Zrównoważony Wzrost Gospodarczy

Nasz świat zmienia się bardzo szybko i jest dziś zupełnie inny niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Rośnie liczba ludzi i światowa gospodarka: rośnie światowe PKB, ilość pieniędzy w obiegu, produkcja i wymiana handlowa. Im szybciej rosną te wszystkie wskaźniki, tym więcej jest pracy, tym bardziej rośnie bogactwo i tym bardziej cieszą się ekonomiści i politycy, dla których wzrost gospodarczy jest najważniejszą miarą dobrobytu i postępu. Cieszą się też Kowalscy, mając dużo pracy przy budowie dróg, fabryk, w nowych sklepach i bankach. Stan, w którym gospodarka rośnie wykładniczo uważamy za normalny, pożądany i nazywamy go "Zrównoważonym Wzrostem Gospodarczym".

Wzrost gospodarczy - trendy

Rys. Trendy w światowej gospodarce

Aby wyprodukować towary o pewnej wartości, wykorzystujemy pewną ilość zasobów/surowców, a przy okazji powstaje pewna ilość odpadów, zarówno w procesie produkcyjnym, jak i później, kiedy cenne dobro konsumpcyjne kończy swój żywot.

Liniowy system produkcji

Jeśli chcemy zwiększyć PKB (które musi rosnąć, aby system finansowo-gospodarczy nie załamał się), możemy wyprodukować dwa razy więcej dóbr, do czego będziemy potrzebować (zgrubsza licząc) dwa razy więcej zasobów (i produkując dwa razy więcej odpadów).

Liniowy system produkcji - wzrost

Rezultatem wzrostu gospodarczego jest wzrost zużycia zasobów i zanieczyszczeń:

Wzrost gospodarczy - trendy zasobów i środowiska

Rys. Trendy w światowym zużyciu zasobów i środowisku

Te trendy w zużyciu zasobów i środowisku są nieodłączną drugą stroną monety wzrostu gospodarczego. O ile ilość pieniędzy, wskaźnik PKB czy inne parametry gospodarcze z pierwszego wykresu mogą w zasadzie rosnąć w nieskończoność, to wszystkie wskaźniki z drugiego wykresu nie mogą wiecznie rosnąć, bo zderzają się z fizycznymi ograniczeniami skończonej przecież planety, na której ani nie ma nieskończonej ilości ropy, ani rud metali, ani gatunków do eksterminacji.

Kiedy krzywe  z drugiego wykresu zderzą się z fizycznymi granicami i przestaną rosnąć (czego pierwsze objawy już widzimy), znajdzie to też swoje odzwierciedlenie w krzywych z pierwszego wykresu - gospodarka przestanie rosnąć, a następnie zacznie się kurczyć. Chyba, że zdamy sobie sprawę z tego, że nie ma czegoś takiego jak "Zrównoważony Wzrost" i z wyprzedzeniem dokonamy głębokich zmian w działaniu obecnego systemu.

Wiemy jak to zrobić, każdy z rozlicznych problemów doczekał się całych tomów proponowanych rozwiązań. Problem tylko w tym, że rozwiązania te wymagają jednej, drobnej rzeczy - świadomego samoograniczenia się ludzkości dzisiaj w imię osiągnięcia lepszej sytuacji w przyszłości. A nie przychodzi nam to łatwo...

Komentarze

05.11.2011 0:15 TomTom

No żesz w mordę jeża, robi wrażenie
:/

05.11.2011 14:42 piko

Innymi słowy każdy z nas dążąc indywidualnie - zaczynając od jednostki a kończąc na państwach - do osiągnięcia własnego "raju na Ziemi", przyczynia się do zbudowania na tej samej Ziemi prawdziwego "piekła".

Z pierwszego wykresu można zauważyć, że jednym z najszybciej rosnących elementów światowej gospodarki jest ilość pieniędzy w obiegu. Potwierdza to fakt, który można zaobserwować jeśli przyjrzeć się głębiej wiodącym gospodarkom w ostatnich dziesięcioleciach, że coraz większa część światowego PKB to puste liczby, nie mające nic wspólnego z ogólnym dobrobytem (wykluczając elitarną garstkę finansistów, prezesów dużych firm, itp).

