21 czerwca Polska zawetowała unijne plany przyspieszonego odchodzenia od paliw kopalnych. Spotkało się to z pełnym poparciem ze strony polityków i związkowców.
Podobną opinię wyraził też portal Ekologia.pl, publikując artykuł
Andrzeja Szcześniaka "Polska otwiera oczy Unii i nie godzi się na
zwiększenie redukcji emisji CO2", piszącego m.in.:.
"Polska powiedziała NIE unijnym planom klimatycznym - na posiedzeniu unijnych ministrów środowiska sprzeciwiła się pogłębianiu ograniczenia emisji z dzisiejszych 20 proc. do 30 proc. Odważny ruch, wykonany samotnie, który przysporzył Polsce wiele złej prasy i ataków tak organizacji ekologicznych, jak i innych państw europejskich. Jednak decyzja ta była konieczna i powinna być podtrzymana ofensywą dyplomatyczną.
W Komisji Europejskiej trwała walka o pogłębienie redukcji emisji CO2 do 30 procent w 2020 roku w miejsce obowiązującego dzisiaj 20-procentowego celu. Te klimatyczne ambicje wywołały protesty, ponieważ uderzają w konkurencyjność gospodarki. Trzydzieści procent emisji mniej z pewnością nie jest celem realistycznym, jednak dąży do niego pani komisarz Hedegaard, wspierana przez rosnący biznes nowej energii, który bez rządowych dotacji – zniknie z powierzchni ziemi. Teraz na poziomie rządów państw członkowskich Unii – sprawa została zablokowana przez ministra Andrzeja Kraszewskiego.
Żeby zrozumieć, dlaczego Polska ma rację w swoim proteście – trzeba się przyjrzeć dwóm aspektom tej decyzji – wymiarowi globalnemu europejskiej polityki klimatycznej i jej konsekwencjom dla Polski.
Komisja zdaje się także zamykać oczy na fakty, które drukuje we własnych dokumentach („Analiza możliwości zwiększenia ponad 20 proc. redukcji emisji” aneks część 2). Dane o redukcji emisji przez światowe gospodarki pokazują, że nikt (poza Unią) nie ograniczył emisji.
A i sama Unia, jeśli odjąć nowe kraje członkowskie (warto pamiętać o NRD!), też nie ograniczyła emisji. Czyli ponad 10 lat prób pokazuje, że te cele są głęboko nierealistyczne. Że można je osiągnąć jedynie poprzez zapaść gospodarczą, taką jaka przytrafiła się dawnemu obozowi komunistycznemu. Nie ma innych poważnych przykładów tak drastycznych redukcji emisji, jakie planuje Unia.
Patrząc na naszą drogę do dzisiejszej gospodarki nie mamy się czego wstydzić pod względem emisji. Kraje zachodniej Europy, budując swoje bogactwo, emitowały na potęgę przez cały XIX i XX wiek, zużywając rodzimy i importowany węgiel.
W scenariuszu pogłębiania cięć emisyjnych – czeka nas bowiem tzw. „ucieczka emisji” („carbon leakage”). Jest to uroczy eufemizm na emigrację energochłonnego przemysłu z państw objętych polityką klimatyczną do krajów, które takich kosztów energetycznych nie ponoszą. Z tym przemysłem wyparowują i miejsca pracy. Jeśli krajowe miejsca pracy zaczną topnieć, sytuacja społeczna będzie wybuchowa. Że polski rząd ma rację uważają także Polacy. Pokazuje to sondaż na stronie Gazety Wyborczej, gdzie 900 osób na 1102 biorących udział stwierdziło, że Polska dobrze zrobiła, bo „polska gospodarka jest oparta na węglu i musimy walczyć o swoje”. Dokładnie tak, jak to robią inne kraje Unii.
Na szczęście polski rząd dostrzegł rosnące zagrożenia. W odróżnieniu od Unii, która tkwi ślepo zapatrzona w idee podsuwane przez grupy ekologiczne i rosnąca w siłę grupa nacisku nowej, zaawansowanej technologicznie, energii odnawialnej, broniącej podstaw swojego istnienia."
A jaka jest Twoja opinia? Czy powinniśmy popierać te unijne działania, czy im się sprzeciwić? Jakie będą skutki obu wyborów? Co można zrobić, żeby wyszło jak najlepiej?
