Klub sceptyków globalnego ocieplenia ma nowych wodzirejów – znanych lepiej jako republikańskich kandydatów w tegorocznych wyborach prezydenckich w USA.
Niezaprzeczalnym liderem w szerzeniu antynaukowych poglądów jest Rick Santorum. Santorum nie ogranicza się do zaprzeczania, że spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie staje się rosnącym problemem. Mówi on wręcz, że „nie ma takiej rzeczy jak globalne ocieplenie” i dodaje, że on „nigdy nie zakceptował absurdalnej nauki popierającej tę legendę”.
Santorum dla zasady po prostu nie akceptuje nauki, która nie pasuje do jego poglądów. Jako gorliwy ewangelizujący katolik, Santorum odrzuca też ewolucję i próbował nawet wprowadzić w szkołach publicznych obowiązek nauczania „teorii inteligentnego projektu”.
Santorum to tylko jeden z wielu przykładów. Przez wiele lat Republikańscy liderzy domagali się „solidnej nauki”, stawiając to jako warunek wprowadzenia w życie przepisów ochrony środowiska. Obecnie Republikańscy politycy na wszystkich szczeblach odrzucają solidną naukę, albo dlatego, że fakty naukowe nie pasują do ich prywatnych przekonań, albo dlatego, że licytują się o głosy antynaukowego skrzydła swojej partii. Zaufanie do nauki stało się w praktyce przeszkodą w karierze politycznej.
Cztery lata temu, Republikański kandydat na prezydenta John McCain mówił bez zastrzeżeń, że ludzie ogrzewają planetę i należy temu przeciwdziałać. W tym roku debaty republikańskie przypominają dyskusje na konwencji American Petroleum Institute (lobby przemysłu naftowego). Poza jednym wyjątkiem, wszyscy kandydaci zajęli stanowisko sprzeciwiające się fachowej opinii przytłaczającej większości naukowców. Ekonomista Paul Krugman trafnie zauważył w New York Times:
„Jest teraz bardzo prawdopodobne, że kandydat na prezydenta jednej z naszych dwóch głównych partii politycznych albo wierzy tylko w to, w co chce wierzyć, nawet jeśli jest to sprzeczne z dowodami naukowymi, albo udaje, że wierzy w to, co jego partia wymaga, żeby wierzył.”
W jednym narożniku ringu mamy „kameleonów”, którzy dopasowują swoją opinię do aktualnej sytuacji politycznej. Mitt Romney zmienił swoje zdanie tak diametralnie, że czasem wydaje się że prowadzi on debatę z samym sobą. Newt Gingrich w 2008 roku nakręcił wspólnie z liderem partii Demokratycznej Nancy Pelosi wideo wzywające do przeciwdziałania globalnemu ociepleniu. Teraz mówi on, że „była to najgłupsza rzecz jaką zrobiłem”. Ron Paul również zrobił zwrot w tył. Najpierw mówił on, że „coś się dzieje” i że ludzka działalność ma z tym coś wspólnego. Później jednak nazwał globalne ocieplenie „największym oszustwem w ciągu ostatnich 100 lat”.
W drugim narożniku siedzą zatwardziali denialiści: Rick Perry, Michelle Bachman i Santorum. Sceptycyzm Perry’ego jest zarówno ostry – uważa on, że klimatolodzy manipulowali danymi w celu zdobycia funduszy na dalsze badania, jak i obłudny – porównuje on sceptyków globalnego ocieplenia do postawy Galileusza w XVII wieku wobec przeciwników heliocentrycznej teorii Kopernika. W tym ostatnim argumencie Perry w rzeczywistości odwrócił przysłowiowego kota ogonem. Bowiem jak the Atlantic zauważa: „kiedy Galileusz publikował swoje prace naukowe na temat heliocentryzmu, ta idea była już dobrze znana i akceptowana przez naukowców, włącznie z Jezuitami. Galileusz nie został potępiony przez naukowców, lecz przez ówczesne władze polityczne i kościelne swojego kraju.”
W 1992
roku, 350 lat po śmierci naukowca, Kościół Katolicki formalnie oczyścił Galileusza
z wszystkich zarzutów. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli tak długo
czekać na osiągnięcie przez polityków konsensusu na temat globalnego
ocieplenia.
Żarty na bok, warto się zastanowić dlaczego grupa Republikańskich kandydatów na prezydenta niemal jednogłośnie popiera antynaukowe teorie sceptyków globalnego ocieplenia? (John Huntsman, jedyny kandydat, który otwarcie ogłosił swoje poparcie dla naukowców plasuje się aktualnie na samym dole w ankietach opinii publicznej z 2% głosów). Odpowiedź jest bardzo prosta: kandydaci mówią to, co wyborcy chcą słyszeć. Ale skąd ta nagła zmiana w poglądach wyborców należących do partii Republikańskiej? Naomi Klein w dogłębnym artykule o prowokującym tytule: „Kapitalizm vs. klimat” na portalu The Nation, zauważa to samo intrygujące zjawisko:
Kiedy opinia publiczna zmienia zdanie na temat wielkich zjawisk społecznych i politycznych, to trend tych zmian jest zwykle powolny. Nagłe zmiany – o ile zachodzą – są zwykle wywołane przez dramatyczne zdarzenia. Toteż badacze opinii publicznej są bardzo zdziwieni tym, jak bardzo poglądy na zmianę klimatu zmieniły się w ciągu zaledwie czterech lat. W 2007 roku ankieta Harrisa podała, że 71% Amerykanów wierzyło, że nieustające spalanie paliw kopalnych powoduje zmianę klimatu. Do roku 2009 liczba ta spadła do 51 procent a w czerwcu 2011 roku do 44 procent, znacznie poniżej połowy populacji. Według dyrektora Pew Research Center for People and Press, jest to „jedno z największych przesunięć w tak krótkim czasie widziane w ostatniej historii badań opinii publicznej”.
