Od momentu powstania pierwszego parku narodowego Yellowstone w 1872 roku powstało na całym świecie ponad 100 tys. obszarów chronionych – parków narodowych, rezerwatów oraz morskich obszarów chronionych. Łącznie pokrywają one 19 milionów kilometrów kwadratowych, głównie na lądzie, choć powierzchnia morskich obszarów również rośnie.
Pomimo tego, że liczby te wyglądają imponująco, to jednak - jak stwierdzili autorzy raportu opublikowanego w Marine Ecology Progress Series – same obszary chronione nie wystarczą, by powstrzymać globalną utratę bioróżnorodności. Według wielu naukowców obecne tempo wymierania przekracza od 100 do 10000 razy średnie tempo wymierania w ostatnich 500 milionach lat. Jeśli chcemy zostawić Ziemię naszym dzieciom w rozpoznawalnym stanie musimy zmierzyć się z przyczynami obecnego kryzysu, a więc z przeludnieniem oraz nadmierną konsumpcją.

Porównanie światowych trendów bioróżnorodności na
lądzie i w oceanach (linie czerwone) ze światową powierzchnią obszarów
chronionych (linie niebieskie).
Dane o bioróżnorodności odnoszą się do trendów w populacji 2 tysięcy
monitorowanych na świecie gatunków (WWF
2008 Living Planet Report). Dane o powierzchni obszarów chronionych
pochodzą z World Database on Protecetd Areas.
Według autorów skupianie się wyłącznie na obszarach chronionych ma wiele wad. Po pierwsze jesteśmy wciąż daleko od celu minimum – czyli objęciu ochroną 30% powierzchni morskich i lądowych ekosystemów. Obecnie jedynie 5,8% powierzchni lądowej oraz zaledwie 0,08% obszarów morskich podlega ścisłej ochronie. Ponadto reżim ochronny poszczególnych form ochrony przyrody znacząco się różni. Wiele z nich zezwala na destrukcyjną i niezrównoważona działalność. Dodatkowo około 60% lądowych obszarów chronionych jest zbyt małych – mniej niż 1 kilometr kwadratowy – by uratować wielkie bądź migrujące gatunki zwierząt. Większość z nich nie jest także połączonych, by ułatwić przemieszczanie się populacji zwierząt i roślin, szczególnie w przypadku zmian klimatycznych. Obszary chronione nie eliminują wszystkich zagrożeń czyhających na większość gatunków, takich jak zmiany klimatyczne, zanieczyszczenia oraz gatunki inwazyjne. Wreszcie wiele rządów przeznacza zbyt mało funduszy na efektywne ich zarządzanie. Obecnie wydawana suma 6 miliardów dolarów to kropla w morzu potrzeb - według autorów globalnie poziom niedofinansowania światowych obszarów chronionych przekracza 18 miliardów dolarów rocznie. Brak zarządzania lub słabe zarządzenie zostawiają otwartą furtkę do tak szkodliwych działań jak kłusownictwo, nielegalne wyręby i połowy. Sprawia to, że wiele obszarów to „papierowe parki” chronione przez prawo, które jednak nie jest w żaden sposób egzekwowane.
Przyszłość również nie wygląda różowo. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w obliczu wzrostu populacji do 9 miliardów w 2035 roku oraz zwiększeniem się zapotrzebowania na zasoby naturalne, wiele państw umożliwi eksploatację swoich obszarów chronionych. Zresztą ma to już miejsce teraz. Przykładowo Tanzania chce zmniejszyć olbrzymi rezerwat zwierzyny Selous o powierzchni 50 tys. km2 na potrzeby wydobycia uranu. Kambodża przeznacza 50 tys. ha parku narodowego Viracehy pod plantacje kauczukowców, zmniejszając go o 16%. Kontrowersyjne projekty, takie jak budowa dróg przez parki narodowe, dotyczą coraz większej ilości obszarów chronionych, w tym słynnego na całym świecie parku narodowego Serengeti. Nawet Stany Zjednoczone będące kolebką parków narodowych, rozważają obniżenie rangi Arktycznej Ostoi Zwierzyny na Alasce, by umożliwić firmom naftowym rozpoczęcie wierceń.
Według autorów publikacji, by uniknąć masowego wymierania, musimy zwalczyć przyczyny, którymi są przeludnienie i nadmierna konsumpcja. Ludzkość odciska swe piętno na 80% powierzchni lądów oraz na 100% powierzchni mórz i oceanów. Około 40% powierzchni Ziemi poważnie odczuło skutki naszej konsumpcji.
„Eksplozja populacji w ostatnim stuleciu doprowadziła do bezprecedensowego wzrostu popytu na zasoby ekologiczne planety i gwałtownego spadku bioróżnorodności. Zgodnie z niedawnymi szacunkami 5,9 mld ludzi w 1999 roku zużywało zasoby w tempie na których wytworzenie potrzeba było około 1,2 planet takich jak Ziemia.”
Proces ten może jeszcze trwać – możemy zużywać zasoby szybciej niż się odradzają (np. lasy lub ryby), a odpady mogą kumulować się stopniowo (np. CO2) – wszystko to powoduje narastanie długu środowiskowego. Jeśli dopuścimy do kontynuacji obecnego trendu w przyszłości, to do roku 2050 nasz dług środowiskowy nadmiernej konsumpcji sięgnie 27 planet.
Ofiarą obowiązujących obecnie trendów i modeli ekonomicznych stanie się nie tylko bioróżnorodność, ale także jakość życia, a prawdopodobnie również niezliczone życia ludzkie.
Autorzy nie przedstawili konkretnych rozwiązań, ale zgodnie stwierdzili, że jeśli nic z tym nie zrobimy, to grozi nam dewastacja biosfery na niespotykaną skalę, gdzie wymarciu ulegnie w drugiej połowie XXI około 50% wszystkich gatunków.
By podnieść się z takiego kryzysu Ziemia będzie potrzebowała nie setki czy tysiące, lecz miliony lat.
Tłumaczenie: Tomasz Kłoszewski
Źródło: Mongabay





