Od początku rewolucji przemysłowej widzieliśmy imponujący i nieustający
wzrost zużycia energii przez ludzką cywilizację. Na przykład wykres
zużycia energii w USA od siedemnastego wieku, wliczając drewno, biomasę,
paliwa kopalne, energię wodną, jądrową, itp., pokazuje bardzo stabilną
trajektorię o średnim rocznym wzroście 2,9% (rysunek 1).
Zrozumienie
przyszłej trajektorii wzrostu zużycia energii jest bardzo ważne,
ponieważ rządy i organizacje na całym świecie robią założenia oparte na
oczekiwaniu, że historyczny trend wzrostu będzie można kontynuować przez
stulecia. Rysunek 1 sugeruje, że jest to zupełnie rozsądne założenie.

Rysunek 1. Całkowita
konsumpcja energii w USA od roku 1650. Oś pionowa jest logarytmiczna,
zatem na tym wykresie wykładniczy wzrost przyjmuje kształt prostej
linii. Czerwona linia oznacza wzrost w tempie 2,9% rocznie. Źródło: EIA
Wzrost
stał się tak ważnym filarem naszej cywilizacji, że traktujemy go tak,
jakby był on niemalże gwarantowany. Wzrost przynosi korzyści, takie jak
np. samochody, telewizja, podróże samolotem i gadżety. Życie staje się
łatwiejsze, ochrona zdrowia jest coraz lepsza i poza drobnymi
problemami, jak np. mnożąca się ilość haseł do zapamiętania, żyje się
nam coraz wygodniej. Wzrost przynosi też gwarancję na przyszłość, daje
nam też powód do zainwestowania w przyszły rozwój w oczekiwaniu na
dywidendy z tych inwestycji. Wzrost jest podstawą stopy procentowej,
pożyczek i całej branży finansowej.
Ponieważ wzrost towarzyszył nam
od wielu pokoleń, trudno jest nam sobie wyobrazić świat bez wzrostu.
Istnieje niestety drobny problem: skończone zasoby i prawa fizyki.
Pokażemy
poniżej fizyczną niemożliwość kontynuowania obecnej stopy wzrostu nawet
w niezbyt dalekiej przyszłości. Dla uproszczenia, obniżymy wzrost
zużycia energii z 2,9% do 2,3% rocznie, co jest równe pomnożeniu ilości
zużywanej energii 10-krotnie w ciągu każdego stulecia. Zacznijmy od
dzisiaj, kiedy globalna ilość zużywanej mocy wynosi 12 terawatów (lub
około 2kW na osobę). Zaczniemy od w miarę rozsądnych założeń, ale potem
okaże się, że nawet gdy popuścimy wodze naszej wyobraźni, to osiągniemy
pułap naszych możliwości wcześniej, niż mogło by się nam wydawać.
Galaktyczny wyścig
Do
Ziemi dociera w godzinę ilość energii słonecznej wystarczająca na
zaspokojenie naszej rocznej konsumpcji. Ileż nadziei przynosi nam
powyższe zdanie! Ale nie dajmy się na razie ponieść fantazji.
Tylko
70% światła słonecznego dociera do powierzchni ziemi, reszta odbija się w
przestrzeń. Poza tym, będąc istotami żyjącymi na lądzie, rozsądne jest
założenie, że nasze panele słoneczne będziemy instalować na lądzie,
który stanowi 28% całości globu. Wreszcie, panele słoneczne działają z
wydajnością 15%. Załóżmy w naszych rachunkach, że będzie to 20%. Końcowy
efekt tych obliczeń to około 7000 TW energii słonecznej, czyli 600 razy
więcej niż obecnie zużywamy. Mnóstwo zapasu, prawda?
Kiedy
osiągniemy ten limit przy 2,3% wzroście? Odpowiedź brzmi: za 275 lat.
