Dużo się ostatnio dzieje. Zmieniający się klimat. Problemy
surowcowe. Kryzys finansowy. Słyszeliście już może argument, że kosztowne działania
w celu rozbudowy alternatywnych źródeł energii są bez sensu, kiedy tu i teraz
mamy pilne i ważne problemy gospodarcze?
Trzy krótkie wiadomości:
Lód Arktyki może stopnieć... do 2015 roku
Duża część lodu pokrywającęgo Ocean Arktyczny może stopnieć i to... do lata 2015 roku. Tempo topnienia lodu w ostatnich latach uległo przyspieszeniu. Wcześniejsze przewidywania dotyczące pokrywy lodowej były nieco bardziej optymistyczne. Zakładały bowiem, że rozpuści się ona dopiero latem 2030 roku. Jednak według dr Wiesława Masłowskiego z United States Naval Postgraduate School, istniejące do tej pory modele nie uwzględniały faktu, że pokrywa lodowa jest z roku na rok coraz cieńsza. To ten czynnik sprawia, że latem topi się o wiele szybciej. Profesor Peter Wadhams z Uniwersytetu w Cambridge, będący jednym z największych autorytetów w tej dziedzinie, potwierdza pesymistyczny, ekstremalny model dr Masłowskiego. - Jestem prawie przekonany, że to on ma rację – mówi.
Na stacjach Orlenu już 5,54 zł za litr oleju napędowego
Ceny paliw rosną z powodu zamieszania na rynkach naftowym i paliwowym. Gdy w poniedziałek w Atenach uzgodniono dymisję premiera Jeorjosa Papandreu i powołanie nowego rządu, europejska ropa brent zdrożała o 2,6 dol. i na zamknięcie giełdy w Londynie kosztowała 114,6 dol. Wczoraj po ogłoszeniu, że do dymisji poda się premier Włoch Silvio Berlusconi cena ropy brent podskoczyła do 116,5 dol. za baryłkę, a na koniec sesji kosztowała niemal 115 dol. Inwestorzy uznali, że zmiany rządów Grecji i Włoch zapowiadają poprawę sytuacji w tych zadłużonych krajach UE. To ochroni strefę euro przed recesją, więc kierowcy nie ograniczą zakupów paliwa. Oliwy do ognia dolała Międzynarodowa Agencja Energetyki. Ogłosiła wczoraj, że w ciągu paru lat cena ropy na świecie może sięgnąć 150 dol. za baryłkę, jeśli obecne zamieszanie polityczne i na rynkach finansowych doprowadzi do ograniczenia inwestycji w branży wydobywczej w regionie Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.
"Economist": Euro w spirali śmierci
Strefa euro weszła w spiralę śmierci - pisze "The Economist" podsumowując środowe reakcje rynku na sytuację we Włoszech oraz pozbywanie się przez inwestorów obligacji Francji, Irlandii, Hiszpanii i Belgii. Brytyjski tygodnik przypomina na swoich stronach internetowych, że w środę oprocentowanie zarówno 2-letnich, jak i 10-letnich obligacji włoskich przekroczyło poziom 7 proc. Gdy papiery dłużne Grecji i Irlandii stały się równie drogie, kraje te musiały już szukać ratunku w instytucjach eurolandu, bo kredyty na wolnym rynku stały się zbyt kosztowne. Strefa euro wpadła w spiralę; inwestorzy wycofują sie z peryferyjnych krajów unii walutowej, ostatnio zwłaszcza z Włoch, które są ósmą największą gospodarką świata i trzecim największym rynkiem papierów dłużnych. To powoduje, że najważniejsze banki nie chcą kredytować europejskiego rynku. Wszystko to szkodzi europejskiej gospodarce, która jest już i tak zduszona przez programy oszczędności i cięć budżetowych przyjęte przez wszystkie duże kraje unii walutowej - kontynuuje swoje wyjaśnienia brytyjski tygodnik. Osłabiona gospodarka wygeneruje słabsze dochody, co utrudni konsolidację fiskalną, tym bardziej zniechęcając inwestorów. To z kolei zmusi gospodarki euro do jeszcze dalej posuniętych oszczędności. Na tym właśnie polega spirala śmierci, złośliwy cykl ekonomiczny, który będzie trwał, aż zdarzy się jakaś katastrofa. W końcu coś złego się jednak zdarzy i któraś gospodarka euro ugnie się na skutek prawdziwego eksodusu banków i odpływania kapitałów. I w tym właśnie momencie kraj ten wypadnie faktycznie z grupy euro. Co będzie dalej - nie wiadomo - przyznaje tygodnik, ale ostrzega, że "nie będzie to ładne". Diagnoza postawiona przez brytyjski tygodnik nie jest jedyną, czy najbardziej pesymistyczną oceną sytuacji i nieefektywności przyjętych przez euroland mechanizmów ratunkowych. W środę "New York Times" przewidział podobny scenariusz, pisząc, że kryzys zadłużeniowy peryferyjnych krajów strefy euro, a zwłaszcza Włoch może przenieść się do samego centrum eurolandu poprzez francuskie banki, które mają jedne z największych pakietów włoskich obligacji.
Jest bardzo możliwe, że problemy bliskie i bieżące uznamy za pilniejsze i ważniejsze, odkładając te mniej palące i wydające się bardziej odległe na później. Problemami niedoborów energii, zmieniającego się klimatu i innych kwestii środowiskowych zajmiemy się potem – wtedy, kiedy już uporządkujemy kwestie gospodarcze. Teraz nas na to nie stać i nie czas na to.
Problem w tym, że może nie być żadnego „potem”. Potem ceny energii będą coraz wyższe, a problemy środowiskowe coraz poważniejsze, przez co i problemy gospodarcze i polityczne też będą się pogłębiać w rzeczywistej „spirali śmierci”, na której obecna „spirala śmierci” strefy euro będzie tylko małym krokiem na drodze „w dół”. Do rządzących wciąż nie dociera, że nie stoimy przed zwykłym kryzysem, lecz przed kryzysem granic wzrostu. Większość ludzi nie rozumie, że do załamania obecnego (wymagającego wzrostu wykładniczego) systemu finansowo-gospodarczego wcale nie trzeba spadku wskaźników PKB czy pozyskiwania zasobów – wystarczy do tego spowolnienie tempa ich wzrostu, z czym mamy do czynienia szczególnie w obarczonych wielkimi długami i starzejących się społeczeństwach krajów Zachodu.
Wzrostu w najbliższych dekadach już nie będzie. Przyjmijmy to do wiadomości i zacznijmy budować system, który może funkcjonować w tych warunkach.