Doskonały artykuł, powinien być publikowany codziennie, na pierwszej stronie wszystkich mediów.

05.11.2011 15:25 Pieszko

W oczach średniowiecznego księcia bylibyśmy postaciami, żyjącymi w świecie niczym z baśni. Dla XIX wiecznego robotnika obrzydliwie bogatymi. Dla naszych dziadków całkiem zamożnymi ludźmi. A wciąż czujemy się nieszczęśliwymi biedakami i chcemy więcej...

05.11.2011 19:05 adaś

Taki wykres powinien być zrobiony dla poszczególnych państw. Może wtedy się okazać,że główny winowajca tak stromego wykresu to Chiny i Indie. Nie chcę dyskutować z wykresem, mogę tylko powiedzieć, że trudno mi zauważyć podobne prawidłowości w moim życiu. Jak zwykle trochę konkretów.
1.Pierwszy mój samochód- Maluch, spalał 6,5 litra benzyny na 100 km. Obecny ok 7litrów.
2.Dom od kilkunastu lat potrzebuje tyle samo opału i energii elektrycznej.(a jak założę kolektor słoneczny to mniej)
3.Wody zużywam podobną ilość jak 20 lat temu.
4. Jak jestem na wakacjach to widzę te same ptaki, te same owady "umilają" życie, biorą te same ryby ( no prawda, że nie takie duże jak kiedyś)
5. Jedyne co pasuje do wykresu to śmieci. Jest ich więcej. Bo kiedyś mleko było w butelkach zwrotnych, a teraz w kartonikach. I co się da pakują w jakiś plastik. Za to jest segregacja. Wzrost ilości śmieci nie jest jednak wykładniczy. Od kilkunastu lat wystarcza ten sam kubeł.( zaznaczam, że do lasu nie wyrzucam)
Myślę, że w podobnej sytuacji jest wielu ludzi. Jakoś wiążą koniec z końcem. Najważniejsze zmiany jakie zaszły w ich życiu przez 20 lat to to ,że mają komputer, telefon komórkowy, płaski telewizor, no i malucha zamienili na starego VW passata. Mają też cieplej w swoim M-3 bo właśnie spółdzielnia ociepliła ich blok. Wykres wykładniczy mogą zrozumieć w teorii, ale nijak nie czują takowego w swoim życiu.

05.11.2011 20:21 Adi

Autorze drogi, to, co proponujesz jako alternatywa dla rozwoju to zrównowazony upadek gospodarczy. Jak się dobrze zastanowisz, możliwy do osiągnięcia tylko w jeden sposób - redukcję populacji. Bo nie ma tyle surowców i energii aby utrzymać populację obecną. Bo środowisko nie wchłonie tylu odpadów (stałych, ciekłych i przede wszystkim gazowych), bez istotnych zmian.

Ilość wiatru, słońca czy ziemi uprawnej też jest skończona, zmiana stylu życia na bardziej eko tylko odsunie problem w czasie. Z pewnością nie bedzie czegoś takiego jak kontrolowany upadek gospodarczy, no bo jak? Sejmy wszystkich państw przyjmą ustawy, że najpierw zabijamy najstarszych, później kaleków, potem wprowadzimy zakaz posiadania trzeciego dziecka, potem drugiego. Następnie trzeba bedzie zlikwidować najniższych i najbardziej chorowitych itd... Albo wprowadzi się coraz mniejsze racje żywnościowe? Oczywiście, że dojdziemy do granicy zasobów najszybciej jak nam pozwolą ograniczenia środowiska i upadek będzie nagły i niekontrolowany. Bo takie jest, jak sądzę, prawo wszechświata. Nie ma czegoś takiego jak ograniczanie się dla przyszłości, jeżeli są możliwości, gatunek rozwija się możliwie szybko, konsumując coraz większe ilości dostępnej energii.

