Naukowcy z kalifornijskiego laboratorium rządowego próbują wykorzystać największy laser na świecie – o wielkości trzech boisk piłkarskich – aby wywołać reakcję nuklearną, która będzie tak intensywna, że stworzy błysk gwiazdy na powierzchni Ziemi.
Pomysł Narodowego Laboratorium Lawrence Livermore na stworzenie słońca na ziemi może brzmieć jakby zaczerpnięto go z filmu typu „Austin Powers”. Ale nie jest to fantazja rodem z Hollywood – ten ambitny eksperyment ma być przeprowadzony naprawdę jeszcze tego lata.
Jeśli laboratorium odniesie sukces, naukowcy mają nadzieję, że będą w stanie rozwiązać kwestię globalnych problemów energetycznych poprzez wykorzystanie energii generowanej przez mini-gwiazdę.
Nie ma wątpliwości, pomysł kalifornijskiego laboratorium budzi jednak sceptycyzm. Fuzja nuklearna, rodzaj reakcji, jaką chcą wywołać kalifornijscy naukowcy, pozostaje niezrealizowanym marzeniem od ponad pół wieku. Fuzja została już nawet nazwana „cudownym źródłem energii”, ale dotychczasowe starania nie dały zbyt wielu pozytywnych rezultatów.
Sprawę pogarsza jeszcze fakt, że instytucja kontrolna amerykańskiego Kongresu, Government Accountability Office, opublikowała w tym miesiącu audyt prac laboratorium, w którym informuje o opóźnieniach i niewłaściwym zarządzaniu, uznając, że mało prawdopodobne jest, by naukowcom w tym roku udało się doprowadzić do pożądanej reakcji.
Jednak naukowcy z Livermore, oddalonego od San Francisco zaledwie o godzinę drogi samochodem, mówią, że w przypadku tego eksperymentu nie jest to kwestia „jeśli”, ale najwyżej „kiedy”.
„Mamy ogromną pewność, że będziemy w stanie osiągnąć cel w ciągu następnych dwóch lat”, udowadniając tym samym, ze kontrolowana fuzja jest możliwa – mówi Bruno Van Wonterghem, kierownik projektu, który opatrzony został kryptonimem NIF (National Ignition Facility).
To zbliżyłoby nas o jeden krok do „naszego wielkiego marzenia” – dodał – „jakim jest rozwiązanie problemów energetycznych świata”.
Jak zbudować gwiazdę
Poniżej znajduje się sposób, w jaki laboratorium Livermore planuje stworzyć swoją gwiazdę.
Krok pierwszy: Wybuduj największy laser na świecie, najlepiej w ponurym budynku biurowym. (Aby to zrobić trzeba jednak porzucić swe wcześniejsze wyobrażenia o tym, jak wygląda laser. Ten jest bowiem w zasadzie gigantyczną fabryką pełną tub i rur.)
Krok drugi: Podziel kolosalny laser na 192 wiązki. Wyceluj je wszystkie w jeden mały punkt.
Krok trzeci: W tym małym celu, zastosuj śladową ilość dwóch izotopów wodoru, które można uzyskać z wody morskiej. Otocz to wszystko atomami w złotej kapsule, która jest mniejsza od naparstka.
Krok czwarty: Odpal laser!
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wynikająca z tego reakcja będzie gorętsza niż środek słońca (ponad 100 milionów stopni Celsjusza) i wytworzy ciśnienie ponad 100 miliardów wyższe niż w atmosferze ziemskiej.
To wszystko. Właśnie narodziła się nowa, maleńka gwiazda…
Cudowne lekarstwo?
Opisywana fuzja jest taką samą reakcją, jaka zasila słońce w naszym systemie słonecznym oraz inne gwiazdy.
„To najbardziej fundamentalne źródło energii istniejące w naturze” – mówi Van Wonterghem.
