Oszczędność. Nie ma innej alternatywy

Oszczędzanie energii to najlepsza strategia dostosowania się do jej nieuchronnie nadchodzących niedoborów. I może to być nasza jedyna znacząca opcja zapobieżenia ekonomicznej, społecznej i środowiskowej katastrofie, bo świat stanie w obliczu ograniczeń produkcji energii w nadchodzących dekadach, niezależnie od działań jakie podejmą politycy.

Rozważmy dwie skrajne opcje: węglowe minimum i węglowe maksimum.

Oszczędność. Nie ma innej alternatywyJeśli przebudujemy globalną infrastrukturę energetyczną tak, by zminimalizować emisje gazów cieplarnianych w celu zwalczania zmian klimatu, będzie to oznaczało zlikwidowanie dotacji do paliw kopalnych i przechodzenia na odnawialne źródła energii. Tam gdzie paliwa kopalne będą jeszcze używane, dwutlenek węgla będzie wychwytywany i sekwestrowany geologicznie.

Niektórzy mówią, że możemy w okresie przejściowym pomóc sobie z pomocą energii jądrowej – ale to najprawdopodobniej wiele nie wniesie. Co więcej, trwająca w Japonii awaria elektrowni jądrowej w Fukushimie objawiła cała gamę nierozwiązanych kwestii bezpieczeństwa, jak przechowywanie zużytego paliwa i wrażliwość na przeciągające się przerwy w dostawach prądu. Nawet ignorując te problemy, musimy przyjąć do wiadomości, że energia atomowa jest droga, a zasoby rudy uranu wysokiej jakości – ograniczone.

Scenariusz niskowęglowy jest ograniczony także przez inne aspekty. Produkcja energii słonecznej i wiatrowej jest nękana przez okresowość, problem który może być rozwiązany tylko przez znaczne inwestycje w składowanie energii lub przez jej przesyłanie na wielkie odległości. Obecnie odnawialne źródła energii to ułamek w światowym bilansie energetycznym, więc ścieżka niskowęglowa wymaga wysokiego tempa wzrostu w tym drogim sektorze – a wiec i ogromnych inwestycji. To trudne zadanie w świecie, gdzie większość państw ma kłopoty finansowe, a kapitał inwestycyjny jest ograniczony. W kwestii transportu, opcja niskowęglowa jest jeszcze mniej przyjemna. Biopaliwa cierpią na problem wysokich kosztów i potrzebują ziemi uprawnej. Przejście do samochodów elektrycznych zajmie dekady i będzie kosztowne (o samolotach elektrycznych nie mamy co marzyć). Przechwytywanie i przechowywanie CO2 także będzie kosztowne a wprowadzenie tych rozwiązań zajmie dekady. Ponadto koszty energetyczne zbudowania i utrzymania ogromnej, nowej infrastruktury pomp CO2, rurociągów i sprężarek będą znaczne, zatem będziemy wydobywać więcej i więcej paliw kopalnych by dostarczyć społeczeństwu taką samą ilość użytecznej energii. To duży problem, szczególnie, jeśli paliwa kopalne będą coraz droższe. A zatem przyszłość niskowęglowa to także przyszłość niskoenergetyczna.

No dobrze, ale co, jeśli zapomnimy o klimacie i podążymy drogą najmniejszego oporu? W końcu paliwa kopalne to długa historia obfitości za niewielką cenę i już teraz mamy wspaniałą infrastrukturę by je zużywać. Jeśli łagodzenie zmian klimatycznych będzie zbyt kosztowne lub politycznie sporne, to czemu dalej nie podążać sprawdzoną, wysokowęglową ścieżką? Do diabła ze środowiskiem, cała naprzód!

Niestety tak też się nie da. Problem polega na tym, że świat paliw kopalnych szybko się zmienia. Nasze położenie dobrze opisuje metafora "nisko wiszących owoców". Wydobyliśmy najwyższej jakości, najtańsze do pozyskania i najłatwiej dostępne zasoby na początku, zostawiając te gorszej jakości, drogie w wydobyciu i trudniej dostępne na później. I...no cóż - to później jest właśnie teraz.