Wprawdzie 275 lat to dosyć długo w porównaniu do długości naszego życia,
ale w historii cywilizacji to wcale nie jest tak długo. I pomyśl
jeszcze o tym świecie, który w naszym myślowym eksperymencie
stworzyliśmy: każdy metr kwadratowy lądu jest pokryty panelami
słonecznymi. A gdzie będziemy produkować żywność?
Poluzujmy teraz
nasze założenia. Z pewnością za 275 lat będziemy na tyle mądrzy, żeby
przewyższyć 20% wydajności dla tak ważnego ziemskiego zasobu jak
energia. Zignorujmy więc limity termodynamicze i załóżmy 100% wydajności
(tak, wchodzimy już tutaj na drogę czystej fantazji). To daje nam
następne 70 lat. Ale komu potrzebne są oceany? Pokryjmy je więc też
panelami o 100% wydajności. To wystarczy jednak tylko na następne 55
lat. Innymi słowy, w ciągu 400 lat osiągnęliśmy absolutny limit energii
słonecznej na powierzchni Ziemi. To jest bardzo istotne, bo biomasa,
wiatr i energia wodna pochodzą z promieniowania Słońca, zaś paliwa
kopalne są niczym innym, jak baterią naładowaną przez Słońce w ciągu
milionów lat. Tylko energia nuklearna, geotermiczna i pływowa nie
pochodzi ze światła słonecznego (przy czym te dwie ostatnie reprezentują
tylko kilka TW każda, więc są one do zaniedbania w naszych rachunkach).
Głównym
ograniczeniem w powyższej analizie jest powierzchnia Ziemi. Ale
dlaczego mamy się ograniczać tylko do powierzchni Ziemi? Bądźmy bardziej
ambitni i zbudujmy olbrzymią sferę paneli okrążającą Słońce. Nie
rozdrabniajmy się na razie takim szczegółami, jak np. że sfera paneli o
promieniu orbity Ziemi i grubości tylko 4 mm wymagałaby materiałów o
masie całej naszej planety. Zakładając znów 100% wydajność, będziemy
dzięki temu mogli kontynuować nasz 2,3% roczny wzrost zużycia energii
przez następne 1350 lat.
Należy tutaj pamiętać, że Słońce nie jest
jedyną gwiazdą w naszej galaktyce. Droga Mleczna ma około 100 miliardów
gwiazd. Olbrzymia ilość energii bezustannie wypływająca w przestrzeń i
czekająca na zagospodarowanie. Przypomnijmy tutaj, że 10-cio krotny
wzrost dostępnej mocy starcza nam na następne 100 lat. Sto miliardów to
dziesięć podniesione do jedenastej potęgi. Wystarczy to zatem na
następne 1100 lat.
Podsumowując, przy 2,3 procentowym wzroście, za około 2500 lat zużywalibyśmy moc całej galaktyki.

Rysunek2 . Globalne zużycie mocy przy założeniu 2,3% wzrostu pokazane na
wykresie logarytmicznym. Po 275 latach nasze zapotrzebowanie wymagałoby
pokrycia panelami wszystkich lądów planety. Nawet zakładając 100%
wydajności i pokrycie wszystkich oceanów wzrost zużycia mógłby trwać
tylko 400 lat. Po 1350 latach zużywana przez nas moc byłaby równa mocy
generowanej przez Słońce. Po 2450 latach będziemy potrzebować mocy ze
stu miliardów gwiazd z naszej Galaktyki. Napisy pionowe ilustrują jak
odległe są okresy czasu w odniesieniu do historii cywilizacji.
Dlaczego tylko energia słoneczna?
Niektórzy
czytelnicy mogą zapytać, dlaczego ograniczamy się tutaj tylko do
energii słonecznej i gwiezdnej. Skoro jesteśmy w sferze marzeń, zostawmy
energię słoneczną i załóżmy, że opanowaliśmy produkcję energii
termojądrowej. Zwykła woda zawiera przecież dużą ilość deuteru, który
stanowi praktycznie niewyczerpane źródło energii tutaj na Ziemi.