Pracownicy laboratorium The Lawrence Livermore twierdzą, że reakcja, którą chcą przeprowadzić, jest bezpieczna. Ich wersja fuzji jest kontrolowana, dzięki czemu jest też bezpieczniejsza niż np. eksperymenty z bronią jądrową prowadzone przez amerykańską armię, które również polegają na reakcji fuzji.
„Nie ma zagrożenia dla społeczeństwa” - zapewnia Lynda Seaver, rzeczniczka grupy badawczej. „Największe nieszczęście, jakie ewentualnie może się wydarzyć, jest takie, że to wszystko nie zadziała.”
W wyniku fuzji dochodzi do emisji radioaktywnych neutronów. Aby powstrzymać te neutrony przed ucieczką, laboratorium otoczyło komorę, w której ma być wywołana reakcja, ścianami betonowymi o grubości około dwóch metrów.
Choć reakcja ma „nawet przewyższyć warunki, jakie są w centrum słońca”, Van Wonterghem zapewnia, że kontrolowana fuzja będzie nieprawdopodobnie mała i krótka.
Gwiazda, która ma powstać w Livermore tego lata ma zgasnąć już 200 trylionowych sekundy po jej zapaleniu – dodaje Van Wonterghem. Będzie też miała szerokość zaledwie 5 mikronów, czyli kilka razy mniej, niż szerokość ludzkiego włosa.
Droga do komercjalizacji
Wartość zapowiadanego eksperymentu polega na udowodnieniu, że potężne wiązki światła mogą wyprodukować kontrolowaną reakcję fuzji – zapowiada Seaver.
Stworzenie jednak ciągłej reakcji fuzji, która mogłaby podgrzewać wodę, wytwarzać parę i napędzać generatory w komercyjnych elektrowniach, zajmie kolejne dwadzieścia lat, przy odpowiednich funduszach – wyjaśnia rzeczniczka zespołu naukowców.
Na razie jednak projekt jest opóźniony i przekroczył już swój budżet – wynika z raportów rządowych.
Od 2005 roku, kiedy eksperyment został wyodrębniony w programie rządowym zwanym National Ignition Campaign, na projekt ten wydano już ponad 2 miliardy dolarów, czyli 25 procent więcej, niż wynosił budżet w wysokości 1,6 miliarda dolarów – wynika z raportu Government Accountability Office (GAO).
Poza tym w ostatnich latach projekt został opóźniony – twierdzą przedstawiciele GAO – a przewidywana data zakończenia badań sięga teraz końca 2012 roku.
Seaver jednak stwierdza, że raport pomija istotną pracę wykonaną w laboratorium. „NIF trzyma się swojego budżetu, a eksperymenty idą doskonale” – zapewnia. „Wszystko idzie tak, jak zakładaliśmy.”
Budowa ośrodka laserowego Livermore rozpoczęła się w 1997 roku, ale technologia laserowa potrzebna do eksperymentu rozwijana jest już od 50 lat – zaznacza rzeczniczka projektu.
Jednocześnie nad projektami stworzenia fuzji pracują też inne laboratoria.
Projekt francuski, zwany ITER, zamierza na przykład wykorzystać magnesy i plazmę, zamiast laserów, aby przetestować reakcję fuzji nuklearnej. Trwają też badania nad innymi niż fuzje kwestiami wykorzystania energii jądrowej.
Czasami problemem może być też jednak paliwo, choć laboratorium Livermore twierdzi, że może pozyskać swoje paliwo – dwa izotopy wodoru – z wody morskiej. Proces ten nie jest jeszcze perfekcyjny, ale nikt nie ma wątpliwości, że wtedy dostawa paliwa mogłaby być praktycznie nieograniczona.
„Jeden galon wody morskiej stanowiłby odpowiednik energii 300 galonów benzyny. Paliwo z 50 filiżanek wody byłoby odpowiednikiem energetycznym dwóch ton węgla” – czytamy na stronie internetowej projektu Livermore.
Co więcej, energia nuklearna – w przeciwieństwie do spalania węgla oraz gazu – nie wytwarza też gazów cieplarnianych.