Ogromne ilości węgla, ropy, gazu i innych paliw kopalnych ciągle kryją się pod ziemią, ale każda nowa próba wydobycia będzie kosztowała znacznie więcej – zarówno pieniędzy, jak i energii. Ta prawidłowość jest chyba najlepiej widoczna w przypadku ropy. Dziś już prawie nikt nie wierzy że ropa jeszcze kiedykolwiek będzie tak tania i tak łatwo dostępna w potrzebnej ilości, jak jeszcze dekadę temu. Podobnie będzie w przypadku innych paliw kopalnych. Wydobycie egzotycznych form węglowodorów takich jak hydraty metanu, bituminy czy kerogen będzie wymagało nadzwyczajnych starań i ogromnych inwestycji. Będzie też o wiele bardziej ryzykowne dla środowiska niż w przypadku paliw konwencjonalnych. To wszystko oznacza droższą energię.

Ale jeśli jeszcze mamy tyle paliw kopalnych do wykorzystania, a społeczeństwo potrzebuje energii, to czemu nie zacisnąć zębów i nie przeznaczyć na ich pozyskanie potrzebny kapitał, jakikolwiek by on nie był?

To też nie pomoże. W miarę jak pozyskujemy surowce o coraz niższej jakości (konwencjonalne lub niekonwencjonalne) na pozyskanie każdej kolejnej jednostki energii musimy przeznaczać coraz więcej energii. Do utrzymania wydobycia na stałym poziomie (o jego wzroście nie wspominając) potrzeba więc coraz większych nakładów finansowych i energetycznych. Po osiągnięciu punktu krytycznego ilość energii użytecznej dla społeczeństwa i tak zacznie spadać, pomimo, że całkowite wydobycie nośników energii wciąż będzie rosło. Od tego punktu wzrost ilości energii użytecznej będzie niemożliwy, bez względu na nakłady, jakie zdecydujemy się ponieść. A wszystkie znaki które widzimy, sugerują że jesteśmy już blisko tego punktu.
Z jednej strony to, czy wybierzemy drogę nisko czy wysokowęglową ma kluczowe znaczenie. W pierwszym wypadku tworzymy podstawę dla zrównoważonej (choć skromnej) przyszłości energetycznej. W drugim destabilizujemy klimat i jeszcze bardziej uzależniamy się od źródła energii, które wraz z upływem czasu będzie tylko coraz droższe i brudniejsze.

Ale z drugiej strony, nie ma znaczenia którą drogą pójdziemy. Tak czy inaczej będziemy mieć mniej energii do dyspozycji. Nawet przy kombinacji scenariusza nisko i wysokowęglowego rezultat będzie taki sam. To oznacza mniej energii na transport, rolnictwo i ogrzewanie domów. Mniej energii do produkcji i używania przeróżnych gadżetów. Mniej energii do budowania i utrzymania miast.

Od dekad prowadzi się badania nad tym, jak zredukować wkład energii w procesach produkcyjnych i innych dziedzinach ludzkiej aktywności. I tak na przykład ilość energii potrzebnej do oświetlenia spadła o 90% w związku z wprowadzeniem żarówek fluorescencyjnych, a ostatnio świetlówek LED. Ale problem polega na tym że nakłady na efektywność podlegają prawu zmniejszającego się zwrotu.  Nie możemy wytwarzać i transportować dóbr bez energii i każdy krok w kierunku większej efektywności zazwyczaj kosztuje więcej niż poprzedni. Osiągnięcie 100% efektywności wymagałoby nieskończonych nakładów.

Nawet zresztą 100% efektywność nie rozwiązuje problemu. Żarówki żarowe świecą z intensywnością 14 lumenów na wat. Świetlówki są dużo lepsze, dając 50-60 lumenów, a LED 60-100 lumenów na wat. Idealne źródło światła, przetwarzające całą energię w światło widzialne, które uznamy za białe, dałoby strumień świetlny 250 lm/W. Podobne rozważanie można przeprowadzić dla samochodów, ogrzewania czy samolotów. Po prostu istnieją granice fizyczne, których nie można przekroczyć.
O ile możemy do pewnego stopnia zwiększyć wydajność i zmniejszyć całkowite zużycie energii, to nie możemy jednocześnie kontynuować wzrostu gospodarczego. Jesteśmy na rozdrożu. Do tej pory tania i łatwo dostępna energia nieprzerwanie napędzały wzrost gospodarczy. Jedyna dyskusja w gronie elit kierowniczych dotyczyła tylko jednego – jak przyspieszać wzrost gospodarki, niezależnie od konsekwencji i wpływu na środowisko. Teraz dyskusja musi się skoncentrować na tym, jak gospodarka ma się kurczyć. Niestety, taka dyskusja jest toksyczna. Nikt nie chce jej podjąć. Trudno sobie wyobrazić bardziej samobójczą strategię dla polityka, niż oparcie kampanii wyborczej na obietnicy recesji gospodarczej. Zamiast tego dyskusja w kręgach politycznych toczy się więc wokół tego jak utrzymać iluzję wzrostu.
Można zaklinać rzeczywistość, ale prędzej czy później ona da o sobie znać. I prędzej czy później będziemy musieli postawić oszczędność w centrum polityki gospodarczej i energetycznej. Termin "oszczędność", zazwyczaj jest rozumiany jako budowanie samochodów i urządzeń, które zużywają mniej energii. Ale to oznacza także odcięcie energii wszędzie tam, gdzie nie jest ona niezbędna. Zamiast ciągle zwiększać zapotrzebowanie gospodarek na energię poprzez ciągłe stymulowanie ludzkich pragnień, musimy zacząć myśleć o tym, jak zaspokoić podstawowe ludzkie potrzeby przy minimalnym zużyciu zasobów, jednocześnie zniechęcając do rozrzutności i marnotrawstwa.