Nie
będziemy tutaj analizować szczegółowo tej drogi wzrostu bo po prostu nie
musimy. Bezlitosny wzrost ilustrowany powyżej oznacza, że jakiekolwiek
źródło przyszłej energii weźmiemy pod uwagę, to będzie musiało ono około
1400 lat od dzisiaj dosłownie zaćmić Słońce!
Ostrzegam tutaj, że
takie olbrzymie elektrownie spowodują, że zrobi się nam na Ziemi dość
ciepło. Termodynamika wymaga, że jeśli będziemy produkować energię
porównywalną z tą produkowaną przez Słońce, to temperatura powierzchni
Ziemi musi być wyższa od temperatury powierzchni Słońca!
Granice termodynamiczne
Rozważmy
więc nasz problem z punktu widzenia termodynamiki. Ziemia absorbuje
energię słoneczną – znacznie więcej, niż obecnie wymaga nasza
gospodarka. Ziemia pozbywa się tej energii dzięki promieniowaniu,
głównie na falach podczerwonych. Nie ma innej metody na pozbycie się
tego ciepła. Absorpcja i emisja są w niemal doskonałej równowadze. Gdyby
tak nie było, Ziemia musiałaby się ogrzewać lub oziębiać.
I
rzeczywiście, przez naszą działalność zmniejszyliśmy zdolność ucieczki
promieniowania w przestrzeń kosmiczną, co prowadzi do globalnego
ocieplenia. Innymi słowy zakłóciliśmy równowagę pomiędzy promieniowaniem
przysyłanym przez Słońce, a promieniowaniem oddawanym w przestrzeń. Ten
brak równowagi jest obecnie na poziomie mniejszym niż 1% całości
wymienianej energii.
Moc promieniowania jest proporcjonalna do
czwartej potęgi temperatury mierzonej w skali Kelvina. Możemy zatem
obliczyć temperaturę termodynamicznej równowagi powierzchni Ziemi biorąc
pod uwagę dodatkową ilość energii produkowaną przez naszą światową
gospodarkę.

Rysunek 3. Wzrost temperatury powierzchni Ziemi przy założeniu
stałego 2,3% stopnia wzrostu zużycia energii. Zakładamy tutaj źródło
inne od energii słonecznej oraz, że zużycie tej energii następuje na
powierzchni planety. Jeśli wzrost będzie kontynuowany to za niecałe 400
lat warunki na Ziemi będą nie do zniesienia.
Wyniki tych obliczeń są
pokazane na powyższym rysunku. Poprzednio pokazaliśmy, że ograniczając
się do powierzchni Ziemi zużyjemy cały potencjał energii słonecznej w
ciągu 400 lat. Kontynuacja wzrostu poza tą granicą czasową wymagałaby
porzucenie wszystkich dodatkowych źródeł odnawialnych (bowiem wszystkie
one czerpią energię ze Słońca) i skoncentrowania się na rozszczepieniu
jądrowym lub syntezie termojądrowej. Analiza termodynamiczna mówi, że
tak czy owak ulegniemy usmażeniu.
Skończmy z tymi bzdurami!
Celem
powyższych obliczeń było pokazanie jak absurdalne jest założenie, że
będziemy stale mogli zwiększać nasze zużycie energii – nawet w tempie
wzrostu niższym od obserowanego w ostatnich 350 latach. Oczywiście tę
analizę łatwo jest skrytykować pamiętając o przyjętych sztywnych
założeniach. Wzrost zużycia energii – przynajmniej na dotąd obserwowanym
poziomie 2,9% rocznie – nie będzie potrzebny, jeśli populacja naszej
planety ustabilizuje się. Ale nie zapomnijmy głównej tezy: kontynuacja
wzrostu energii stanie się fizycznie niemożliwa w przyszłości
niedalekiej w porównaniu z okresem rozwoju ludzkiej cywilizacji.
Kiedy
zrozumiemy, że fizyczny wzrost musi się kiedyś skończyć, wtedy zdamy
sobie sprawę, że wzrost gospodarczy też musi się skończyć. Ten ostatni
argument jest trudny do przełknięcia dla nas przyzwyczajonych do
innowacji, zwiększanej wydajności, itp. Ale to już jest temat następnych
artykułów.
