stresu w populacji i oddać więcej kompetencji w ręce kobiet:) to ciekawe że tam gdzie realna pozycja kobiet jest najwyższa, jednocześnie występuje najniższy przyrost naturalny;) być może trochę to komplikuje sprawy ale nie jest niewykonalne. pozatym chyba lepsze to niż np wymordować przy pomocy wirusa 4 miliardy biednych "połudnowców" po to żebyśmy mogli utrzymać obecny poziom życia na północy. w imię luksusu wielu chętnie przymknęłoby oczy. nikt się otwarcie do tego nie przyzna ale takie krypto sugestie padają wśród niektórych tutejszych "komentatorów":) perspektywa użycia takiego wirusa w pewnym momencie może stać się wyjatkowo kusząca a w razie czego będzie można skwitować cała sprawę jednym zdaniem: "mogli się nie rozmnażać":)

26.01.2012 16:15 Adi

Szczerze mówiąc Marcinie nie bardzo wiem czemu ma służyć ten artykuł ...

Ale garść luźnych spostrzeżeń wydalę:

Jeżeli jesteśmy skazani na depopulację czy zagładę na skutek wyczerpania źródeł dostępnej energii, to może jest tak że zapobiegliwa matka natura obstawiła nam wszystkie wyjścia i niepohamowany rozwój naszych technologii również prędzej czy później doprowadzi nas do depopulacji czy zagłady.

Być może odwieczne prawo natury jest takie, aby wszechświat kolonizowały inne bardziej ekologiczne, mniej energożerne ale daleko bardziej rozwinięte duchowo i intelektualnie istoty. Być może wymaga to zupełnie innej, o wiele dłuższej ścieżki ewolucji. Prymitywne pasożyty typu homo sapiens muszą wyginąć.

W dalszym ciągu upieram się, że depopulacja przebiegnie bardzo brutalnie, z użyciem wszelkich dostępnych technologii. Co zresztą logiczne, bo po cóż utrzymywać przy życiu konkurentów do końcówki pozostałych zasobów.

26.01.2012 23:15 Marcin Popkiewicz

@Adi
Bardzo często myśląc o tym, jak rozwiązać problemy (stworzone przez technologie, którymi się posługujemy), uznajemy, że jedynym wyjściem są technologie, które pozwolą rozwiązać te problemy. Jednak te nowe, coraz potężniejsze technologie tworzą nowe, jeszcze większe problemy, podnosząc stawkę.
Nawet zasadniczo dobre rozwiązania, jak nawozy sztuczne i inne aspekty zielonej rewolucji, które pozwoliły 3-krotnie zwiększyć plony, spowodowały podniesienie stawki. Idziemy po drabinie postępu w górę, wykopując jednocześnie pozostawiane za sobą szczeble w dole. Nie ma więc powrotu - musimy pędzić coraz dalej, coraz szybciej - piaski roponośne, gaz i ropa z łupków, odwierty oceaniczne, nowe typy reaktorów, GMO, cybernetyka, nanotechnologie postrzegamy (w dużym stopniu słusznie) jako rozwiązania obecnych problemów. Tyle że wraz z tymi nowymi potężnymi technologiami pojawiają się kolejne problemy - to problem skali ich zastosowania.
A z każdym kolejnym szczeblem w górę postępu - stawka rośnie. Podobnie jak cena porażki - bo kiedyś przyjdzie moment, kiedy nie wskoczymy na czas na kolejny szczebel.
Albo po prostu, jak w przykładzie wirusa, celowe użycie zbyt potężnej na naszą odpowiedzialność technologii doprowadzi do katastrofy.
Jeśli nie zmienimy mentalności, jeśli nadal będziemy eksploatować, a nie opiekować się planetą (bo na zostawienie wszystkiego "jak jest" jesteśmy już zbyt potężni i wszędobylscy), to skończymy marnie.
"Boska" moc w naszych rękach, przy naszym krótkoterminowym myśleniu własnymi korzyściami, to recepta na problemy.

Przeczytałem wczoraj http://www.nytimes.com/2012/01/25/science/earth/in-mackerels-plunder-hints-of-epic-fish-collapse.html?_r=1
Odnośnie tempa znikania nadmiernie odławianych ryb (za kilka lat łowisk może już w ogóle nie być) - z perspektywy łowiącego je rybaka
“It’s going fast,” he said as he looked at the 57-foot boat. “We’ve got to fish harder before it’s all gone.”
Asked what he would leave his son, he shrugged: “He’ll have to find something else.”

Czy my ludzie naprawdę zamiast mózgów mamy w głowie trociny???
Szczególnie w kontekście http://news.ph.msn.com/business/article.aspx?cp-documentid=5806368

Obawiam się, że nie dorośliśmy do posiadanej przez nas potęgi.

27.01.2012 7:53 Adi

Coś w tym jest, co piszesz. Tylko spójrz na problem z innej strony: jaką mamy alternatywę ? Zaprzestać badań naukowych i rozwoju technologicznego?

Fakt, że dosyć krótko żyjemy z tak potężnymi technologiami, ale jednak nic złego na masową skalę się nie wydarzyło. Z pewnością jest to strach przed samounicestwieniem. Bomba atomowa została użyta tylko dwa razy w historii ludzkości w celach militarnych i od tej pory nikt nie odważył się tego powtórzyć. Podobnie z wirusami. Zagrożenie jest ale póki co jeszcze się nie zmaterializowało nikt nie użył ani broni nuklearnej ani biologicznej ani chemicznej na masową skalę. Poza tym każdy kto użyje takiej broni, nawet USA, musi się liczyć z tym, że chwilę później będzie postrzegany przez cały świat jako śmiertelne zagrożenie ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Na koniec podlinkuję niezwykle ciekawy artykuł. Czyżby do ekonomistów zaczynało coś docierać?

http://forsal.pl/artykuly/588319,maxton_europa_i_usa_zbiednieja_trzeba_sie_z_tym_pogodzic.html


http://forsal.pl/artykuly/588319,maxton_europa_i_usa_zbiednieja_trzeba_sie_z_tym_pogodzic.html

21.03.2012 20:14 gupol

@Adi
Zaprzestać badań naukowych i rozwoju technologicznego?

nie w tym problem;)
nauka jest neutralna jak sztylet- wszystko zalezy od tego w jaki sposob bedziemy ja wykorzystywac- o to tu chodzi; od zawsze

Dodaj komentarz

Kod
kalkulator symulator

Informacje

Portal współfinansowany ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch, opieka merytoryczna DS Software.



logowanie | nowe konto