Wątpliwości i optymizm
Krytycy przedsięwzięcia z Livermore zarzucają naukowcom z Kalifornii, że ich projekt jest zbyt drogi i zbyt teoretyczny.
Świat musi raczej rozwijać istniejące już rozwiązania walcząc ze zmianami klimatycznymi, niż szukać technologicznego cudu, który i tak okaże się w końcu zbyt kosztowny dla produkcji energii na dużą skalę – twierdzi Thomas B. Cochran, fizyk jądrowy z Natural Resources Defense Council.
„Jeśli chcemy robić badania, które złagodzą zmiany klimatyczne, trzeba mieć technologie, z których wkrótce będzie można korzystać” – mówi. „Nie mamy tak dużo czasu, by później to odkręcać.”
Nawet jeśli lasery laboratorium stworzą fuzję nuklearną, naukowców wciąż będzie dzieliła daleka droga od wykorzystania reakcji w komercyjnej elektrowni – dodaje specjalista.
„Nie będzie to też konkurencyjne. Szaleństwem jest iść tą drogą. To na pewien sposób zabawne i interesujące, ale oni marnują pieniądze myśląc, że fuzja nuklearna przyniesie korzyści dla społeczeństwa” – mówi Cochran.
Mimo to badacze z Livermore pozostają optymistami.
Van Wonterghem liczy na cud energetyczny i na szalę kładzie nawet całą swoją karierę. Linda Seaver także uważa, że to, co dzieje się w laboratorium ma znaczenie historyczne.
„To, coś o czym będzie można opowiedzieć wnukom” - dodaje. „To jakby stać na wzgórzu i patrzeć na to, jak przelatuje obok samolot braci Wright.”
Źródło: Onet.pl
20.05.2010 18:49 Jurek
Budowa reaktora termojądrowego jest niczym innym, jak próbą zbudowania perpetum mobile. Chodzi o to, że energia potrzebna do utrzymania w ryzach płonącej plazmy musi być większa od tej energii, jaka powstaje wewnątrz niej. To wyjaśnia, dlaczego udaje się wywołać taką reakcję, ale czas jej trwania jest tak krótki, jak wybuch. W naturze plazma utrzymywana jest przez siły grawitacyjne. To nie przypadek, że nie ma małych gwiazd.
21.05.2010 1:37 T.K.
Człowieku, co to za brednie? Energia potrzebna do utrzymania plazmy MUSI być większa od energii uzyskanej? Skąd czerpiesz takie informacje?
A tak na marginesie - japoński tokamak JT-60 podtrzymywał reakcję termojądrową przez 28 sekund. To ma być ten "wybuch"?
27.05.2010 21:52 Jurek
Żeby układ złożony z plazmy i pola magnetycznego był stabilny, musi mieć sumaryczną energię równą zero. To znaczy, że energia plazmy i pola magnetycznego muszą być sobie równe, a wywierane przez nie ciśnienia wzajemnie sie równoważyć. Jeśli będzie inaczej, to cały układ się rozpadnie albo zapadnie. Jeśli uwzględnimy fakt, że urządzenie wytwarzające to pole nie ma 100-procentowej sprawności i na dodatek paliwo do takiego reaktora musimy w warunkach ziemskich wytworzyć, to bilans energetyczny termoreaktora musi być ujemny. Oczywiście taki reaktor można zapewne zbudować. Tyle tylko, że włożonej w niego energii nie odzyskamy.
28.05.2010 18:59 T.K.
Zdecyduj się. Najpierw mówisz, że "energia potrzebna do utrzymania w ryzach płonącej plazmy musi być większa od tej energii, jaka powstaje wewnątrz niej" a teraz, że "bilans energetyczny termoreaktora musi być ujemny".
"Wytwarzanie" paliwa polegające na ekstrakcji deuteru z wody oraz powielaniu trytu z litu w moim przekonaniu nie stanowi jakiegoś monstrualnego wydatku energetycznego. Mimo to nie dam głowy, że EROEI el. termojądrowej nie będzie mniejsze od jedności. Natomiast jestem pewien, że inżynierowie, którzy nad nią pracują wzięli pod uwagę aspekt bilansu energetycznego działania samej elektrowni.
Co się zaś tyczy stabilności układu złożonego z plazmy i pola magnetycznego to wg mnie taki układ jest zawsze stabilny tyle że, słabsze pole jest w stanie utrzymać plazmę o niższej temperaturze a pole silniejsze utrzyma plazmę o wyższej temperaturze. Oczywiście, że jeśli pole nagle osłabnie to plazma może się rozproszyć, ale jeśli nagle wzrośnie to plazma się nie zapadnie (nie jestem pewien co miałeś na myśli pisząc o rozpadaniu się lub zapadaniu układu). W każdym razie nie widzę w tych dywagacjach żadnego związku z meritum naszego sporu. Musisz się zdecydować który aspekt idei elektrowni termojądrowej kwestionujesz.
29.05.2010 1:29 gupol
EROEI mniejsze od jedności... to nie brzmi zbyt optymistycznie i zachęcająco. nawet jeśli jest to niewyczerpywalne źródło energii to przy tak niewielkim zysku energetycznym trzeba będzie wybudować tysiące takich elektrowni by zaspokoić potrzeby energetyczne świata. to ogromne i pewnie bardzo kosztowne inwestycje.
30.05.2010 14:16 T.K.
@GUPOL
EROEI mniejsze od jedności oznacza większy wydatek energetyczny na budowę oraz działanie niż uzysk w ciągu całego życia elektrowni. W takiej sytuacji stawianie elektrowni nie ma sensu. Ale osobiście nie znam żadnych przesłanek wskazujących na takie EROEI.
30.05.2010 19:21 Jurek
Kwestionuję możliwość uzyskania nadwyżki energii. Pole magnetyczne o mniejszej energii utrzyma plazmę zimniejszą, a więc wytwarzającą mniej enrgii i na odwrót - pole silniejsze pozwoli utrzymać plazmę gorętszą. W każdym z tych przypadków obie energie muszą się równoważyć. Nie ma więc możliwości uzyskania nadwyżek. Przeciwnie, sprawnośc układu, z natury rzeczy mniejsza od 100%, sprawi, że w rzeczywistości bilans energetyczny takiego termoreaktora będzie ujemny. Pisząc, że układ się zapadnie lub rozpadnie oczywiście przesadziłem, ale był to tylko skrót myślowy, obrazujący rozrzedzanie się lub zagęszczanie plazmy spowodowane zmianami energii pola magnetycznego.
Problem, moim zdaniem, polega na tym, że wytworzenie pola magnetycznego wymaga aktywnego, ciągłego dostarczania energii. Nie istniałby on, gdybyśmy mieli możliwość wykorzystania "darmowego" pola na wzór pola grawitacyjnego, z którego korzystają gwiazdy. Na razie nikt czegoś takiego nie wymyślił.
31.05.2010 3:12 T.K.
@JUREK
O Matko. Wymyśliłeś sobie własną teorię działania reaktora termojądrowego i upierasz się, że to nie może działać. Rzeczywiście, w ten sposób to by nie działało.
Idea funkcjonowania reaktora fuzyjnego polega na utrzymywaniu odpowiednio silnego pola magnetycznego, w którym, w kilku gramach plazmy o temp. 100 mln stopni, dochodzi do reakcji termojądrowej pomiędzy deuterem i trytem. W wyniku tej reakcji (stąd bierze się właśnie nadwyżka energii) powstaje jądro helu oraz neutron, które otrzymują odpowiednio 20 i 80 % energii reakcji. Energia jąder helu ma służyć do podtrzymywania odpowiedniej temperatury plazmy natomiast energia neutronów, przekształcona w ciepło posłuży do wytwarzania elektryczności. Oczywiście, utrzymywanie pola magnetycznego wymaga ciągłego dostarczania energii do chłodzenia nadprzewodzących elektromagnesów (potrzeba też "trochę" do dogrzewania plazmy przy pomocy mikrofal), ale nie jest ona liniowo zależna od energii samego pola a już na pewno moc reaktora nie zależy wprost od energii termicznej jaką posiada plazma.