Tłumaczenie: Irek Zawadzki
Autorem powyższego artykułu
jest Tom Murphy, profesor fizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w San
Diego. Zafascynowany od dziecka astrofizyką prof. Murphy kieruje
aktualnie projektem testowania Ogólnej Teorii Względności z użyciem
laserów i reflektorów zostawionych przez astronautów na Księżycu. Jego
zainteresowanie problemami energii zaczęło się od prowadzonego przez
niego kursu na temat energii i środowiska naturalnego dla studentów nie
specjalizujących się w naukach ścisłych. Ten i inne ciekawe rozważania
profesora Murphy’ego można znaleźć na jego blogu: Do the Math 
30.12.2011 16:01 Radosław
Czyli za 200 lat potrzebujemy skolonizowanego marsa.
Tam wzrost temperatury o 40C spowodowałby samoczynne terraformowanie tej planety i uczynienie jej drugą zieloną ziemią ;)
30.12.2011 19:35 Realista
Wzrost gospodarczy nie jest równoznaczny z ilością konsumowanej energii (choć łatwo dostępna energia bardzo go przyspiesza). Popatrzmy na pierwsze komórki - "cegły" i komórki dzisiejsze. Wyprodukowanie starszej wymagało więcej energii, sama komórka zużywała też więcej energii działając, a była urządzeniem o wiele mniej funkcjonalnym. Postęp technologiczny umożliwia nam tworzenie rzeczy, które zżerając mniej zasobów i energii, są dużo bardziej użyteczne.
30.12.2011 19:54 logic
A teraz poproszę o trafną analizę tego co moze sie dziać w UE i Polandii w latach 2012-2020 bo to jest myśle ciekawsze.
30.12.2011 20:10 Jerzy
REALISTA ma rację, jeśli chodzi o zużycie energii przez jedno urządzenie o konkretnym przeznaczeniu. W artykule jest jednak mowa o skumulowanym zużyciu uwzględniającym zarówno wzrost ilości urządzeń, jak i ich coraz większą energooszczędność. Te relacje chyba nie zmienią się na tyle, by mógł nastąpić wzrost gospodarczy bez równoczesnego proporcjonalnego wzrostu zużycia energii. Wydaje mi się, że ogólnie rzecz biorąc perspektywy są dobrze opisane, choć oczywiście można dyskutować, czy ów kres nastąpi akurat po 400 latach. Tak czy owak jest on nieuchronny.
30.12.2011 20:54 Adi
Realista nie ma racji, bo pierwszych komórek - cegieł było może 100 000. Dziś komórek jest pewnie z miliard. Nie uwzględniłeś, że skala rozwoju znacznie przerosła jednostkową energożerność starych komórek.
Podobnie z prawdziymi cegłami do budowy domów. W średniowieczu zużywano ich o kilka rzędów wielkości mniej niż dziś. Zobacz jak rozrosły się miasta od średniowiecza.. A gdzie stal, beton, szkło?
Przypomnę mój wpis na tym portalu z 4 listopada 2011:
Ilość wiatru, słońca czy ziemi uprawnej też jest skończona, zmiana stylu życia na bardziej eko tylko odsunie problem w czasie. Z pewnością nie bedzie czegoś takiego jak kontrolowany upadek gospodarczy, no bo jak? Sejmy wszystkich państw przyjmą ustawy, że najpierw zabijamy najstarszych, później kaleków, potem wprowadzimy zakaz posiadania trzeciego dziecka, potem drugiego. Następnie trzeba bedzie zlikwidować najniższych i najbardziej chorowitych itd... Albo wprowadzi się coraz mniejsze racje żywnościowe? Oczywiście, że dojdziemy do granicy zasobów najszybciej jak nam pozwolą ograniczenia środowiska i upadek będzie nagły i niekontrolowany. Bo takie jest, jak sądzę, prawo wszechświata. Nie ma czegoś takiego jak ograniczanie się dla przyszłości, jeżeli są możliwości, gatunek rozwija się możliwie szybko, konsumując coraz większe ilości dostępnej energii.