Pewnie podobnie byłoby z roślinami, które zajęłyby wszystkie lądy oraz morza wychwyciłyby cały dwutlenek węgla z powietrza a na koniec wszystkie zmarzłyby w okowach lodu.

I nie skolonizujemy kosmosu jako gatunek, bo to wymagałoby niewyobrażalnych ilości energii.
Kilka miliardów lat zajęło naturze wykształcenie gatunku, który w ogóle uzyskał świadomość takich możliwości, uzyskał możliwość rozwinięcia prymitywnej w sumie technologii. Kilka milionów lat zajęło naszemu gatunkowi zanim posiadł umiejętność przeprawienia się przez ocean do Ameryki, zaopatrzenie w żywność nie było wielkim problemem. Kilku ludzi na nieodległy Księżyc, również udało się posłać. Na to starczyło środków, technologii i energii.

Teraz wyobraźmy sobie ile środków trzeba aby wysłać powiedzmy 10 tysięcy ludzi na Plutona, a ile aby 100 tysięcy dotarło do sąsiedniego gwiazdozbioru.
My jesteśmy przywiązani do tej planety i na niej zginiemy, wszystkie organizmy żywe jakie tu są, przystosowały się do życia właśnie tutaj. Oddychamy tym co tu jest, nasze ciała są przystosowane do takiej właśnie grawitacji, do takiego bardzo wąskiego zakresu temperatur jaki panuje na większości tej planety, bo na biegunie nie moglibyśmy przetrwać bez środków z zewnątrz, bo jesteśmy przystosowani do dnia o takiej długości a nie 5 czy 10 razy krótszego lub dłuższego, rośliny które jemy są przystosowane do takiej właśnie długości pór roku, bo gdyby rok trwał powiedzmy 3 czy 10 razy dłużej lub krócej, nie mogłyby się dostatecznie rozmnożyć, bo nasiona tyle nie przetrzymałyby, albo okres wegetacji byłby zbyt krótki. Nie przeżyjemy w Komosie bo nic na Ziemi nie jest na to zaprogramowane. No, może jakieś bakterie albo mikroorganizmy.

06.11.2011 0:45 Kloszard

ADI to co mówisz to w zasadzie prawda. Tylko, że jako gatunek posiadający samoświadomość i uważąjacy się za rozumny powinniśmy racjonalnie zarządzać zasobami, a nie zachowywać się jak bakterie czy drożdże. Zdaję sobie sprawę, że samoogarniczanie się jest wbrew ludzkiej naturze. Ewolucja nie wykształciła w nas tej cechy, nie potrafimy planować długoterminowo - liczy się tu i teraz. Jedyną nadzieję widzę w nauce, która w końcu przebije się do ludzkich umysłów, choć widząc falę denializmu odnośnie zmian klimatycznych - mam poważne wątpliwości, ale zawsze trzeba mieć nadzieję że się to zmieni - w końcu to nadzieja umiera ostatnia.

06.11.2011 8:28 Adi

Wiesz to dobre pytanie. Czy my jesteśmy gatunkiem rozumnym, czy tylko za taki się uważamy? Może myszy albo żaby też uważają się za rozumne.
Uważam, że ewolucja nie wykształciła takich cech, bo takie jest prawo natury, prawo wszechświata. Wszystko co żyje, ma się rozwijać i rozmnażać możliwie szybko, na tyle na ile pozwala im środowisko i dostępne zasoby. Ewolucja nie mogła postąpić wbrew prawu wszechświata, musi przebiegać podporządkowana tym prawom.

Samoograniczenie się gatunku ludzkiego musi prowadzić w konsekwencji do ograniczenia jego populacji. Obecna populacja ludzi zużywa zasoby zmagazynowane przez planetę w ciągu miliardów lat jej istnienia. One się kończą, a w skali historii świata zużyjemy je w mikroskopijnie małym czasie.