Jeszcze bardziej uderzające jest to, że zmiana ta zaszła niemal zupełnie tylko na jednym końcu politycznego spektrum. Jeszcze w 2008 roku problem miał w USA pozory dwupartyjnego poparcia. Z kolei dzisiaj, trzy czwarte zdeklarowanych Demokratów i liberałów wierzy, że ludzie zmieniają klimat – poziom niezmieniony, a nawet mający pewną tendencję wzrostową w ciągu ostatniej dekady. Dla kontrastu, Republikanie a zwłaszcza członkowie Tea Party, zdecydowanie odrzucają naukowy konsensus. W niektórych regionach, tylko około 20 procent zdeklarowanych Republikanów akceptuje konkluzje naukowców.
Reszta artykułu Naomi Klein przekonywująco wyjaśnia główny powód tej stosunkowo nagłej transformacji amerykańskiej prawicy. Na samym początku Klein opisuje swoje obserwacje z konferencji w stolicy USA:
Na szóstej Międzynarodowej Konferencji na temat Zmian Klimatu w Waszyngtonie, zorganizowanej przez finansowany m.in. przez koncerny paliwowe i energetyczne think tank Hartland Institute, podczas debaty plenarnej pada pytanie od jednego z uczestników: „Do jakiego stopnia działania przeciwko globalnemu ociepleniu są po prostu koniem trojańskim, którego brzuch jest pełen marksistowskiej doktryny socjalno-ekonomicznej?”.
Konferencja jest poświęcona zaprzeczaniu naukowego konsesusu, że ludzka działalność powoduje ogrzewanie planety. Nic dziwnego więc, że na tej konferencji powyższe pytanie kwalifikuje się jako pytanie retoryczne. To tak jakby zapytać niemieckich bankierów czy Grecy nie są wiarygodni. Paneliści nie omieszkali skorzystać z okazji, żeby przytaknąć, że pytający ma absolutną rację.
Stwierdzenie, że zmiana klimatu jest spiskiem mającym na celu zabranie wolności Amerykanom to jeszcze nie wszystko. Podczas konferencji można się też dowiedzieć, że obietnica prezydenta Obamy popierania lokalnych rafinerii biopaliw to w rzeczywistości „zielony komunitaryzm” podobny do maoistowskiego planu wytapiania żelaza w każdej zagrodzie. Harrison Schmitt, były Republikański senator i astronauta, stwierdził, że zmiana klimatu jest „szpiegowskim koniem narodowego socjalizmu”. Zaś Marc Morano, edytor denialistycznego portalu ClimateDepot.com określił obrońców środowiska jako „azteckich kapłanów, poświęcających rzesze ludzi dla udobruchania bogów w celu zmiany pogody.”
Jednak najczęściej usłyszysz tutaj wersję opinii uczestnika cytowanego na początku tego artykułu: że zmiana klimatu jest koniem trojańskim zbudowanym w celu obalenia kapitalizmu i wprowadzenia pewnego rodzaju eko-socjalizmu. Jak powiedział jeden z mówców: zmiana klimatu „ma niewiele do czynienia ze środowiskiem ale bardzo dużo ze spętaniem kapitalizmu i transformacją amerykańskiego stylu życia w celu globalnej redystrybucji bogactwa.”
Nic dziwnego, że w takiej atmosferze bezustannego oczerniania i podważania rzetelnej analizy naukowej przez think tanki i prawicowe media jak Fox News, opinia wyborców będącymi odbiorcami tej propagandy (głównie Republikanów) w ciągu kilku ostatnich lat zmieniła się diametralnie. Republikańscy kandydaci na prezydenta odzwierciedlają po prostu poglądy swojej bazy wyborczej. Niedawna szczegółowa analiza potwierdziła jak stronnicze są programy kablowej sieci telewizyjnej Fox na temat globalnego ocieplenia. W latach 2007 i 2008 tylko 20% programów tej sieci medialnej potwierdzało globalne ocieplenie, zaś ok. 59% programów wyrażało opinię lekceważącą to zjawisko. W sieci CNN analogiczne liczby wynosiły odpowiednio 75% i 8%. Przypomnijmy dla porównania, że ponad 97% klimatologów zgadza sie ze stwierdzeniem, że ludzie powodują globalne ocieplenie. Tylko 10% programów Fox News potwierdza ten konsensus naukowców, ok. 38% audycji zaprzecza, że taki konsensus istnieje, a następne 44% w ogóle o tym nie wspomina.
Dodajmy na koniec, że nie wszyscy Republikańscy politycy popierają poglądy propagowane przez Hartland Institute, Fox News lub prezydenckich kandydatów. Peter Wehner, który pracował w administracjach prezydenta Reagana, G.H.W. Busha i G.W. Busha napisał niedawno serię trzech artykułów na konserwatywnym portalu Commentary, w których nawołuje konserwatystów do zaakceptowania naukowych faktów. Wehner pisze, że też był sceptykiem globalnego ocieplenia dopóki nie zaczął analizować tego tematu bardziej systematycznie. Uważa on, że obecna nagonka na naukowców będzie na dłuższą metę szkodliwa dla konserwatyzmu i kończy swój ostatni artykuł słowami: „fakty – te uparte fakty – powinny być naszą gwiazdą przewodnią”.
Oby tylko więcej ludzi – po obu stronach Atlantyku – wzięło sobie powyższe słowa do serca.
Irek Zawadzki
Na podstawie:
Climate Central