Pewnie podobnie byłoby z roślinami, które zajęłyby wszystkie lądy oraz morza wychwyciłyby cały dwutlenek węgla z powietrza a na koniec wszystkie zmarzłyby w okowach lodu.
I nie skolonizujemy kosmosu jako gatunek, bo to wymagałoby niewyobrażalnych ilości energii.
Kilka miliardów lat zajęło naturze wykształcenie gatunku, który w ogóle uzyskał świadomość takich możliwości, uzyskał możliwość rozwinięcia prymitywnej w sumie technologii. Kilka milionów lat zajęło naszemu gatunkowi zanim posiadł umiejętność przeprawienia się przez ocean do Ameryki, zaopatrzenie w żywność nie było wielkim problemem. Kilku ludzi na nieodległy Księżyc, również udało się posłać. Na to starczyło środków, technologii i energii.
Teraz wyobraźmy sobie ile środków trzeba aby wysłać powiedzmy 10 tysięcy ludzi na Plutona, a ile aby 100 tysięcy dotarło do sąsiedniego gwiazdozbioru.
My jesteśmy przywiązani do tej planety i na niej zginiemy, wszystkie organizmy żywe jakie tu są, przystosowały się do życia właśnie tutaj. Oddychamy tym co tu jest, nasze ciała są przystosowane do takiej właśnie grawitacji, do takiego bardzo wąskiego zakresu temperatur jaki panuje na większości tej planety, bo na biegunie nie moglibyśmy przetrwać bez środków z zewnątrz, bo jesteśmy przystosowani do dnia o takiej długości a nie 5 czy 10 razy krótszego lub dłuższego, rośliny które jemy są przystosowane do takiej właśnie długości pór roku, bo gdyby rok trwał powiedzmy 3 czy 10 razy dłużej lub krócej, nie mogłyby się dostatecznie rozmnożyć, bo nasiona tyle nie przetrzymałyby, albo okres wegetacji byłby zbyt krótki. Nie przeżyjemy w Komosie bo nic na Ziemi nie jest na to zaprogramowane. No, może jakieś bakterie albo mikroorganizmy.
30.12.2011 21:11 Realista
Zgodnie z szacunkami ONZ liczba ludności wzrośnie do 2050 roku do 9 miliardów i przestanie rosnąć. Wykładniczy wzrost ilości urządzeń będzie trwał jeszcze przez wiele dekad, ale w końcu się zatrzyma. Zauważmy, że kraje bogatsze (Japonia, Szwajcaria, Norwegia, strefa euro) rozwijają się znacznie wolniej niż reszta świata. Przyczyn jest wiele - ujemny przyrost naturalny, starzenie się społeczeństwa, zadłużenie, wzrost biurokracji itp. Wraz z bogaceniem się krajów biedniejszych i wyczerpywaniem tanich źródeł energii tempo wzrostu jej zużycia będzie spadało (chyba że pojawi się jakieś nowe, tanie źródło np. synteza termojądrowa).
30.12.2011 21:16 Adi
@Realista a na jakich danych opierasz pogląd, że wykładniczy wzrost ilości urządzeń będzie trwał jeszcze wiele dekad?