Jakchcemy się ograniczać? Każdy człowiek z 7 miliardów żyjących ma jeść połowę tego co potrzebuje? A może jedną dziesiątą? Albo zużywać połowę opału, albo jedną dziesiątą. Pić połowę potrzebnej wody? nosić jednego buta, albo same majtki? Nonsens, aby żyć musimy zużywać tyle, na ile jesteśmy zaprogramowani. Tylko ograniczenie populacji jest lekarstwem. I ono dokona się samo, bez naszej woli, praw czy rozumu. Zakończy się to brutalną walką o przetrwanie.

06.11.2011 11:12 Kloszard

Zaiście skrajny scenariusz przedstawiasz, ale im dłużej widzę indolecję, obojętność, bezwładność, ignorację, chciwość czy zwykłą ludzką głupotę to wydaje się mi on coraz bardziej prawdopodobny.
Teoretycznie dysponujemy technologią i wiedzą co należy zrobić aby tak przekształcić gospodarkę, system finansowy,tak żeby ludzkość działała w sposób zrównoważony - czyli nie powodowała uszczupleń zasobów oraz degradacji biosfery, nawet przy obecnej 7 miliardowej populacji. Oczywiście wiązałoby się to z drastycznym ograniczeniem poziomu konsumpcji (podstawa dzisiejszej gospodarki) i marnotrastwa (np USA), masową transformacją systemu energetycznego i rolnictwa oraz objęciu ochroną jak największych obszarów lądów i mórz, a także odtwarzaniem ekosystemów.
Na przeszkodzie stoją jedynie i aż czynniki, które wymieniłem na początku

06.11.2011 14:09 Kloszard

Kwestię którą porusza ADI można też sprowadzić do pytania Czy śwadomie i proaktywnie zmierzymy się z kryzysem, czy po prostu przejdziemy nad tym do porządku dziennego (scenariusz Bussiness As Usual).
W tym drugim przypadku problem zostanie rozwiązany za nas w sposób w jaki natura radziła sobie od zawsze z gatunkami które przekroczyły pojemność środowiska - nie wiem tylko czy ten sposób przypadnie nam do gustu.
Kiedys Churchill powiedział: Anglia miała wybór między wojną a hańbą. Wybrała hańbę, a wojnę i tak będzie mieć.

06.11.2011 18:43 Pieszko

ADI Zgadzam się. Problem przeludnienia jest problemem fundamentalnym. Bez jego rozwiązania nie rozwiążemy żadnego innego. Oczywiście pisząc rozwiązania mam na myśli humanitarne metody.

06.11.2011 18:54 bosieje

przeludnienie to skutek- objaw choroby nie przyczyna fundamentalnym jest całkowite wynaturzenie. tak mi coś mówi, że tak jest. chyba anioł

06.11.2011 20:05 gupol

świadomego samoograniczenia - a nieświadome lub częściowo świadome ograniczenie? też może zadziałać:)

07.11.2011 14:46 unknown

@Adaś
70% światowej produkcji ropy i gazu zużywa przemysł, na odbiorców indywidualnych przypada 30%, podobnie jest z elektrycznością: 70% zużywa przemysł, 30% odbiorcy indywidualni. Nawet jeśli odbiorcy indywidualni nie zwiększyli zużycia, to z racji wzrostu produkcji przemysłowej potężnie wzrosło zużycie zasobów przez przemysł.