To oczywiście wymaga wywrócenia podstaw obecnego systemu gospodarczego do góry nogami i nie zostanie przedsięwzięte, dopóki nie stanie się bezwzględnie konieczne. Lecz ta konieczność nieuchronnie nadchodzi. Będziemy mieli mniej energii – czy nam się to podoba, czy nie. A z mniejszą ilością energii nie będziemy w stanie obsługiwać rosnącej społeczności konsumentów. Społeczeństwo przyszłości będzie tak różne od obecnego, jak obecne różni się od społeczeństw rolniczych w XIX w.

W miarę jak przesuwamy się w kierunku odnawialnych, mniej wydajnych i okresowych źródeł energii, coraz większa część społecznej aktywności będzie musiała być przeznaczona na procesy gromadzenia energii. Produkcja energii będzie wymagać większego obszaru oraz większej ilości pracy i inwestycji ze strony społeczeństwa. Będziemy potrzebować więcej producentów żywności, natomiast mniej menedżerów i sprzedawców. Będziemy mniej mobilni a każdy z nas będzie posiadał mniej produktów przemysłowych – miejmy nadzieję, że lepszej jakości – które będziemy powtórnie używać i naprawiać tak długo jak się da, zanim zastąpimy je nowymi.
Ta przemiana mogła by przebiegać dużo sprawniej i bezboleśniej, gdyby została dobrze zaplanowana. W ten sposób łatwiej dostosowalibyśmy się do nowych warunków energetycznych w gospodarce. Jednak prawdopodobieństwo, że takie planowanie będzie miało miejsce jest niewielkie. A to po prostu dlatego, że prawie wszyscy – od inwestorów przez polityków po zwykłych konsumentów – chcą aby napędzana paliwami kopalnymi szalona fiesta konsumpcji trwała tak długo, jak to tylko możliwe. Dlatego czekają nas przemiany najprawdopodobniej będą bardzo bolesne.
Niemniej wszędzie tam gdzie to możliwe, gospodarstwa domowe i lokalne społeczności mogą szukać nowych sposobów zaspokojenia swoich potrzeb, przy minimalnej konsumpcji już teraz, tworząc korzyści którymi będą mogły się cieszyć i dzielić z innymi. Kiedy zaczniemy mierzyć sukces nie ilością posiadanych rzeczy, lecz jakością kultury, pięknem środowiska i zdrowiem naszych ekosystemów, możemy być znacznie szczęśliwsi, niż dziś, nawet konsumując znacznie mniej zasobów Ziemi.

Tłumaczenie Hippotragus Gigas

pl Źródło: EnergyBulletin

Komentarze

11.09.2011 10:52 zibozur

Swieta prawda I tyle w temacie. Ten tekst powinnien byc wyslany do wszystkich politykow na calym swiecie chociaz podejrzewam ze I tak go nie zrozumieja.

11.09.2011 11:54 logic

A ja jestem ciekaw z jaką reakcją spotyka się pan Popkiewicz jak mówi naszym politrukom o tym ?
Co do artykułu - sama prawda.

11.09.2011 13:00 bosieje

Ta prawda jest zbyt prosta, żeby trafiła do głów uczonych w piśmie. Ich umysły, to świątynie wzniosłych idei, super technologii itp. jak ściągnąć Boga z tronu, kiedy się go już złapało za nogi ?- zdają się pytać owi oświecenilluminati. :-/

11.09.2011 19:47 adaś

Fajny artykuł. Jestem ciekaw jak to będzie wyglądało w praktyce. Jeśli zechcemy oszczędzać na nocnym oświetleniu ulic to na ciemnych ulicach zaczną grasować przestępcy.Aby ich odstraszyć trzeba będzie zamiast darmowych wakacji w celi zorganizować obozy pracy, może nawet przywrócić karę śmierci. Co powie na to lewica (w tym zieloni) przeciwna takim rozwiązaniom? Blado albo raczej czarno widzę wejście w erę oszczędności.