30.12.2011 21:29 gupol
hehe, autor nie uwzględnił jeszcze jednej fantazji:) otóż większość ludzi twierdzi że próżnia jest pusta. ale dla wewnętrznej spójności teorii wzgledności i mechaniki kwantowej, wymagany jest ekwiwalent od 10 do 94 gramów energii masy gdzie każdy gram oblicza się wg wzoru E=mc kwadrat:) to spora liczba a w praktyce oznacza że zakładając iż wszechświat jest płaski to wewnątrz pustej przestrzeni miedzy jędrem atomu wodoru a elektronową powłoką chmury potencjału o objętości 10 do -23 cm sześciennego istnieje utajona energia trylion razy większa od energii masy całego naszego wszechświata, a to oznacza że kontrolując niewielki ułamek tej energii, stworzenie nowego wielkiego wybuchu nie stanowi problemu:) do tego są jeszcze możliwosci ujarzmienia cząstek higgsa, grawitonów, cofające się w czasie neutrina i tunele czasoprzestrzenne a także fantazje zbyt fantastyczne by nawet najbardziej fantazyjny umysł mógł je sobie wyobrazić;)
30.12.2011 21:56 Realista
1% populacji USA ma duże domy, duże samochody i najnowsze tablety Apple'a
Większość pozostałych mieszkańców USA ma mniejsze domy, mniejsze samochody i średnio wypasione komórki, a chciałoby mieć wszystko to, co ma ten 1% wyżej.
Większość mieszkańców Chin ma małe mieszkanie, rower i starą komórkę, a chciałoby mieć to, co ma przeciętny Amerykanin.
Większość mieszkańców Bangladeszu i Nigerii chciałoby mieć to, co ma standardowy Chińczyk, a jeszcze lepiej to, co ma standardowy Amerykanin. Ich dzieci jak dorosną będą chciały to samo.
Ci wszyscy ludzie będą dążyli do tego, aby zwiększyć swój stan posiadania, bo to leży w ich naturze.
Jak słusznie przewidujesz będą dążyć "do granicy zasobów najszybciej jak nam pozwolą ograniczenia środowiska" zupełnie nie przejmując się ograniczeniami środowiska. Zapasy węgla i gazu wystarczą na wydobywanie go w dzisiejszym tempie jeszcze przez kilka dekad.
Koniec może być - jak w przypadku globalnej wojny jądrowej nagły i katastrofalny, a może trwać setki lat, jak upadek Cesarstwa Rzymskiego (wschodnia stolica - Konstantynopol została zdobyta dopiero w 1204 roku przez krzyżowców)
30.12.2011 22:13 adaś
Byliście kiedyś na Ukrainie? Widzieliście setki ludzi którzy uprawiają ręcznie małe poletka? Muszą to robić bo ich emerytury są za niskie aby przeżyć. Może Amerykanów też można wyobrazić sobie w podobnej sytuacji? Zjedzą swoje pieski i kotki i wezmą się za uprawę ziemi. Z wyjątkiem najbardziej leniwych- ci umrą z głodu z transparentami "co robią politycy" lub " chcemy taniej ropy" Ale reszcie instynkt życia każe dostosować się i żyć bez wzrostu gospodarczego.
30.12.2011 22:29 Adi
Adaś, problem jest bardziej złożony.
Człowiek to jeden z najagresywniejszych gatunków na Ziemi - nie znam drugiego gatunku na tej planecie, którego przedstawiciele zabili tylu przedstawicieli swojego gatunku (patrz 2 wojny światowe i niezliczone ilości mniejszych wojen, bitew, potyczek, wypraw krzyżowych, czy zabójstw w całej historii ludzkości itp). Ciekawe jaki procent dotychczas żyjącej populacji ludzi zginął z rąk innych ludzi?
Ale nie o tym chciałem. Nikt nie położy się grzecznie w oczekiwaniu na śmierć głodową. Nikt nie będzie bezczynnie czekał światłości na końcu długiego, ciemnego tunelu. Będzie brutalna walka o przetrwanie. Ci którzy mają poletka bedą zabijani i okradani. Albo będą się bronić i zabijać napastników. Amen
30.12.2011 22:32 Adi
@Realista nie odpowiedziałeś na pytanie: na jakich danych opierasz pogląd, że wykładniczy wzrost ilości urządzeń będzie trwał jeszcze wiele dekad?
Skąd ludzkość weźmie tyle ropy, metali, żywności aby zwiększyć swoją populację o kolejne 20-30 %?
31.12.2011 13:12 adaś
@Adi. Nie wiem który gatunek jest najagresywniejszy. Arkady Fiedler opisywał jezioro w Kanadzie w którym były tylko szczupaki. Małe żywiły się planktonem a większe były kanibalami.
W Polsce jeszcze 25 lat temu większość ludzi w przydomowych ogródkach uprawiała warzywa. Potem ogródki zaczęły stopniowo zamieniać się w trawniki. Jeżeli żywność i transport będą drożeć to możliwy jest również odwrotny proces.
Niektóre relacje z Afryki przeczą temu co piszesz. Ludzie czekają, może nie grzecznie ale apatycznie. Są przygnębieni, bo co chwilę umiera jakieś dziecko. Trochę się ożywiają gdy przyleci transport z żywnością. Wtedy grzecznie stoją w kolejce po swoja porcję. Nie wyglądają na takich co mają siłę walczyć.
31.12.2011 16:38 Realista
Czy wykładniczy wzrost ilości urządzeń będzie trwał jeszcze przez wiele dekad?
Pewnie tak, choć już nie w tempie 3% rocznie. Europejczycy, którzy dziś myślą o komórkach i samochodach, jutro będą potrzebowali urządzeń mierzących im ciśnienie krwi, jednorazowych strzykawek, pigułek, wind schodowych, żeby nie musieli wchodzić na piętro własnego domu, materacy przeciwodleżynowych, wózków inwalidzkich, pampersów, urządzeń do dializy, respiratorów, kul, takiego ładnego czerwonego przycisku, który jak się przyciśnie ze swojego łóżka to przyjedzie ambulans i setek innych rzeczy, o których będąc młodymi nawet by nie pomyśleli.
A na końcu każdy z nas będzie potrzebował pięknej, błyszczącej drewnianej skrzyni z mosiężnymi uchwytami, tony kwiatów i wiązanek i nie mniej ślicznego, ważącego pewnie z tonę kamiennego grobowca, który przecież ktoś musi wydobyć z kamieniołomu, przewieść, oszlifować, pociąć i wykuć w nim litery i pomalować je na złoto. Starzy ludzie są naprawdę przywiązani do tych absurdalnie nieekologicznych tradycji i już nic tego nie zmieni.
Czy starczy nam surowców energetycznych?
Ropa faktycznie kończy się już teraz, lecz, cytując "encyklopedię": "Szczyt wydobycia gazu jest przewidywany na dziesięć do kilkunastu lat po szczycie wydobycia ropy", czyli ok. 2020 roku i to bez uwzględnienia niekonwencjonalnych źródeł gazu. Zasoby węgla są jeszcze większe, znów zacytuję encyklopedię: "Uważa się, że światowe zasoby węgla wystarczą na 100-150 lat", oczywiście przy dzisiejszym zużyciu. Przy wzroście zużycia będzie to 40-60 lat. Po dodaniu energii nuklearnej (ze spalaniem uranu w reaktorach na neutrony prędkie mogących wykorzystywać U238) i energii odnawialnej, której udział będzie cały czas rósł, uważam, że możliwa jest utrzymanie dzisiejszego poziomu produkcji energii - 2kW na osobę (może nawet trochę więcej) przez co najmniej 60 lat. Przypominam, że zgodnie z wykresem na stronie
http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1963/niedobory-rud-metali-i-pierwiastki-nadziei
globalne zużycie energii na osobę spada od 30 lat, zaś wzrost liczby urządzeń postępował nadal.
Skąd weźmiemy żywność?
Już dziś globalna produkcja żywności umożliwiałaby wykarmienie wszystkich 7 miliardów ludzi, gdyby tyle nie było marnowane, przerabiane na biopaliwa, a niektórzy ludzie nie zjadali go za dużo. Wykarmienie 9 miliardów ludzi też jeszcze leży w naszych możliwościach, choć zapewne trzeba będzie zająć pod uprawy sporo dziewiczych lasów.
Skąd weźmiemy metale?