07.11.2011 16:22 TMD

Żyjemy w epoce jednorazówek. Pamiętam, że jak za młodu obstalowałem sobie kamaszki, to wytrzymały 20 lat. Co 2 lata niosłem je do szewca do podzelowania i wszystko. Teraz co sezon muszę kupić nowe buty, bo rozlatują się tuż po okresie gwarancyjnym. Mleko przynosił mleczarz i stawiał je koło wycieraczki zabierając butelki zostawione tamże przez rodziców. Kaszankę w sklepie pakowali w szary papier, a nie w torby foliowe, do sklepu zaś pomykało się z tzw. siatką na zakupy. Kolorowe reklamówki można było kupić za 10 centów w Pewex'ie, ale nikt nie kupował (bo nikomu nie były potrzebne i nikt nie chciał na to wydawać kasy). Na plecach nosiłem kożuch z barana, a nie z ekologicznej skóry, której ekologiczność polega na tym, że będzie się rozkładać przez 10.000 lat. Mój dziadek golił się brzytwą, która wystarczyła mu na całe życie, mój ojciec golił się maszynką na żyletki, zużywając 10 żyletek na pół roku. A ja golę się jednorazówkami Gillette, których zużywam worek na miesiąc. Wszyscy mamy takie doświadczenia. Myślę, że na początek trzeba zająć się opakowaniami, potem wyeliminować jednorazówki na rzecz produktów trwałych, ograniczyć ilość tworzyw sztucznych wprowadzanych do obiegu bez żadnego uzasadnienia. Ale dalibóg, nie wiem kto miałby się tym zająć :-(

07.11.2011 22:01 adaś

@Unknown
Wiem, że przemysł zużywa większość energii. Zastanawiam się tylko dla kogo on to produkuje. Bo chyba nie wszystko dla wojska i w kosmos. Dla mnie na pewno nie. Moje potrzeby przez ostatnie 20 lat nie wzrastały jak funkcja wykładnicza. Dlatego posądzam Chiny i Indie o "nakręcanie" owego wykresu. Jest to pewne uproszczenie ale tempo w jakim Chiny się rozwijały przez ostatnie lata nie mogło nie mieć wpływu na ten wykres. A w Indiach żyje ok 1,2 miliarda ludzi i to państwo też szybko się rozwija.

08.11.2011 15:26 Ray

Co do rozwoju Chin i Indii to sami się przyczyniamy do tego. Europa wybudowała sobie fabryki w tych państwach, coby tanio produkować (tam nikt przecież nie musi spełniać odpowiednich standardów) kupować, bez oglądania się na dewastację środowiska. Mam nadzieję dożyć czasów, gdy to się skończy, ale nie wiadomo czy to będzie krach, czy zwykłe pójście po rozum do głowy. Obawiam się, że to pierwsze.

09.11.2011 21:02 adaś

Masz rację RAY. Sami się przyczyniamy do rozwoju Chin i Indii. Ale konkretnie kto? Może ci którzy tworzą prawo wypędzające przedsiębiorców? Łatwo zatwierdzić przepis, że np. na 10 pracowników musi przypadać jedna umywalka wyposażona w mydło i ręczniki jednorazowe. Gdy takich przepisów są tysiące przedsiębiorca się wk....a i przenosi fabrykę do Indii , Chin czy Malezji. Ja wolałbym chodzić do pracy z własnym mydłem i ręcznikiem, byle fabryka została na miejscu.
PS. Oczywiście są przepisy pożyteczne np. chroniące środowisko, sądzę jednak że 50% pozostałych tylko utrudnia życie i karmi bandę biurokratów.

10.11.2011 1:08 Chingachgook

Kiedy dotrze do was wszystkich, że jedziemy na tym samym wózku? Podział na liberałów - socjalistów przestał mieć znaczenie. Ta planeta jest cudem - w idealnej odległości od gwiazdy Słońca, ze stabilna orbitą podtrzymywana przez Księżyc - z różnorodnaścią gatunków powstałych wyniku miliardów lat ewolucji. Pomyślcie o swoich dzieciach.

10.11.2011 11:23 adaś

Jedziemy na tym samym wózku.Ale nie wystarczy,że wiem to ja i ty. Są tacy którzy nie chcą wiedzieć. Jedni traktują planetę jak maszynkę do zarabiania i chcą wycisnąć z niej ostatnie soki. Inni gotowi są ciebie i mnie zabić tylko dlatego,że nie wierzysz w Allacha.( albo wierzysz zbyt mało radykalnie) Jeżeli nie będziesz się bronić to dla kogo zostanie ta cudowna planeta? Dla twoich dzieci na pewno nie.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto