Dlaczego czysta gospodarka nie uratuje rynku pracy

Czysta gospodarka“Zielone miejsca pracy” stały się hasłem przewodnim w promowaniu czystych źródeł energii przez administrację Baracka Obamy. Ale czy słuszne jest założenie, że „czysta gospodarka” wygeneruje wystarczającą ilość miejsc pracy, aby zmniejszyć dzisiejszy, wysoki poziom bezrobocia i spełni potrzeby przyszłych pokoleń?

Aby zrealizować oba powyższe cele, zielona gospodarka musiałaby wykreować miliony miejsc pracy. Tymczasem fakty zdają się przeczyć przeważającemu wśród niektórych polityków przekonaniu, że zielone miejsca pracy mogą być główną przesłanką transformacji gospodarki.

Przyjrzyjmy się bliżej tylko jednemu sektorowi czystej energii - inteligentnej sieci energetycznej - pod kątem potencjału w kreowaniu miejsc pracy. Ustawa o ożywieniu i inwestycjach w gospodarce zarezerwowała na inteligentne sieci nieco ponad 4 mld dolarów. Dla traktowanej dotychczas po macoszemu krajowej infrastruktury jest to kwota bez precedensu. Większość tej sumy ma być przeznaczona na instalację na przestrzeni najbliższych pięciu lat prawie 20 mln „inteligentnych liczników”. Inteligentne liczniki to cyfrowa odmiana zwykłych wersji analogowych, które są wszechobecne w całym kraju. Na przestrzeni ostatniego wieku zwykłe liczniki praktycznie nie uległy zmianom. Ich elektroniczni bracia potrafią natomiast automatycznie wysyłać dane o konsumpcji energii elektrycznej do zakładu energetycznego. Dzięki wyeliminowaniu z tego procesu człowieka, inteligentne liczniki gwarantują bardziej precyzyjne pomiary oraz większą efektywność w zarządzaniu zasobami energii.

Na całym świecie, głównie w Europie, zainstalowano dotychczas ok. 40 mln takich liczników. Miejsca pracy w tym obszarze można podzielić na cztery kategorie: instalację, produkcję, badania i rozwój oraz usługi IT.

Co do instalacji: zamontowanie nowego licznika i demontaż starego zajmują zazwyczaj dwójce certyfikowanych elektryków ok. pół godziny. Jednego dnia dwie osoby mogą zainstalować ok. 15 nowych liczników, czyli ok. 5 tys. rocznie. Gdyby rocznie instalować milion nowych liczników, powstanie 400 nowych miejsc pracy. Idąc dalej, dochodzimy do wniosku, że planowana przez rząd instalacja 20 mln liczników na przestrzeni pięciu lat (czyli 4 mln rocznie) przyczyni się do powstania 1,6 tys. miejsc pracy. Jeśli ilość liczników nie zwiększy się, 1,6 tys. osób będzie miało zajęcie na najbliższe pięć lat.

Mimo, że montaż nowych liczników będzie impulsem dla producentów, to proces produkcyjny jest w dużym stopniu zautomatyzowany, a większość i tak powstaje za granicą. Liczba nowych miejsc pracy w tym obszarze będzie więc liczona co najwyżej w setkach. Badania i rozwój oraz sektor IT to wysoko płatne stanowiska dla wykształconych osób, więc sumując ich ilość z produkcją, całkowita liczba nowych miejsc pracy może, ale nie musi przekroczyć tysiąca.

Przyjrzyjmy się teraz miejscom pracy, które trzeba będzie zlikwidować. Pracownikowi odczyt jednego licznika zajmuje ok. 15 minut. W ciągu dnia inkasent może więc odczytać ok. 30 liczników, czyli ok. 700 miesięcznie. Liczniki są zwykle odczytywane raz w miesiącu, co trzeba przyjąć za podstawę w kalkulacjach odnośnie miejsc pracy w obszarze odczytywania liczników. Odczyt miliona liczników każdego miesiąca angażuje zatem ok. 1,4 tys. etatów. Ponieważ w najbliższych pięciu latach zniknie 20 mln analogowych liczników, to z gospodarki wyparuje ok. 28 tys. związanych z tym procesem miejsc pracy.

Innymi słowy nowe cyfrowe liczniki zamiast kreować miejsca pracy, będą zmniejszać ich ilość w ujęciu netto. Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, ponieważ jedynym sposobem na tworzenie „inteligentnej” sieci energetycznej jest automatyzacja jej funkcjonowania. A to z definicji wiąże się z zastępowaniem ludźmi maszynami.

W innych sektorach „czystej energii”, np. solarnej lub wiatrowej, nowe miejsca pracy mają się pojawić w obszarze instalacji, produkcji, badania i rozwoju oraz usług IT. Ale wartość planowanych inwestycji w tym obszarze i przechodzenie na czyste źródła energii oznaczają, że nowe miejsca pracy będą liczone najwyżej w dziesiątkach tysięcy, podczas gdy potrzebne są setki tysięcy lub więcej. Kolejnym obiecującym, zielonym sektorem gospodarki są samochody elektryczne, ale nawet w przypadku, gdyby ich ilość była znaczna, miejsca pracy powstawałyby głownie w obszarze badań i rozwoju oraz infrastrukturze, co przełożyłoby się na setki lub najwyżej tysiące etatów. Miejsc pracy w produkcji nie przybędzie, ponieważ można śmiało założyć, ze rozwój samochodów elektrycznych odbywałby się kosztem ich spalinowych odpowiedników.

„Czysta gospodarka” nie jest żadnym panaceum dla kulejącego rynku pracy. Nie znaczy to oczywiście, że Ameryka nie powinna nic robić w tym kierunku, ponieważ przyczyni się to do łagodzenia zmian klimatycznych, zmniejszania zależności od zagranicznej ropy oraz bardziej efektywnego wykorzystania źródeł energii. Jednak ci, którzy konsekwentnie rozprawiają o „potencjale w kreowaniu miejsc pracy” powinni się zastanowić, ponieważ skutek może być dokładnie odwrotny.

Autor: Sunil Sharan, w latach 2008-2009 dyrektor Smart Grid Initiative w firmie GE, zatrudniony w sektorze czystych energii od dziesięciu lat. Opinie wyrażane w artykule są jego własnymi.

pl Źródło: Onet.pl

Dodaj komentarz

Kod
kalkulator symulator

Informacje

Portal współfinansowany ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich

Wykonanie Harmonika, grafika GFX RedFrosch, opieka merytoryczna DS Software.



logowanie | nowe konto