Tu może być większy problem, lecz poddając odzyskowi coraz większą część stosowanych przez nas metali zmniejszamy potrzebę wykopywania z ziemi nowych. Weźmy dla przykładu "Titanica". My widzimy w nim podwodny cmentarz i pomnik ofiar katastrofy, potomni pewnie zobaczą tysiące ton zardzewiałego żelaza, którego wydobycie i wrzucenie do huty będzie tańsze niż pozyskiwanie żelaza z rudy kiepskiej jakości. Ileż jeszcze żelastwa rdzewieje na dnie mórz i oceanów? Ile aluminiowych puszek wala się po lasach? Ileż ton elektronicznego śmiecia spoczywa na wysypiskach w Nigerii, gdzie zamiast międzynarodowych koncernów wytapianiem metali zajmują się biedne dzieci?
Pewną część potrzebnych nam surowców możemy też wydobyć z rud pod dnem oceanicznym:
http://next.gazeta.pl/next/2029020,114656,10277993.html
01.01.2012 20:26 logic
Realista
1) Ciekawe kto im te urządzenia sfinansuje - wezmą na nie kredyt we franku ?
2) Ropy nie zastąpisz gazem - jesli to zrobisz to gaz wyczerpie się o wiele szybciej , węgiel to z koleii brudne paliwo i dalsze emitowanie potężnych ilosci CO2 do atmosfery z tymi 100-150 latmi to też chyba troche przesada.
Po fukuschimie zapomnij o szybkim rozwoju energetyki jądrowej
Udział energii odnawialnej będzie rusł ale też tylko do pewnego stopnia a okresli go chyba też to pudełko granic wzrostu.
3) Jasne teoretycznie mozna wyrzywić i 20 mld tylko co potem ? - zerzreć i zniszyć wszystko i i tak wyzdychac potem na kupie śmieci.
4) chcesz wydobywać złom z dna oceanów ?
toż to by było chyba droższe od przerobu rudy niskiej jakosci ?
Mozna eksploatowac dno ale to napewno będzie drozej kosztować niż eksploatacja tradycyjnych złóż tak mi sie wydaje.
02.01.2012 14:38 TMD
LOGIC -
zgadzam się z Kolegą, mnie też średnio interesuje, co się będzie działo za 2500 lat. Prawdopodobnie historia powtórzy się któryś tam raz z rzędu i wybuchnie następna wojna. Były już wojny od dostęp do zasobów, o pieniądze, o władzę, o co ładniejsze samice, dlaczego nie miałaby nadejść wojna o energię? W wojnie tej zginie z połowa populacji albo i więcej, a problem rozwiąże się sam (przynajmniej na jakiś czas).
Dla nas chyba bardziej interesujące jest, że energia elektryczna ma w tym miesiącu zdrożeć o jakieś 15%, to samo z gazem, paliwa do naszych samochodzików już podchodzą pod 6,- zł za litr, a nie zanosi się żeby miało być lepiej. Przy czym lwią część tych wyśrubowanych cen stanowią podatki.
Strach pomyśleć, co będzie za jakieś 5 lat.
02.01.2012 17:25 piko
@TMD:
Nie musimy czekać 2500 lat bo objawy kolizji wzrostu gospodarczego z podażą energii już właśnie widać w formie szybko rosnących cen. Ekonomiczni mędrcy mówią nam, że gospodarki nie rosnące co najmniej w tempie 3% rocznie są „chore” rządy i banki centralne robią wszystko żeby je za wszelką cenę „uzdrowić”. Środki na reanimację pacjenta są finansowane rosnącymi akcyzami i długiem. Oczywiście jeśli taka akcja osiągnie oczekiwany rezultat i gospodarka rzeczywiście zaczyna rosnąć to wzrasta zapotrzebowanie na energię, ceny rosną i wzrost gospodarczy zaczyna hamować. Błędne koło się zamyka.
Dopóki większość z nas i nasze rządy nie zrozumieją, że dalszy wzrost jest fizycznie niemożliwy i nie zmniejszymy naszych aspiracji to 10 zł lub więcej za litr benzyny już za kilka lat jest praktycznie gwarantowane.