Napisz proszę kilka zdań na ten temat.
Ja swoją opinie dopiszę jak pojawi się 5 merytorycznych komentarzy :)
03.07.2011 2:45 Michał
"A warto spojrzeć też na stan wyjściowy z 1988 r. Przez dwadzieścia lat zredukowaliśmy emisje o 30 procent (wg danych IEA). To rezultat imponujący, okupiony ogromnymi kosztami gospodarczymi (likwidacja ciężkiego przemysłu) i społecznymi (bezrobocie)."
Zredukowaliśmy emisję, no trochę za dużo powiedziane. To tak jak z naszymi bogatymi przyrodniczo rzekami na tle Europy, nie mieliśmy kasy na ich kanalizację, to ostały się dzikie i bogate przyrodniczo, tak brak działań przyniósł coś pozytywnego, podobnie z ograniczeniem emisji po 1988, upadł nam nierentowny przemysł, i "ograniczyliśmy" emisję. Swoją droga, pierwszy raport IPCC to chyba 1991, skąd wiedzieliśmy, ze trzeba ograniczyć emisję już w 1988 ;)
03.07.2011 14:43 Adaś
Oczywiście trzeba się sprzeciwiać nierealnym planom,które reszta świata ma gdzieś.Kraje zachodnie swój dobrobyt osiągnęły nie przejmując się emisjami a teraz chcą pouczać resztę świata. W całej dyskusji dużo jest emocji i nie zawsze można odróżnić co jest dobre dla wszystkich a co dla grup nacisku. Np. sprawa samochodów. 20-letni mercedes czy volkswagen mający silnik z wtryskiem benzyny spełnia normy emisji spalin.A co chwilę podnosi się krzyk,że takie auta nie powinny jeździć. Nie spotkałem jednak sensownych wyliczeń, że złomując takie auto i kupując nowe (przy którego produkcji sporo CO2 poszło w atmosferę) przyczyniam się do ochrony klimatu.
03.07.2011 16:43 Pieszko
po pierwsze,jesli mamy ograniczac emisje, to robmy to w skali globalnej. nie moze byc tak ze kilka krajow sie wylamie i bedzie pompowac do atmosfery ile sie tylko da. moze to powodowac migracje niektorych galezi przemyslu a co za tym idzie inne szkody dla srodowiska. druga rzecz. ograniczanie emisji nie powinno sie odbywac poprzez nakladanie oplat na emitentow, ale poprzez poprawianie efektywnosci , zakaz technologii najmniej efektywnych, zmiany organizacyjne np w transporcie i produkcji. skrocenie okresu jakim sa objete prawem patentowym nowe technologie. po trzecie skrocenie horyzontu czasowego przyjmowanych programow. dzis horyzont czasowy wiekszosci politykow to 5 do maxymalnie 10 lat. no i cos czego nikt chyba nie robi. zadanie sobie pytania czy w obliczu zblizajacego sie peak oil jakiekolwiek plany ograniczenia emisji CO2 maja sens. przeciez jesli spadnie wydobycie ropy, automatycznie spowoduje to spadek emisji CO2. Raz w wyniku zmniejszonego spalania samej ropy, dwa w wyniku kryzysu ekonomicznego jaki bedzie towarzyszyc zmniejszeniu podazy ropy naftowej. to byly takie moje przemyslenia na goraco. pozdrawiam
03.07.2011 17:49 T.K.
Uważam ze kurczowe trzymanie się węgla jest błędną polityką, bo opóźnia rozwój zaawansowanych technologicznie form pozyskiwania energii. Państwa które jako pierwsze uwolnią się od paliw kopalnych staną się ekonomicznymi potęgami, bo wielu tkz ekonomistów zupełnie nie dostrzega faktu, że podstawą dobrobytu jest energia, szczególnie tania energia. Oczywiście rozwój niekopalnych form energii powinien być połączony ze znaczącym wzrostem efektywności energetycznej
03.07.2011 17:56 piko
Artykuł Andrzeja Szczęśniaka powtarza zwykłą litanię argumentów serwowanych przez energochłonny przemysł, przez polityków i powtarzanych przez zdezorientowanych obywateli. Mają one jednak sens tylko na pierwszy rzut oka. Jak się głębiej zastanowić to łatwo zauważyć że argumenty są przesycone emocjami a mają niewiele wspólnego z logiką i zdrowym rozsądkiem. Podam tutaj dwa przykłady:
Na przykład weźmy tezę „zapaści gospodarczej” spowodowanej przez nowe reguły gry. Argument jest bardzo podobny do powtarzanego od lat przez amerykański przemysł motoryzacyjny odnośnie wymagania przez rząd zwiększonej wydajności paliwowej. Za kadencji Busha Ford, GM i Chrysler skutecznie blokowały zmiany norm co pozwalało im produkować paliwożerne i lukratywne SUVy. Toyota w tym samym czasie wprowadziła na rynek Priusy, nawiasem mówiąc dużym kosztem bo do każdego auta firma musiała początkowo dokładać. Potem przyszedł wzrost kosztów paliwa i kryzys finansowy i wszyscy wiemy które firmy prosperują a które zbankrutowały. Innymi słowy, kto zainwestował w technologie przyszłościowe ten wygrał a ci co próbowali podtrzymywać status quo przegrali. Tkwi tutaj prosta lekcja dla sterników polskiej gospordarki.
Drugi przykład to argument, że działania Unii na nic się nie zdadzą o ile cały świat się nie przyłączy. Ponieważ reszta świata jakoś się nie kwapi więc jedyny logiczny wniosek to też nic nie robić. Czyżby? Mamy tutaj prosty dylemat: albo przyczynić się do szybszego „ugotowania” naszej planety albo dać przykład innym którędy prowadzi droga do wyjścia z tej trudnej sytuacji. Dla mnie wybór jest prosty i oczywisty. Najwyraźniej jest on równie oczywisty, chociaż diametralnie różny, dla pana Szczęśniaka.
03.07.2011 20:12 Krychu
Dobra ale przedstawiając się na same odnawialne żródła energii nastawmy się na to, że do produkcji, np elektrowni wiatrowych czy słonecznych są potrzebne rzadkie pierwiastki, które nie występują w dużych ilościach na ziemi tak jak węgiel czy żelazo . Podobno połowa z nich jest w Chinach, które to będą dyktować cenny na światowych rynkach. Uważam, że Polska powinna stworzyć taki system energetyczny do 2030 aby z 40% była z węgla 30% atomówki a reszta odnawialne i stopniowo ograniczać węgiel na rzecz odnawialnych.
04.07.2011 7:08 ng
Polska nie powiedziała, że nie chce rozwoju odnawialnych źródeł energii, tylko to, że dla nas planowane wcześniej (?) 20 % emisji mniej to i tak dużo i NIE chcemy przestawienia tego limitu na 30 %. Chyba jest całkowicie jasne, że do 2020 roku bez edukacji społeczeństwa i gigantycznego dofinansowania niewiele zdążymy zrobić. Te dwa warunku muszą być spełnione aby na dachach pojawiły się kolektory lub fotoogniwa - w mojej okolicy w promieniu kilku kilometrów nie ma chyba ich wiele bo nie zauważyłem ani jednego. Sam bym sobie zamontował ale inwestycja mnie przerasta nawet przy preferencyjnym kredycie. Poza tym wracając do argumentacji forumowiczów - ja również uważam, że powinniśmy jako kraj szykować się na to, że paliw kopalnianych będzie brakować i wg mnie to jest najważniejszy powód. Względy ekologiczno/cieplarniane jak niektórzy sądzą mogą rozwiązać się "same" jak już zabraknie węgla, natomiast co zrobimy (my - Polska) jak się skończy węgiel? Poprostu będziemy prąd kupować od sąsiadów??? Hm...
05.07.2011 14:50 z_Niemiec
Nie mam nic przeciwko nowym technologiom i nowym sposobom pozyskiwania energii.
Nie zgadzam sie jednak na postawienie mnie w stytuacji, kiedy nie mam zadnego wyboru, a panstwo wie lepiej, co jest dla mnie najlepsze. To przerabialem za komuny.
Spiegel pisze:
http://www.spiegel.de/wirtschaft/soziales/0,1518,771530,00.html
Franza Kahle z parti "Zielonych" nazywa sie ekodykatorem, od kiedy wprowadzil obowiazek budowania paneli slonecznych dla wlascicieli nowobudowanych lub remontowanych domow. Rzadzaca koalicja FDP-CSU/CDU stawia sobie teraz pytanie ile przymusu potrzebuje obecna polityka energetyczna Niemiec.