Aż 80 proc. dochodu Nigerii pochodzi z ropy. Ale "czarne złoto" pozwala wzbogacić się nielicznym. W Delcie Nigru koncerny paliwowe dostały we władanie tysiące kilometrów kwadratowych szelfu i ziemi, którą oplatają rdzewiejące rury. Ropa potrafi z nich "sikać" bez ostrzeżenia - pisze Robert Stefanicki w "Tygodniku Powszechnym".
Z oficjalnych danych, które opublikował rząd Nigerii, wynika, że w latach 1970–2000 doszło do 7 tysięcy wycieków ropy. Oczyszczanie nie jest priorytetem działających tam koncernów naftowych - dwa tysiące skażonych miejsc nadal czeka na rekultywację.
Nie brakuje zatem osób, które "zazdroszczą" Amerykanom i Luizjanie. "Gdyby ten wypadek zdarzył się w Nigerii, ani rząd, ani firma za niego odpowiedzialna nie zwróciłyby na to większej uwagi. W Delcie Nigru takie wycieki mamy bez przerwy – mówi cytowany przez "Tygodnik Powszechny" afrykański pisarz Ben Ikari.
Zobacz film: Nigeria zatruwana ropą:
Przez lata brutalne tłumienie protestów było elementem polityki tak firm paliwowych, jak i władz Nigerii. Koncern Shell dostarczał broń nigeryjskim siłom bezpieczeństwa i płacił im, aby rozprawiały się z ludźmi demonstrującymi przeciw budowie rurociągu.
Bieda, brak perspektyw i wściekłość na bezkarność przemysłowych molochów napędzają w Delcie ruchy separatystyczne. Dla skorumpowanych dyktatorów, którzy przez dekady rządzili Nigerią, współpraca z firmami wydobywczymi była najprostszą drogą do pomnożenia własnego majątku - czytamy w "Tygodniku".
Jeśli szukać światełka w tunelu, jest nim instytucja pozwu zbiorowego. Rosnące znaczenie nacisku społecznego – co pokazał bojkot BP po katastrofie w Zatoce Meksykańskiej – sprawia, że koncerny muszą na nowo nauczyć się liczyć - przekonuje Stefanicki.
Źródło: Onet.pl