11.09.2011 21:20 thc

heh, wszyscy politycy na całym świecie od dawna o tym wiedzą i rozumieją o co chodzi. ale jak autor trafnie zauważa , problem leży w tym że: "...dyskusja musi się skoncentrować na tym, jak gospodarka ma się kurczyć. Niestety, taka dyskusja jest toksyczna. Nikt nie chce jej podjąć. Trudno sobie wyobrazić bardziej samobójczą strategię dla polityka, niż oparcie kampanii wyborczej na obietnicy recesji gospodarczej." no i tyle.

11.09.2011 22:50 piko

Zwycięzcy politycy mówiący nam prawdę prosto w oczy pojawią się wtedy i tylko wtedy gdy społeczeństwo dorośnie do przyjęcia tej prawdy. Obecnie większość ludzi woli głosować na szarlatanów sprzedających wiecznie rosnący "dobrobyt".

12.09.2011 18:43 gupol

adaś poruszył ważną kwestię : bezpieczeństwo. a ono nie zależy od tego czy na ulicach bedą sie palić lampy lecz od tego czy ludzie będą mieli pracę i jedzenie. oraz od równych szans społecznych. przeraża mnie gdy ktoś mówi o zaostrzaniu kar, przywracaniu kar śmierci i obozach pracy a jednocześnie nic nie wspomina o edukacji, zwiększeniu opieki psychiatrycznej i zmniejszaniu podziałow społecznych. to jest najbardziej prymitywna strategia postępowania z człowiekiem i równia pochyła prowadząca do totalitaryzmu. a kiedyś już próbowano "odstraszać" ludzi od popełniania przestępstw: publiczne egzekucje połączone z torturami typu łamanie kołem, wybebeszanie na żywca itd. z jakim skutkiem? ludzie tylko przywykli do okrucieństwa, ulegleli zezwierzęceniu a przestępczość wcale nie spadła. i nie mogła spaść. w niesprawiedliwym systemie społeczno-gospodarczym, produkowane są nie tylko zanieczyszczenia ale i przestępcy jako produkt uboczny niesprawiedliwości. prawdziwi terroryści i przestępcy siedzą dziś w bankach i na wall street. ale ich nikt nie ruszy bo spoleczeństwo ma zamknięte oczy.od wieków władzy i pieniądzom bogaczy towarzyszy strach i szacunek biedaków. ciężko będzie to zmienić. ukazać materialne bogactwo jako coś negatywnego ale cóż, może kiedyś się uda;)

12.09.2011 21:36 adaś

GUPOL wyobraź sobie, że wielki kryzys przychodzi nagle i z dnia na dzień podejmowane są drastyczne decyzje. Wtedy nie ma już czasu na edukację, opiekę psychiatryczną itd. Na ulicach jest ciemno bo brak pieniędzy na ich oświetlenie. Ludzie domagają się od władzy zapewnienia bezpieczeństwa a w wielu przypadkach biorą sprawy w swoje ręce. Powstają obywatelskie nocne patrole, dochodzi do bójek i samosądów. Władza szuka wszędzie oszczędności i organizuje dla więźniów obozy pracy. Po pierwsze ma na to przyzwolenie społeczne a po drugie lepsze to niż uliczne samosądy. Ja niestety spodziewam się właśnie takiego scenariusza.

13.09.2011 10:56 Adi

Czekają nas potężne zmiany na świecie z trzech przyczyn:

z powodu wyczerpania tanich źródeł energii,

z powodu zanieczyszczenia środowiska, atmosfery i związanych z tym zmian klimatu,

z powodu wad systemu pieniężno -ekonomicznego.


Jeżeli uda się przystosować na skutek samego oszczędzania energii, tak aby państwa mogły pełnić swoje funkcje, to wielkiej rewolucji nie będzie, jeżeli oszczędności okażą się niewystaczające, będzie anarchia i rzezie na ulicach.
Myślę, że w przyszłym porządku świata olbrzymią wartość będzie miało prawdziwe bogactwo: woda, urodzajna ziemia, żywność, energia, praca i wiedza nie zaś papierki z nominałami, sztabki złota, akcje itp.

13.09.2011 20:11 gupol

scenariusz nagłego kryzysu o którym mówisz wydarzyłby się gdyby nagle z dnia na dzień zabrakło paliw na stacjach oraz węgla i gazu. to byłby armagedon ale to mało prawdopodobne. to co się wydarzy to raczej bankructwa, recesja i wzrost bezrobocia. zauważ z jakiego poziomu spadamy. nawet redukujac przeciętny dochód o połowę i tak jesteśmy bogatsi od hindusów. ale zredukuj hindusom ich dochód o połowę i mamy setki milionów głodujacych. mamy spore rezerwy oszczędności i sporo zasobów do dyspozycji. możemy sporo zmienić na lepsze.

17.09.2011 23:56 adaś

Ludzie w wielu biedniejszych krajach mają kawałek pola i kozę która ich żywi albo mieszkają nad rybną rzeką. Im kryzys nie straszny bo wielu z nich jest samowystarczalnych. Ale w naszym klimacie gdyby mój dochód spadł o połowę nie będę mógł przeżyć zimy. Co do nagłego kryzysu to pamiętam stary film o kryzysie w USA. Pokazywał jak tłumy ludzi wyrąbują drewniany bruk z ulic. Wystarczyło, że jeden wpadł na pomysł, że tym można palić. Reszta rzuciła się aby i dla nich starczyło i w jeden dzień miasto pozbyło się bruku. Ja już teraz widzę ludzi zbierających chrust. Węgiel a nawet drewno są dla nich za drogie. Na Śląsku ciągle funkcjonują tzw. biedaszyby. Co się stanie gdy takich ludzi przybędzie? A przybędzie na pewno.

19.09.2011 1:29 gupol

Na tak konkretny argument mogę odpowiedzieć tylko konkretnym pytaniem: jaki jest twój miesięczny dochód? możemy podyskutować jak zagospodarować jego połowę;) a co do ludzi palących bruk uliczny to pewnie chodzi ci o kryzys lat 30-tych w USA. gdy gospodarka przestaje rosnąć coraz więcej dóbr gromadzi sie w rękach najbogatszych. w końcu to ty tracisz pracę, bankrutujesz i oddajesz bankowi swój majątek a nie odwrotnie. kryzys w USA z lat 30 XX wieku i ten obecny mają przynajmniej jedną wspólną cechę: w 1929 poziom nierówności majątkowych osiągnął swój szczyt, recesja i wojna doprowadziła do redystrybucji dóbr w społeczeństwie. dziś nierówności w podziale dóbr są najwyższe od 1929. tylko ich redystrybucja może poprawić sytuację. i dojdzie do niej albo w sposób ewolucyjny albo rewolucyjny bo nie ma innego sposobu złagodzenia problemów biedy i bezrobocia gdy wzrost PKB staje się nieosiągalny. jest nie wiem czy wiesz ale gdy doszlo tam do załamania na giełdzie w 1929r r a następnie głębokiej recesji rząd nie zrobił nic. po prostu zdano sie na mądrość niewidzialnej ręki rynku która sama miała rozwiązać problem. takie podejście jest bliskie dzisiejszym neoliberałom. ręka zaczęła działać, owszem, ale nie tak jak sie spodziewano - najpierw wystawiła środkowy palec a potem zacisnęła pięść. depresja była tak głęboka że dopiero II wojna światowa dała radę ją zakończyć. miejmy nadzieję że nie powtórzymy tamtych błędów bo III wojna światowa może i zakończy depresję ale raczej nie poprzez kreowanie nowych miejsc pracy i pobudzenie PKB do wzrostu...

19.09.2011 10:59 Kloszard

Jak powiedział Einstein "Nie wiem jaka będzie III wojna światowa,ale IV będzie na pewno na kamienie"

27.09.2011 22:52 adaś

Wracając do tematu oszczędzania energii- nie wiem dlaczego symbolem jest energooszczędna żarówka. Poszukałbym lepszego-wyjaśniam przyczyny:
1.Zawiera szkodliwe substancje. Przy obecnym poziomie recyklingu większość z nich trafi na wysypiska czyli do gleby i powietrza.
2.Tańsze (chińskie) modele niestety nie są tak trwałe jak głosi reklama.
3.W okresie grzewczym zwykła żarówka jest dodatkową grzałką i używając jej zużyjemy trochę mniej np gazu.
4. Zwykła żarówka nie zawiera rtęci.
Myślę, że lepszy symbol to lampa diodowa albo całkiem inne urządzenie- kolektor słoneczny, rower elektryczny itp.

Dodaj komentarz

Kod
kalkulator symulator

Informacje

Portal współfinansowany ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch, opieka merytoryczna DS Software.



logowanie | nowe konto