Budowany obecnie ITER ma generować 500 MW mocy a zużywać tylko 50 MW.
31.05.2010 19:10 Jurek
Miejmy nadzieję, że to zadziała.
01.06.2010 21:30 gupol
no i jest podobno pewien problem z tym helem i neutronem. podobno silnie reaktywne neutrony o wysokiej energii są niebezpieczne nie tylko dla żywych organizmów ale z czasem doprowadzają do uszkodzenia reaktora gdyż nie istnieja obecnie materiały mogące się oprzeć tak potężnym oddziaływaniom. podobno użycie izotopu He3 rozwiązało by problem, lecz niestety trzeba by go sprowadzić z księżyca bo na ziemi jest go za mało. ale nie wiem czy to prawda. tak tylko słyszałam;)
01.06.2010 22:41 Dragon
Owszem, reaktor termojądrowy jak najbardziej może generować więcej mocy, niż pobierać do działania. Pole magnetyczne trzymające plazmę może być stabilne. ITER ma szansę wykazać to w praktyce - w zasadzie to są cele tego projektu.
Jednak ITER nie odpowie ani na pytanie o odporność reaktora na strumień neutronów i kwantów gamma, ani na kwestię powielania paliwa. Tą ostatnią można ewentualnie rozwiązać za pośrednictwem reaktorów rozszczepialnych, wykorzystując ich strumień neutronów. Rozwiązanie pierwszej kwestii wciąż pozostaje otwarte (może projekt IFMIF da odpowiedź). Więc nawet jeśli projekt ITER zrealizuje wszystkie swoje cele, wciąć będziemy o minimum 20-30 lat od komercyjnych reaktorów. W sumie jeśli ta technologia ruszy, to w 2 połowie XXI w (jak na razie jest to technologia, która od kilkudziesięciu lat "będzie gotowa za 50 lat"). Do tego czasu prawdopodobnie rozdroże już się zdecyduje. Ale jest to potencjalnie potężne źródło energii, więc inwestycje w ciągu 20 lat na poziomie kilkudziesięciu mld USD (co odpowiada światowym tygodniowym wydatkom na zbrojenia lub kwocie, jaką Europa płaci w kilkadziesiąt dni za import ropy) nijak mają się do złożoności problemu i wyczerpywania się konwencjonalnych złóż energii.
Ciekawa lektura n/t problemów syntezy jądrowej np. http://europe.theoildrum.com/node/5929
06.06.2010 18:36 gupol
no właśnie. z alternatywnymi źródłami energii jest tyle problemów do rozwiązania że banki inwestycyjne wolą pompować kasę w nowe technologie wojskowe i zbrojenia. okazuje się że o wiele taniej jest kogoś najechać, ograbić z jego kopalin i zostawić na pewna śmierć. wolny rynek i dziki kapitalizm rządzi. prawo dżungli, nieskrępowana konkurencja. taki system zbudowaliśmy, taki właśnie będzie XXI w.
30.08.2010 1:38 apollo13
no i co,jest jakiś przełom czy mam zacząć kopać torf?
05.08.2011 16:10 Drzewo
MONTOWAĆ OGROMNE REFLEKTORY, NA
MIĘDZYNARODOWYCH SATELITACH.
BĘDZIE ZAWSZE POGODNIE.
MOŻNA WYBUDOWAĆ NA CAŁYM ŚWIECIE
MILIARDY CIEPLARŃ, I OŚWIETLIĆ
REFLEKTORAMI Z SATELIT WIELKIE
ILOŚCI CIEPLARŃ. WEWNĄTRZ W
CIEPLARNIACH DESZCZOWNIE
PODLEWAJĄCE POLA UPRAWNE W
CIEPLARNIACH. MOŻNA ROZSTAWIĆ
DODATKOWO MILIARDY ELEKTROWNI
WIATROWYCH.- PEŁNY DOBROBYT.